|
Ścieżka poza technologię
Każdy może poznać swoją moc, lecz tylko ten ją posiądzie, kto
uwierzy. Kto nie wierzy, ten nie wie, co to spokój. Spokój serca to spokój
myśli. Spokój myśli to mądrość. Wiara i mądrość to moc. Gdy o czymś myślisz,
stać się może. Gdy dasz temu wiarę, stanie się. Staje się nie dlatego, że stać
się musi, staje się, bo to twoje dzieło. Ty wiesz, co stać się może, a projekcja
myśli, to twój dar. Umiesz go coraz lepiej wykorzystywać. Każda myśl to księga
otwarta, każda następna to księgozbiór. Nie można stworzyć dzieła cudzą myślą –
choćby najmądrzejsza, nie jest twoja. Gdy wszyscy to pojmą, stanie się dzień.
Światło mądrości płynie z treści, lecz treść jest tylko połową dzieła. Aby
Światłu przydać blasku, potrzebna jest wiara, a wiara wypływa z serca. Zapał nic
nie da, gdy zabraknie wiary.
Tekst czytany przez stu mędrców jest dla każdego z nich inny.
Jeden przeczyta i rozumie, drugi przeczyta dwa razy i zrozumie, a setny po
stokroć przeczyta i będzie szukał dalej, bo on wie, że każde słowo coś znaczy.
Przeczytane słowo daje impuls myślom, a one są kluczem do bram przypomnienia.
Czytaj, aż zrozumiesz, że nie słowa są ważne.
Ci, co to wiedzą, nie pomogą, bo oni wiedzą, że pomóc nie mogą.
Ci, co mówią, że pomogą, nie pomogą, bo pomóc nie mogą.
Czas nie mija – on jest. Tylko zegar wybija godziny. To właśnie
jest złudzenie upływu czasu. To jest kluczem tajemnicy poznania. Ten kto to
zrozumie, pojmie, że wieczne Teraz jest naszym prawdziwym czasem. Ten, kto szuka
sensu życia, nigdy go nie znajdzie, bo sens życia to cel, który sam sobie
wybrał. Gdy przypomnisz sobie tę prawdę, czas wróci na właściwe miejsce.
Każdy wyszedł z Jasności i każdy do Niej powróci, lecz szczęściem
jest powrócić, mając Jej pełną świadomość w Tu. Powrócić nie znaczy odejść;
powrócić to znaczy odzyskać prapamięć.
Hanna Kotwicka
DROGI CZYTELNIKU
Dziś wszedłeś w posiadanie największego dzieła Jose Arguellesa.
Dziś dostałeś klucz do zgłębienia tajemnic Majów. To, czy dasz sobie radę,
zależy od Ciebie. Jeśli znasz cykl JA jestem innym TY, z pewnością będzie Ci
łatwiej. Jeśli nie znasz, będziesz miał okazję do podjęcia największego wyzwania
życiowego. Tę szansę ma tutaj każdy: Ty, ja, nasi znajomi, lekarze, politycy,
jak również – a może przede wszystkim – przedstawiciele świata nauki we
wszystkich jej dziedzinach. Wiedz, że nie jest to łatwy kierunek. Przekonałam
się o tym sama, trzy razy zabierając się do przekładu tego dzieła. W tym czasie
z Faktorem Majów zmierzyło się trzech tłumaczy. Niestety, mimo ich wielkiego
zaangażowania i doskonałej znajomości języka, Majowie okazali się NIEUBŁAGANI
i... o wiele sprytniejsi od nas wszystkich. Oni dokonali wyboru tłumacza kilka
lat wcześniej i czekali. Magia tej książki tkwi w wibracji słowa, dlatego
niedopuszczalne są jakiekolwiek kompromisy. Tu nie wystarczy mechaniczny
przekład, ten tekst trzeba poczuć. Majowie wymagają od każdego, nie tylko od
tłumacza, pokory. Nie każda z osób, które pracowały nad Faktorem, była w stanie
to pojąć. Tego nie tolerują Prawa Czasu. Ten, kto tego nie zrozumiał, musiał
zostać odsunięty od współpracy. Tu nie ja jestem arbitrem, lecz galaktyczni
Nawigatorzy. Mnie chodzi wyłącznie o przystępność i czystość wiedzy. Nie liczą
się straty finansowe. Rekompensuje je miłość i sympatia czytelników. Ziemia jest
Planetą Sztuki. Sztuką jest umiejętność wybiegania poza materię i materializm. W
ciągu kilku najbliższych lat nauczą się tego wszyscy, a przynajmniej dostaną od
życia taką szansę. W tym miejscu składam podziękowanie wszystkim osobom, które
pojawiwszy się na mojej drodze, stały się katalizatorem, przyspieszającym
przyspieszenie tego, co rozpoczęłam kilka lat wcześniej. Moją szczególną
wdzięczność pragnę wyrazić Iwonie Pofelskiej (Biały Magnetyczny Mag) i Piotrowi
Wrońskiemu (Białe Rytmiczne Zwierciadło), dwóm wspaniałym świadomościom
niesionym przez „białe wibracje" w majańskim kosmonogamie, bez których wsparcia,
pomocy i fizycznego zaangażowania wydanie Faktora Majów opóźniłoby się o kilka
tygodni.
Książka musiała ukazać się na początku 2004 roku i nie tylko z
uwagi na warunki kontraktu autorskiego, ale i na sam rok 2004. Nie pozostało mi
nic innego, jak ponownie zasiąść do pracy. To, czy podołałam, Ty ocenisz. Czasu
miałam niewiele. Dlatego proszę Cię o wyrozumiałość. Nie zapomnij, że Jose
Arguelles dochodził do tej wiedzy trzydzieści trzy lata! Przed przystąpieniem do
lektury tego dzieła zapoznaj się z terminologią zamieszczoną w słowniku
podręcznym na końcu książki, ponieważ w przypadku tej, tak nowatorskiej wiedzy
wiele potocznie używanych słów nabierze zupełnie innego znaczenia.
Z pewnością chciałbyś wiedzieć, dlaczego rok 2004 jest taki
wyjątkowy. Wyjaśniam, że w lipcu 2004 domyka się faza wgrywania programu i
otwiera kolejna – faza realizacji. Żniwo zaczniemy zbierać dopiero od 2009 roku,
kiedy wejdziemy w fazę artykulacji i modyfikacji wyników naszych działań. 26
lipca 2004 wyznacza kolejny przełom w historii ludzkości (drugi po Harmonicznej
Konwergencji w 1987 r.). Planeta Ziemia przestawia się na naturalny rytm
Kalendarza Trzynastu Księżyców i nic nie zdoła jej powstrzymać. W tym dniu
rozpoczyna również swój bieg siedmioletni cykl proroctwa TELEKTONON, w którym
dokona się ostateczne otwarcie siedmiu pieczęci, odnalezienie siedmiu
zagubionych pokoleń, powrót siedmiu zatraconych świadomości. Być może trudno Ci
w to uwierzyć. Poczekaj. W 2004 r. wiele Cię zaskoczy, wiele też oczaruje.
Resztę wyjaśni Ci trzynastomiesięczny kalendarz i ta wspaniała książka,
opatrzona –jak zwykle w „Pulsarze" – kontrowersyjnym tytułem Faktor Majów.
Otwiera ona nowy cykl studiów nad wiedzą Majów na skalę megakosmiczną,
zatytułowany Śladem Mistrzów Czasu. Następna pozycja – Wschodząca Ziemia –
odsłaniająca relacje pomiędzy I Cingiem a Świętym Kalendarzem Majów i
geopsychiczną ewolucją istoty ludzkiej, będzie lekturą znacznie łatwiejszą.
Pomyśleliśmy też o bardziej przystępnej wersji Faktora Majów, adresowanej przede
wszystkim do młodzieży – Surfer na fali Zuvuya i Czas jest Sztuką. Na 2004 rok
zaplanowaliśmy jeszcze wiele innych niespodzianek, abyś zdążył przygotować się
na spotkanie z Jose Arguelłesem, który odwiedzi Polskę w 2005 roku.
Teraz, skoro zdecydowałeś się zanurkować w głębię Świętego
Kalendarza Majów, mogę Ci powiedzieć tylko jedno: Witaj w domu, Świetlany
Wojowniku! Po 26 000 lat tułaczki odnaleźliśmy się dzięki Tzolkin.
In lake'ch
Hanna Kotwicka
W dniu 13 stycznia 2004 roku
Kin 65, Czerwony Kosmiczny Wąż
Fala Wędrowca, Rezonansowy Księżyc 4, Rok Białego Spektralnego
Maga
UZUPEŁNIENIE 1997 -2003:
MYŚL I WIADOMOŚĆ DLA POLSKICH CZYTELNIKÓW
Drodzy Czytelnicy w Polsce,
to dla mnie wielkie szczęście dowiedzieć się, że mieszkańcy tak
wielkiego kraju Europy Wschodniej jak Polska zyskali sposobność przeczytania w
swoim ojczystym języku Faktora Majów: Ścieżki poza technologię. Książka ta
kładzie podwaliny dla pracy na rzecz tego, co obecnie znane jest jako światowy
ruch na rzecz transformacji społeczności ludzkiej i odnowienia naszej planety do
roku 2012.
Począwszy od 1997 roku, nasze wysiłki, zmierzające do uczynienia
„faktora Majów" {wiedzy Majów) naturalną rzeczywistością planety Ziemi,
doprowadziły nas do doskonałości odkrycia Praw Czasu. Wspomniane odkrycie,
potwierdzające zasady i wizje „faktora Majów", dało nam możliwość uczynienia
kolejnego kroku i przystąpienia do porządku czwartego wymiaru czasu, tak dobrze
poznanego przez starożytnych Majów i ich systemy kalendarzowe. Porządek
rzeczywistości wymiaru czwartego jest obecnie znany jako porządek synchroniczny,
tzn. porządek rzeczywistości, którą czas, będący uniwersalnym czynnikiem
synchronizacji, razem scala.
Teraz, zrozumiawszy Prawa Czasu i kosmiczną harmonię 28dniowego
Kalendarza Trzynastu Księżyców, posiedliśmy metodę wyznaczenia ścieżki wiodącej
poza technologię. Ścieżka ta otworzy się przed nami o świcie 26 lipca 2004. Datę
tą zapamiętamy jako „Wielką Zmianę Kalendarza 2004 roku". Od tej chwili, tzn. od
kiedy powszechny ruch na rzecz zmiany kalendarza zamanifestuje się jako
nieodwracalna już rzeczywistość historyczna, droga w 2012 rok otworzy się
praktycznie dla każdego. Już niedługo sami poznamy znaczenie ścieżki poza
technologię.
Niechaj każdy, kto weźmie do ręki tę książkę po przeczytaniu jej
i przestudiowaniu, stanie się gwiazdą przewodnią, od której inni będą się mogli
dowiedzieć o galaktycznych Majach i prawdziwej naturze Czasu!
Jose Arguelles
Valum Votan, Closerofthe Cycle
Czwartek, dnia 20 listopada 2003 roku
Kin 11, Niebieska Spektralna Małpa
„ Wzorzec Morfogenetyczny wzrasta do Dominującej Siły i Wizji
Artystycznej"
Wiodący Księżyc 6, Rok Białego Spektralnego Maga
Dedykowane mojemu nauczycielowi wielkiemu C. T. Mukpo
Wyrazy uznania
Napisanie i wydanie Faktora Majów nie byłoby możliwe bez
wszechogarniającej miłości, która na niego spływała.
Przede wszystkim, i jako pierwszej, chcę wyrazić wdzięczność
mojej teściowej Mai, która czytała rękopis w miarę, jak powstawał, rozdział za
rozdziałem, mobilizując mnie, gdy praca posuwała się zbyt wolno. Chciałbym
oczywiście podziękować również córce Mai, mojej żonie Lloydine, za nieprzerwane
podtrzymywanie źródeł łączących mnie z Ziemią, w taki sam sposób, w jaki Ziemia
jest połączona z gwiazdami. Chciałbym także wspomnieć o moich dzieciach: Joshue,
Tarze, Heidi, Paulu, Ivonne i ich przyjaciołach – o prawdzie miłości, którą
obdarowują tak bezwarunkowo. Kończąc podziękowania dla najbliższych, czułbym się
nie w porządku, gdybym nie wspomniał o naszym psie Genji i dwóch kotach:
Sponsorze i Onyksie, duchowych źródłach wielowymiarowego ciepła, żywych dowodach
na to, że nie jesteśmy sami.
Oprócz wymienionych tu osób, które dostarczyły mi wskazówek i
informacji oraz umożliwiły wgląd w całość faktora Majów, są też inni – ci,
którzy byli przewodnim światłem w czasie twórczego fermentu i przygotowań do
pracy. Ich wiara we mnie i moją pracę była głębokim źródłem życiodajnej siły.
Należą do nich: Stan Padilla, jasnowidzący, którego spokój, mistrzostwo i
modlitwy tworzyły ochrony krąg, oczyszczający kanał wizji; Brooke Medicine
Eagle, której obecność i siostrzana miłość emanują esencją człowieczego
odrodzenia; Don Eduardo Calderon, mag „sztuki śniącego ciała", który towarzyszył
mi w procesie otwierania kanałów ziemskiej pamięci; Jego Eminencja Tai Situ
Rinpoche, będący pomostem łączącym światy; Rupert Sheldrake, twórca teorii pola
morfogenetycznego, oraz Ted i J. J., współodczuwający „kosmiczną całość".
Nie mam wątpliwości, że Faktor Majów pozostałby kolejnym
rękopisem, który utknął w archiwach, gdyby nie dobry duch Barbary Clow z
wydawnictwa Bear & Company, która otrzymawszy ten tekst natychmiast odczuła
potrzebę udostępnienia go światu. Na podziękowanie zasługują również Gerry, mąż
Barbary, którego solidność i poczucie humoru towarzyszyły nam w pracy oraz
Angela Werneke, która wzięła na siebie odpowiedzialność za oprawę plastyczną
książki.
Na koniec pozostają mieszkańcy duchowych światów, których
przewodnictwo i cierpliwe współczucie zasiały we mnie entuzjazm i potrzebę
wiedzy, kiedy tylko pozbyłem się wątpliwości, że tak właśnie ma się stać.
Za to wszystko i za nieskończenie więcej wyrażam swą bezgraniczną
i bezwarunkową wdzięczność z całego serca radującego się prostotą tej chwili.
Evam maya e ma ho! Niech będą pozdrowione harmonia umysłu i
natury!
Brian Swimme
PRZEDMOWA
Sinolodzy znają legendę o uczonych jezuitach, którzy w XVII
wieku, jako pierwsi ludzie Zachodu, podjęli studia nad I Cingiem. Z wielką
energią i nadzieją przystąpili oni do tego przedsięwzięcia, nauczyli się języka,
rozszyfrowali i przemyśleli pojęcia. Wtedy doszło do tragedii. Kilku spośród
tych młodych zdolnych mężczyzn popadło w obłęd. Trudność zrozumienia mądrości I
Cingu w kategoriach właściwych dla zachodniego umysłu po prostu przerosła tych
pełnych poświęcenia zakonników. W rezultacie, Zakon Jezuitów został zmuszony do
porzucenia projektu, co więcej, zabroniono jakichkolwiek studiów nad tym
egzotycznym chińskim tekstem także w przyszłości.
Ta opowieść, nawet jeśli jest tylko apokryficzna, rzuca światło
na pracę dr. Jose Arguellesa. Także on całym sercem zagłębił się w to, co dla
zachodniego umysłu jest równie kłopotliwym systemem wiedzy – Tzolkin Majów. Po
wielu latach spędzonych nad rozwikłaniem tej wielkiej zagadki Jose Arguelles
wynurzył się ze swoim wyjaśnieniem tego, co ona oznacza, i jest to prawdziwie
szalona historia. To, obok wielu innych nie mniej obrazoburczych stwierdzeń,
skłania nas do rozważenie następujących wniosków:
Historię ludzkości w znacznej części kształtuje pewien
galaktyczny promień, przez który przechodzi Ziemia i Słońce podczas ostatnich
5000 lat. Kiedy w 2012 roku dotrzemy do końca tego promienia, tam będzie
oczekiwać nas wielka chwila transformacji.
Działania i wizje świata poszczególnych kultur podążają za naturą
„galaktycznych epok", których kody zostały opisane przez Majów językiem
matematyki i symboli.
Każdy człowiek ma wystarczającą moc, by bezpośrednio – zmysłowo,
ponadzmysłowo, elektromagnetycznie – połączyć się z energią-informacją tego
promienia wypływającego z galaktycznego źródła i w ten sposób przebudzić swój
prawdziwy, wyższy, najgłębszy Umysł.
Bez wątpienia wielu pomyśli, że dr Arguelles poszedł drogą
jezuitów, którzy zatraciwszy się w I Cingu – zwariowali, popadli w manię,
zostali uwięzieni w osobistych iluzjach. Oczywiście dr Arguelles jest świadomy
szokującej natury swoich wniosków. Już na wstępie uczciwie nas uprzedza: „Dla
mnie ta sytuacja oznacza odważenie się na zrobienie skoku poza ustalone granice
w mentalne terytorium, które zgodnie ze standardami naszej kultury były uznawane
za tabu lub całkowity przeżytek". Z pewnością jego praca, jak każda nowa wizja
rzeczywistości, jest ekstrawagancka i niezwykle śmiała. Już tylko to czyni
lekturę tej książki wyzwaniem, nie wspominając kosmicznych wymiarów jego
wniosków.
Pozwolę sobie wyjaśnić, dlaczego uważam wizję dr. Arguellesa za
tak głęboką i ważną. Jestem przekonany, że każda wizja Wszechświata, która nie
szokuje, nie ma dla nas większej wartości. Powinniśmy sobie uświadomić, że to
właśnie my, przyzwoici ludzie Zachodu, racjonalni judeochrześcijanie, demokraci,
trzymamy Ziemię w szachu z pomocą broni nuklearnej. To my, nowocześni
industrialiści, przyczyniamy się do zabijania środowiska naturalnego i nie
bacząc na nic, rozprzestrzeniamy nasze działania na wszystkie kontynenty.
Gdy mówimy o wizji Wszechświata, że jest „rozsądna", oznacza to,
że pasuje do nowoczesnego światopoglądu, który zainicjował i wciąż podtrzymuje
ten światowy terror. Nie potrzebujemy rozsądnych wizji, przeciwnie, potrzebujemy
tych najbardziej fantastycznych i szalonych, jakie tylko możemy znaleźć. Wizja
zaproponowana przez dr. Arguellesa spełnia te warunki. Jest ona nie tylko
szalona. Arguelles kierowany nieomylnością swojego geniuszu wie, że jedyną
nadzieją na zrównoważenie rozwoju zachodniej nauki i zachodnich społeczeństw
jest pełne asymilacja wiedzy kosmologicznej dawnych ludów, przede wszystkim
Majów. Dlaczego właśnie starożytne kosmologie? Dlatego, że wszystkie dawne ludy
przyjęły pewne wspólne założenie: Ziemia, Słońce, Galaktyka, Wszechświat –
wszystko i wszędzie jest żywe i obdarzone inteligencją.
To, czego oczekuje się od nas – czytelników, to pokora.
Wyszkoleni w nowoczesnych poglądach na świat, podkreślających i podtrzymujących
militaryzm, patriarchalizm, antropocentryzm i konsumpcyjne nastawienie,
powinniśmy zrozumieć nasz fatalny błąd – założenie, że Wszechświat jest martwy,
pozbawiony uczuć, inteligencji i celu. Czy znajdziemy w sobie odwagę, by
otrząsnąć się z tej fatalnej iluzji? Czy znajdziemy w sobie mądrość, która
skieruje nas do Majów i ich wiedzy, nauczy prawdy o Wszechświecie?
Wracając do przedmowy, chciałbym w paru słowach skomentować trzy
„skandaliczne" wnioski Arguellesa. Moją specjalnością jest fizyka matematyczna i
moje myślenie odzwierciedla ramy współczesnej nauki. Chcę jednak podkreślić, że
moim celem nie jest przedstawienie wizji Majów w nowoczesnych, naukowych
kategoriach. Kosmologii Majów nie można opisać w ten sposób. Dziś jednak wyłania
się nowy nurt w nauce postmodernistycznej: holistyczny panhumanizm – wiedza,
która próbuje integrować kosmologie dawnych ludów z nowoczesnym światopoglądem
naukowym.
Po pierwsze: Zgodnie z przekazem Majów znajdujemy się w sferze
wpływów galaktycznego promienia. Dotąd we współczesnej nauce nie było mowy o
takim promieniu, jaki opisali Majowie. Jednak w ostatnich latach fizycy odkryli
istnienie pewnego rodzaju promieniowania przepływającego przez Galaktykę, które
na nas oddziaływuje, i jest to rzeczywiście nowe odkrycie. Astrofizycy opisują
to promieniowanie jako fale gęstości przenikające Galaktykę i wpływające na jej
ewolucję. Rezultatem oddziaływania tego promieniowania są na przykład narodziny
naszego Słońca. To promieniowanie rozżarzyło pierwotną gigantyczną gwiazdę,
doprowadzając ją do eksplozji, w wyniku której powstało nasze Słońce.
Jemu zatem zawdzięczamy narodziny gwiazd. Możemy więc mówić o
Galaktyce jak o organizmie zaangażowanym w proces własnej ewolucji lub o
„samoorganizującej się dynamice" Galaktyki. Wychodząc z bardziej „organicznej
perspektywy", możemy mówić o rozwijającej się Galaktyce i uznać powstanie gwiazd
za część galaktycznej epigenezy. Z tej perspektywy Słońce jest pobudzane przez
dynamikę galaktycznego centrum dokładnie w taki sam sposób, w jaki aktywność oka
żaby jest sterowana impulsami płynącymi z wnętrza jej własnego organizmu.
Nasuwa się pytanie, jak dalece dynamika Galaktyki wpływa na
rozwój Słońca i jego systemu planetarnego? Czy galaktyczne siły powołują Słońce
do istnienia, po czym zarówno Słońce, jak i jego system planetarny, są
pozostawione samym sobie? Czy też może galaktyczne promieniowanie ustawicznie
wpływa na rozwój życia?
Tutaj konieczny jest komentarz. Po pierwsze: możemy przyjąć, że
Galaktyka ma ciągły wpływ na Ziemię i jej życie. Słońce istnieje już niemal od
4,5 miliarda lat i cały czas podlega wpływom promieniowania przenikającego
Galaktykę. Galaktyczne promieniowanie zmienia dynamikę Słońca i w ten sposób
wpływa na zmiany promieniowania docierającego do Ziemi. Nie mam wątpliwości,
PRZEDMOWA 13
że kiedy biolodzy, zajmujący się ewolucją, zaczną to rozważać,
rozpoznają i opiszą drogi rozwoju żyda na Ziemi, które odzwierciedlą tę
dynamikę. Staniemy się świadomi tego, że kształt liścia wiązu nie jest wyłącznie
wynikiem naturalnej selekcji, ograniczonej do ziemskich wpływów, ale też efektem
oddziaływania Galaktyki jako Całości.
Poza tym musimy być świadomi tego, że współczesna nauka nie była
w stanie dostrzec istnienia takiego promienia galaktycznego, jaki opisali
Majowie. Nowożytna nauka jest skoncentrowana na materii i zmianach jej stanów.
Wszystkie pozostałe jakości: kolor, zapach, emocje, uczucia, doznania
intuicyjne, uznaje za wtórne i je pomija. Tak więc wszystko zaczyna się od
ograniczeń naszej formy świadomości, która uniemożliwia nam dostrzeżenie
galaktycznego promienia Majów.
Powinniśmy jednak właściwie ocenić stopień trudności i docenić
wagę tego, co osiągnięto dzięki nowożytnej nauce. Np. empiryczne doświadczenie
tego, że Słońce miało swój początek, wyobrażenie kontynentów w ruchu bądź
słyszenie echa pradawnego wybuchu pierwotnej, rozżarzonej kuli przed bilionami
lat, który rozpoczął dzieje naszego Wszechświata, wymagało naprawdę wysokiego
poziomu wiedzy i niezwykłej świadomości. Rozpoznając szczególny tryb rozwoju
nowoczesnej świadomości naukowej, możemy zacząć wybaczać jej przeoczenia i
docenić inne formy wiedzy, rozwijające się wokół kulturowo odmiennych systemów.
Kulturowe cele Majów wymagały rozwoju całkowicie odmiennych form
świadomości. Współcześni uczeni są w stanie eksperymentalnie badać fizyczny
efekt oddziaływania fal gęstości w Galaktyce. Majowie z równą skutecznością
mogli doświadczać promieniowania, które wpływało nie tylko na narodziny i życie
gwiazd, ale także na idee, wizje i przekonania. Osobiście nie mam wątpliwości,
że współcześni uczeni i Majowie dostrzegli ten sam rodzaj promieniowania. Uczeni
rozwijają wiedzę umożliwiającą rozpoznawanie i badanie fizycznych skutków tego
promieniowania; Majowie rozwinęli umiejętność rozpoznawania i badania wpływu
tego promieniowania na psychikę.
Po drugie: Galaktyczne epoki. Majowie, zgodnie z tym, co napisał
o nich Arguelles, uważali, że każda epoka ma swój specyficzny charakter. Każdą z
epok cechuje określony rodzaj aktywności, i tę wiedzę zakodowali w Tzolkin.
Znając galaktyczny kod poszczególnych epok, każdy jest w stanie przewidzieć ich
nadejście i skutecznie z nimi współdziałać. W taki sposób pojmowała Wszechświat
większość pierwotnych ludów, choć zapewne bez tego subtelnego wyczucia niuansów,
które cechowało Majów. Podobną koncepcję czasu odnajdujemy w średniowiecznej,
zachodniej tradycji religijnej. Zgodnie z nią każdą epokę charakteryzowały
określone cechy, wywodzące się z boskiego źródła, a wiedza o jakości czasu
umożliwiała jednostce głębsze wniknięcie w boskie zamiary.
Dostrzegłem ideę „galaktycznych epok", analizując trwającą 20
miliardów lat historię Kosmosu. Kiedy przyglądamy się naszej wiedzy o
przeszłości, widzimy, że każda epoka miała swoją specyficzną jakość, unikalny
moment i szczególny, twórczy charakter.
Dla przykładu: Pół miliona lat po rozpoczęciu kosmicznej epopei
nadszedł czas formowania się atomów wodoru. Należy podkreślić, że w skali
makrofazowej ten rodzaj kreacji zachodził wyłącznie w jednym, ściśle określonym
momencie kosmicznym. Do tego momentu atomy wodoru jeszcze nie powstawały, po nim
już nie powstawały. Ale w tej jednej fazie mogły [powstawały w liczbie
sięgającej kwintyliona. We wszystkich kosmicznych epokach jest wiele podobnych
przykładów, ale żeby wyodrębnić charakterystyczne cechy aktywności danego
momentu kosmicznego, najlepiej pozostać przy opisie narodzin atomów wodoru.
Powstanie pojedynczego atomu wodoru było w zasadzie możliwe także
przed tym momentem, tzn. zanim jeszcze pojawił się wodór. Wymagało to jednak
olbrzymiego nakładu energii, ale taki
atom szybko stapiał się w kosmicznym pratyglu. W tym czasie
wytwarzanie atomów wodoru było działaniem niezgodnym z ówczesnymi prawami
Wszechświata. Intensywność i niewymagająca wysiłku twórczość zależała od dwóch
czynników: wewnętrznej potrzeby wodoru do wyodrębnienia się i od jakości danego
momentu czasu Wszechświata. Zgodnie ze słowami Arguellesa, efektywny proces
twórczy jest możliwy tylko wtedy, gdy „chwilowa potrzeba łączy się z
uniwersalnym celem". Kiedy jakość Wszechświata dojrzała do powołania do życia
atomów wodoru, pojawiły się one w wielkiej obfitości. Aktywność takich
kosmicznych i galaktycznych faz odnajdujemy na przestrzeni 20 miliardów lat
uniwersalnej historii.
W naszym zachodnim umyśle natychmiast rodzi się pytanie: „Skoro
istnieją fazy, w których powstają atomy, to czy są też inne, w których powstają
galaktyki i pierwotne komórki? A moje własne myśli? A kultura? Czy na nie
również wpływają zmiany galaktycznych epok?" Te pytania prowadzą nas do
kolejnego punktu.
Po trzecie: Osobiste interakcje z galaktyczną świadomością. Co
możemy powiedzieć o celach i naszym rozumieniu inteligencji Galaktyki?
Zachowałem ten temat na koniec, jako że sięgamy tu najgłębszych warstw
zniewolenia zachodniej psychiki. Majowie mieli poczucie związku ze świadomością
Słońca, manifestującego umysł i serce Galaktyki. Odczuwali też pragnienia
Galaktyki. Nowocześni naukowcy, słysząc to, umieścili Majów i ich wiedzę na
„półce z bajkami". Jednak ignorowanie mądrości Majów tylko obnaża naszą
niebezpiecznie skrzywioną kondycję duchową.
Rozważmy to głębiej. Nasi intelektualni przodkowie, żyjący w
XVII-wiecznej Europie, byli przekonani, że zwierzęta są pozbawione uczuć. Mogli
więc spokojnie stać obok skowyczącego stworzenia, a zapytani, skąd ten brak
serca, wyjaśnialiby, że te zwierzęta to przecież tylko mechanizmy, które uległy
uszkodzeniu i wydają okropne dźwięki, jak wszystkie zepsute maszyny.
Jako ich następcy mamy równie zniekształconą wrażliwość. W jaki
jeszcze sposób możemy przejawiać obojętność wobec jęku udręki, który wstrząsa
dziś całą planetą? Piszę o tym z nadzieją, że w końcu dostrzeżemy prawdę. Nasza
współczesna wrażliwość jest w znacznej mierze zdeformowana przez trwającą od 50
000 lat historię gatunku Homo sapiens. Najwyższy czas, abyśmy obudzili w sobie
pełny zakres ludzkiej wrażliwości psychicznej. Tylko pod tym warunkiem
przerwiemy nasz nieustający atak, skierowany przeciwko życiu i zaczniemy żyć,
tak jak Majowie, w stanie zachwytu nad ziemską formą bytu.
Źródłem naszych trudności jest uwarunkowany kulturowo błąd, który
prowadzi do myślenia o atomach wodoru, gwiazdach i podobnych fenomenach jak o
najzwyklejszej „materii fizycznej". Właśnie to całkowicie odcina nas samych i
nasze życie psychiczne, rozumiane jako przejaw transcendencji , od reszty
Wszechświata.
Inny punkt widzenia na historię kosmicznej kreacji, tzn.
postrzeganie Wszechświata jako jednorodnego zdarzenia przejawionego w
różnorodnych formach energii, proponuje postmodernistyczny nurt nauki. I tak,
ludzka świadomość, ciało człowieka, ciało sowy i świadomość sowy, wszystko to
jest owocem jednego, stwórczego (boskiego) procesu kosmicznego. Przyjęcie takiej
holistycznej postawy pozwoli nam zaakceptować sposób, że nasze kości, myśli i
intuicja (a także myśli, kości i intuicja sowy) są przejawem tej samej
fundamentalnie uświęconej dynamiki.
Przy takim założeniu „uczucia" nie są tworem transcendentnej
świadomości człowieka. Przeciwnie, uczucia są transmitowane, tak jak
transmitowane są fotony i jest to zupełnie naturalny proces. Osoba stojąca przed
wspaniałym granitowym klifem jest zalewana bogactwem uczuć, jakie skały
przesyłają człowiekowi.
Pomyślmy o Majach, skąpanych w blasku Słońca. Cóż możemy
powiedzieć o tym zdarzeniu? To zjawisko, jak każde inne, ma jednocześnie aspekt
fizyczny i psychiczny. Możemy mówić o kwantowej, elektrodynamicznej interakcji
fotonów słonecznych z ludzkimi elektronami albo o doświadczanych w tym momencie
„głębokich", wewnętrznych uczuciach. Pełny opis wydarzenia wymaga uwzględnienia
obu biegunów wiedzy. Słońce rozgrzewa skórę i ożywia ducha; dzieli się z nami
swoim ciepłem i wewnętrznymi uczuciami. Słońce wydziela energię jądrową, a także
przekazuje swoje idee i oczekiwania.
Trudno przerwać refleksje nad fascynującymi ideami, jakie zawiera
książka Arguellesa. Wniknijcie w to sami. Może i wy wyniesiecie z niej nową moc,
która pobudzi uzdrowienie i kreatywność Ziemskiej Wspólnoty.
Brian Swimme
Institute in Culture and Creation Spirituality Holy Names
College, Oakland
WPROWADZENIE
ZAGADKA MAJÓW: WIEDZA TRANSCENDENTNA
Twierdzenie, że nowoczesna nauka jest szczytem osiągnięć gatunku
ludzkiego, to obowiązujący truizm od czasu zwycięstwa racjonalizmu i rewolucji
przemysłowej XVIII wieku. Ta wiara jest kamieniem węgielnym materialistycznej
doktryny postępu technologicznego. Przypuszczenie, że mogłaby istnieć nauka
bardziej zaawansowana od tej, którą znamy, stanowiąca fundament globalnej
cywilizacji przemysłowej, jest nie do pomyślenia. Jednak dziś rozwiązanie „nie
do przyjęcia" z racjonalnego punktu widzenia może być jedynym, które pozwoli nam
bezpiecznie wyjść poza zasadzki nuklearnego militaryzmu i zatrucia środowiska,
zagrażające istnieniu planety.
Zawsze czujne siły naukowego materializmu mają tylko jeden cel:
podtrzymywanie mitu o dominacji i stałym postępie technologicznym. Zazdrośnie
pilnują one podstaw swego bytu i bronią dostępu w strefy swoich wpływów.
Rygorystycznie utajniły i uniemożliwiły opinii publicznej wgląd do dokumentacji
niewytłumaczalnych z „racjonalnego" punktu widzenia fenomenów marsjańskich
odkrytych w 1976 roku. W podobny sposób zostały utajnione informacje na temat
UFO i wielu innych zjawisk paranormalnych. Niemniej jednak rankiem 28 stycznia
1986 roku, na oczach telewidzów oglądających bezpośrednią transmisję z przebiegu
lotu, eksplodował prom kosmiczny Challenger. Stało się to zaledwie cztery dni po
triumfalnym locie Voyagera 2 w kierunku Urana, któremu towarzyszyły, masowo
wówczas publikowane, oszałamiające informacje. W tragicznym momencie katastrofy
Challengera mit o dominacji techniki doznał poważnego uszczerbku.
W przypływie wątpliwości, wywołanych tragiczną misją Challengera,
w umysłach myślących ludzi po raz pierwszy zrodziły się refleksje kwestionujące
cel naukowej, technologicznej ekspansji i „nieomylność" nowoczesnej nauki. W ten
sposób mit o dominacji technologii stracił swoje nadrzędne znaczenie, a przez
powstały wyłom zaczęły wnikać dziwne prądy. Teraz, w brzasku wyłaniającym się na
tle naukowego racjonalizmu rodzi się pytanie: A może wybrany przez nas sposób
działania nie jest najlepszy i najrozsądniejszy? Może nie jesteśmy
najinteligentniejszą cywilizacją, jaką znała Ziemia? Może były ludy
inteligentniejsze, mądrzejsze, bardziej zaawansowane niż my; ludy, które w
naszym samozadowoleniu przeoczyliśmy. Może na naszej planecie i poza nią
istniała nauka wyżej rozwinięta od tej, którą my znamy? Skąd bierze się nasza
pewność co do wyższości naukowego materializmu i uznanie go za najlepszy system
wyjaśniający Kosmos, nieskończenie większy i bardziej tajemniczy niż to, co jest
w stanie objąć racjonalny umysł? Innymi słowy, widmo kryzysu technologicznego
wymusza na nas radykalną zmianę obowiązujących paradygmatów, taka zmiana jest
wyczuwalna od dłuższego czasu. Przybliżyły ją pionierskie badania w dziedzinie
fizyki kwantowej, chociaż nadal konieczny jest wstrząs, który by te zmiany
ugruntował.
W XX wieku wnikliwi uczeni, którzy dostrzegli, że świat zjawisk,
obserwowany przez racjonalną naukę zachowuje się irracjonalnie, starali się tę
wiedzę przekazać społeczeństwu. Te informacje umknęły jednak uwadze panów świata
i technokratów decydujących o formach porządku społecznego, mimo że
popularyzatorzy „nowej nauki", tacy jak: Fritjof Capra, Isaac Bentov i Gary
Zukav włożyli wiele wysiłku w to, by w przystępny sposób zakomunikować nam o
podobieństwach między fizyką kwantową i wschodnim mistycyzmem, przynajmniej tym
z nas, dziś jeszcze nielicznym, którzy
myślą krytycznie. Konkluzja książki pt. Tańczący Mistrzowie Wu Li
G. Zukava przynosi rzecz nie do pomyślenia: deklarację zbliżającego się „końca
nauki". Ale nawet on nie jest w stanie zrezygnować z tezy o nieustannej pogoni i
stałym udoskonalaniu coraz bardziej wnikliwych i użytecznych teorii fizycznych.
Przeczuwany od dawna radykalny zwrot paradygmatu oznacza
rzeczywisty „koniec nauki" i pociąga za sobą rezygnację z pojęcia postępu albo
spojrzenie nań z takiego dystansu, który pozwoli sprawdzić, czy nie ma wiedzy
niefizycznej lub niematerialistycznej, która wykracza poza nasze definicje.
Oczywiście nic nie mogłoby bardziej podważyć mitu o postępie i dominacji
technologii niż odkrycie, że zanim ten mit powstał i rozwinął się, istniała
nauka znacznie bardziej zaawansowana od współczesnej – nauka uprawiana przez
społeczności, które zgodnie z naszymi dzisiejszymi kryteriami wciąż tkwią w
epoce kamiennej. Mam tutaj na myśli system wiedzy praktykowany przez dawnych
Majów, przeoczony przez przedstawicieli „nowej nauki".
Przykładem wiedzy najbliższej Majom jest I Cing, chińskie
dziedzictwo znane wybitnym przedstawicielom „nowej nauki". Nie został on jednak
w pełni zrozumiany przez zachodnich uczonych. Przekonani o prawdziwości doktryny
o postępie, nie dostrzegli tego, że I Cing jest kodem form wyprowadzonym z
wiedzy opartej na znajomości zasad holonomicznego rezonansu, a nie z wiedzy
O atomowej strukturze materii.
Kilku autorów, wśród nich: Martin Schónberger, w książce The I
Cing and the Genetic Code: The Hidden Key to Life (1973), Robert Anton Wilson w
The Illuminati Papers (1980) i ja sam w pracy Earth Ascending (1984),
przedstawiamy I Cing jako przykład systemu wiedzy znacznie bardziej
wszechstronnej niż współczesna nauka. Jak pisze Schónberger: „I Cing jest
światem reguł definiujących zmiany porządku rzeczy, odpowiedzią na poszukiwania
Heisenberga fundamentalnych cząstek elementarnych i spolaryzowanej symetrii
jedności natury".
Porządek świata opisany w I Cingu i system wiedzy Majów odwołują
się do zasady holonomicznego rezonansu, mającego wpływ w jednakowym stopniu na
przeszłość i na przyszłość. Z perspektywy wiedzy Majów terminy przeszłość i
przyszłość nie mają większego znaczenia w definicjach „postępu" i „wyższości".
Dla Majów czas, jeśli w ogóle istniał, był jednym nurtem, zarazem przeszłym i
przyszłym, wypływającym z tego samego źródła; zawsze obecnym i zawsze połączonym
w teraźniejszości. Obydwa te systemy, wiedzę Majów i chiński I Cing, możemy
uznać za systemy w jednakowym stopniu przednaukowe, jak i postnaukowe.
Jak to się stało, że dziś, w dobie kryzysu technologicznego i
zmiany paradygmatów, to właśnie Majowie zaistnieli w naszej świadomości? Kim
byli, kim są Majowie? Skąd pochodzą? Jakie są ich osiągnięcia? Dlaczego uczynili
to, co uczynili? Dlaczego porzucili swoją cywilizację u szczytu rozwoju? Dokąd
się udali i dlaczego?
Wschodni sposób myślenia i wschodnie sztuki, takie jak joga,
medytacja a nawet ikebana, nieubłaganie rewolucjonizują zachodnią kulturę,
przenikają naszą myśl naukową, natomiast Majowie nadal pozostają nieuchwytni i
zagadkowi.
Gdy wspominamy Majów zamieszkujących Amerykę Środkową, nie sposób
uniknąć skojarzeń sięgających Wschodu – maja jest kluczowym terminem hinduskiej
filozofii, oznaczającym „pochodzenie świata" (źródło rzeczywistości) i „świat
iluzji". Słowo maja w sanskrycie związane jest z takimi pojęciami, jak:
„wielki", „miara", „umysł", „magiczny" oraz „matka". Nie jest więc dla nas
zaskoczeniem, gdy dowiadujemy się, że imię matki Buddy brzmiało Maja. W
klasycznym wedyjskim eposie Mahabharata Maja to imię słynnego astronoma,
astrologa, maga i architekta; to również nazwa wielkiego wędrownego ludu.
Słowo maja odnajdujemy nie tylko w starożytnych Indiach, kraju
wysoko rozwiniętej metafizyki i poszukiwań duchowych, ale również dalej na
zachód: skarbnik słynnego egipskiego króla Tutenhamona nosił imię Maja. Mayet –
termin filozofii egipskiej – oznacza „uniwersalny porządek świata". W greckiej
mitologii Maja to jedna spośród siedmiu Plejad, sióstr Hiad, córek Atlasa i
Plejony. Tak samo nazywa się najjaśniejsza gwiazda z gwiazdozbioru Plejad. Na
koniec przypomnijmy nazwę wiosennego miesiąca – maj, pochodzącą od imienia
rzymskiej bogini Mai, Wielkiej Bogini Wiosny, córki Fauna i żony Wulkana.
Nazwa ludu Maya, dziś zamieszkującego Amerykę Środkową, pochodzi
od słowa Mayab – nazwy półwyspu Jukatan, rodzimego regionu Majów. Znów wracają
pytania: Kim byli Majowie? Dlaczego nazwa środkowoamerykańskiej cywilizacji
przewija się w tak wielu kulturach świata? Czy jest to tylko zbieg okoliczności?
Skąd oni przybyli?
Zgodnie z dogmatem obowiązującym w antropologii, Majowie należeli
do plemion zamieszkujących Azję i w czasie ostatniego zlodowacenia, około 12 000
lat temu, przekroczyli Cieśninę Beringa, ostatecznie osiedlając się w miejscu
nazywanym dziś Ameryką Środkową. Kiedy czytamy późne teksty Majów, epopeję Popul
Vuh i Księgę Chilam Bałam, odnosimy wrażenie, że przybyli oni rzeczywiście z
daleka:
Z tamtej strony morza przybyliśmy do miejsca zwanego Tulan, które
stało się naszym początkiem i gdzie zostaliśmy zrodzeni z naszych matek i ojców.
(Kroniki Cakchiąuels)
Gdyby komuś wydało się to oczywiste, nieco dalej znajdujemy inną
wersję tych wydarzeń. Tu mowa jest o czterech Tulan:
Z czterech stron ludzie przybyli do Tulan. Na wschodzie jest
jedno Tulan; inne w Xibalbay; inne na zachodzie, to z którego my pochodzimy; a
jeszcze inne jest tam, gdzie przebywa Bóg; dlatego też byty cztery Tulan.
Kiedy zajmujemy się bliżej tematem wędrówek Majów, stwierdzamy,
że swoją genezę i miejsce, skąd pochodzą, opisują w kategoriach kosmicznych,
niebiańskich i mandalicznych; cztery Tulan to miejsca Wschodu i Zachodu Słońca
wraz ze Światem Dolnym i Niebiańskim. Co więcej, kiedy studiujemy historię i
mitologię nie tylko majańską, ale całego Starożytnego Meksyku, stwierdzamy, że
Tulan (albo Tollan) jest w równym stopniu słowem archaicznego kodu, jak i nazwą
realnie istniejącego miejsca. Może więc Tulan jest słowem określającym proces
pojawienia się i moment przejścia z jednego świata do innego, a nie nazwą
geograficzną? Legendy Majów są zbieżne z legendami Indian Hopi, którzy również
opisują wędrówki pomiędzy światami. Obecny świat jest dla nich czwartym z kolei.
Czym są owe światy? Czy są to wcześniejsze stadia rozwoju cywilizacji na Ziemi,
czy może są to opisy kosmicznych „wędrówek" po Wszechświecie?
Pomijając tymczasem pytania o pochodzenie i zwracając uwagę w
kierunku osiągnięć Majów, znajdziemy trwalszy grunt dla naszych rozważań. Nie ma
wątpliwości, że są przedstawicielami jednej z wielkich cywilizacji, jakie
rozkwitły na Ziemi. Pozostawili po sobie niewiarygodną liczbę miast i zespołów
świątynnych – wysokie piramidy schodkowe, rytualne place, świątynie ozdobione
znakomitymi kamiennymi płaskorzeźbami i hieroglificznymi inskrypcjami –
rozrzucone w dżunglach Jukatanu i na wyżynach współczesnej Gwatemali.
Gdy odwiedzamy wspaniałe pozostałości architektury Majów,
największe wrażenie wywołuje w nas oryginalność ich twórczości. Styl sztuki
majańskiej pozostaje unikalny nawet na tle sztuki sąsiadujących z nimi
mieszkańców górzystej części Meksyku. Majowie, odosobnieni w
środkowo-amerykańskiej dżungli, zawsze pozostają na uboczu, wciąż odlegli. Kiedy
podziwiamy piramidy górujące nad linią drzew czy zawiłe hieroglify, jesteśmy
poruszeni tym, jak późno cywilizacja Majów zaistniała w powszechnej historii.
Słusznie porównywana z cywilizacją egipską, pojawia się na scenie niemal 3000
lat po szczytowym okresie budowy piramid w Egipcie.
Nagły upadek cywilizacji Majów niesie w sobie jeszcze większy
dramatyzm niż jej relatywnie późny rozkwit. Około 830 roku n. e., po 500 – 600
latach intensywnego rozwoju, Majowie porzucili swoje główne miasta i ośrodki
kultu religijnego, pozostawiając je dżungli i czasowi. Ze wszystkich zagadek,
które pozostawili, ta wydaje się największa. Wciąż brak dowodów potwierdzających
którąkolwiek z licznych hipotez – rewolucja, susza, epidemia – tłumaczących ich
nagłe zniknięcie. Jest natomiast prawdopodobne, chociaż wykracza to poza nasze
wzorce myślowe, że Majowie celowo porzucili swoją cywilizację w momencie jej
największego rozkwitu. Pozostaje pytanie: dlaczego?
Z tą zagadką ściśle wiążą się zarówno znaczenia hieroglifów, jak
i astronomiczne i matematyczne wyliczenia oraz pozostawione przez nich
kalendarze. Chociaż sami porzucili swoje dzieła sztuki i pomniki architektury,
ich twórczość dorównuje osiągnięciom najwyżej rozwiniętych kultur egipskiej czy
greckiej, osiągnięciom hinduskiej dynastii Gupta, dynastii Tang w Chinach, Heian
w Japonii czy świątynnej architekturze Jawy. Jeszcze większe zdumienie i podziw
niż doskonałość ich sztuki wzbudzają naukowe osiągnięcia Majów.
Gdy mówimy o osiągnięciach naukowych Majów, mamy na myśli przede
wszystkim ich wyliczenia kalendarzowe. Chociaż nie posiadali żadnych
precyzyjnych instrumentów, obliczyli długość orbity ziemskiej z dokładnością do
tysięcznych miejsc po przecinku, dorównując w tym współczesnym astronomom.
Sporządzili dokładny kalendarz faz Księżyca i jego zaćmień, co więcej, opierali
się na kalendarzach obejmujących cykle synodyczne i synchroniczne obiegów
Merkurego, Wenus, Marsa, Jowisza i Saturna. Na niektórych z ich budowli możemy
znaleźć zapisy dat, odnoszące się do wydarzeń sprzed 400 000 000 lat. Tego
wszystkiego dokonali, posługując się unikalnym i wyjątkowo prostym,
dwudziestkowym systemem, używając tylko trzech symboli.
Co łączy tę rozbudowaną wiedzę kalendarzową z tajemniczym
pochodzeniem Majów i zagadkowym porzuceniem największych miast w roku 830 n. e.?
Dokąd udali się Majowie? Niektórzy zapewne pozostali na miejscu. Ponowny rozkwit
kultury majańskiej nastąpił dopiero pod koniec X wieku. Tak więc wszystko
wskazuje na to, że owo zniknięcie było zamierzone i świadome. Istnieją głębokie
różnice między tzw. Nowym Królestwem Majów, a cywilizacją sprzed 830 roku. Kiedy
przybyli Hiszpanie, nikt już nie pamiętał o przeszłości. Pozostał jedynie
kalendarz-wskazówka, tylko dla kogo?
Dla archeologów kalendarz jest tylko systemem odliczania dni. To
nie wyjaśnia, dlaczego Majowie przywiązywali do tej czynności tak wielką wagę.
Rodzi się przypuszczenie, że był czymś więcej niż tylko zwykłym kalendarzem. Ten
doskonały system liczenia dni mógł być środkiem służącym nie tylko do orientacji
w czasie i przestrzeni, lecz także do pomiaru jakości rezonansów w życiu. Są to
jakości, których obecność umyka naszej materialistycznie uwarunkowanej
świadomości.
W obfitej literaturze na temat Majów i ich intelektualnych
osiągnięć przeważa pogląd, że jest to kultura „przebrzmiała" i nie dorównuje
naszym współczesnym osiągnięciom. Zdanie nieprzejednanych wyznawców postępu, że
Majowie są kolejnym przykładem cywilizacji borykającej się z otaczającym
środowiskiem przyrodniczym na drodze materialnego postępu i rozwoju nauki,
zamyka w so
e całokształt naszej wiedzy na temat Majów. Dlatego niemal
wszystko, co dotąd napisano lub powiedziano na ich temat, może okazać się z
gruntu fałszywe.
Po wielu latach badań i rozważań nad zagadką Majów zyskałem
pewność, że nie można ich zrozumieć, stosując przyjmowane dotąd kryteria. Czułem
intuicyjnie, że ich życiu przyświecał inny cel, którego nie ogarnia nasza
materialistycznie zdeterminowana wyobraźnia. Doszedłem do wniosku, że twórcy
miast porzuconych w 830 roku byli znacznie inteligentniejsi od nas, a ich nauka
bardziej :zaawansowana niż współczesna; mimo że nie używali koła, żelaznych
narzędzi ani instrumentów ułatwiających pracę i nie hodowali zwierząt
pociągowych.
Skoro więc zdołali osiągnąć tak wiele przy użyciu tak skromnych
środków, być może dziś, w dobie kryzysu technologicznego i zmiany paradygmatu,
mogą nas czegoś nauczyć. Może to właśnie oni okryli „nowy" paradygmat, wokół
którego zbudowali swoją wiedzę, co więcej, zdołali go wcielić * praktykę? Może
nie bez przyczyny byli ostatnią dawną cywilizacją na Ziemi, która doszła do
takiego rozkwitu? Nie przypadkiem też reprezentują jedyną spośród wielkich
kultur, która tak długo pozostawała praktycznie niezauważona, a ich nowatorski
sposób myślenia nie ujrzał dotąd światła dziennego. Może właśnie teraz nadszedł
czas na ponowne odkrycie Majów?
Kiedy sobie to uświadomiłem, odczułem duchową obecność Majów,
cichy śmiech mistrzów synchronizacji, tajemniczych znawców tego, co my nazywamy
czasem. Nadszedł właściwy moment. Wszystko zostało zaplanowane i przygotowane.
Pozostawili nam wyraźne wskazówki. Aby to dostrzec, należało tylko dostroić
umysł. Obecne zmiany świadomości otwierają nowe możliwości interpretacji tych
wskazówek i stwarzają szansę wyciągnięcia właściwych wniosków, które mogą
odmienić bieg spraw na naszej planecie.
Podczas pisania tego tekstu towarzyszyło mi, z jednej strony,
pragnienie przekazania tego, co sam zrozumiałem, tzn. galaktycznego kodu
mistrzów, z drugiej zaś, przeczucie, że zmiana obowiązującego paradygmatu nauki
jest konieczna, jeśli chcemy nie tylko przetrwać, ale również dokonać zmian w
pożądanym i pozytywnym kierunku. W tym właśnie celu powinniśmy wnikliwie
przestudiować tak długo pomijany faktor Majów.
Myśl o napisaniu tej książki przyszła mi do głowy dość nagle,
biorąc pod uwagę fakt, że tym tematem zajmowałem się przez ponad 30 lat.
Nadszedł jednak taki moment w moim życiu i w życiu planety, kiedy należało
powiedzieć prawdę w jasny, spójny i uczciwy sposób. Są różne drogi wiodące do
prawdy: wgląd, bezpośrednia intuicja, doświadczenie lub odkrycie uzupełnione
studiowaniem, badaniem, testowaniem. Badając i prezentując faktor Majów,
uwzględniłem wszystkie metody. Moim celem jest opisanie harmonicznego modułu –
kodu Majów – w jak najbardziej bezpośredni i prosty sposób.
Prezentowany tutaj moduł harmonii, będąc czymś znacznie więcej
niż tylko kalendarzem, odpowiada opisowi 49 heksagramu I Cingu:
Rewolucja (Zrzucanie skóry)
Ogień w Jeziorze.
Obraz REWOLUCJI
Szlachetna istota ustala porządek kalendarza
I określa pory roku.
WIELKA MANDALA PACALA YOTANA
Napisałem tę książkę po to, abyśmy mogli ustalić taki porządek
kalendarza, który uświadomi nam, że jesteśmy włączeni w zmiany galaktycznych
epok i porządek, jaki znali Majowie, kosmiczni wędrowcy. Upewnieni i uzbrojeni w
tę wiedzę możemy odbudować nasze związki z Ziemią, rezygnując z panującego
obecnie infantylnego i bardzo niebezpiecznego zaślepienia mitem o postępie i
dominacji technologii. Stąd właśnie płynie znaczenie Faktora Majów – Ścieżki
poza technologię.
FAKTOR MAJÓW
ŚCIEŻKA POZA TECHNOLOGIĘ
KAMIEŃ KALENDARZOWY AZTEKÓW, XV w. n.e.
ROZDZIAŁ I
MOJE 33-LETNIE POSZUKIWANIA MAJÓW
Mimo iż w moich książkach piszę o rzeczach, które wydają się tak
odległe lub nazbyt kosmiczno-transcendentne, uznanie Majów za „niedostępnych"
byłoby wielkim błędem. Po wielu latach badań odkryłem, że doświadczenie Majów z
bogactwem ich artystycznych i naukowych dokonań nie jest wcale czymś obcym czy
„innym", lecz zadziwiająco bliskim, chociażby z uwagi na obecność słowa maya i
jemu pokrewnych w większości kultur na świecie. Nie ulega wątpliwości, że wiedza
Majów lub faktor Majów, jak zacząłem tę wiedzę nazywać, jest niezwykle rozległa,
a jej implikacje przekraczają granice naszej wyobraźni.
Mam 47 lat. [ w chwili pisania książki, tzn. w 1986 r. (przyp.
tłum.)] Potrzebowałem 33 lat, aby w pełni uświadomić sobie, że faktor Majów,
mimo swej głębi, jest przyjazny, przystępny i zrozumiały. Aby wskazać innym
dostęp do tego świata, w kilku słowach opowiem teraz, w jaki sposób ja sam do
niego dochodziłem. Urodziłem się w Stanach Zjednoczonych, chociaż zostałem
poczęty w Meksyku i tam spędziłem pierwszych pięć lat życia. Fakt, że mieszkanie
moich rodziców znajdowało się w Mexico City przy Calle Tulą 100, uznałem później
za kuriozalną synchroniczność, ponieważ nazwa Tula to toltecka forma Tulan bądź
Tollan, miejsca pochodzenia Majów.
Był rok 1953, proroczy rok odkrycia kodu genetycznego i pasów Van
Allena (pole magnetyczne Ziemi), kiedy po raz pierwszy natknąłem się na Majów.
Tamtego lata ojciec zabrał mnie i mojego brata bliźniaka do Meksyku. Dla mnie,
wówczas czternastolatka, było to fantastyczne wydarzenie. Nie odwiedzałem tego
kraju od chwili opuszczenia Meksyku w wieku pięciu lat. Mexico City pozostało
kolonialną stolicą, taką samą, jak w moich dziecięcych wspomnieniach. Chociaż
nasze wyprawy ograniczyły się do Cuernavaca, położonego niedaleko na południe od
Mexico City, wizyta w Narodowym Muzeum Antropologicznym dostarczyła mi
wystarczająco dużo wrażeń, by poruszyć głębokie, prastare uczucia. Jednak samo
muzeum, mimo fantastycznej ekspozycji – jak aztecki Kamień Kalendarzowy – było
niczym w porównaniu do tego, czego doświadczyłem w mieście wielkich piramid w
Teotihuacan, „Miejscu, gdzie Bogowie dotykają Ziemi".
Kiedy wspinałem się na Piramidę Słońca, spoglądając w stronę gór
pocętkowanych chmurami zacieniającymi dosyć klarowny jeszcze błękit nieba jak na
tę porę dnia, owładnęło mną potężne uczucie, ogromna tęsknota za tym, by
wiedzieć. Czułem, że to, do czego tak mocno tęskniłem, nie było wiedzą o
rzeczach i faktach, ale wiedzą, która pochodzi z czegoś pomiędzy rzeczy i
faktów. Schodząc w dół, porażony i napełniony cudownością harmonijnego
monumentalizmu miasta Teotihuacan, przyrzekłem sobie, że cokolwiek się tutaj
wydarzyło, poznam to, ale nie jako ktoś stojący na zewnątrz czy archeolog, lecz
prawdziwie wiedzący, jako jasnowidz.
Musiało to być jesienią tego samego roku (1953), kiedy pracując w
bibliotece publicznej w Rochester, w stanie Minnesota, natrafiłem na kolejne
powiązanie. Sporządzałem kartotekę książek; czynność tę wprost uwielbiałem, gdyż
była to okazja do poznawania nowych, różnorodnych koncepcji i pojęć. Spośród
wszystkich książek, które mnie najbardziej nurtowały i kierowały mój umysł poza
dotychczasowe granice, dwie wyróżniały się szczególnie. Były to: Tertium Organum
P. D. Uspienskiego i The Ancient Maya Sylvanusa Griswolda Morleya.
Pierwsza z nich z przyprawiającymi o zawrót głowy opisami
możliwości istnienia nieskończonej liczby równoległych światów wystarczyła, by
wprowadzić moją wyobraźnię w stan błogiej transcendencji lub coś w rodzaju
przypomnienia. Nie potrafiłem tego wyrazić. Z takich czy innych powodów książka
Morleya o Majach wywołała podobny skutek. Albo też, otwierając widoki na
kulturowe doświadczenie wyższych wymiarów, umożliwiła mi przeżycie kosmicznych
doznań, o których pisał Uspienski w Tertium Organum. W każdym razie książka
Morleya wywarła na mnie niezapomniane wrażenie. Fotografie z życia Majów,
niezwykłe opisy antropologiczne porównujące ich z przedstawicielami rasy
mongoidalnej, plany starożytnych świątyń, reprodukcje kamiennych rzeźb o
nieopisanej subtelności, harmonii i tajemniczości – to wszystko po prostu mnie
urzekło. Nic jednak nie fascynowało mnie tak, jak system liczbowy i matematyczny
Majów.
Szybko nauczyłem się ich systemu: kropka równała się jedynce lub
jednostce wielokrotności dwudziestu; kreska to pięć lub wielokrotność pięć razy
dwadzieścia; glif muszli odpowiadał zeru lub zakończeniu. Było to fantastycznie
proste i klarowne. Ponadto istniały jeszcze nazwy do poszczególnych pozycji
wartości: kin – 1, uninal – 20, tun – 400, katun – 8 000, baktun – 160 000.
Godzinami podziwiałem mistrzostwo tego systemu, zastanawiając się
nad tajemnicą jego prawdziwego przeznaczenia. Było dla mnie jasne, że Morley go
nie znał. Jakkolwiek wielkie było jego uznanie dla osiągnięć Majów, oceniał ich,
podobnie jak większość archeologów (o czym miałem się później przekonać), w
kategoriach współczesnej materialnej technologii. Postrzegał Majów jako lud z
epoki kamiennej. Brak metalurgii, brak koła. Ku swemu zdziwieniu odkrył jednak,
że bez przyrządów mechanicznych zdołali oni stworzyć naukę i architekturę o
proporcjonalnym, harmonijnym pięknie, porównywalną z największymi osiągnięciami
cywilizacji Starego Świata. Dla Morleya, piszącego swoją książkę w 1947 roku,
Majowie byli „niepokornym wyjątkiem... Nieliczne, jeśli w ogóle którekolwiek z
kultur o porównywalnie prymitywnych cechach... koncentrowały się w takim stopniu
na zdobyczach intelektualnych".
Moje niezadowolenie z ograniczeń Morleya mieszało się z brakiem
doświadczenia i wiedzy, których potrzebowałem, by sformułować faktyczną
przyczynę mojego dyskomfortu. Niezależnie od tego, jak dalece zagłębiałem się w
wiedzę matematyczną, astrologiczną i kalendarzową, jak chociażby tę
rozszyfrowaną przez Morleya i jego kolegów, istniał jednak pewien woal, którego
nie mogłem przeniknąć. W takich chwilach pogrążałem się w zadumie lub fantazji.
Wciąż uparcie powracała w nich wizja podróży w tropikalne rejony dżungli
środkowoamerykańskiej, z której – dzięki jakimś oczyszczającym i
przekształcającym mnie przeżyciom – wracałem nie jako ktoś, kim byłem wcześniej,
ale adept wiedzy, jako jasnowidzący. Ta myśl i jej uporczywa wizja,
ukierunkowała mnie w mojej dalszej pogoni za Majami.
W czasie nauki w college'u, zwłaszcza w okresie studiów
podyplomowych, temat Majów był zajęciem ubocznym. Studiowałem historię sztuki na
Uniwersytecie w Chicago, jednak uczelnia nie oferowała wykładów na temat sztuki
prekolumbijskiej. Miałem jednak dostęp do wszystkich źródeł, zarówno w
bibliotece uniwersyteckiej, jak i w Instytucie Sztuki w Chicago czy Muzeum
Fielda. Wykorzystując umiejętności i dyscyplinę, jakie zdobyłem w trakcie
formalnych studiów na wydziale historii sztuki, prowadziłem własne badania nad
Majami i sztuką prekolumbijską. W przeważającej części obierałem
satysfakcjonujący mnie kierunek. Miałem pełną swobodę zagłębiania się w to, co
było moją ulubioną dziedziną historii sztuki.
Mimo to podczas czytania, studiowania, kontemplacji i obserwacji
stawało się dla mnie coraz bardziej oczywiste, że czegoś mi tutaj brakuje. Tak
naprawdę nikt dotąd nie pojął prawdziwej istoty tego zjawiska. Wszyscy
archeologowie traktowali cywilizację Majów jak zagadkową anomalię z epoki
kamiennej. Zacząłem podejrzewać, że powodem, dla którego archeologowie tak
dokładnie studiowali Majów, była ich niezdolność zrozumienia istoty sprawy. Nie
mogąc przeniknąć tego ludu, uznali, że sami Majowie są winni tego, że nie można
ich pojąć.
Obok Morleya jednym z bardziej poważanych pisarzy i
interpretatorów kultury Majów był J.ES. Thompson. Jako ceniony autor dwóch
monumentalnych prac: Maya Hieroglyphic Writing i A Catalog of Mayan Hieroglyphs,
jak również tych bardziej ogólnych tekstów jak The Rise and Fall of Mayan
Civilization, właśnie on, bardziej niż ktokolwiek inny, przedstawiał Majów jako
„uczonych idiotów", którzy, Bóg wie z jakich powodów, posiedli zawiłą wiedzę
matematyczno-astronomiczną aż do granic diabolicznej obsesji, nie mając
jakichkolwiek racjonalnych przesłanek. Thompson, w większym stopniu niż Morley,
oceniał Majów według skali wartości europejskiego Renesansu. W rozważaniach na
temat sztuki majańskiej zdradzał on protekcjonalne zniecierpliwienie. Ponieważ
archeologowie tacy jak Thompson nie potrafili pojąć, kim w istocie byli Majowie,
generalnie przypisywali im to, co najgorsze i przy swoim nowoczesnym spojrzeniu
na świat ukazywali ich jako wyobcowany, fatalistyczny reżim. Stąd np. Thompson,
skonfrontowany z jedną z największych zagadek cywilizacji Majów – jej nagłym
upadkiem w IX wieku – wolał widzieć to jako rewoltę niewolników przeciwko
despotycznym władcom. Natomiast Morley wyjaśniał: „Trudno uwierzyć w to, że
kultura o tak trwałych fundamentach mogła gwałtownie runąć.... Nawet jeśli przez
wieki narastało niezadowolenie, nigdzie nie można znaleźć jakiegokolwiek jego
śladu".
Kiedy latem 1964 roku tak uporczywe myśli zaczęły chodzić mi po
głowie, przygotowywałem się właśnie do mojej następnej podróży do Meksyku. Tym
razem owładnęła mną najsilniejsza z dotychczasowych, romantyczna fascynacja tym
miejscem. Podobnie jak dziesięć lat wcześniej w czasie podróży z ojcem
poruszałem się samochodem i miałem dość czasu na kontemplację
wszechogarniających widoków gór i nieba. Dla mnie ten kraj był wciąż żywy,
mistyczny, pełen głębokich tajemnic. Moja otwartość na ety tego miejsca i jego
geografię doprowadziła mnie do odkrycia innych punktów widzenia niż te
prezentowane przez owładniętych materializmem archeologów. Pośród nich
najważniejszą była Laurette Sejourne. Znałem już jedną z jej książek, Burning
Water: Thought and Religion in Ancient Mexico, która w porównaniu z publikacjami
innych archeologów była jak haust świeżego powietrza. Sejourne z powagą
potraktowała zdolności mentalne i duchowe Starożytnych. W Meksyku natrafiłem na
inną jej publikację: The Universe of Quetzalcoatl. We wstępie do tej książki
Mircea Eliade, znakomity historyk religii, napisał o szczególnym podejściu
Sejourne, dla której: „Kultura stanowi organiczną jedność... i dlatego powinna
być studiowana od środka, a nie od wątków pobocznych". Takie spojrzenie
współgrało z moimi odczuciami. Zacząłem dostrzegać, że problem w zrozumieniu
Majów i całej starożytnej cywilizacji Meksyku tkwił, tak naprawdę, w naszej
obecnej cywilizacji. To, co zacząłem wówczas odczuwać, tzn. w 1953 roku, stawało
się coraz bardziej wyraziste teraz. Oprócz Teotihuacan zwiedziłem dwa starożytne
ośrodki w górzystych rejonach Meksyku: Tula i Xochicalco. Moja intuicja,
wspierana przez wiedzę, coraz głębiej przenikała milczące kamienie. W Xochicalco
ogarnęły mnie przeczucia – czy też wspomnienia – o zastraszającej wręcz
intensywności.
Xochicalco leży na dużej wysokości, w odległej części stanu
Guerraro. Jego prostą, harmonijną architekturę zdominowała charakterystyczna
obecność Quetzalcoatla, Pierzastego Węża. Xochicalco, zwane „Miejscem Domu
Kwiatów", datowane na IX-X wiek n. e., przedstawia mieszaninę wysokogórskiego
stylu Teotihuacan i stylu klasycznych Majów. To tutaj, w Xochicalco, elity Majów
i Teotihuacan schroniły się po „gwałtownym" upadku klasycznego etapu cywilizacji
Majów i Meksykan. Tu w 947 r. n. e. urodził się „historyczny" Quetzalcoatl,
Trzcina 1 (Wędrowiec 1). Dla mnie potęgowała się tajemnica Majów i jednocześnie
rozpoczynał nowy etap badań.
Tą tajemnicą był Quetzalcoatl, Pierzasty Wąż, zwany przez Majów
Kukulkanem – „Miejsce, gdzie przebywa wąż". Po lekturze książki Sejourne,
Quetzalcoatl jawił mi się już nie jako jeden bóg, ale jako bóg zwielokrotniony;
nie jako jeden człowiek, ale wielu ludzi; nie jako jedna religia, ale cały […]
Rys. PIERZASTY WĄZ, QUETZALCOATL, XOCHICALCO, X w. n.e.
[...] kompleks mityczny lub struktura mentalna. Teraz było już
jasne, że ta konstelacja cech, ta wieloraka obecność przejawiała się prawie w
każdym aspekcie starożytnego Meksyku i całej cywilizacji Majów. Quetzalcoatl,
bardzo mocno związany z Wenus, Gwiazdą Poranną i Wieczorną, wpłynął nie tylko na
sztukę, ale także na astronomię i kalendarz.
Jego astronomiczno-niebiańskie powiązania, jak również rola jako
postaci religijnej o randze porównywalnej z Mojżeszem czy Chrystusem nadały mu
znaczenie prorocze. Proroctwa mówiły, że Quetzalcoatl, Trzcina 1, żyjący w X
wieku n. e., uznawany za założyciela miasta Tula i odnowiciela Chichen Itza na
Jukatanie, przepowiedział swój powrót w dniu Trzcina 1 w roku Trzcina 1, czyli w
Wielki Piątek 1519 roku według kalendarza chrześcijańskiego, co dokładnie
odpowiadało dacie przybycia Cortesa. Ten fakt był wystarczający, by wzbudzić
niebywały niepokój Montezumy II, ówczesnego władcy nieszczęsnego imperium
azteckiego.
W naszym kręgu kulturowym tylko nieliczni słyszeli o
Quetzalcoatlu, z wyjątkiem tych, którzy czytali powieść D. H. Lawrence'a
Pierzasty Wąż. Prorocze fakty dotyczące tej materii utwierdziły mnie w
przekonaniu, że nie był on jedynie sprawą lokalną. Co więcej, zacząłem w nim
postrzegać jakąś niewidzialną, wewnętrzną siłę, przenikającą mityczną tkankę
postępu. Wzmocniony intuicyjnym rozpoznaniem powracałem z Meksyku z rosnącym
poczuciem osobistej misji.
Ukończenie formalnych studiów na wydziale historii sztuki w 1965
roku zbiegło się w czasie z moim głębszym, intuicyjnym poznaniem Majów i
natknięciem się na starożytną cywilizację Anahuac , „Miejsce pomiędzy Wodami"
(tereny Meksyku i Ameryki Środkowej nazywane przez tubylców Nahuatl).
Archeologowie odkopywali kamienie i katalogowali dane, przypisując znaleziskom
nazwy typu „bóg D" czy „obiekt rytualny". Nic to jednak nie mówiło o życiu
starożytnych cywilizacji. Dla mnie stało się zupełnie oczywiste, że trzeba
rozwinąć w sobie pewne intuicyjne sposoby poznania, by móc wejść w takie stany
świadomości jak te, które stworzyły kiedyś owe artefakty. Niezależnie od tego
obiekty te były tylko pewną pozostałością – rzeczywistość tkwiła bowiem w
duchowo emocjonalnym stanie, którego wyrazem były owe dzieła sztuki.
Jeśli chodzi o stany mentalne pozwalające przekraczać bariery
czasu, osiągane przez kontemplację czy jakąkolwiek inną praktykę stosowaną przez
zwolenników Quetzalcoatla-Kukulkana, co zatem mogłoby przeszkodzić w dostąpieniu
takiego poziomu świadomości mnie lub komukolwiek innemu? Czy R. M. Bucke, Wiliam
James i Aldous Huxley nie przedstawili wystarczających argumentów
przemawiających za istnieniem jedności mistycznych stanów mentalnych ponad
czasem i przestrzenią? Czyż celem praktyk mistycznych nie było przeniesienie się
w taki właśnie stan jedności? Jak napisała Sejourne, religia Cjuetzalcoatla,
zabarwiająca tło całej cywilizacji starożytnego Meksyku, była w efekcie końcowym
procesem prowadzącym do mistycznego zjednoczenia. Kontemplując pozostałości tej
starożytnej kultury, nie miałem już żadnych wątpliwości, że jest to właściwy tok
myślenia.
Pod koniec 1966 roku zaangażowałem się w pewien eksperyment,
który w przeważającej części bazował na powyższych przemyśleniach. Wyszedłem z
założenia, że skoro sztuka jest drogą do najbardziej mistycznych doznań, to, być
może, przez działanie artystyczne będę mógł osiągnąć szczególny stan
świadomości, który wyniósł starożytną cywilizację Majów i Teotihuacan.
Oczywiście źródłem inspiracji dla mojego malarstwa były freski tego miasta oraz
majańskie hieroglify i ceramika. W sztuce meksykańsko-majańskiej przemawiało do
mnie wszystko: wibrujące kolory, bogactwo informacji zapisanych w symbolicznych
strukturach, ogólny kształt łączący tak wiele znaków i form w prosty, silnie
wibrujący wzorzec geometryczny.
Efektem mojej pracy była seria dużych, wolno stojących tablic.
Humphry Osmond, twórca słowa „psychodeliczne", widząc je w 1968 roku, nazwał
„Wrotami percepcji". Dla mnie jednak największe znaczenie miał sam proces
tworzenia tych obrazów. Dawał mi on prawdziwą możliwość przestąpienia takich
miejsc, w których mogłem rozmawiać z Tlacuilo, starożytnym malarzem, twórcą
archetypów. Moje serce otworzyło się, zalały mnie wspomnienia. Trudno mi
powiedzieć, czy były to wspomnienia z moich poprzednich wcieleń, czy nie, ale z
całą pewnością chodziło o zbiorowe wspomnienia ze strumienia myśli Starożytnych.
Zaczynałem „wiedzieć od środka".
Dobry malarz jest mądry, Bóg jest w jego sercu. On rozmawia z Nim
sercem. On wypełnia rzeczy boskością.
Przysłowie Nahuatł
O ile wizje starożytnych, meksykańskich i majańskich malarzy
prowadziły mnie podczas tworzenia „Wrót Percepcji", to studia nad I Cingiem
pozwoliły mi ogarnąć pierwotną strukturę przemian, którą wykorzystałem jako
podstawowy wzorzec w każdym z ośmiu obrazów, podzielonych na trzy części. Górna
i dolna część odzwierciedlały siebie nawzajem, a środkowa reprezentowała strefę
zmian lub transformacji. Ponadto przekształcająca się struktura miała pełną,
bilateralną symetrię. Wiele lat później odkryłem, że struktura wyjściowa „Wrót
Percepcji" była identyczna z konfiguracją binarnego trypletu, podstawowego
wzorca wpisanego w matrycę Świętego Kalendarza Majów, klucza-kodu w mojej
książce Wschodząca Ziemia (Wyd. PULSAR, 2004).
Gdy w 1968 roku ponownie odwiedziłem Meksyk, dzięki mojej
wizjonerskiej ścieżce byłem lepiej przygotowany na to, co mnie tam oczekiwało.
Najważniejszym punktem mojej podróży, poza zwiedzaniem nowego Muzeum
Antropologii, była wycieczka do Monte Alban, do Cytadeli Zapoteków, zwanych
„Ludźmi z Chmur", położonej wysoko w Dolinie Oaxaca. Monte Alban, datowane na
około 600 lat p.n.e., cechuje unikalny styl, będący mieszaniną wpływów kultury
majańskiej i meksykańskiej. To tutaj znajdują się rzeźby Tańczących –
ekstatycznych szamanów-kapłanów z głowami zwierząt i ciałami zdobionymi
hieroglifami. Po ich bokach naniesione są zapisy majańskiej matema
tyki, znaki Świętego Kalendarza. Tutaj, na wielkim placu
ceremonialnego centrum, położonym na szczycie góry znajduje się Obserwatorium,
budowla o specyficznym układzie kątów. Podczas wspinaczki, zastanawiając się nad
tożsamością „tancerzy" i znaczeniem znaków kalendarza, wyczuwałem obecność
gwiezdnych istot, strażników. Kim byli?
W Teotitlan del Valle, małym miasteczku nieopodal Monte Alban,
nadal są odprawiane starożytne ceremonie i tkane makatki o przepięknych
geometrycznych wzorach i wyszukanej symbolice. W jednym ze sklepików właściciel
mówiący po angielsku (jego brat, tkacz, posługiwał się tylko językiem Zapoteków)
wprowadził mnie w osłupienie, gdy w pewnym momencie wyciągnął, niczym asa z
rękawa, dwie tkaniny mające identyczny wzór, lecz odmienne zestawienia
kolorystyczne: czerwono-czarne i niebiesko-pomarańczowe. Moją uwagę przykuł
przede wszystkim ich wzór, który powstał z jednej tylko linii biegnącej
spiralnie w taki sposób, że dzieliła dywanik na dwie równe części, stwarzając
przy tym obraz ośmioczłonowej mandali. Kiedy z zachwytem wpatrywałem się w
tkaninę, właściciel mrugnął do mnie i powiedział: „Widzisz, starożytni
Meksykanie też wiedzieli o jin i jang". Wybrałem tkaninę pomarańczowo-niebieską,
zwabiony harmonią iskrzących się kolorów. Pijąc tradycyjnie piwo po dokonaniu
transakcji, doznałem wrażenia, że znów przekroczyłem inną strefę czasu.
Nastał rok 1968, czas niepokojów i przemocy obecnej chyba
wszędzie. Opuszczając Mexico City, słuchaliśmy doniesień radiowych o zamieszkach
w Tlaltelolco, w których zginęło około 400 studentów. Moje myśli uporczywie
krążyły wokół niesprawiedliwości na świecie, jak również wypaczonego obrazu
rozpowszechnianego o niezachodnim lub Trzecim Świecie. Te troski znalazły wyraz
na mojej postawie jako wykładowcy historii sztuki. Poza tym w Davis, gdzie
pracowałem na Uniwersytecie Kalifornijskim, byłem jednym z tych, którzy położyli
podwaliny pod Kolegium Indian Ameryki – Uniwersytet Deganawida-Quetzalcoatla.
W związku z tą działalnością poznałem dwóch, chadzających
własnymi ścieżkami, rdzennych Indian, Tony Shearera i Sun Beara. Tony był
głęboko zaangażowany w przepowiednie Quetzalcoatla i Święty Kalendarz, o którym
przepięknie napisał w książce Lord of the Dawn. W swojej późniejszej pracy
Beneath the Moon and Under the Sun ponownie opisał Święty Kalendarz i zamieścił
rysunek lego, co nazwałem konfiguracją binarnego trypletu – magiczny wzór 52 pól
wewnątrz 260jednostkowego modułu Świętego Kalendarza. Tony zainspirował mnie do
jeszcze głębszych studiów nad Śviętym Kalendarzem Tzolkin, jak go nazywano. On
też zwrócił moją uwagę na znaczenie roku 1987 w nawiązaniu do przepowiedni o
powrocie Quetzalcoatla.
Wysiłki Sun Beara zmierzające do założenia Szczepu Niedźwiedzia,
jak również jego klarowne wezwanie do powrotu na rodzime ziemie i tradycyjnego
stylu życia wywarły na mnie ogromny wpływ, zwłaszcza że w tym czasie byłem
zaangażowany w przygotowania Pierwszego Festiwalu Całości Ziemi w Davis. Właśnie
wtedy, w czasie Dnia Ziemi w 1970 roku, narodził się ruch ekologiczny.
Działalność w tym kierunku rozwijała się dalej także po moim przejściu do
Evergreen State College. To tam w 1972 roku spotkałem znawcę tradycji Indian
Hopi, Thomasa Banyaca, który zaznajomił mnie z ich przepowiedniami. Zawsze będę
pamiętać słowa Thomasa: „Tylko ci, którzy są silni duchowo, przetrwają odejście
Czwartego Świata i nadejście Piątego". Wtedy sądziłem, że ten czas jest związany
z rokiem 1987, o którym opowiadał mi Tony.
Studia nad Majami i starożytnymi filozofiami Meksyku miały
ogromny wpływ na główny motyw mojej książki The Transformative Yision (1975 r.).
W istocie była to krytyka zachodniej cywilizacji, przedstawiona za pomocą
metafory prawej i lewej półkuli mózgu. Chcąc ukazać w odpowiedniej perspektywie
czasowej współczesną „lewą półkulę tyranii", odwołałem się do Wielkiego Cyklu
Majów liczącego 5125 lat (od 3113 r. p.n.e. do 2012 r. n. e.) i hinduskiej
koncepcji czterech epok zwanych jugami oraz koncepcji stożków i tynktur Yeatsa.
Co ciekawe, w jedynej recenzji tej książki, która ukazała się w uznanym
periodyku o sztuce, zostałem skrytykowany za śmiałość oceniania Renesansu i
współczesnej zachodniej cywilizacji z perspektywy tak „obcych" kosmologii jak
hinduska czy majańska.
Latem 1974 roku, gdy prowadziłem wykłady na temat sztuki
prekolumbijskiej i rdzennej ludności Ameryki w Instytucie Naropa, udało mi się
przygotować większą część wersji Świętego Kalendarza z wykorzystaniem
majańskiego systemu notacji (zapis kropka-kreska, przyp. tłum.). Podobną wersję
kalendarza jako mapę nr 9 zaprezentowałem w książce Wschodząca Ziemia. To, co
rzucało mi się w oczy, to rytmiczny efekt dwudziestu powtórzeń znaków od jednego
do trzynastu. Była to pierwsza wskazówka, że kalendarz Majów musiał być czymś
więcej niż zwykłym kalendarzem. Czy był on kodem?
W połowie lat siedemdziesiątych, gdy mieszkałem w Berkeley, byłem
zaangażowany w krótkotrwały projekt edukacyjny o nazwie Fundacja
Szambala-Tollan. Podczas gdy Szambala odnosiła się do mistyczno-mitycznego
królestwa w Azji Środkowej, które było niezwykle ważne dla nauk i proroctw
buddyzmu tybetańskiego, Tollan (Tullan) reprezentował mityczne miasto oraz
źródło mądrości Majów i starożytnych Meksykan. Intuicyjnie wyczuwałem pewnego
rodzaju łączność, która istniała między tymi legendarnymi królestwami, ale nie
tyle na płaszczyźnie ziemskiej, co w ciele eterycznym planety. Czyżby w
określonych czasach istniała jakaś zgodność i synchronizacja między
profetycznymi tradycjami Szambali i Tollan? Czy powrót „wojowników Szambali" i
powtórne przyjście Quetzalcoatla miały ze sobą coś wspólnego?
O ile wizje Fundacji Szambala-Tollan przerastały granice tego, co
mógłbym wyobrazić sobie praktycznie, to w naukach buddyzmu tybetańskiego
znalazłem to, co stało się fundamentem mojej świadomości. Z wielką sumiennością
zanurzyłem się w intensywne praktyki medytacyjne pod okiem nauczyciela Chógyam
Trungpa Rinpoche. W naukach Wadżrajany odnalazłem punkt odniesienia do moich
studiów nad Majami. W szczególności techniki „czystej świadomości" okazały się
niebywale pożyteczne dla moich dalszych rozważań o kalendarzu Majów i jego
pochodzeniu, zwłaszcza jego podstawach filozoficznych i naukowych. Podobnie jak
w kosmologii buddyjskiej (i hinduskiej) Majowie opisują Wszechświat jako
nieskończone cykle czasu i bytu. Wydaje się nawet, że są oni bardziej precyzyjni
w obliczeniach. Tak czy inaczej, kontemplacja wszechogarniających cykli
czasowych o wręcz niewyobrażalnych zakresach nieuchronnie prowadziła do
rozpoznania faktu, że nie jesteśmy sami, że istnieje nieskończenie wiele
systemów innych światów o wyższym stopniu rozwoju niż nasz. A zatem, jeśli
chcielibyśmy rozwinąć głębszą wiedzę i rozumienie, jak można by tego dokonać,
jeżeli nie przez rozwój umysłu oraz rozjaśnienie i rozprzestrzenienie
świadomości?
W połowie lat 70. ukazały się dwie kolejne publikacje, które
wznieciły we mnie kosmologiczne refleksje nad Majami i ich kalendarzem. Były to:
Time and Reality in the Thought of the Maya pióra meksykańskiego filozofa
Miguela León-Portilli i Mexico Mystiąue Franka Watersa. Szkic León-Portilliego,
pomimo jego sympatii dla poetyki świata wyobraźni Majów, jak również porównania
myśli majańskiej z chińskim taoizmem, <= [ naturalna jedność świata; powszechna
prawidłowość zjawisk (przyp. tłum.)] nie zdołał przeniknąć faktycznej wiedzy
skrywającej się za kalendarzem i majańska „obsesją czasu". Natomiast praca
Franka Watersa przedstawiała tradycje profetyczne Majów i starożytnych Meksykan
w nieco uwspółcześnionym kontekście. Autor skoncentrował się głównie na dacie
zamykającej Wielki Cykl, którą umiejscowił w dniu 24 grudnia 2011? (2012) i
określił jako moment wielkiego zwrotu w świadomości planetarnej – nadejście
Szóstej Ery Świadomości.
W 1976 roku ponownie wyjechałem do Meksyku. Tym razem odważyłem
się na przestąpienie ziemi Majów i zwiedzenie starożytnego obszaru Palenąue.
Kiedy wraz z rodziną dotarliśmy na miejsce, tropikalna burza spadła dosłownie z
nieba. Z trudem wspinaliśmy się na dziewięciopoziomową Piramidę Napisów i
dopiero po dotarciu na szczyt znaleźliśmy schronienie w Świątyni. Tam powitała
nas podwójna tęcza, która zdawała się wychodzić ze znajdującej się nieopodal
Świątyni Wiatrów.
Niezależnie od tęczy, nie miałem najmniejszych wątpliwości co do
magii Palenąue. To tutaj w 1947 roku został odkryty grobowiec władcy Pacala
Votana – jedyna w Meksyku piramida-grobowiec w stylu egipskim. W Palenąue nie
było niczego, co byłoby nieharmonijne. Zarówno dolne reliefy Świątyni Krzyża
Liściastego i Świątyni Krzyża Słońca, jak i płyta nagrobna Pacala Votana nie
miały sobie równych. Mnie tymczasem najbardziej zaabsorbowały pozostałości
fresków w Świątyni Wiatrów. Widziałem je już gdzieś wcześniej. Były obecne w
kanale mojej świadomości, gdy około dziesięciu lat temu zabierałem się do
namalowania „Wrót Percepcji".
Tajemniczość Palenąue potęgowała się szczególnie w
piramidzie-grobowcu Pacala Votana, którego komora grobowa została ozdobiona
symbolicznymi wizerunkami Dziewięciu Panów Nocy, zwanych również Dziewięcioma
Panami Czasu. Wszędzie wyczuwało się nastrój odosobnienia i głębokiej ciszy
niezmąconej ludzkim głosem. Kontrastowało to z symfonią dżungli i crescendem
ekstazy owadów. Palenąue, typowo dla wielkich klasycznych centrów Majów
wzniesionych u szczytu rozwoju, wymusza pytania: Dlaczego to miasto zostało
porzucone? Dokąd udali się kapłani, astronomowie, rzemieślnicy? Jaką wiedzę
zabrali ze sobą i dlaczego?
Nie dalej niż sto mil od Palenąue, wysoko w Górach Chiapas,
blisko granicy z Gwatemalą, znajduje się miasto San Cristobal. Niegdyś jedno z
głównych ośrodków kolonialnych, dziś wydaje się trochę opuszczone i zapomniane.
Od czasu do czasu można tu spotkać na ulicy pojedynczych lakandońskich Majów. Z
długimi czarnymi włosami sięgającymi kolan, ubrani w proste, białe tuniki,
zdołali zachować odrębność, prowadząc proste, osiadłe życie na nizinach dżungli,
pielęgnując tradycyjny kalendarz i żyjąc bogatym śnionym życiem. W San Cristobal
pojawiają się w celach handlowych, po czym znikają w dżungli, nie zdradzając
swoich sekretów.
Ich widok zrobił na mnie duże wrażenie. Jaką rolę odgrywają w
wielkim dramacie tego świata dzisiejsi Lakandonowie, potomkowie starożytnych
astronomów? Czy może jest tak, jak sugeruje film Chac, że po prostu mają
podtrzymać wizje, ton Praźródła, bez którego świat rozpadłby się szybciej, niż
się to nam wydaje? Co takiego dzieje się na płaszczyźnie ducha pierwotnych
ludów, czego nigdy nie zdołamy dostrzec lub poznać, a co wydaje się niezbędne
dla utrzymania równowagi na Ziemi?
Pewnej niedzieli zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do małej
wioski leżącej na peryferiach San Cristobal. W starym kościele, przynajmniej
sprawiał wrażenie kościoła, Indianie odprawiali swoje nabożeństwo. Zapach
kopalowego kadzidła był gęsty i intensywny. Głosy chóru osiągały czasami dziwną
harmoniczność, by następnie opaść do miękkiej kakofonii. Na zewnątrz jefes,
lokalni przywódcy, przekazywali sobie laskę ze srebrnym szpicem, rozstrzygając
kwestie wniesione przez mieszkańców. Obserwując to wszystko, zastanawiałem się,
kto stoi za tym ludem? A może to oni przemawiają w imieniu i na rzecz Ziemi, i
może tak naprawdę tylko to się liczy?
Widoczna przepaść pomiędzy dzisiejszymi Majami a budowniczymi
starożytnych miast nie może byś osądzana według obecnych kryteriów postępu
materialnego. Rozmyślając o tym, przypomniałem sobie mit Indian Hopi o
Palat-Kwapi, Tajemniczym Czerwonym Mieście Południa. Jest w nim mowa o wędrówce
w gorące regiony Południa i budowie czteropoziomowego miasta świątynnego
Palat-Kwapi w jedynym celu: zdobyciu i ugruntowaniu systemu wiedzy.
Budowniczowie otrzymali polecenie porzucenia miasta zaraz po ukończeniu prac,
pozostawiając je jako pomnik wiedzy. Z czasem zapomniano jednak o nakazie.
Mieszkańcy zaczęli popadać w dekadencję, uwikłali się w rywalizację pomiędzy
klanami, aż w końcu ponownie przypomnieli sobie o swojej misji i ostatecznie
opuścili PalatKwapi, Tajemnicze Czerwone Miasto Południa.
Ten mit świetnie pasuje do Majów. Ich zadaniem było
skodyfikowanie i zbudowanie systemu wiedzy – nauki. Dlatego po utrwaleniu jej w
kamieniu i piśmie odeszli. Taka cywilizacja jak nasza, istna fabryka do
produkcji broni siejącej zniszczenie, wytwarzająca przedmioty służące wygodnemu
życiu, w żaden sposób nie pasuje do ich wiedzy. Do tego dochodzi jeszcze jeden
czynnik. Ponieważ wiedza Majów ściśle wiązała się z cyklami czasu, który był
pojmowany jako jakościowy nośnik uwarunkowań kosmicznych czy też galaktycznych
pór, mogli dostrzec na horyzoncie zbliżający się ciemny okres. Stąd też
wiedzieli, że nadeszła pora, by zakończyć sprawy i odejść. Zważywszy, jak
wygląda świat dzisiaj, kto mógłby powiedzieć, że nie mieli racji?
Takimi meandrami biegł tok mojego rozumowania pod koniec lat
siedemdziesiątych. Był to jednocześnie czas mojego osobistego załamania i
kryzysu alkoholowego. Kiedy w 1981 roku uwolniłem się od samozniewolenia i
uważnie rozejrzałem wokół, wyglądało na to, że globalny kryzys lat
sześćdziesiątych przybrał charakter endemicznej choroby w takiej mierze, że stał
się czymś zupełnie oczywistym. Moje badania doprowadziły mnie do pewnego punktu,
w którym zacząłem postrzegać Ziemię jako jednorodny organizm. Jednak wewnętrzne
przeczucia mówiły mi, że rozwój współczesnej cywilizacji podąża w kierunku, w
którym niezbędna jest interwencja boska, gdyż w przeciwnym razie ludzkości grozi
zagłada. Dla mnie taka sytuacja oznaczała konieczność wykonania przeskoku z
krawędzi, na której się znaleźliśmy, w takie obszary mentalne, które według
ówczesnych standardów kulturowych były uważane za wygasłe lub temat tabu.
Po raz pierwszy od blisko dziesięciu lat wykorzystałem wizualną
formę przekazu i uznałem ją za najlepszy sposób wyrażania tego, czego
potrzebowałem się nauczyć. Dzięki cyklowi kolaży i obrazów „The Planet Art",
malowanych atramentem sumi na dużych, srebrnych i złotych planszach,
przestąpiłem fazę wyższego zestrojenia z Ziemią. Nadszedł czas, aby poważnie
potraktować pojęcie umysł planetarny lub świadomość planetarna. W czasie
studiowania historii sztuki i moich własnych poszukiwań zrodziło się we mnie
przeświadczenie, że Ziemia jest żywa i, co więcej, nasyca swoim wzorcem życia
wszystkie aspekty ewolucji, od całości po cząstki, łącznie z procesem zwanym
cywilizacją. Ogół interakcji pomiędzy „wielkim" życiem Ziemi pojmowanym
kompleksowo a reakcjami indywidualnymi i grupowymi na „wielkie" życie definiuje
„planet art", czyli „sztukę planetarną". W kontekście wielkiego procesu zacząłem
postrzegać Majów jako nawigatorów lub żeglarzy po wodach galaktycznej
synchronizacji. Natomiast Egipcjanie, około trzech tysięcy lat wcześniej, byli
odpowiedzialni za utrzymanie kursu i zakotwiczenie Ziemi na oceanie
galaktycznego życia z pomocą Wielkiej Piramidy. Taki sposób myślenia,
postrzegania i czucia doprowadził mnie do zdumiewającej serii odkryć, spotkań i
zbiegów okoliczności. Gdy jesienią 1981 roku poznałem i związałem się z Lloydine
Burris, tancerką i jednocześnie wizjonerką, napisałem wówczas dokument
„fantastyczno-naukowy", zatytułowany The Art Planet Chronicie – The Making ofthe
Fifth Ring. Ta wymyślona opowieść o „planecie sztuki", rozgrywająca się gdzieś w
przyszłości, faktycznie postrzegana była z perspektywy gwiezdnego systemu
Arktura. Pomijając wartość artystyczną tej niepublikowanej historii, istotne
wydawało się w niej rozwinięcie określonej świadomości, która umożliwiała
spojrzenie na sprawy naszej planety z oddali, tak aby z zamieszania wywołanego
przez nuklearny terroryzm i doniesienia prasy codziennej mógł się wyłonić
sensowny związek. Jak miałem później odkryć, taki punkt widzenia był niezbędny
do głębszego wniknięcia w misterium Majów. Czy system Majów mógłby być matrycą
kodu, zsynchronizowaną z fundamentem ewoluującej wiedzy galaktycznej, która
została przysposobiona do specyficznych potrzeb naszej planety?
Ten tok myślenia doprowadził do powstania kompendium matryc
kodów, czyli Wschodzącej Ziemi. W książce planowanej jako tekst o geomancji –
„proroctwie Ziemi" – za punkt wyjścia przyjąłem współbrzmienie pomiędzy I
Cingiem i 64 kodonami (podstawowe elementy kodu genetycznego DNA), odkryte, a
przynajmniej zbadane pod kątem dociekań naukowych i filozoficznych przez Martina
Schónbergera. Równolegle dokonane przeze mnie odkrycie, że w magicznym kwadracie
Benjamina Franklina każdy z ośmiu rzędów, zarówno poziomych, jak i pionowych,
daje sumę 260, skłoniło mnie do rozważenia podobieństwa pomiędzy matrycą
Świętego Kalendarza Majów, 260 jednostkami Tzolkin, i I Cingiem. To, co
nastąpiło, było nieoczekiwanym potokiem „map" czy też matryc opublikowanych
później we Wschodzącej Ziemi, z konfiguracją binarnego trypletu jako kluczową
figurą kodu, która jest bazą Świętego Kalendarza Majów.
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu „mapy"
przedstawione we Wschodzącej Ziemi będą wyglądać jak jakiś obcy język. Nie jest
to dla mnie żadną niespodzianką. Sam pojąłem ich pełne znaczenie dopiero po
opublikowaniu książki w 1984 roku. Zacząłem powoli rozumieć, że mapy, tak jak
sam system Majów, pochodzą gdzieś z daleka. Do początku lat osiemdziesiątych nie
brałem pod uwagę natury UFO czy inteligencji pozaziemskich. Dopiero dzięki
materiałom do Wschodzącej Ziemi, które otrzymałem na drodze channelingu,
rozpoznałem nowe płaszczyzny możliwości. Czy opowieść fantastyczno-naukowa,
która poprzedziła książkę Wschodząca Ziemia, napisana z perspektywy Arktura, nie
była czasem wskazówką dotyczącą zarówno źródła informacji, jak i rozwiązania
tajemnicy Majów? Gdyby tak było, stałoby się dla mnie zupełnie jasne, że przekaz
informacji z różnych miejsc Galaktyki nie zależy od zmiennych czasoprzestrzeni,
lecz podlega pryncypiom dyfuzji rezonansowej (coś w rodzaju echa, przyp. tłum.).
Rozważania o życiu i inteligencjach w innych światach nabrały
wielkiego impetu pod koniec 1983 roku, gdy spotkałem Paula Shaya z Instytutu
Badawczego Stanforda i Richarda Hoaglanda, pracującego wcześniej dla NASA,
autora publikacji naukowych. Hoagland był włączony w przygotowania misji na
Marsa; sonda Viking wystartowała w 1976 roku. W przeciwieństwie do jego kolegów
nie satysfakcjonował go sposób, w jaki NASA podchodziła wówczas do określonych
odkryć na Marsie, np. do ogromnej „twarzy", która wydawała się być wyrzeźbiona
na szczycie jednego z marsjańskich płaskowyżów. Kiedy przeglądałem komputerowo
wyostrzone fotografie, z którymi pracował Hoagland, coś się we mnie poruszyło.
Było to jak jakieś odległe wspomnienie, które teraz odżyło, niezmierzone,
dogłębne i bardziej uporczywe niż to, jakie znałem wcześniej. Moje pierwsze
odczucie mówiło mi, że na Marsie rozwinęła się cywilizacja – zaawansowana forma
życia, którą spotkał fatalny, tragiczny koniec. Patrząc na fotografie, nagle
uświadomiłem sobie ten fakt i w tej samej chwili zrozumiałem, że w jakiś sposób
wiedza o tamtych zdarzeniach jest wciąż obecna i aktywna w polu świadomości
Ziemi.
Rano w Boże Narodzenie 1983 roku dokonałem niespodziewanego,
wspaniałego odkrycia. Chciałem podzielić się z rodziną „wiadomościami z Marsa" i
ku mojej wielkiej radości znalazłem zdjęcie Twarzy Marsjańskiej w książce The
New Solar System, którą miałem od wielu lat, ale nigdy dokładnie jej nie
przejrzałem. Ponieważ okładka wydawała mi się jakaś znajoma, sięgnąłem po
książkę Lucy Lippard Overlay: The Influence of Primitive Art on Contemporary
Art, którą kupiłem w Los Angeles na prezent, dzień przed spotkaniem z
Hoaglandem. Otworzyłem ją zupełnie przypadkowo na stronie 144 i ku mojemu
wielkiemu zaskoczeniu w górnym lewym rogu ujrzałem dojmująco znajome zdjęcie:
model rzeźby Isamu Naguchiego zatytułowany „Rzeźba do zobaczenia z Marsa" (ang.
The Sculpture to be Seenfrom Mars), wykonany w 1947 roku, a więc 29 lat przed
misją Vikinga.
O ile informacje NASA utwierdziły mnie w przekonaniu o istnieniu
życia pozaziemskiego czy też innych światów, o tyle odkrycie pracy Naguchiego –
która, gdyby została ukończona, byłaby tej samej wielkości, co Twarz Marsjańska
– pozwoliło mi z szokującą wręcz dokładnością rozpoznać sposób przekazu
informacji opartej na zasadach dyfuzji rezonansowej, proces, który opisywałem
wcześniej jako radiogenezę, czyli uniwersalny przekaz informacji poprzez
światło, jako światło albo energię promieniowania. Oczywiście natychmiast miałem
tysiące nowych pytań. Jaki jest związek pomiędzy wiedzą a przypomnieniem? Czy
przyszłość może być naszą przeszłością? Czy jest możliwe, że to, co obecnie
dzieje się na naszej planecie, jest powtórzeniem jakiegoś dramatu, który
rozegrał się w innych światach? Jeśli tak, to jak możemy ominąć pułapki
prowadzące do naszej własnej zagłady?
W utworze poetyckim zatytułowanym Earth Shaman, ukończonym pod
koniec 1984 roku, próbowałem znaleźć odpowiedź na powyższe pytania.
Przedstawiłem w nim historię Ziemi jako świadomego organizmu, posiłkując się
legendami Indian Hopi o drodze przebytej przez naszą planetę przez trzy
wcześniejsze światy do obecnego i o zbliżającym się przejściu do świata piątego.
Obraz Ziemi, jaki ukazałem w Earth Shaman, „kryształ ziemski", wyniosłem ze
spotkania z Dhyani Ywahoo, kontynuatorką tradycji Indian po linii Cherokee.
Spotkałem ją wiosną 1984 roku. Dhyani, rzucając tylko jedno spojrzenie na
Lloydine i na mnie, powiedziała: „Wasze umysły są pozamykane; powinniście
pracować z kryształami". Kiedy zastosowaliśmy się do jej rad, odnaleźliśmy w
kryształach niezwykle precyzyjne narzędzie do osiągnięcia harmonii osobistej,
jak również odbioru informacji. Podszepty mojej intuicji, że Ziemia jest z
natury krystaliczna, znalazły potwierdzenie zarówno w badaniach prowadzonych w
Związku Radzieckim, jak również pracach kartografów Elizabeth Hagens i Wiliama
Beckera. Obraz Ziemi jako kryształu wydawał się w jakiś sposób spójny z pojęciem
galaktycznego przekazu informacji według zasad rezonansowej dyfuzji
(rezonansowego rozprzestrzeniania). Był to klucz do zrozumienia genezy i natury
matrycy Majów.
Na początku 1985 roku skontaktował się ze mną Majanin, Humbatz
Men. Skierował go do mnie Toby Campion, członek organizacji o nazwie Universal
Great Brotherhood, działającej głównie w Meksyku i Ameryce Południowej. Podczas
wielu nocnych towarzyskich rozmów telefonicznych w łamanym hiszpańskim
dowiedziałem się, że posługuje się on 17 majańskimi „kalendarzami". Większość
archeologów dopuszczała możliwość istnienia około sześciu z nich. Humbatz Men
był również autorem krótkiego tekstu zatytułowanego Tzol'Ek. Mayan Astrology.
Dzięki swojej wytrwałości i magii zjawił się wreszcie w Boulder w marcu 1985
roku z wykładem na temat „Astrologia Majów".
Uniwersalny klucz, jaki zaprezentował, a który został mu dany za
pośrednictwem ustnego przekazu, ujął w końcowej uwadze zrobionej na marginesie.
Objaśnił, że: „Nasz Układ Słoneczny jest siódmym systemem, wykreślonym na mapach
Majów". Nie mam wątpliwości, że spotkanie z Humbatz Menem było najważniejszym
wydarzeniem w mojej długiej pracy z materiałem Majów. Późniejsze dyskusje z
Dhyani Ywahoo, jak również spotkanie z Harleyem Swiftdeerem, utwierdziły mnie w
tym, że Humbatz dał mi jak dotąd najistotniejsze wskazówki do zrozumienia natury
majańskiego sposobu myślenia. Rzeczywiście, informacje Majów przekazywane były z
daleka. Tylko jak i po co?
Dopiero w kwietniu 1985 roku po spotkaniu Fundacji Ojai,
neoszamańskich myślicieli nazywanych Radą Quetzalcoatla, wykrystalizowała się u
mnie ostatecznie obecność fenomenu, który dziś nazywam faktorem Majów. Mówiąc
prościej, faktor Majów jest przeoczonym czynnikiem w rozważaniach dotyczących
sensu historii ludzkości, a przede wszystkim w podejściu do wiedzy naukowej.
Przy ponownym spojrzeniu, zauważymy, że przedstawia on galaktyczny wskaźnik,
niezwykle precyzyjny instrument umożliwiający nam ustalenie własnego związku ze
Wspólnotą Inteligencji Galaktycznej. Przypatrując się jeszcze uważniej, w skali
niemal mikroskopijnej, rozpoznamy, że faktor Majów jest wskazówką, że dotarliśmy
do punktu czasu (tzn. w 1987 r., przy. tłum.) oddalonego o 26 lat od momentu
wielkiej synchronizacji galaktycznej. Albo teraz, natychmiast, włączymy nowy
bieg, albo zaprzepaścimy swoją szansę.
Moje spotkanie z Terence McKenna, autorem fascynującej książki
Invisible Landscape, wiele wniosło do mojego rozumienia faktora Majów, ponieważ
także on podczas pracy z I Cingiem został wciągnięty w tematykę Majów. Jego
fraktalne I-Cing-kalendarze pozwoliły mu wysnuć wnioski, że znajdujemy się w
„finalnym" 67-letnim cyklu czasu, który prowadzi nas od Hiroszimy (1945 r.) do
majańskiej daty synchronizacji (2012 r.), która domknie tzw. Wielki Cykl,
rozpoczęty w 3113 roku p.n.e. Latem 1985 roku byłem już pewien, że kod
skrywający się za Wielkim Cyklem jest kluczem do zrozumienia naszej historii i
współczesnych dylematów. Z nowym zapałem rzuciłem się w wir pracy nad faktorem
Majów.
Przygotowując się do kolejnej wyprawy do Meksyku, zacząłem
intensywnie studiować hieroglify Majów. Bardzo szczegółowo zająłem się
dwudziestoma Świętymi Znakami, kluczowymi glifami Świętego Kalendarza Majów.
Punktem wyjścia do moich nowych studiów nad znakami Majów stały się analogiczne
prace R. A. Schwaller de Lubicza na temat symboliki starożytnych Egipcjan.
Całkowite zanurzenie się w glifach, szkicowanie symboli, aranżacja ich
różnorodnych wariantów doprowadziły mnie do głębokich odkryć. Zauważyłem, że
poprzez znaki faktycznie miałem dostęp do zawartych w nich informacji. To mi
pokazało, że faktor Majów nie jest systemem martwym czy przebrzmiałym, lecz
wciąż żywym.
W grudniu 1985 roku Lloydine i ja ponownie znaleźliśmy się na
Jukatanie, tym razem we wciąż nieodkopanych, ogromnych ruinach miasta Coba. Coba
jako najdalej na północ wysunięty ośrodek cywilizacji Majów Okresu Klasycznego,
pochodzący sprzed 830 r. n. e. i jedno z największych centrów z około 6500
nieodkopanymi dziełami sztuki przedstawia w swej istocie szczyt zagadki Majów.
Wysokie piramidy schodkowe i place ceremonialne, wciąż zarośnięte dżunglą,
wyznaczają centralną oś dla rozchodzącej się sieci prostych, płaskich traktów,
zwanych sacbeob, oznakowanych wielkimi rzeźbami pokrytymi hieroglifami. Niektóre
z nich mają daty – czy też liczby harmoniczne? – odnoszące się do wydarzeń z
niewyobrażalnie odległej przeszłości albo też innych systemów czy światów.
Coba była punktem początku i końca naszej miesięcznej
pielgrzymki, zakończonej 10 stycznia 1986 roku. W międzyczasie spędziliśmy
krótką chwilę w zniszczonym przez trzęsienie ziemi Mexico City, Teotihuacan i
wulkanicznch okolicach jezior Patzcuaro i Chapala. Następnie powróciliśmy na
Jukatan i razem z przyjaciółmi z grupy Cristaux: Francisem Huxleyem, Adele
Getry, Colleenem Kelly i Robertem Ottem wyruszyliśmy na objazd półwyspu,
zwiedzając po drodze Uxmal i Chichen Itza, jak również fantastyczne jaskinie w
Loltun i Balankanche, by na koniec powrócić na wybrzeże karaibskie do Coba.
Zwiedzanie Uxmal i Chichen Itza pomogło mi usystematyzować to, co
zacząłem nazywać późniejszym lub drugim przybyciem Kukulkana-Quetzalcoatla. Jego
pojawienie się na Jukatanie około 987 r. n. e. w wieku 40 lat na nowo ożywiło
ośrodki Uxmal i Chichen Itza. Zanim „zniknął" w 999 r. n. e., założył miasto
Mayapan. Mniej więcej rok wcześniej miałem okazję posłuchać rozważań znachora z
plemienia Lakota, Geralda Red Elka, na temat związków, a faktycznie utożsamienia
Chrystusa z Cjuetzalcoatlem. Kiedy rozmyślałem o starożytnym ośrodku Chichen
Itza, niezrównanych proporcjach Świątyni Kukulkana i tak licznych symbolach z
nim związanych, wydawało mi się, że Kukulkan-Ouetzalcoatl, który w 999 r. n. e.
przepowiedział przybycie Cortesa i nadejście chrześcijaństwa do Meksyku, był
inkarnacją samego Chrystusa.
W świetle przecierającego się rozumienia Majów jako planetarnych
nawigatorów i kartografów kreślących mapy wyższych duchowych pól Ziemi, Układu
Słonecznego i otaczającej go Galaktyki w tamtym świecie, napływające myśli czy
też przypuszczenia jak te o utożsamianiu Kukulkana z Chrystusem wydawały mi się
coraz mniej zuchwałe czy bluźniercze. Natrafienie na majańskiego filozofa
Domingo Paredeza, którego syntetyzującą pracę Mayan Parapsychology czytałem z
wielkim zainteresowaniem, utwierdziło mnie w przekonaniu, że Majowie byli
istotami o wysokich zdolnościach intelektualnych, psychicznych i duchowych.
Ciągle bez odpowiedzi pozostawało jednak pytanie: skąd przybyli? A przynajmniej:
skąd pochodziły ich informacje i w jaki sposób były tutaj przekazywane?
W miarę, jak nasza trasa objazdu Jukatanu zbliżała się do
wybrzeży Morza Karaibskiego, coraz wyraźniej artykułowały się kolejne podszepty
intuicji związane z faktorem Majów. Tak było też w Coba, kiedy stojąc na
szczycie wielkiej piramidy Nohoch Mul, zacząłem coraz bardziej uzmysławiać sobie
sens „kultu Słońca" dla Majów (podobnie jak dla Egipcjan i Inków). Wreszcie
dotarto domnie . że Słońce jest nie tylko zwykłym źródłem życia, ale również
przekaźnikiem informacji przesyłanych z innych systemów gwiezdnych i przez nie
przekazywanych dalej.
Ten tak zwany kult Słońca, jaki przypisuje się starożytnym Majom,
jest w rzeczywistości rozpoznawaniem przez nich faktu, że wyższa wiedza i
mądrość są transmitowane przez Słońce lub mówiąc Dokładniej, przez cykle ruchu
binarnych plam słonecznych. Tzolkin lub Święty Kalendarz jest instrumentem
umożliwiającym czerpanie informacji dzięki wiedzy o cyklach plam słonecznych.
Tzolkin, będąc matrycą informacji przepływających pomiędzy co najmniej dwoma
systemami gwiazd, wytwarza dzięki plamom słonecznym binarne pole komunikacji. Co
się tyczy źródeł informacji, wszystko wskazuje na to, że jednym z nich mogą być
Plejady, drugim najprawdopodobniej Arktur.
Ostatnią noc na Jukatanie spędziliśmy w prymitywnym hotelu Chac
Mol, którego dach pokryty był słomą, a hamaki służyły za łóżka. Karaibskie fale
nieustannie rozbijały się na bezkresnej plaży. Nocą na czerniejącym niebie
gwiazdy rozpostarły baldachim niekończących się wspomnień. Spoglądając na
niezliczone przenikające się wzory geometryczne gwiazdozbiorów, całym sobą
czułem niewiarygodne spełnienie. Z każdym podmuchem wiatru, przy dźwięku
uderzającej fali, w obliczu olśniewającej wielkości gwiazd, każdą komórkę mojego
ciała przenikała głęboka i cudowna wiedza. Majowie powrócili, ale nie tak. jak
moglibyśmy sobie wyobrazić. Ostatecznie ich jestestwo, tak jak i nasze, wykracza
poza cielesność, dlatego ich powrót może dokonać się tylko w nas, poprzez nas i
w teraz.
GWIEZDNE ZNAKI MAJÓW
Obudziliśmy się bardzo wcześnie, tak, by powitać świt w Chac Mol.
Pływając nago w rześkich falach, wpatrywałem się w górę. Niebo rozjaśnione
różowymi i pomarańczowymi chmurami zapowiadało nowy dzień. Po pożegnaniu z
przyjaciółmi i znajomymi ruszyliśmy wzdłuż wybrzeża w kierunku lotniska .v
Cancun, w stronę późno industrialnego świata. Tym razem powracałem odmieniony,
czułem się „bardziej sobą" i jednocześnie jak „ktoś zupełnie inny". Faktor Majów
został wyrwany z zapomnienia. Kto wie, może cykl świata ma wyznaczone spotkanie
z galaktycznym przeznaczeniem.
DZIEWIĘCIO POZIOMOWA ŚWIĄTYNIA MAJÓW
ROZDZIAŁ 2
MAJOWIE: MISTRZOWIE HARMONII
Szczęśliwym trafem moja osobista droga do faktora Majów,
rozwijająca się na gruncie zainteresowań rozbudzonych studiami na wydziale
historii sztuki, doprowadziła mnie do cudownych stanów kontemplacji i
przyprawiających o zawrót głowy spostrzeżeń i wglądów w wymiary galaktyczne. To,
że w ogóle cokolwiek wiemy o Majach, zawdzięczamy wystawom zachowanych dzieł
sztuki i publikacjom książek archeologicznych, które na trwałe zapisały się w
naszej wyobraźni. Choć National Geografic Society stosunkowo niedawno zwróciło
uwagę opinii publicznej na Majów, głównie dzięki publikacjom kolorowych zdjęć
ukazujących tajemnicze ruiny i kamienne budowle skryte w dżunglach Ameryki
Środkowej, powinniśmy jednak pamiętać, że współczesna wiedza o Majach liczy
sobie niewiele więcej ponad 140 lat.
Kiedy w latach czterdziestych XIX wieku zespół
artystyczno-archeologiczny Johna Stephena Fredericka Catherwooda opublikował
swoją bogato ilustrowaną książkę, dokumentującą podróż po Jukatanie i Ameryce
Środkowej, wywołała ona jedynie sensację. Uznano to za zwyczajne odkrycie
”zaginionej" cywilizacji wraz z towarzyszącą temu romantyką i fantazją, jakie
zwykle wyzwalają na tego typu prezentacje. Dziewiętnastowieczni badacze-pisarze,
tacy jak: Charles Brasseur de Beaubourg, Lord Kingsborough czy Auguste Le
Plongeon, wyciągając na światło dnia kilka faktów o znaczeniu archeologicznym,
zbyt pospiesznie porównali Majów ze starożytnym Egiptem i Atlantydą. Z kolei
inni autorzy, jak James Churchward czy Lewis Spence, przypisali ruinom i
hieroglifom majańskim klimat atlantydzko-lemuriański.
W tym samym czasie, pod koniec XIX wieku, archeolodzy i
myśliciele o „czysto naukowym" podejściu, tacy jak: Alfred P. Maudslay, Ernest
Willem Fórstemann i Herbert J. Spinden, skupili się na matematycznym i
astronomicznym systemie Majów, który dla świata nauki był najbardziej
fascynującym aspektem ich kultury. W 1927 roku ukończono chronologię
systematyzującą kalendarz Majów i chrześcijańską rachubę czasu, niezręcznie
nazwaną „Korelacją Goodmana-Martineza-Hernandeza-Thompsona". Wynikało z niej, że
„początek" Wielkiego Cyklu Majów w kalendarzu chrześcijańskim miał miejsce
pomiędzy 6 a 13 sierpnia 3113 roku p.n.e. W chronologii majańskiej tę datę
zapisano jako 13.0.0.0.0. Ten sam zapis, tzn. 13.0.0.0.0, pojawi się ponownie 21
grudnia 2012 roku.
To oznacza, że pomiędzy pierwszą i drugą datą 13.0.0.0.0 minie
trzynaście cykli, z których każdy trwa około 400 lat. Te 394-plus-x-lat-cykle
Majowie nazywali baktunami. Ponieważ współczynnik 13 w dacie 13.0.0.0.0
odpowiada zakończeniu Wielkiego Cyklu składającego się z 13 baktunów, pierwszy
baktun nowego cyklu uważany będzie za baktun 0, drugi – baktun 1 itd. Tak więc
data korespondująca z 2993 r. p.n.e. będzie zapisana 0.1.0.0.0. To, co jest nam
znane pod nazwą klasyczna cywilizacja Majów, rozwijało się głównie w cyklu 10,
baktunie 9, czyli w latach 435-830 n. e. Dlatego większość dat odczytanych
według powyższej notacji ma zapis zbliżony do 9.13.10.0, który odpowiada dacie
702 r. n. e. Do tego tematu powrócę w dalszej części książki.
W 1935 roku Sylvanus Griswold Morley, być może jeden z
najbardziej wyczulonych naukowców archeologów, przedstawił w swojej nieco
bezbarwnej pracy Guidebook to the Ruins of Quirigua myśl, która wciąż zasługuje
na miano najbardziej światłego spojrzenia na sprawę Majów:
Kiedy zsumujemy materialne osiągnięcia starożytnych Majów w
dziedzinie architektury, rzeźby, ceramiki, sztuki szlifowania drogich kamieni,
zdobnictwa z ptasich piór, tkactwa i farbiarstwa bawełny – z abstrakcyjnymi
dokonaniami intelektualnymi jak: rozwój matematyki pozycyjnej i wiążące się z
tym wynalezienie „zera ", skonstruowanie szczegółowego pomiaru czasu ze stałym
punktem początkowym, stosowanie rachuby czasu tak dokładnej jak nasz kalendarz
gregoriański, wiedza astronomiczna przewyższająca starożytnych Egipcjan i
Babilończyków, to w świetle znanych nam ograniczeń kulturowych, jakie panowały
we wczesnej epoce neolitu w Starym Świecie i z uwagi na ich bezsporne sukcesy
bez obaw możemy okrzyknąć Majów za najzdolniejszych rdzennych mieszkańców tej
planety.
Bez względu na to, jak wielkie byłoby nasze uznanie, wciąż
utrzymuje się pogląd, że pomimo swojej genialności Majowie byli ludem
neolitycznym [pierwotnym. Co w gruncie rzeczy oznaczają te terminy? Neolityczny
– z późnej epoki kamiennej – i pierwotny – od początku czasu, przed rozwojem
cywilizacji – są jednostkami miary na skali postępu. Użycie tych określeń
sugeruje naszemu rozumowi, że niezależnie od wspaniałości dokonań tego ludu
bezpowrotnie należy on do przeszłości, jest jakąś anomalią o niewielkim
znaczeniu dla współczesności.
Wciąż jednak zadajemy sobie pytanie: skoro Majowie byli
pierwotnym, neolitycznym ludem, nie znali metalurgii ani koła, do czego wobec
tego był im potrzebny tak niebywale precyzyjny system matematyczny? Skąd u nich
tak silnie rozwinięte ukierunkowanie intelektualne? Uważnie analizując fakty,
dostrzeżemy, że szczyt kultury Majów Okresu Klasycznego nastąpił między 435 a
830 r. n. e., a więcej w okresie, kiedy w Europie panował tzw. „wiek ciemności".
To oznacza, że Majowie – przynajmniej w czasie – nie są nam aż tak odlegli.
Według ogólnie przyjętych standardów późna epoka kamienia trwała mniej więcej od
12 000 do 6000 lat temu! Coś tu się jednak nie zgadza: albo Majowie, albo miara
według której są oceniani?
Od czasu gdy Morley napisał pracę poświęconą archeologii Majów
(1935 r.), doszło do wielu spektakularnych znalezisk, jak np. odkrycie fresków w
Bonampak w 1946 roku czy odkopanie grobowca w piramidzie w Palenąue w 1952 roku.
Dokonał się pewien postęp w archeologii Majów, powstała nowa dziedzina, zwana
dziś archeoastronomią. Zaczęto wykorzystywać komputery do odszyfrowania
hieroglifów, głównie jednak do identyfikacji imion przypisanych władcom
„dynastii", jak Pacal Votan z Palenąue.
Mimo znacznego „postępu" w archeologii, prawdziwa historia Majów
nadal pozostaje zamkniętą księgą. Hieroglify, wyryte w kamieniu z niezwykłą
precyzją i olśniewającą elegancją w takich miejscach, jak np. Quirigua czy
Copan, drążą umysł nie tylko swą ogromną liczebnością, ale i zadziwiającym
porządkiem. Czy rzeczywiście nie jesteśmy w stanie przeniknąć ich znaczenia? W
naszych rozważaniach o klasycznych Majach powinniśmy uwzględnić jeszcze kilka
innych faktów. Chociaż wizerunki pochodzące najprawdopodobniej z późnego Okresu
Klasycznego przedstawiają postacie kojarzone najczęściej z jeńcami, na żadnej z
zachowanych płaskorzeźb nie znajdujemy jakichkolwiek scen wojennych. Kiedy
Majowie zaczęli budować swoje kamienne centra ceremonialno-astronomiczne pod
koniec baktuna ósmego (200-400 r. n. e.), system matematyczny i hieroglificzny
był już w pełni uformowany, perfekcyjny w każdym szczególe. Nie ma żadnych
dowodów na istnienie fazy przejściowej, czasu prób czy błędów. Od samego
początku był to kompletny system notacji, matematyki i obliczeń astronomicznych,
zapisany doskonale rozwiniętym kodem hieroglificznym.
Obraz tajemnicy Majów będzie pełny, kiedy dodamy do niego nagłe
zaprzestanie budowy obiektów i zapisywania dat około 830 r. n. e.
Podsumujmy to, co wiemy o Majach. Pierwsze wskazówki czy też
ślady obecności ludu, zwanego Majami, w Ameryce Środkowej pochodzą sprzed ponad
dwóch tysięcy lat. Przed Majami tereny Meksyku i Ameryki Środkowej, określane
przez archeologów Mezoameryką, zamieszkiwali tajemniczy Olmekowie, którzy
osiedlili się wzdłuż wybrzeży Zatoki Meksykańskiej, a ich korzenie sięgają co
najmniej 4000 lat wstecz oraz Zapotekowie z Doliny Oaxaca na południu Meksyku,
których wspaniały ośrodek Monte Alban został założony około 600 r. p.n.e.
Rozwój cywilizacji Majów w Ameryce Środkowej zbiegł się w czasie
z rozkwitem Teotihuacan, środkowo meksykańskiej metropolii wielkich piramid,
leżącej na północny-wschód od dzisiejszego Mexico City. Mimo wielu podobieństw z
sąsiadami z meksykańskiego płaskowyżu w dziedzinie rolnictwa czy zbieżności
zwyczajów kulturowych, jak np. 260-dniowy Święty Kalendarz czy rytualna gra w
piłkę, Majowie, skryci w dżungli, zachowali swoją odrębność zarówno artystyczną,
jak i intelektualną.
Około 300 r. n. e., wychodząc z miejsca o nazwie Uaxacatun,
leżącego w samym sercu dżungli, w regionie Peten, Majowie zaczęli się
rozprzestrzeniać do Tikal, Palenąue, Copan i Quirigua. Około 500 r. n. e.
osiągnęli szczyt rozwoju swojej cywilizacji. Przez kolejne 300 lat baktuna 9
wznosili świątynne piramidy schodkowe o harmonijnych proporcjach, stawiali
ogromną liczbę wielkich, kamiennych znaków, nazywanych stelarni, na których co
pięć, dziesięć lub dwadzieścia lat zapisywali daty i związane z nimi informacje.
Po tym okresie, na przełomie baktuna 9 i 10, w 830 r. n. e. nastąpił nagły
upadek czy też zniknięcie klasycznych Majów.
Pod koniec X wieku n. e., kiedy miała miejsce kolejna odsłona
Majów, a właściwie ich potomków, scena wyglądała odmiennie. Ich ojczyzną był
teraz północny Jukatan. Dokonało się wymieszanie Majów z ich meksykańskimi
sąsiadami Toltekami, a kulturowym ogniwem łączącym był religijny kult
Quetzalcoatla – Kukulkana, Trzcina 1 (947-999 n. e.). Poza wielkimi
przedsięwzięciami architektonicznymi, których świadectwa znajdujemy w Uxmal i
Chichen Itza, nigdzie więcej nie wznoszono już ogromnych monumentów z kamienia,
upamiętniających daty wydarzeń historycznych i astronomicznych. Zamiast tego
rozwinięto uproszczoną wersję systemu chronologicznego; większości zapisów
dokonywano w formie hieroglificznych rękopisów, zwanych kodeksami, z których
trzy zachowały się do dzisiaj. Potem nastał czas wojen i ofiar z ludzi. Na
miejsce autonomicznych, apolitycznych Majów Okresu Klasycznego wszedł
bezprecedensowy sojusz polityczny, Liga Mayapan.
W 1441 roku na skutek wojen wewnętrznych upadł Mayapan, a wraz z
nim skończyła się epoka późniejszych Majów. Kiedy w 1527 roku Hiszpanie uderzyli
na Jukatan, tak jak to w XII wieku przepowiedział prorok majański Ah Xupan,
potomkowie Majów znajdowali się w stanie skłócenia. Do 1697 roku nietolerancja i
okrucieństwa władzy chrześcijańskiej, jak również ospa i inne choroby wymazały
ostatecznie z historii polityczną i społeczną jedność Majów. Pomimo okrutnych
zrządzeń losu Majowie przetrwali, zachowując do dziś swoją odrębność kulturową.
Tu i tam szamani – strażnicy najstarszych tradycji – zdołali uchować wiedzę,
kody, linie prawdy, wiodące bezpośrednio do gwiazd.
Kiedy patrzymy wstecz na historię i to, co pozostało po Majach,
jedno staje się jasne: nie tylko Hiszpanie nie mieli pojęcia o czasowej
przepaści pomiędzy klasycznymi Majami baktuna 9 a późniejszymi Majami Ligi
Mayapan, także teksty i manuskrypty samych Majów jak: Popul Vuh, Księgi Chilam
Bałam czy Kroniki Cakchiąuels nie zawierały żadnych informacji o ich przodkach,
tzn. klasycznych Majach. Tak więc nie tylko chrześcijanie błędnie interpretowali
to, co mówiono im o Majach, wydaje się, że i sami późniejsi Majowie celowo
plątali swoje teksty. Dlaczego?
Kiedy 150 lat temu John Stephens i Frederick Catherwood natknęli
się w dżungli na ośrodki klasycznych Majów, rzeczywiście natrafili na
„zaginioną" – tylko dla naszej świadomości – cywilizację. To, co w sumie
napisali archeolodzy na temat klasycznych Majów, jest tylko pewnym konturem
zarejestrowanym przez materialistyczny świat nauki. To, co faktycznie znajduje
się w dżungli na równinach Peten, jest czymś zupełnie odmiennym niż to, co
opisują archeolodzy. Tak jak wynurzają się nocą konstelacje gwiezdne nad dżunglą
środkowoamerykańską, tak z labiryntu czasu wyłania się wzór łączący różnorodne
ośrodki klasycznej ery majańskiej. Piramidy -świątynie i place otoczone wielkimi
kamiennymi monumentami, pokryte zawiłymi hieroglifami i danymi astronomicznymi
przedstawiają tak precyzyjną metodę zapisu naukowego, jakiej nie spotka no
nigdzie więcej w dziejach ludzkości.
MAPA TERYTORIUM MAJÓW
Patrząc całościowo, centra Majów epoki klasycznej baktuna 9
rzeczywiście stanowią swego rodzaju kosmiczną wizytówkę. „Hej, wy tam na Ziemi!"
– zdają się wołać monumenty. – „Ci, którzy nas stworzyli, byli tutaj; wyglądali
jak ludzie; byli podobni do was, Ziemian. Jak możecie nie widzieć, nie rozumieć
tego, co dla was pozostawiliśmy? Jeśli otworzycie oczy, wolni od nastawień,
rozpoznacie podarunek, jaki na was czeka".
Dla klasycznych Majów rejestrowanie cykli planety Ziemi przy
pomocy unikalnego systemu matematycznego było ważniejsze niż prowadzenie wojen
czy roszczenia terytorialne. Wydaje się, że celem tak dokładnych zapisów była
korelacja cykli Ziemi i pozostałych planet Układu Słonecznego z harmoniczną
matrycą wyżej przyporządkowanego programu. Była to matryca galaktyczna, bo
regulując cykliczną harmonię planet Układu Słonecznego, ukazywała jednocześnie
większą, rozleglejszą panoramę niż ta, widoczna od wewnątrz naszego systemu.
Majowie byli więc pod każdym względem unikalni. Wychodząc z takiego punktu
widzenia, wszystko wskazuje na to, że mieli oni do spełnienia pewną poufną
misję. Kto ma misję, niesie ze sobą określone posłannictwo. Wydaje się, że ten
dość oczywisty fakt umknął uwadze materialistycznie ukierunkowanych archeologów.
To, że klasyczni Majowi stworzyli cywilizację o nieporównywalnych
osiągnięciach i unikalną podtym względem, że sama wyznaczyła swój koniec w
ściśle określonym momencie, świadczy o powadze misji, jaką mieli do wypełnienia.
Prawdopodobnie polegała ona na tym, by zsynchronizować Ziemię i cały Układ
Słoneczny z większą Galaktyczną Wspólnotą. Takie jest znaczenie dat i
towarzyszących im hieroglifów. Kiedy cel został osiągnięty – tak należałoby
tłumaczyć przyczynę i znaczenie wysokiej aktywności baktuna 9 – Majowie znikli,
ale nie wszyscy. Niektórzy pozostali wśród nas jako opiekunowie i strażnicy.
Nadal posługują się językiem Zuvuya, sekretnym kodem znaczeń różnych cykli
czasu. Klucz i kod pozostawiony przez klasycznych czy – jak powinniśmy raczej
powiedzieć – galaktycznych Majów, opisujący zarówno cel, jak i wiedzę, zawarty
jest w podstępnie prostym systemie trzynastu liczb i dwudziestu symboli, zwanym
Tzolkin. I rzeczywiście, właśnie tu, w harmonicznej matrycy, w kwadracie
macierzy Tzolkin, skrywa się wszystko, co powinniśmy wiedzieć o faktorze Majów.
Ale jak tego dokonano? Jak Majowie tutaj dotarli? Jakie jest znaczenie
galaktycznej synchronizacji i jaki to ma związek z nami?
Odpowiadając na te pytania, na razie można powiedzieć tylko tyle,
że nauka Majów różni się od współczesnej tym, że działa jako system operacyjny
ściśle określonego porządku galaktycznego. Nauka, operująca wewnątrz
autentycznej, galaktycznej sieci odniesień, nie może być oddzielona od tego, co
nazywamy mitem, sztuką i religią. Galaktyczny system odniesień Majów, jako
obszerne spojrzenie na świat, raczej syntetyzuje niż dzieli. Majowie są nie
tylko wyzwaniem dla współczesnej nauki, ale również „grają" naszymi mitami. Jak
później zobaczymy, przywracając historii sens i znaczenie, umiejscawiają nasz
los pośród niewidzialnych zamiarów na firmamencie gwiazd, i to w sposób, o
którym nawet się nie śniło twórcom „zabawek" naszych nowoczesnych programów
kosmicznych.
Skoro przyjrzeliśmy się już Majom z punktu widzenia archeologii i
współczesnej, materialistycznej nauki, spójrzmy teraz na nich z rozległejszej,
galaktycznej perspektywy, proponowanej przez Faktor. Dwa majańskie pojęcia:
Hunab Ku i Kwcan Suum przesądzają o galaktycznym spojrzeniu, jednoczącym naukę z
mitem.
Hunab Ku tłumaczy się najczęściej jako „Dawca Ruchu i Miary".
Jest to pryncypium życia po tamtej stronie Słońca. Z tego względu oznacza on
galaktyczne serce nie tylko z nazwy, ale jest również określeniem celu i
czynności. Ruch odpowiada energii, pryncypium życia i wszechprzenikliwej
świadomości, obecnej we wszystkich zjawiskach. Miara odnosi się do pryncypium
rytmu, okresowości i kształtu oraz definiuje jakościowe ograniczenia, którym
podlega energia w trakcie różnorodnych przeobrażeń formy.
TZOLKIN JAKO HARMONICZNY MODUŁ
Kuxan Suum, dosłownie „Droga ku Niebu, która prowadzi do pępka
Wszechświata", definiuje niewidzialne, galaktyczne nici lub włókna życia,
łączące zarówno jednostkę, jak i planetę poprzez Słońce z galaktycznym sercem,
Hunab Ku. Te nici czy też włókna są identyczne jak świetliste nici wychodzące ze
splotu słonecznego, które opisywał jasnowidzący Don Juan, bohater cyklu
opowieści Carlosa Castanedy poświęconych wiedzy plemienia Yaqui. Zgodnie z
zachowanymi tekstami Majów: Popul Vuh i Kronik Cakchiąuels, Yaqui byli pierwszym
plemieniem Majów, które odłączyło się od reszty klanu po wkroczeniu do tego
świata. Ich zadaniem było zachowanie przynajmniej części pierwotnych nauk Majów
w czystej, nieskażonej formie i niedostępnym miejscu.
Tak czy inaczej, włókna lub inaczej Kuxan Suum definiują
rezonansową ścieżkę, która – podobnie jak walkie-talkie – stwarza ustawicznie
otwarty kanał komunikacji – kosmiczną linię życia. Dzięki Ku-xan Suum każdy z
nas ma połączenie prowadzące ze splotu słonecznego poprzez czułą membranę pola
planetarnego do Słońca i na koniec do galaktycznego serca. Czy ta linia życia
może mieć coś wspólnego z pojawieniem się Majów na tej planecie? A jeżeli tak,
to w jaki sposób?
Rezonansową ścieżkę opisaną przez Kuxan Suum, podobnie jak
teleskop albo walkie-talkie, można rozumieć jako układ drgających, rezonansowych
soczewek czy membran. Na jednym jej końcu znajduje się soczewka Hunab Ku –
centrum Galaktyki, galaktyczne serce, na drugim zaś soczewki istoty ludzkiej. W
rzeczywistości każdy człowiek jako kosmiczny rezonator ma trzy soczewki.
Pierwsza komunikuje z mózgiem gadów lub systemem autonomicznym, druga odpowiada
mózgowi ssaków lub korze neopalialnej, trzecia wyższemu umysłowi, który łączy
jednostkę z większym ciałem planetarnym. To właśnie ta ostatnia jest tą, która
wywodzi się ze splotu słonecznego.
Dzięki odpowiedniemu ustawieniu trzech soczewek można zogniskować
czwartą, korespondującą z umysłem solarnym, ze świadomością Słońca i Układu
Słonecznego. Piątą soczewkę stanowi samo Słońce. Ponadto są jeszcze dwie
soczewki pomiędzy Słońcem i galaktycznym sercem, Hunab Ku. Pierwsza z nich ma za
zadanie zogniskować galaktyczne informacje, płynące z jednego systemu gwiezdnego
do innego; druga, najbliższa Hunab Ku, jest nośnikiem ogólnych danych
galaktycznego centrum informacji, matrycy harmonicznej. W taki sposób jest
przesyłana informacja przez Kuxan Suum, galaktyczne włókno życia. W zależności
od tego, która z ośmiu soczewek czy też membran zostanie pobudzona, taki poziom
lub płaszczyzna bytu i wiedzy zostaną przywołane. Faktor Majów, patrzący przez
„okular" galaktycznego teleskopu z układem drgających soczewek, wyostrza nam
obraz. Za miast atomistycznego świata czasu i przestrzeni, dystansu i oddalenia,
pokazuje nam świat spójności i jedności – rezonansową matrycę, wewnątrz której
przekaz informacji dokonuje się – „dosłownie" – natychmiast. Jeśli mielibyśmy
nadać nowoczesną nazwę powyższemu procesowi galaktycznego ogniskowania i
transmisji informacji, brzmiałaby ona pryncypium harmonicznego rezonansu.
Rezonans – co to takiego? Mówią o nim wszyscy: elektrycy, fizycy,
muzycy i uzdrowiciele. Czym jest on w swej istocie? Rezonans oznacza własność
powtarzania brzmienia. Rezonować znaczy „od brzmieć, odbić echem". Obrzmienie
zawiera w sobie branie i dawanie; jest to definicja komunikacji pomiędzy co
najmniej dwoma podmiotami, dokonująca się zawsze jednocześnie. Każda komunikacja
oznacza wymianę informacji. Ludzie mówią o „erze informacji", ale czym jest sama
informacja? Z perspektywy rezonansowej harmonii informacja jest formą wehikułu
cech energii, jaka przepływa pomiędzy dwoma podmiotami lub systemami. Jako
powtórzone brzmienie, rezonans jest więc informacją.
Esencją informacji nie jest jej treść, lecz rezonans. Dlatego tak
ważne jest odczucie czy wyczucie istoty sprawy. Wyczuwanie rezonansu
nadchodzącej informacji wytwarza pewne pole rezonansowe. Jeśli spróbujemy
konceptualizować swoje wrażenia (ogarniać pojęciowo), zanim faktycznie wejdziemy
z nimi w rezonans, pole zostanie odłączone, a nawet zniszczone. Gdy pole jest
rozbite, zaciemnia się Kuxan Suum na splocie słonecznym. Krótko mówiąc,
przestajemy czuć istotę rzeczy, bo nasz rezonans z polem został przytłumiony!
Mówiąc o rezonansie, myślimy również o częstotliwościach i
tonach. Częstotliwość odnosi się do tempa wibracji. Jak wiadomo, istnieją niższe
i wyższe tempa wibracji, przy czym każda wibracja przedstawia pulsację fal.
Częstotliwość odnosząca się do pojedynczego cyklu fali, zwana inaczej taktem,
staje się tonem. Ton jest dowolną częstotliwością. Jej poziom określi, który z
naszych zmysłów zareaguje. Innymi słowy, dotyk ma własne tony; perfumy są tonem
pola zmysłów „zapachu"; nawet „umysł" odbiera swoje wysoko częstotliwe tony
„znaczeń".
Harmonia, sprowadzona do ogólnego pola zmysłów, jest
synchronizacją dwóch lub więcej tonów. Umiejętność synchronizacji tonów i
syntetyzacji pól zmysłów jest zarówno sztuką, jak i nauką. Zastosowanie tej
nauki w praktyce rodzi możliwości, wprost niewyobrażalne z materialistycznego
punktu widzenia. Np. dla materializmu sprowadzonego do sfery mentalnej latanie
jest zwykłym przemieszczaniem się ciała fizycznego w powietrzu pomiędzy dwoma
punktami. Ale czym jest latanie dla pola zmysłów pasażera znajdującego się na
pokładzie samolotu? Wibracyjne drgania silników, odór paliwa, posiłek z kuchenek
mikrofalowych. A gdyby tak, oprócz tego, latanie dawało świa- sposobność
utożsamienia się z rezonansem i przestąpienia pasm częstotliwości płaszczyzn
nnych rzeczywistości?
Harmonia jest w rzeczywistości nauką. Ten, kto wykorzystuje tę
wiedzę w praktyce, jest prawdziwym artystą, adeptem harmonii, ponieważ realnie
wnosi do życia pryncypia harmonicznego rezonansu i nie jako doktrynę, lecz
rzeczywistość. Przenosząc to na Galaktykę, pryncypium harmonicznego rezonansu
definiuje całość Wszechświata jako pole aktywowane przez rezonansowe soczewki
lub membrany (płytki drgające). Dzięki właściwemu zestrojeniu czy też
„uderzeniu" w owe membrany mogą rozbrzmieć nad tony przenikające w wyższe lub
niższe poziomy tonalnego oddziaływania. W ten sposób, tzn. za pośrednictwem
brzmienia tonów i nadtonów, przekazywana jest informacja z jednych płaszczyzn i
oktaw do innych. Można to przyrównać do szarpania strun harfy, której tony
wprawiają w drgania powierzchnię wody w naczyniu.
Choć brzmi to po pitagorejsku, jest to muzyka sfer. Różnica
między Pitagorejczykami i Majami przejawia się jednak w tym, że ci ostatni
wykazali bez cienia wątpliwości, że nie chodzi tu wyłącznie o filozofię, ale
fundament całej cywilizacji. Cywilizacja wykorzystująca w praktyce tak rozumianą
zasadę harmonicznego rezonansu ma zupełnie odmienną naturę i cel niż nasza
cywilizacja, bazująca na zdobyczach materialnych i obronie terytorium.
Aby zrozumieć Majów i ich podstawy naukowe jako alternatywę dla
naszego obecnego chaosu, musimy nieco głębiej skupić się na charakterze tego
typu cywilizacji. Na przykład, jakie cele i zamiary mogłaby mieć cywilizacja,
bazująca na zasadach harmonicznego rezonansu? Czy jej celem mogło być coś innego
niż wprowadzenie systemu planety Ziemi – pojmowanej jako rozwijający się członek
większej rodziny galaktycznej – w rezonans ze Słońcem? Jak można to porównać z
celem naszej obecnej cywilizacji? Kto może powiedzieć, jakie cele ma nasza
cywilizacja? Czy mają one jakikolwiek związek z planetą, nie wspominając już o
Układzie Słonecznym?
Cywilizację bazującą na prawach harmonicznego rezonansu, taką jak
np. majańska, możemy określić jako „galaktycznie natchnioną". Oznacza to, że
dzięki temu pryncypium fala informacji płynie dwukierunkowo od jednostki do
grupy lub umysłu planetarnego i stamtąd przez Słońce do galaktycznego serca.
Jeśli Majowie są „galaktycznymi posłańcami", to termin
„galaktycznie natchniony" określa proces rozprzestrzeniania informacji albo też
proces, który dziś nazwalibyśmy „podróżą kosmiczną". A może z perspektywy
harmonicznego rezonansu i dwukierunkowego przepływu informacji galaktycznej nie
ma różnicy między rozprzestrzenianiem informacji a podróżą kosmiczną?
Myślę, że w tym momencie należy rozważyć pewną istotną różnicę.
Nauka majańska – w przeciwieństwie do zachodniej, skupiającej się na badaniu
materii, stąd pojecie naukowy materializm – opiera się na świadomości jako
fundamencie Wszechświata. Wszechświat jest świadomością. Różne właściwości tejże
świadomości mogą być opisane za pomocą prostych związków liczb całkowitych. To,
co my nazywamy materią, jest dla nauki majańskiej zbiorem różnorodnych tonów,
zespolonych w harmoniczny konglomerat czy też spektrum częstotliwości,
rozpoznawalnych przez zmysł dotyku. Materia – podobnie, jak wszystkie inne
zjawiska rezonansowe – może być wyrażona za pomocą wzajemnych relacji liczb
całkowitych. To, że liczby same w sobie są czystą strukturą mentalną, nie jest
obce matematykom.
Kolejną konsekwencją nauki majańskiej jest wszechogarniająca
świadomość. Ponieważ Wszechświat z natury jest bardziej mentalny niż materialny
czy też, mówiąc inaczej, ponieważ pojęcie materia wywodzi się ze sfery
mentalnej, w rzeczywistości istnieje tylko świadomość. Jest to inteligentna
energia niezależnie od tego, czy chodzi o kawałek kwarcu, mrówkę, człowieka, czy
coś pozaziemskiego. Wszystko jest żywe. Nie istnieje nic, co nie odczuwa. Pole
rzeczywistości wypełnione jest świadomością.
W takim rozumieniu kształt rzeczy to forma świadomości
określonego połączenia częstotliwości rezonansowych, przy czym połączenie można
zdefiniować jako synchronizację dwóch lub więcej tonalnych spektrów, wiążących
chwilową potrzebę z uniwersalnym celem. Środowisko może potrzebować „mrówki", by
ta wykonała specyficzne zadanie, jakim jest np. spulchnienie gleby. Mrówka staje
się wówczas tonalnym spektrum, które łączy chwilową potrzebę z uniwersalnym
celem napowietrznienia Ziemi. W podobny sposób, na określonym etapie ewolucji,
Ziemia może potrzebować zsynchronizowanej inteligencji, aby ta świadomie
połączyła ją ze Słońcem lub Galaktyką. Albo też w tym samym czasie Słońce może
potrzebować określonej planety, która jest zdolna przyjąć lub zakotwiczyć
informacje wysłane z galaktycznego centrum lub innych, wyżej rozwiniętych
systemów gwiezdnych. Faktor Majów służy realizacji właśnie takich celów, tzn.
synchronizacji galaktycznej informacji z obopólnymi potrzebami Ziemi i Słońca.
Tak jak galaktyczne mrówki Majowie i ich cywilizacja byli synchronizatorami
chwilowej potrzeby – w tym przypadku zasygnalizowanej przez inteligencję
planetarną lub słoneczną – z uniwersalnym zamiarem, jakim było w pełni świadome
wejście w skład Wspólnoty Galaktycznej.
Rozważmy przez moment następujący scenariusz: przypuśćmy, że
Galaktyka jest gigantycznym, uporządkowanym organizmem, obdarzonym świadomością,
o wielkości przewyższającej próg wyobraźni ludzkiej. Jak każde ciało składa się
z kompleksu pojedynczych organów – systemów gwiezdnych – koordynowanych przez
galaktyczne serce, Hunab Ku. Dzięki cyklicznemu obiegowi energii-informacji
równocześnie w obu kierunkach – zgodnym i przeciwnym do ruchu wskazówek zegara –
galaktyczne serce ustawiczne wysyła serie sygnałów, które my nazwalibyśmy r a d
i o e m i sj ą. W rzeczywistości radioemisja koresponduje z matrycą rezonansów,
czyli potężnym galaktycz- […????....]
W opisywanym procesie niektóre systemy lokalne osiągają stan
zestrojenia z Całością wcześniej niż inne. Powiedzmy, że inteligencja, która
osiągnęła ten stan, nazywa się Maja, mistrzowie harmonii (ang. diviners of
harmony). Mistrzostwo wskazuje na wiedzę od środka – wewnątrz świadomości. Być
mistrzem harmonii, być w stanie maja, oznacza bezpośrednią znajomość
harmonicznych częstotliwości określonej płaszczyzny lub stadium bytu, albo
mówiąc potocznie, zdolność dostrojenia się do cech tej płaszczyzny lub poziomu
bytu, a nawet ich przejęcia.
Umiejętność zastosowania tej wiedzy stwarzała Majom możliwość
rezonansowej transdukcji. Rezonansowa transdukcja pozwala na praktyczne
wykorzystanie wiedzy o harmoniach fal i zmianach częstotliwości, jak również
bezpośrednie przekazywanie jej z jednego stanu istnienia do następnego, a w
konsekwencji z jednego systemu gwiezdnego do drugiego. Oczywiście osiągnięcie
zestrojenia z Całością i stanu maja, mistrza harmonii, narzuca konieczność
rozprzestrzeniania tej jakości na inne lokalne systemy gwiezdne. W taki sposób
galaktyczna matryca jest wplatana w sieć inteligencji autorefleksyjnej.
Co więcej, aby umożliwić wszystkim systemom osiągnięcie tego
samego poziomu harmonicznej koordynacji, zarówno wiedza, jak i przekazywane
informacje muszą być usystematyzowane w najprostszy z możliwych kodów, tak by
mogły być powszechnie wykorzystywane. Zadaniem Majów było stworzenie i
przekazanie takiego właśnie kodu. Jak później zobaczymy, kod, o którym mowa, to
harmoniczny moduł, zwany Tzolkin, czyli najprostsza z możliwych matryc
matematycznych, skupiająca największą z możliwych ilość harmonizujących
transformacji, transmisji i transdukcji; niepodważalna tabela cykli
częstotliwości galaktycznych.
Majowie, zwiastuni harmonii, nieustraszeni podróżnicy przez Kuxan
Suum, galaktyczni zwiadowcy poszukujący systemów gwiezdnych z potencjałem
dojrzałym do urzeczywistnienia i synchronizacji z Całością, są ustawicznie w
drodze. Jeżeli napotkają system, w którym zaobserwują obecność ewolucyjnego
potencjału technicznie dojrzałego do osiągnięcia pełnej harmonii, przygotowują
go do ostatecznego zestrojenia. Oczywiście, w miarę, jak wzrasta liczba
lokalnych, zharmonizowanych systemów, podnosi się także poziom współpracy i
koordynacji działań na rzecz systemów mniej rozwiniętych. Podczas
rozprzestrzeniania harmonii Majowie muszą działać w zgodzie nie tylko ze
zunifikowanym galaktycznym kodem informacyjnym – harmonicznym modułem, ale
również z galaktycznym kodeksem honorowym. Dlaczego?
Jak wiadomo, inteligencja nie przejawia się ani w przemocy, ani w
przymuszaniu innych do określonych działań czy realizacji cudzych wizji. Skoro
celem galaktycznej gry ma być wyższa inteligentna harmonizacja, to gra musi być
prowadzona w taki sposób, by lokalna inteligencja mogła poznać reguły i dzięki
nim sama wyciągać własne wnioski. Innymi słowy, galaktyczny kodeks honorowy
istnieje po to, by manifestować i demonstrować harmonię w każdy z możliwych
sposobów. Jego główną zasadą jest jednoczesne przestrzeganie praw harmonii i
okazywanie respektu lokalnej inteligencji, jak również unikanie wszystkiego, co
wspierałoby poczucie dualizmu i oddzielenia. W nawiązaniu do tego motto
przewodnie Majów brzmiało: In lake'ch – Ja jestem innym Tobą.
Przez praktyczne wykorzystywanie Kuxan Suum Majowie posiedli
umiejętność rezonansowej transdukcji, czyli harmonijnego środka transmisji i
komunikacji za pośrednictwem fal, jak również przechodzenia z jednego stanu
istnienia w inny. To pozwoliło im przejąć funkcję pośredników pomiędzy
galaktycznym sercem, Hunab Ku, a rozwijającą się inteligencją lokalnego układu
gwiezdnego. O ile jest nam stosunkowo łatwo wyobrazić sobie system przekazu
informacji przez Kuxan Suum, przypominający przenoszenie fal przez blaszaną
puszkę walkietalkie, trudniej o to w przypadku podróży kosmicznej. Zgodnie z
faktorem Majów podróż kosmiczna jest informacją transmitowaną zgodnie z prawem
harmonicznego rezonansu. My sami jesteśmy informacją. Wszechświat jest
informacją. Informacja, podobnie jak liczba, jest w efekcie rezonansową
właściwością świadomości.
Informacja jest energią dostosowaną do wymogów odbiorcy, dla
którego jest przeznaczona. Ograniczający lub nadający kształt aspekt informacji
nie zmienia faktu, że nośnik informacji jest „poinformowany" przez określoną
jakość energii. Kiedy słuchamy muzyki – „fal dźwiękowych przepływających przez
przestrzeń" – gdzieś w środku doświadczamy pewnego ładunku emocjonalnego.
Dokonała się transdukcja – przetworzenie jednego rodzaju informacji, jaką jest
dźwięk, w inny rodzaj – energię emocjonalną.
Każda energia ma transdukcyjne cechy falowe. Wszystkie własności
fali mogą być transmitowane drogą rezonansów w formie nadtonów częstotliwości.
Spójny cykl częstotliwości nazywa się oktawą. Każdy ton oktawy może rozbrzmieć
tak, by wydawać sobie właściwe nadtony w innych oktawach. Dodajmy do tego fakt,
że każda cecha fali może być przetworzona z jednej formy w drugą za
pośrednictwem odpowiedniego medium, takiego jak np. kryształ kwarcu. Na tym
właśnie opierają się podstawowe pryncypia rezonansu harmonicznego.
Dopiero teraz zaczynamy odkrywać, że kod genetyczny DNA – kod
życia – ma infrastrukturę o charakterze fali. Z tego wynika, że pomiędzy
komórkami ciała istnieje uniwersalny system komunikacji, operujący prędkością
oscylującą pomiędzy dźwiękiem i światłem. Jak wiemy, kod DNA odpowiada formule
liczb całkowitych, opisanej binarnym ciągiem do szóstej potęgi – 2, 4, 8, 16,
32, 64, tworzącej 64 sześcioczłonowe wyrazy kodowe, zwane kodonami.
Nauka bazująca na zasadzie harmonii rezonansów (wewnętrznego
współbrzmienia) mogłaby przełożyć matematykę liczb całkowitych kodonów na
struktury falowe poszczególnych częstotliwości i przesłać informację poprzez
Kuxan Suum zgodnie z zasadą rezonansowej transdukcji (przenoszenie cech).
Majowie, niczym bohaterowie Star Trek przemieszczający się z ogromną szybkością
przez galaktyczny eter, mogliby transmitować siebie samych w formie informacji
kodu DNA z jednego systemu gwiezdnego do innego.
Aby nie naruszyć perspektywy całości systemu, wszystkie dane –
nie tylko genetyczne – przekazywane z wyżej rozwiniętego systemu do innego, o
niższym stopniu rozwoju, muszą przejść przez odpowiednią hierarchię czy też
sztab dowodzenia. Generalnie hierarchiczna droga wiedzie od Hunab Ku,
galaktycznego serca, do gwiazdy, a następnie od gwiazdy do rozumnej
inteligencji, czyli umysłu planetarnego lub świadomości planetarnej. Gdy dana
świadomość planetarna ukierunkuje się na Całość, tzn. poprzez swoją lokalną
gwiazdę nastroi na galaktyczne serce, można po wprowadzeniu odpowiednich zmian w
uniwersalnym kodzie, harmonicznym module, nawiązać kontakt z innym systemem
gwiezdnym.
Należy pamiętać, że informacja przekazywana z jednego systemu do
drugiego musi przejść przez lokalną gwiazdę systemu odbiorcy. Jej przykładem
jest nasze Słońce. Taka gwiazda jest tym, co za pośrednictwem Kuxan Suum łączy
galaktyczne serce, Hunab Ku, i planetę przekształcającą się w świadomą,
refleksyjną inteligencję. Jak przebiega transmisja informacji ze Słońca jako
głównego pośrednika?
Kiedy założymy, że obserwacje i monitorowanie lokalnego systemu
wykażą, iż osiągnął on próg dojrzałości umożliwiający zestrojenie z Całością,
wówczas przygotowywane są odpowiednie informacje kodowe. Do lokalnej gwiazdy,
takiej jak nasze Słońce, zwane przez Majów Kinem, zostaje wysłana inteligentna
sonda z kodem synchronizacji. Ponieważ cykl Kinu, czyli naszego Słońca, trwa
około 23 lata i składa się z dwóch, uśrednionych okresów pulsacyjnych, każdy po
blisko 11,3 lat,
inteligentna sonda musi najpierw zsynchronizować się z cyklem
słonecznym. Nawiasem mówiąc, 11,3-letni cykl pulsacji wywołuje zjawisko
określane jako heliopauza, tzn. zmiany w nasileniu procesów fluktuacja w
praktycznie niedostrzegalnym „bąblu" formującym heliokosmos. Obejmuje on całość
pola grawitacyjnego i elektromagnetycznego Słońca wraz z orbitami planet i całym
Układem słonecznym.
Dopiero gdy pole Słońca zostanie zestrojone ze strumieniem
informacji pochodzących z bardziej rozwiniętych systemów, może być włączona tzw.
faza krytyczna w przekazie informacji, czyli genetyczne zapłodnienie wybranych
pól planetarnych. Wówczas fala informacji genetycznej – niczym niewidzialny
promień dopasowany do cyklu Słońca – natychmiast zamanifestuje się w
częstotliwościach
i jakościach wybranej planety, a Majowie, galaktyczni nawigatorzy
i mistrzowie harmonii, rozrpoczną obserwację następnego systemu. Jak to się
dzieje? Co może się w istocie wydarzyć?
Na początek sięgnijmy do Popul Vuh: Księga Rady Narodów Quiche,
najbardziej spójnego z zachowanych tekstów majańskich, spisanych już po
hiszpańskiej konkwiście, w którym zawarte są niezwykle interesujące wskazówki:
Tu ukażemy, ogłosimy i opowiemy o tym wszystkim, co zostało
ukryte... i przytoczymy też słowa, wspólną opowieść o Babce i Dziadku...
wydobędziemy to na światło dzienne, bo Popul Vuh, które nadeszło zza morza, nie
można już oglądać. Istniał kiedyś jej oryginał, napisany bardzo dawno temu, łecz
teraz pozostaje ukryty przed wzrokiem badaczy i myślicieli.
Wspaniały był to opis i opowieść o tym, jak zakończyło się
tworzenie całego Nieba i Ziemi, jak zostały stworzone i podzielone na cztery
części, jak je oznaczono i jak zmierzono Niebo, jak przyniesiono miarkę i
wyznaczono Niebo i Ziemię, cztery kąty i cztery zakątki, tak jak powiedział
Stwórca i Twórca, Matka i Ojciec Życia; pośród wszystkich stworzonych rzeczy –
On, który daje tchnienie i myśł, Ona, która wydaje na świat dzieci; On, który
czuwa nad szczęściem narodów, szczęściem rasy ludzkiej, mądrego człowieka, On,
który rozmyśla nad dobrem wszystkiego, co istnieje w Niebie, na Ziemi, w
jeziorach i morzu.
Podobnie napisano też w tekście Kroniki Cakchiąuels:
Z innej strony morza przybyliśmy do miejsca zwanego Tulan... z
czterech stron ludzie przybyli do Tulan. Na wschodzie jest jedno Tulan; inne w
Xibalbay; inne na zachodzie, stąd my sami przybyliśmy, a jeszcze inne jest tam,
gdzie znajduje się Bóg; dlatego były cztery Tulan... Wędrując, dotarliśmy do
bram Tulan. Tylko nietoperz strzegł bram Tulan... tak to przybyliśmy z polecenia
naszych matek i ojców; my, trzynaście klanów siedmiu szczepów, trzynaście klanów
wojowników.
W tych zaszyfrowanych tekstach zwraca uwagę kilka szczegółów.
Przede wszystkim opisy zaistnienia, przybywania skądś, określane jako „inna
strona morza". Czy ta „inna strona morza" to faktyczny ocean, czy też metafora
morza galaktycznego? Następnie: mandaliczny opis czterech Tulan czy też podział
Nieba i Ziemi na cztery części. Co tak naprawdę opisano? Czy miarka (sznur
mierniczy), za pomocą której centrum wyznaczyło relacje pomiędzy czterema kątami
lub czterema kierunkami, odnosi się do Kuxan Suum? Dalej wskazano na trzynaście
klanów wojowników i siedem szczepów. Są to kluczowe liczby matrycy Majów.
Trzynastka, reprezentująca ruch obecny we wszystkim, powtórzona dwadzieścia razy
daje 260, harmoniczną liczbę galaktycznej matrycy, czyli Tzolkin. Siedem jest
liczbą mistycznego środka. Sześć odjęte od siedmiu daje jeden, liczbę jedności.
Sześć dodane do siedmiu daje trzynaście, niebiańską harmonię ruchu i Całości.
Siedem dodane do trzynastu daje dwadzieścia,
czynnik. który w kombinacji z trzynastką tworzy harmoniczny
moduł. Liczby te znajdują się w czterech narożnikach Tzolkin (harmonicznej
matrycy): jeden na początku, trzynaście na końcu i siedem w pozostałych dwóch
rogach.
Czy w przytoczonych fragmentach rzeczywiście mamy do czynienia z
zakodowanymi w języku Zuvuya opisami zejścia na Ziemię przez Kuxan Suum? Czy
czteroczłonowa mandala lub poczwórne Tulan jest opisem wzorca prymarnej
harmonii, za pomocą którego mogły być przekazywane nienaruszalne informacje
genetyczne i wszelkie inne dane? Czy trzynaście klanów i siedem plemion
przedstawiają język kodu mającego przywołać pamięć
0 galaktycznej matrycy? Czy Babka
i Dziadek występujący również w innych
majańskich i meksykańskich
tekstach, zamieszkujący trzynaste,
najwyższe niebo, reprezentują inte
ligencję nadzorującą system, z któ
rego pochodzą Majowie lub przy
najmniej strumień ich informacji?
Jeżeli Kuxan Suum, na podobieństwo
KANAŁ GALAKTYCZNY: MODEL POLA galaktycznego, rezonansowego
REZONANSOWEGO walkie-talkie, byłoby prze
przekaźnikiem informacji niezbędnych do przetransportowania
Majów,
pionierów synchronizacji wyższych częstotliwości spoza naszego
systemu na planetę Ziemię, to przypominałby sipapu z tradycji Hopi. Sipapu,
opisywane jako tunel lub korytarz prowadzący z i do innych światów, jest nicią
lub linią życia, łączącą nie tylko galaktyczne serce, układy gwiezdne i różne
planety, ale także różne epoki świata. Stąd też gdy dobiega końca jedna era, a
druga ma się niebawem zacząć, sipapu jest drogowskazem pokazującym właściwą
drogę.
Śledząc hipotetyczny szlak rezonansowej transmisji pomiędzy
galaktycznymi systemami gwiezdnymi, zauważamy, że majański strumień informacji
został zakotwiczony na naszej planecie 3000 lat temu, a nawet jeszcze wcześniej.
Majowie, utrzymując stałą łączność ze swoją „główną bazą", zbierali informacje
na temat związku Ziemi ze Słońcem, Księżycem i resztą planet Układu Słonecznego,
prowadzili obserwacje, nawiązywali współpracę, asymilowali się z ludnością
tubylczą. U szczytu rozwoju, kiedy nadszedł czas, by opuścić planetę Ziemia,
uczynili to bez wahania, z niezwykłą precyzją i mistrzostwem, pozostawiając po
sobie wspaniałą wizytówkę – kwitnące ośrodki klasycznej cywilizacji majańskiej.
Dzięki temu, że poprzez Kuxan Suum utrzymywali oni ustawiczny kontakt z
galaktycznym sercem, Hunab Ku, matematyczny system „przybył" na Ziemię w pełni
rozwinięty. Po zakończeniu obserwacji
prac nad przystosowaniem go do warunków nowego planetarnego
systemu odpowiednio zmodyfikowali dwadzieścia podstawowych hieroglifów. Po
ukończeniu swojej misji, polegającej na korelacji planetarnych cykli naszego
Układu Słonecznego z galaktycznym porządkiem wewnątrz harmonicznej matrycy,
kluczowi wysłannicy powrócili przez układ soczewek Kuxan Suum tam, skąd
przybyli. W ten sposób można by tłumaczyć „tajemnicę" nagłego zniknięcia Majów.
Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy tym scenariuszu. Przemawia
za nim pewna grupa płaskorzeźb pozostawionych przez Majów w Quirigua i Palenąue.
Przedstawiają one ludzi lub stworzenia humanoidalne, pływające lub unoszące się
w pozycji półleżącej z lekko uniesionymi nogami, jakby wchodziły w stan
istnienia lub go opuszczały. Najsłynniejsza z nich to postać z płyty nagrobnej
Pacala Votana w Palenąue. Z jej brzucha lub ze splotu Słonecznego wyrasta Drzewo
Życia. Czy przedstawia ono Kuxan Suum? Jeszcze bardziej intrygujące są dwie
postacie z Quirigua, które bez wątpienia było najznakomitszym centrum kulturowym
Majów i co najważniejsze, szczyt dokonań artystyczno-intelektua-lnych osiągnęło
pod koniec baktuna 9, w latach 790-830 n. e.
Postać pochodząca z masywnego kamiennego ołtarza „Zoomorf O" w
Quirigua ma sylwetkę człowieka z niezwykle groteskową głową czy też dziwacznym
nakryciem głowy. W prawej dłoni trzyma przedmiot przypominający uchwyt. W tyle
znajduje się duża, organiczna „struktura", składająca się z trzech owalnych
tarcz czy obręczy, w które wpisane są mniejsze. Pozycja nóg, ramion i
specyficznie obróconej na bok głowy sprawia wrażenie, że postać unosi się lub
płynie.
Inna pokrewna rzeźba z Quirigua, pochodząca z równie
monumentalnego, zoomorficznego, kamiennego ołtarza, ma jedynie stopy i łydki
rozpoznawalne jako ludzkie. Reszta ciała, w pozycji prawie siedzącej, znika w
labiryncie dziwacznych, organicznych kształtów. Centralną postacią ołtarza
„Zoomorf P" jest rzeźba przedstawiająca postać siedzącą w pozie medytacyjnej,
trzymająca w dłoni berło. Wszystkie postacie w Quirigua otacza bogata
ornamentyka hieroglifów. Natomiast postaci z płyty nagrobnej w Palenąue
towarzyszy dziewięciu Panów Czasu lub Panów Świata Podziemnego. Co się tutaj
dzieje? Czy są to wizerunki istot przybywających, czy rozpływających w polu
wibracji Kuxan Suum?
Zgodnie z przyjętymi standardami może się to wydać czystą
spekulacją bądź szaloną hipotezą, lecz gdy przejdziemy do Tzolkin, harmonicznej
matrycy czy też harmonicznego modułu 13x20, poczujemy twardy grunt pod nogami.
Kierując uwagę na to fascynujące, unikalne i tak spójne dzieło majańskiej
cywilizacji, możemy wniknąć głębiej w galaktyczną tajemnicę Majów, zwiastunów
harmonii. W chwili gdy zrozumiemy Tzolkin, zrozumiemy też cel przybycia Majów na
tę planetę.
SIEDZĄCA POSTAĆ "ZOOMORF P", QUIRIGUA
ROZDZIAŁ 3
GALAKTYCZNI MISTRZOWIE I LICZBY PRZEZNACZENIA
Już przy pierwszym zetknięciu z Majami – mimo iż nie znamy ich
bogów, mitów ani wierzeń – podświadomie wyczuwamy bogactwo, jakie ze sobą niosą.
Mity i opowieści są wciąż obecne, tylko że skrywają się gdzieś w tekstach,
wyglądają ukradkiem spomiędzy pnączy w dżungli, machają do nas wśród
przepięknych kwiatów zarastających kamienne pomniki, jednak największą uwagę
przykuwają liczby. Jak zauważyliśmy, zapisy liczbowe pojawiają się we wszystkich
opowieściach z czasów „początku". Liczby zaczynają mówić także z zachowanych
tekstów proroka Chilam Balama, który, wchodząc w trans, opisywał wszystko za
pomocą liczb: jeden, trzynaście, dziewięć i cztery. Czy one żyją? A może są
eterycznymi, nieuchwytnymi istotami, zajmującymi wymiar ducha i o ich istnieniu
nie mają najmniejszego pojęcia nasze umysły skoncentrowane jedynie na materii?
Nawet jeśli przejrzymy na oczy i zyskamy klarowne spojrzenie, i
tak trudno nam będzie uwierzyć w to, że całą historię można opowiedzieć w
liczbach, ściśle mówiąc, za pomocą trzynastu liczb i dwudziestu symboli. A
dwadzieścia symboli – czyż nie są to kolejne liczby zamaskowane w tajemniczych
formach, zwanych hieroglifami? Co więcej – w jaki sposób można zmieścić całą
historię: naukę, mitologię, galaktyczne miary i boską strategię w matrycy
składającej się z 13x20 jednostek?
Matryca, nazwana przez archeologów Tzolkin, dosłownie oznacza
„rachubę dni" lub liczenie kinów (prymarna jednostka harmoniczna oznaczająca
Słońce lub dzień). Oryginalna nazwa matrycy 13x20 jest nam jednak nieznana.
Tzolkin, zwany też Świętym Kalendarzem, początkowo wydaje się dziwaczną anomalią
numerologiczną. Ale czyż nie tym samym był I Cing dla Leibniza, Hegla czy Junga,
gdy zetknęli się z nim po raz pierwszy? Wiemy, że Tzolkin, który nazywam
harmonicznym modułem, jest identyczny z tablicą permutacji* o nazwie Buk Xok.
Kiedy analizujemy tę tablicę, tylko nią się bawiąc, umyka nam jej głębia.
Zatrzymajmy się na chwilę przy liczbach i zastanówmy, jakie znaczenie miały one
dla Majów? W jaki sposób układ trzynastu liczb uporządkowany w dwudziestu
zbiorach może opowiadać o uniwersalnym rezonansie?
Przede wszystkim powinniśmy zrozumieć, że Tzolkin jest tylko
kodem, podobnie jak alfabet, którego używamy do pisania. Wiemy, że alfabet
koduje język. Osoba, która potrafi pisać z pomocą alfabetu (26 liter), może
posiąść ogromną moc i możliwość zdobycia pewnej namiastki wiedzy i mądrości
Wszechświata. W podobny sposób znajomość kodu języka Tzolkin, harmonicznego
modułu Majów, otwiera kanały zrozumienia i komunikacji w takim samym, jeżeli nie
większym zakresie, co znajomość alfabetu. Tak jak symbol, liczba jest
kondensacją nadtonów i płaszczyzn znaczeniowych. Co więcej, każda pojedyncza
liczba jest polem rezonansowym dla siebie samej. Dlatego wystarczy tylko
trzynaście liczb, aby opisać cały kompleks, który nazywamy bytem galaktycznym.
Trzynaście liczb, każda przybierająca jedną z dwudziestu możliwych pozycji, daje
w sumie 260 kombinacji (permutacji).
Aby w pełni docenić działanie majańskiej matrycy Tzolkin 13x20 i
wyjaśnić bogactwo jej rzeczywistych i symbolicznych zastosowań, należałoby
głębiej wniknąć w magiczny potencjał, jaki według Majów „kryją w sobie liczby".
Liczby, szczególnie 13, 7, 4,9 i 20, wypełniały świat Majów tak silnie, że
zrozumienie ich istoty jest niezwykle ważne. Każda z nich kryje w sobie mnóstwo
jakości. Ich suma, podobnie jak suma liczb, przedstawia to, co nazywamy
„światem" albo raczej „wszechświatem".
* tablica przekształceń; tablica wszystkich możliwych układów
elementów składowych (przyp. tłum.)
Dziś powszechnie uważamy, że liczby opisują ilość, np. 7 jabłek
czy 13 pomarańczy. Jednak rachuba jest tylko jedną z ich funkcji. Przyrównanie
liczb do muzyki, pozwoli nam dostrzec w nich także jakości harmoniczne. Każdemu
muzycznemu tonowi można przypisać liczbę i odwrotnie. Ton C można zapisać jako
1, D – jako 2 itd. W jednej oktawie występuje stała liczba tonów – mówiąc
dokładniej 7. Są to: do, re, mi, ja, sol, la, si, ósmym tonem jest wysokie C,
czyli do.
Każdy ton, mieszczący się w oktawie, ma własne nadtony w innych,
wyższych lub niższych oktawach. Liczba możliwych sekwencji* [* powtarzanie
określonego motywu wewnątrz określonej wielkości na stopniowo zmieniającej się
wysokości (przyp. tłum.)] wzmacniania i wyciszania tonów, ich bogactwa i barwy
dźwięku, zakresów oktaw i harmonicznej synchronizacji dwóch lub więcej tonów
jest praktycznie nieskończona, choć na starcie mieliśmy mały zbiór zaledwie
kilku tonów. Ta analogia pokazuje nam, że liczby, niosąc w sobie właściwości
zarówno zmysłowe, jak i symboliczno-mentalne, są żywe, dysponują głębią nadtonów
i znaczeń, potrafią wyrazić całokształt uniwersalnych możliwości. Widzimy
również, że wystarczy niewielki zbiór liczb, by wypełnić wszystkie funkcje od
początku do końca.
Dla faktora Majów funkcja jakości harmonicznej liczby miała
nadrzędne znaczenie. Dla nas odmierzanie czasu jest zliczaniem sekwencji
ilościowych jednostek, mogą to być dni, minuty, lata, godziny. Natomiast dla
Majów to, co nazywamy czasem, jest funkcją pryncypium rezonansu harmonicznego.
Zatem dni są dla nich tonami, zwanymi kinami, reprezentującymi odpowiednie
liczby. Sekwencja dni (kinów) tworzy cykle harmoniczne zwane: uinal, tun, katun,
baktun itd. Sekwencja cykli harmonicznych, nieco rozleglejsza, opisuje
częstotliwości harmoniczne lub kalibracje w stosunku do szerszego, organicznego
porządku, np. harmoniczny wzorzec planety Ziemi w relacji do Słońca i Galaktyki
poza nim.
Pozostańmy jednak przy analogii z muzyką. Ponieważ każdy dzień ma
własny ton lub odpowiednią liczbę, ma również swoje nadtony. Zatem prawidłowe
zestrojenie może poprowadzić jakość dnia w inne oktawy, w doznanie innych
wymiarów istnienia. Chociaż taki punkt widzenia przypomina astrologię, oznacza
coś zupełnie innego, ponieważ liczby powiązane są z harmonią galaktyczną, jak
również z cyklami planetarnymi.
Okazuje się, że to, co uczeni uważali za majańską obsesję czasu,
wcale nią nie było. Co więcej, zawiłe sekwencje liczb, zdobiące majańskie
budowle Okresu Klasycznego, miały na celu przede wszystkim opis kalibracji
harmonicznego porządku Galaktyki w odniesieniu do solarnych i ziemskich cykli
czasu. Wkrótce powrócimy do konsekwencji tego twierdzenia.
Dla Majów znaczenie liczb wywodzi się nie tylko z ich kolejności
w linearnym szeregu, np. dziesięć jest większe od dziewięciu, czy z ilości, jaką
przedstawia suma liczb, ale również z jakości wynikającej z ustawień względem
siebie, wzajemnych permutacji i nadtonów. Innymi słowy, znaczenie liczby jako
reprezentanta porządków harmonicznych zależy od wzajemnej radialności, a nie
pozycji liniowej czy rosnącej wartości. Co mamy na myśli, mówiąc, liczby są
wzajemnie radialnej Radialny określa cechę dynamicznego pola promieniowania,
przypominającą swym efektem wybuch fajerwerków w święto narodowe w Stanach
Zjednoczonych. Za tą myślą kryje się to, że każda z trzynastu liczb jest
radialna, a więc rozprzestrzenia swoje jakości jednocześnie we wszystkich
kierunkach. To sprawia, że każda liczba, przenikając wszystkie pozostałe,
zawiera się w każdej z liczb. Wzajemnie oznacza, że w zamkniętym obwodzie każda
liczba, powołując się na inną, wywołuje sprzężenie zwrotne. Obwód to strumień
energii, którego początek i koniec są jednym.
TZOLKIN I TABLICA PERMUTACJI BUK XOK
Galaktyka, jako gigantyczny obwód, może być zobrazowana jako
szereg strumieni energii. Radialną pulsację każdego z nich zdefiniuje jeden ze
zbiorów liczb podstawowych. Jak każdy obwód, tak i każdy strumień pulsującej
energii ma ten sam wspólny punkt początku i końca – galaktyczne serce, Hunab Ku.
Ten obwód Majowie nazywali Zuvuya – nurt, z którego wszystko wypływa i do
którego wszystko wraca, jednocześnie naprzód i z powrotem – ze źródła i do
źródła.
Wróćmy do Hunab Ku, galaktycznego serca o niewysłowionej
wspaniałości. Podobnie jak serce huraganu, tak i serce galaktyczne pulsuje
jednocześnie w dwóch przeciwległych kierunkach (spin i kontrspin), promieniując
ze swojego środka na zewnątrz energią o niewyobrażalnym wprost potencjale.
Przyjmijmy, że będące w obiegu strumienie energii można opisać jako szeregi
liczb o przeciwnych kierunkach. Teraz załóżmy, że jeden z nich pulsuje z
częstotliwością reprezentowaną przez szereg liczb od 1 do 13, a drugi – przez
szereg od 13 do 1. Pierwszy szereg przechodzi z prostej pulsacji w bardziej
złożoną, drugi – z bardziej złożonej w prostą. Jeśli zestawimy pulsację w obu
szeregach, tzn. spinu i kontrspinu, otrzymamy następującą sekwencję:
Spin 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 (=91)
Spin przeciwny 13 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 (=91)
Suma par 14 14 14 14 14 14 14 14 14 14 14 14 14
Spin 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 (=91)
Spin przeciwny 13 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 (=91)
Suma par 14 14 14 14 14 14 14 14 14 14 14 14 14
Cały cykl ruchu spinowego w obu kierunkach możemy również opisać
jako różnice między parami liczb obu cykli, np. różnica pomiędzy 1 i 13, 2 i 12,
3 i 11 itd. Poniższy zestaw liczb opisuje sekwencję różnic pomiędzy dwoma
szeregami:
Spin 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 (=91)
Spin przeciwny 13 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 (=91)
Różnica 12 10 8 6 4 2 0 2 4 6 8 10 12 (=84)
Spin 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 (=91)
Spin przeciwny 13 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 (=91)
Różnica 12 10 8 6 4 2 0 2 4 6 8 10 12 (=84)
Jak widzimy, suma liczb: 1+2+3+4+5+6+7+8+ ... +13 wynosi 91,
czyli jest równa iloczynowi 13x7. Natomiast liczby w szeregu różnic dają sumę
równą 84, czyli iloczyn 7x12. Różnica pomiędzy 91 i 84 wynosi 7. Z kolei 12 –
jako liczba parzysta – może być zapisana jako 3x4; liczba 84 jako 3x28, a liczba
28 jako 4x7.
W powyższym przykładzie interesujące jest to, że 7 – środkowa
cyfra każdego szeregu – daje różnicę równą zeru. Siódemka, znajdująca się w
środku szeregu liczb od 1 do 13, symbolizuje mistyczną pełnię lub potencjał.
Kiedy dodamy dwa zbiory trzynastu liczb, zestawiając je w pary tak jak w
powyższym przykładzie: 1+13, 2+12, 3+11 itd., za każdym razem suma wyniesie 14,
czyli 7x2. Ilość liczb w obu szeregach to 13x2, czyli 26.
Na tym prostym przykładzie widzimy, że liczby mogą promieniować z
galaktycznego serca jednocześnie w co najmniej dwóch kierunkach. Zauważamy
również, że związek pomiędzy cyklami liczb w każdym strumieniu energii wytwarza
prosty zbiór wzajemnych powiązań. Widzimy, że 7 pozostaje w szczególnej relacji
do zera, do sumy całego szeregu (91), sumy par (14) i sumy różnic pomiędzy
parami liczb w obu szeregach (84). Jeśli miałyby wyłonić się dwie główne liczby
z powyższego zestawienia, byłyby nimi 13 i 7.
Ten przykład pokazuje, co mamy na myśli, mówiąc, że liczby są
wzajemnie radialne. To, co wydaje się jedynie zwykłym porównaniem dwóch szeregów
liczb, w rzeczywistości stwarza magiczny zakres możliwości i permutacji.
Pamiętając, że liczby reprezentują różnorodne tony rezonansowe, tzw. pulsacje
falowe lub cechy energii promieniowania, odpowiadające różnorodnym zakresom
sensorycznym i mentalnym, zaczynamy powoli doceniać „znaczenie" liczb dla Majów.
Liczby jako aktywni posłańcy z różnych poziomów rezonansu są w rzeczywistości
istotami magicznymi, harmonicznymi bytami, które kursują pomiędzy oktawami,
zmieniają tożsamości, przesuwają wymiary i z tą samą lekkością maszerują do
tyłu, co naprzód. (Bliższe szczegóły dotyczące wzajemnej radialności w majańskim
kodzie liczb znajdziesz w załączniku A: Liczby radialne i kierunkowe).
To, że Majowie przypisali każdej liczbie znaczenie jednego z
kierunków świata – pięć razy powtórzony wzorzec: wschód-północ-zachód-południe –
jeszcze bardziej potęguje bogactwo i symbolikę każdej z 13 liczb. Wynik mnożenia
20 pozycji kierunków i 13 liczb daje 260-jednostkowy Tzolkin.
Kontynuując myśl, że 260-jednostkowa matryca przekształceń
(mutacji) jest prymarną matrycą, rozpinaną z galaktycznego serca Hunab Ku i do
niego też zwijaną, możemy przyjąć, że tak pulsująca matryca – jako konstanta
galaktyczna – na swój sposób przenika na wskroś wszystkie aspekty funkcji
galaktycznych nawet w najbardziej odległych systemach gwiezdnych Galaktyki. Nie
zapominajmy, że liczby i pozycje kierunków opisują pełny zakres relacji
tonalnoharmonicznych wraz z ich rezonansowymi nadtonami i możliwościami
przekształceń. Krótko mówiąc, Tzolkin jest klawiaturą lub tablicą okresowych
częstotliwości o uniwersalnym zastosowaniu.
Mimo iż prymarną galaktyczna matryca – Tzolkin – jest w swej
istocie radialna i symultaniczna, tzn. równocześnie, zawsze i wszędzie zachowuje
swoją integralność, czasami może sprawiać wrażenie rozdartej, oddalonej od swego
jądra. Tak jak skrywające się w jej tle szerokie ramiona Galaktyki są opisane za
pomocą liczb, przemieszczających się względem siebie do przodu i do tyłu, tak
można zdefiniować również to, co nazywamy czasem. Faktycznie czas jest
jednoczesnym ruchem na zewnątrz i z powrotem do galaktycznego serca. Jak długo
będziemy trzymać się ruchu „czasu" biegnącego tylko w jednym kierunku, tak długo
będziemy postrzegać tylko jedną połowę obrazu Galaktyki i Wszechświata.
Zamykając ogólne rozważania o jakościowej naturze liczb w
programie Majów, nie powinniśmy przeoczyć nadtonalnej funkcji liczby. Ta
funkcja, znana matematyce jako zasada fraktalności, opisuje zdolność liczby do
pozostania proporcjonalnie stalą. Zatem: 2 tak się ma do 10, jak 20 do 100 czy
200 do 1000. Pomimo że wielkości liczb ulegają zmianie, proporcja w szeregu
pozostaje stała (constans). Z tego względu na podstawie proporcji można
zrekonstruować obraz Całości. W kodzie Majów zwraca uwagę ustawiczne
występowanie pewnych liczb, które odnoszą się do specyficznych, holograficznych
(całościowych) proporcji lub fraktali, np. 26,260 itd. czy 52,520 itd. Dzięki
własnościom fraktalnym liczby rezonują na poziomie różnych oktaw i „odbijając
się echem", wprowadzają do zmysłów i sfer mentalnych wyższe zakresy
informacyjne, które będą odkodowane w procesie asymilacji komórkowej. (Dalsze
informacje na temat fraktali w systemie Majów znajdziesz w załączniku B: Faktoiy
ifraktale Majów).
Jak widzimy, matematyka majańska służyła zrozumieniu i
rejestracji galaktycznej konstanty – Tzolkin – oraz zyskaniu wglądu na żywo w
jej bezkresne, fraktalne harmonie i permutacje nadtonów. Zapisy liczb,
pozostawione przez klasycznych Majów, tylko pośrednio odnosiły się do
kalendarza. Zapisy, które znajdujemy na wielkich kamiennych monumentach i w
zachowanych kodeksach lub malowanych manuskryptach, są tylko dowodem świadczącym
o ich artystycznych umiejętnościach uchwycenia specyficznych związków pomiędzy
galaktyczną harmonią a rocznymi cyklami Ziemi, Księżyca i pozostałych planet
Układu Słonecznego.
Z tego powodu – w takich miejscach, jak Copan, Quirigua czy Tikal
– co pięć, dziesięć i dwadzieścia lat Majowie wznosili tzw. „znaczniki czasu".
Nie chodziło im jedynie o upamiętnienie upływających lat i wydarzeń, ale
bardziej o harmoniczne liczby, które wynurzają się jako faktoralne równoważniki
pięciu, dziesięciu czy dwudziestu lat. Pięć „lat" jest w rzeczywistości
kalibracją (odwzorowaniem) 1800 kinów. 1800 kinów –jeden holtun – jest tylko o
25 dni krótszy od pięciu lat słonecznych, 1825 (5x365) dni. Dziesięć „lat" równa
się 3600 kinom, a dwadzieścia „lat" 7200 kinom. Co ciekawe, czynnikiem bazowym
dla każdej z tych liczb, tzn. 1800,3600, 7200, jest 9 (18=9x2; 36=9x4; 72=9x8).
Jak się później przekonamy, 9 jest kluczową liczbą w formule dotyczącej tego, co
nazywamy czasem.
Harmoniczne kalibracje – 1800 kinów, 3600 kinów, 7200 kinów itd.
– to miary galaktycznego wzorca, czyli Promienia Synchronizacji. Wyobraźmy sobie
pewien promień wychodzący z galaktycznego serca, który tak jak snop światła
latarni morskiej staje się tym szerszy, im większa jest odległość od źródła.
Teraz zwizualizujmy małą łódź płynącą gdzieś daleko na morzu, której drogę
przecina snop światła latarni morskiej. Nawet jeśli łódka, jak i źródło, z
którego wypływa strumień światła, znajdują się w ruchu, łódka jest przez pewien
czas skąpana w promieniach światła. To samo dzieje się ze statkiem kosmicznym
Ziemia, kiedy przechodzi on przez Galaktyczny Promień Synchronizacji. Z punktu
widzenia harmonii Majów, promień ten ma średnicę 5200 tunów, co odpowiada w
przybliżeniu 5125 latom ziemskim. Co z tego wynika?
Według zapisów Majów „początek" naszej podróży przez ten promień
przypadł na dzień 13 sierpnia 3113 p.n.e. Galaktyczny wzorzec harmonizacji o
długości 5200 tunów należy do grupy fraktali bazujących na liczbie 52, podczas
gdy 52 bazuje na kombinacji 26x2, jak również 13x4. Ponieważ 26 jest bazowym
fraktalem 260 (liczba Tzolkin), promień cały czas jest przesycony konstantą
galaktyczną (tzn. energią Całości). Ponieważ jest on skalibrowany na 5200 tunów,
z których każdy składa się z 360 kinów (równoważnik 360 dni) i jest o pięć dni
krótszy od roku słonecznego, liczącego 365 dni, ogólny wzorzec 5200 tunów
odpowiada w przybliżeniu okresowi 5125 lat. Można założyć, że pierwotną intencją
klasycznych Majów nie była rejestracja upływu czasu, ale zapis harmonicznych
kalibracji 5200-tunowego Promienia Synchronizacji.
Naturalnie większości badaczy zajmujących się Majami największy
kłopot sprawia stosowanie wątpliwych „cykli kalendarzowych", złożonych z 260 i
360 dni, które nie odpowiadają żadnym znanym cyklom astronomicznym ani
organicznym planety. Przyczyna zamieszania tkwi w tym, że cykle złożone z 260 i
360 jednostek pierwotnie nie były zapisem rejestracji czasu czy cykli
kalendarzowych, lecz tabelami fraktalnych wskaźników harmonii galaktycznej. 260
jako fraktal jest w rzeczywistości nadtonem 26 lub 2x13, a 360 – nadtonem 36,
czyli 2x18 lub 4x9. Jak widzimy, w liczbach 260 i 360 są obecne główne faktory
Majów: 4, 9 i 13.
260-jednostkowy „kalendarz" jest tzw. galaktyczną konstantą.
Natomiast 360-jednostkowy „kalendarz" jest harmonicznym kalibratorem. 260 jest
stałą (constans), gdyż odpowiada nieustannemu obiego
[..???...]
*i permutacji (przestawień) generowanych przez 13 liczb i 20
pozycji kierunkowych. Dwadzieścia pozycji definiuje najmniejszy zakres zmian,
zawierający największą liczbę galaktycznych możliwości, poczynając od
częstostotliwości fal, a na archetypach kończąc. Zarówno 260, jak i 360 to
liczniki bazujące na najmniejszej jednostce, jaką jest kin. 360 kinów, czyli
jeden tun, jest harmonicznym kalibratorem, ponieważ jest wielokrotnością 9;
reprezentuje również ilość stopni w okręgu; jest też przybliżoną liczbą dni w
roku słonecznym, liczącym 365 dni. (Więcej szczegółów dotyczących harmonicznych
ciągów 260- i 360-jednostkowych „kalendarzy" znajdziesz w załączniku C: Harmonie
kalendarzowe).
WIELKI CYKL JAKO 13-BAKTUNOWY PROMIEŃ SYNCHRONIZACJI Z
ZAZNACZENIEM KIERUNKÓW ŚWIATA
Majowie, wyposażeni w rozbrajająco prosty i wysoce elastyczny
system liczbowy, przybyli na naszą planetę po to, by upewnić się, że galaktyczny
wzorzec harmonii, którego nie dostrzegaliśmy z uwagi na nasz poziom ewolucyjny,
został nam pokazany i właściwie zarejestrowany. Jest oczywiście możliwe, że
Majowie wcale nie byli pierwszymi galaktycznymi mistrzami, którzy przybyli na
Ziemię z informacjami spoza Układu Słonecznego. Zachowały się ślady wielu
innych, którzy zasiedlali planetę w okresie wchodzenia w bieżący, harmoniczny
promień w 3113 roku p.n.e., aby zasiać na niej ziarno wiedzy. Jednak Majowie
mają niekwestionowane miejsce w historii cywilizacji światowej, a ich niezwykłe
znaczenie przejawia się nie tylko w tym, że byli ostatnią falą galaktycznych
mistrzów, ale również w tym, że przynieśli nam uniwersalną, galaktyczną matrycę
informacyjną.
Klasyczni Majowie z wielką zręcznością i prostotą zademonstrowali
sposób, w jaki cykle roczne Ziemi korespondują z harmonicznym wzorcem Galaktyki.
Zrozumiemy to z łatwością, gdy przestaniemy spoglądać na nich z wyższością.
Znacznie trudniej będzie nam to pojąć, jeżeli będziemy myśleć o nich jak o
przedstawicielach epoki kamiennej czy reprezentantach wcześniejszego, mniej
zaawansowanego stadium rozwoju naszej cywilizacji, dążących jedynie do
stworzenia kalendarza agrarnego, opartego na cyklu słonecznym.
Chcąc zbliżyć się do istoty problemu, powróćmy do scenariusza
nakreślonego w poprzednim rozdziale. W Monte Alban, położonym w Dolinie Oaxaca w
południowym Meksyku, natkniemy się na pewien kuriozalny fenomen. Wśród
najstarszych ruin, datowanych przez archeologów na lata pomiędzy 600 i 500 r.
p.n.e., znajduje się grupa płaskorzeźb z bardzo dziwnymi postaciami. Mają one
ludzkie kształty o zwierzęcych głowach, środek ciała (w pionie) zdobią symbole
glifów. Znaki te są prawdopodobnie najstarszym przykładem użycia systemu notacji
kropka i kreska w „tekście"matematycznym, charakterystycznym dla późniejszej
cywilizacji Majów. W tym zapisie kropka równa się jednostce, kreska – pięciu
jednostkom, wystylizowana muszla odpowiada zeru. Za pomocą tylko trzech symboli
Majowie dokonywali cudów matematycznych.
Analizując obecny Wielki Cykl, trwający od 3113 r. p.n.e. do 2012
r. n. e., zauważamy, że jego dokładny środek – 6.10.0.0.0 – wypada w baktunie
siódmym lub środkowym 13-baktunowego Wielkiego Cyklu, czyli w 550 r. p.n.e.
Mniej więcej w tym czasie powstały płaskorzeźby Tańczących w Monte Alban.Chcąc
przełożyć zapis majańskiej rachuby czasu na nasz system zapisu z punktem
początku w dniu 13 sierpnia 3113 roku p.n.e., należy uwzględnić tzw. Długą
Rachubę, czyli pięć wskaźników oddzielonych od siebie kropką, np. 6.10.0.0.0.
Pierwsza cyfra, 6, rejestrowała liczbę baktunów, które minęły od daty początku.
Na drugiej pozycji zapisano bieżący okres w katunach. Trzecia pozycja
odpowiadała tunom, czwarta uinalom, piąta kinom.
Wyrażając datę 6.10.0.0.0 w kinach (dniach), które minęły od dnia
rozpoczęcia Wielkiego Cyklu, otrzymamy 936 000 kinów. Podobnie jak we wszystkich
ważniejszych datach u Majów, głównym faktorem dla liczby 936 000 – harmoniczna
936 –jest 9. Liczba 9 symbolizuje okresowość i pełnię. Jest ona także liczbą
Panów Czasu, liczbą symbolizującą pierwotnych galaktycznych mistrzów – samych
Majów. Data środka, 6.10.0.0.0, zbieżna z powstaniem rzeźb w Monte Alban,
wskazuje na moment przybycia Dziewięciu Panów Czasu i zakotwiczenia galaktycznej
miary czasu na naszej planecie.
Wciąż otwarte pozostaje pytanie, czy pierwsza galaktyczna fala,
reprezentowana przez Dziewięciu Panów Czasu, pojawiła się faktycznie około roku
550 p.n.e., czy też wykorzystano punkt środkowy Wielkiego Cyklu, by upamiętnić
ich wcześniejsze przybycie. Bez względu na odpowiedź możemy stwierdzić, że
rzeźby w Monte Alban upamiętniają pierwszą falę galaktycznych Majów w
Mezoameryce.
Przyglądając się kulturowej scenie Mezoameryki około 550 r.
p.n.e., zauważymy, że na ten okres przypada szczyt rozwoju pierwszej
zaawansowanej cywilizacji w tej części świata – Olmeków. Nazwa Olmekowie oznacza
dosłownie „ludzie kauczuku". Pochodzi ona stąd, że najprawdopodobniej to oni
wymyślili rytualną grę w piłkę, używając piłki z kauczuku. Rozwój ich
cywilizacji rozpoczął się około 1500 r. p.n.e. Pozostawili po sobie
charakterystyczne potężne rzeźby, wykonane z kamienia bądź jadeitu,
przedstawiające jaguary w hełmach – humanoidalne stworzenia o kocich twarzach.
Przyjmuje się, że religia Olmeków rozwinęła się z szamańskiej kultury późnego
neolitu, skupionej wokół Nagual lub ducha jaguara. Olmekowie praktykowali
rytualne zażywanie grzybów halucynogennych z gatunku psylocybe, zwanych przez
tubylców teonanacatl, „mięsem bogów".
Przypuśćmy, że pewna liczba Majów, która zmaterializowała się w
Mezoameryce, co zostało upamiętnione w opowieści o czterech Tulan, nawiązała
przyjazne stosunki z Olmekami i przeniknęła do zaawansowanej warstwy kapłańskiej
wyznawców jaguara. Imię, jakie w późniejszych czasach Majowie nadawali wyższemu
kapłanowi, to Bałam, co znaczyło jaguar lub kapłan jaguara. Dzięki asymilacji
Majowie mogli wprowadzić kreskowo-kropkowy system notacji i Święty Kalendarz –
nieprzerwany ciąg kombinacji trzynastu liczb i dwudziestu pozycji kierunkowych,
zaadaptowanych dla potrzeb tej planety w formie świętych znaków
hieroglificznych.
O ile główni galaktyczni emisariusze majańscy, upamiętnieni jako
Dziewięciu Panów Czasu, asymilowali się z wysoko rozwiniętą kulturą Olmeków,
pozostali przybysze, trzynaście klanów wojowników i siedem plemion, osiedlili
się w górzystych regionach Gwatemali i dżunglach nizinnego regionu Peten, w
dzisiejszym Hondurasie i Gwatemali. W międzyczasie, po zakotwiczeniu na Ziemi
harmonii galaktycznej w formie 260-dniowego Świętego Kalendarza, upamiętnionym
budową ośrodka Monte Alban, w środkowym Meksyku powstało kolejne wielkie centrum
– Teotihuacan.
Teotihuacan, powstałe w III w. p.n.e. jako centrum rytualne i
cywilizacyjne, z czasem miało stać się największym i najbardziej rozwiniętym
ośrodkiem ceremonialnym w całej Ameryce Środkowej. Teotihuacan, „Miejsce, w
którym Bogowie dotykają Ziemi", podobnie jak wszystkie pozostałe ośrodki w
Mezoameryce, w rzeczywistości zostało zbudowane dla upamiętnienia pierwotnego
Tollan lub Tulan, miejsca początku albo wejścia do tego świata. Nad miastem
górowała Piramida Słońca, której podstawa była zbliżona do rozmiarów Wielkiej
Piramidy w Gizie, w Egipcie. Z czasem Teotihuacan stało się miastem o
niesłychanym przepychu, obfitości i nieporównywalnej świetności artystycznej.
Nasycona duchowością wizja artystyczna Teotihuacan wskazywała na Tolteków jako
budowniczych. Nazwa Toltek znaczy mistrzowie-budowniczowie, artyści i
wizjonerzy.
Teotihuacan stało się pierwszym wielkim centrum religii
Quetzalcoatla, Pierzastego Węża. Quetzalcoatl, jako bohater pierwotnej kultury,
był wiązany z niebem, gwiazdami, morzem, wodą, obfitością, jak również
wszystkimi sztukami i osiągnięciami naukowymi cywilizacji. Wizerunki Pierzastego
Węża i Pierzastego Jaguara, obrazujące jedność Nieba i Ziemi, występują w
Teotihuacan wszędzie: na wyrobach ceramicznych, malowidłach ściennych i wielkich
rzeźbach Cytadeli Quetzalcoatla. Tutaj, w Cytadeli, ponownie natrafiamy na
symbolikę 13: dwanaście niższych rytualnych świątyń otacza trzynastą,
reprezentującą samego Cjuetzalcoatla.
Znaczenie Teotihuacan zaczęło wzrastać pod koniec baktuna 8, a w
III i IV wieku n. e. obejmowało swoim wpływem całą Mezoamerykę. Wizerunki
Quetzalcoatla były synonimem obecności tolteckich jasnowidzących. W dżunglach
Peten tolteccy kapłani Quetzalcoatla natknęli się na plemiona Majów. Do mariażu
kultury Teotihuacan i Majów doszło w Tikal. Tu rozpoczął się okres
cywilizacyjnego rozkwitu Majów natchnionych świetnością duchową Quetzalcoatla,
zwanego przez nich Kukulkanem.
W Tikal kapłani przystąpili do budowy piramid-świątyń z jeszcze
większym rozmachem niż w Teotihuacan. Podczas gdy piramidy w Teotihuacan miały
pięć poziomów, budowniczowie z Tikal zaczęli wznosić piramidy o dziewięciu
poziomach po to, by upamiętnić pierwotnych mistrzów galaktycznych – Dziewięciu
Panów Czasu. Potem zakończył się baktun 8 i w roku 435 n. c. rozpoczął się
dziewiąty, opatrzony datą 9.0.0.0.0, reprezentującą harmoniczną liczbę 1296 (1
296 000 kinów lub dni od 3113 r. p.n.e.). We wszystkich ośrodkach Majów
wiedziano, że zaczynał się czas przygotowań do drugiej galaktycznej fali. Baktun
9, cykl 10, był fazą maksymalnej synchronizacji. Nastał szczególnie ważny,
krytyczny okres rejestrowania harmonicznych korelacji pomiędzy galaktycznym
promieniem a rocznymi cyklami Ziemi, Słońca, Księżyca i pozostałych planet
Układu Słonecznego.
Majowie, inspirowani duchowo religią Kukulkana, pamiętając o
swojej galaktycznej misji, przystąpili z nieznanym wcześniej zapałem do prac
budowlanych i rejestracji harmonicznych wskaźników, i nie tylko w Tikal, ale
także w Copan, Quirigua, Palenąue i wielu innych ośrodkach. Wszystko musiało być
gotowe na czas, ponieważ druga galaktyczna fala miała być zainicjowana w
dokładnie wyznaczonym momencie, we właściwej harmonicznej korelacji.
Oczywiście, ten moment nie był żadną tajemnicą. W szeregu
fraktalnych harmonii „majańska liczba syntezy", wymieniana także w Kodeksie
Drezdeńskim, a później na nowo odkryta przez Ernesta Fórstemanna, wynosi 1 366
560. Jest to szczególna liczba: podzielna przez wszystkie kluczowe liczby,
korespondująca ze wszystkimi cyklami harmonicznymi (zob. załącznik D: 136 656 i
harmoniczne liczby Majów).
1 366 560 to liczba kinów (dni), jakie upłynęły od 3113 r.
p.n.e., co odpowiada dacie 631 r. n. e. Podczas gdy 1 366 560 kinów równa się
3796 tunom lub 3796 cyklom złożonym z 360 dni, które minęły od daty początku
rachuby czasu w zapisach Majów, to rok 683 rok n. e. równa się 3796 latom
słonecznym, które upłynęły od daty początku. Co ciekawe, obie daty, tzn. 631 i
683 r. n. e., korespondują z tą samą harmoniczną liczbą 3796, pierwsza jako tun,
druga jako lata słoneczne. Co jest również bardzo istotne, 52-letni okres
pomiędzy tymi datami odpowiada długości ziemskiego życia Pacala Votana.
Jeśli – zgodnie z harmonicznym porządkiem Majów – miałaby istnieć
jakaś szczególna galaktyczna faza, to wystąpiłaby ona w 52-letnim cyklu
kalendarzowym pomiędzy 631 i 683 r. n. e., tzn. między harmonią 1 366 560 i 1
385 540. I rzeczywiście, są to dokładnie daty inkarnacji awatarów, jak np. Pacal
Votan z Palenąue. Jego „grobowiec", jedyny tego typu w całej Mezoameryce i
porównywalny z grobowcem w Wielkiej Piramidzie w Gizie, jest datowany na rok 683
n. e. Znajduje się we wnętrzu dziewięciopiętrowej Świątyni Napisów w Palenque. W
komorze, w której stoi sarkofag, widnieją rzeźby Dziewięciu Panów Czasu.
Grobowiec Pacala Votana, odkopany dopiero w 1952 roku, jest
jednym z najsłynniejszych i najbardziej sensacyjnych cudów związanych z
tajemnicą Majów. Płaskorzeźba z pokrywy sarkofagu, o której wspomniałem pod
koniec ostatniego rozdziału, jest interpretowana jako wizerunek astronauty w
kapsule kosmicznej lub postać króla pewnej dynastii, który w chwili swojej
śmierci „zatapia się" w paszczy potwora Ziemi.
Tymczasem temat płaskorzeźby nawiązuje do legendy o Pacalu
Votanie, galaktycznym mistrzu, który sam okrzyknął się Wężem, Wtajemniczonym,
Wiedzącym. Postanowieniem „z góry" opuścił on swoją „ojczyznę", tajemnicze Valum
Chivim, i udał się na Jukatan, ziemskie terytorium Majów. Po opuszczeniu Valum
Chivim, dotarł do Domu Trzynastu Węży w Valum Votan, leżącego nad rzeką
Usuamacinta, niedaleko Palenąue, które, jak się przypuszcza, sam wtedy założył.
W czasie wielokrotnych podróży do swojej „ojczyzny" Pacal Votan odkrył istnienie
wieży, która w końcu została zniszczona z powodu pomieszania języków jej
budowniczych. Votanowi udało się jednak wydostać z wieży podziemnym przejściem
do Skały Niebios.
Co z tej historii wynika? Valum Chivim nawiązuje do jednej z
gwiezdnych baz Majów, być może Plejad lub Arktura. Stamtąd nadzorowano misję
Majów od czasu, gdy pierwsza fala galaktycznych mistrzów, wśród nich Dziewięciu
Panów Czasu, osiedliła się na planecie Ziemi. Galaktyczny mistrz, Pacal Votan,
któremu „zwierzchnicy" powierzyli misję nadzorowania inicjacji końcowej fazy
projektu Ziemia, znany był również jako Galaktyczny Agent 13 66 56. Liczba ta
odpowiada harmonicznej dacie 631 r. n. e., tzn. momentowi jego inkarnacji
(manifestacji) na naszej planecie. Numerologicznie, po zsumowaniu wszystkich
cyfr, liczba 136 656, podobnie jak wszystkie wielokrotności 9, daje 9
(1+3+6+6+5+6=27=2+7=9).
Podróż Pacala Votana przez Dom Trzynastu Węży nawiązuje do
międzygalaktycznego przejścia przez Kuxan Suum. Kuxan Suum – jako galaktyczna
linia życia – jest oczywiście przedstawiana pod postacią Węża lub wężowatych
kształtów. 13, liczba ruchu, jest też liczbą najwyższego Nieba lub najwyższego
poziomu bytu po tamtej stronie Układu Słonecznego, znajdującego się najbliższej
centralnego źródła informacji, czyli galaktycznego serca, Hunab Ku. Rzeźby
wężowatych istot przechodzących transformację, zdobiące Świątynię Napisów w
Palenąue, podobnie jak w Quirigua, są plastycznym wizerunkiem podróży Pacala
Votana, Galaktycznego Agenta 13 66 56, przez Kuxan Suum.
Przybycie Pacala Votana w 631 r. n. e. do Valum Votan, położonego
blisko dzisiejszego Palenąue, wskazywałoby moment jego narodzin czy też
pojawienia się w tym miejscu, wyrażonym harmonią 13 66 56 0. Czas jego przybycia
zbiega się z przepowiedzianą datą pojawienia następnego awatara Kukulkana,
którego rolę przejął zresztą Pacal Votan. Naturalną konsekwencją, wynikającą z
tego faktu, byłoby założenie miasta nawiązującego do mistycznego Tollan, a
nazwanego Xibala-nque lub nieco nowocześniej Palenąue. W księdze Popul Vuh
Xibalanque odpowiada mitycznemu Xibalba, miejscu w Dolnym Świecie, czyli świecie
manifestacji i bohaterskiego testowania śmiertelności. To potwierdzałoby
przyjęcie „śmiertelnego" ciała ludzkiego przez Galaktycznego Agenta 13 66 56, co
zostało upamiętnione budową „grobowca" Pacala Votana w Dolnym Świecie, we
wnętrzu 9-poziomowej Świątyni Napisów.
Po założeniu Palenąue, Pacal Votan zachował moc komunikacji z
Valum Chivim, nawet jeśli nie przemieszczał się tam za pośrednictwem Kuxan Suum.
W Palenąue znajduje się inna, unikalna dla architektury majańskiej budowla,
zwana Wieżą Wiatrów lub Obserwatorium. Usytuowana jest ona naprzeciw Świątyni
Napisów i nawiązuje do legendarnej wieży odkrytej przez Pacala Votana. Jego
grobowiec jest jedynym, który można porównać z grobowcem wewnątrz Wielkiej
Piramidy w Egipcie. Poza tym usytuowanie Wieży Wiatrów naprzeciw Piramidy
kryjącej grobowiec przypomina Komorę Królewską w Wielkiej Piramidzie w Gizie, co
nadaje mu wyjątkowej rangi architektonicznej. Zarówno Wieża, jak i Komora
Królewska są czteropiętrowymi budowlami wzniesionymi na wysokim fundamencie czy
też rampie. Wieża symbolizuje nasze wyższe dążenia, włączając w to śmiertelność,
a konfuzja i zamęt z tym związane mają swoje źródło w niezrozumieniu naszej
wewnętrznej, wrodzonej nieśmiertelności.
Na koniec: wątek podziemnego przejścia, prowadzącego do Skały
Niebios, podkreśla znaczenie grobowca, ulokowanego wewnątrz Świątyni Napisów.
Grobowiec, zamykając w 683 r. n. e. 52-letni okres ziemskiej manifestacji Pacala
Votana (harmoniczna data 13 85 54), jest grobowcem tylko z nazwy. Ze świątyni
usytuowanej na szczycie wysokiej na 52 stopy piramidy prowadzi w dół 26 schodów,
następnie jest ostry zakręt i kolejne 22 schody prowadzące do komory. 26 stopni
odpowiada liczbie 26 (13x2), czyli fraktalowi stałej galaktycznej 260. 22
stopnie wskazują na liczbę, która jest
Rys. PRZEKRÓJ PRZEZ KOMORĘ KRÓLEWSKĄ W GIZIE I WIEŻĘ WIATRÓW W PALENQUE
sumą Trzynastu Węży (Dom Trzynastu Węży) lub Oxlahuntiku –
trzynaście bóstw wyższych niebios – i Dziewięciu Panów Czasu, Bolontiku –
dziewięć bóstw lub pierwotnych galaktycznych mistrzów, którzy poprzedzili misję
Votana na Ziemi. Ogólna suma wszystkich stopni wynosi 48 i równa się 6 oktawom
(8x6).
Symbolika Dziewięciu Panów na krypcie i Drzewie Życia, zdobiącego
pokrywę sarkofagu, zawiera pewną wskazówkę: Pacal Votan, Galaktyczny Agent 13 66
56, mimo iż wyglądał jak zwykły człowiek, w rzeczywistości „wrócił z powrotem"
do swojej gwiezdnej ojczyzny Valum Chivim. Tam mógł zameldować, że ziemscy
Majowie byli już gotowi do przyjęcia wybranych liczb galaktycznego kinu,
dokończenia harmonicznych działań na rzecz planety Ziemi i jej przejścia przez
5200-tunowy Galaktyczny Promień Synchronizacji, zainicjowany 13 sierpnia 3113 r.
p.n.e. Co ciekawe, „Mówiąca Tuba" prowadzi od krypty do świątyni na szczycie
Piramidy Napisów.
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że manifestacja
Kukulkana-Quetzalcoatla – przybycie Pacala Votana w roku 631 n. e. zostało
wyznaczone na koniec 36. wielkiego cyklu Wenus, licząc od daty początku w roku
3113 p.n.e. Wielki cykl Wenus odpowiada 104 latom słonecznym po 365 dni, 146
cyklom Świętego Kalendarza i 65 cyklom Wenus, z których każdy trwa 584 dni.
Ogólna liczba dni lub kinów w całym cyklu wynosi 37 960. Fraktal 3796 wskazuje
liczbę tunów, jakie upłynęły pomiędzy rokiem 3113 p.n.e. i 631 n. e., jak
również liczbę lat słonecznych, które minęły pomiędzy rokiem 3113 p.n.e. i 683
n. e. 52-letni cykl, 631 – 683 r. n. e., odpowiadający okresowi aktywności
Votana na planecie, koresponduje oczywiście z „obiegiem kalendarzowym", tzn. 52
latami słonecznymi i 73 cyklami Świętego Kalendarza. Kolejny ważny
Quetzalcoatl-awatar, Trzcina 1 Ouetzalcoatl , żył również 52 lata (947 – 999 r.
n. e.).
Harmonia liczb towarzyszących misji życiowej galaktycznego
mistrza Pacala Votana, Agenta 13 66 56, podkreśla unikalność jego „grobowca",
porównywalnego tylko z grobowcem Cheopsa w Wielkiej Piramidzie w Egipcie. Jeśli
Wielka Piramida, której budowa rozpoczęła się przypuszczalnie w 2623 r. p.n.e.,
stoi na jednym końcu harmonicznego spektrum markującego cykl obecnej
cywilizacji, co zatem można powiedzieć o znaczeniu momentu pojawienia się Pacala
Votana, upamiętnionym piramidą-grobowcem, znajdującym się na drugim końcu. Czy
absurdem byłoby twierdzenie, że mógłby istnieć jakiś związek pomiędzy tymi dwoma
grobowcami-monumentami?
Wraz z odejściem Pacala Votana w roku 683 n. e. i ukończeniem
budowy Świątyni Napisów w roku 692 n. e. napłynęła druga fala galaktycznych
Majów. Zapoczątkowała ona siedem cykli katunów, obejmujących okres od 692 do 830
r. n. e. (140 tunów) lub siedem pokoleń o wspaniałej, nieporównywalnej,
harmonizującej aktywności w dziedzinie architektury, sztuki i przede wszystkim
precyzyjnego zapisu harmonicznych kalibracji. Proces ten rozprzestrzenił się z
Palenąue, najpierw z powrotem do Tikal, potem na południe, zwłaszcza do Copan, i
ostatecznie dotarł do Quirigua. W roku 810 n. e. (9.19.0.0.0), po poświęceniu
Wielkiej Świątyni w Quirigua, zadanie zostało ukończone.
„Zoomorficzne" płaskorzeźby późnego okresu Quirigua, szczególnie
rzucający się w oczy monumentalny „Zoomorf P" o szerokości 10 m, upamiętniają
powrót Majów do ich ojczyzny wśród gwiazd. W rzeczywistości „Zoomorfy"
przedstawiają galaktyczne kokony, dwugłowe, wężowo-eteryczne kształty
przejściowe, ułatwiające przejście z jednej galaktycznej formy w inną. Z tego
powodu przedstawiano postać ludzką, siedzącą najczęściej w pozycji medytacyjnej,
jako wyłaniającą się z paszczy jednego z tych „potworów".
Jeśli moglibyśmy przenieść się do Quirigua w 810 r. n. e.,
zobaczylibyśmy zgrupowanie osób na placu przed wielką świątynią, nazwaną
Strukturą 1. Ostatni galaktyczni mistrzowie, być może w liczbie siedmiu, siedzą
na trawiastym placu wokół ogromnego kryształu kwarcu, zatopieni w medytacji.
Nagle otacza ich brzęcząca wibracja – swoisty rezonans, będący na wpół
dźwiękiem, wpół wizją. Materializują się świetliste galaktyczne kokony. Najpierw
unoszą się one nad głowami mistrzów, następnie stopniowo ich otaczają. Nasila
się wibracyjne brzęczenie, zlewane z nieprzerwaną symfonią wszechobecnej
dżungli. Początkowo niedostrzegalnie, później niczym w scenie ze snu, wibrujące
kokony powoli bledną, aż wreszcie zupełnie nikną. Niemy podziw ogarnia
zebranych, chwilę później rozchodzą się w atmosferze uroczystego spełnienia celu
i oddania.
W roku 830 n. e., gdy dobiegał końca cykl 10, baktun 9,
galaktycznych mistrzów nie było już na Ziemi. Majowie dostali polecenie
wycofania się: zabrania tajemniczej Księgi Siedmiu Pokoleń i odejscia. Zbliżał
się czas ciemności. W pośpiechu opuszczano miasta. Fale najeźdźców nadchodziły
jedna po drugiej, aż epidemie i plagi wyniszczyły region. To, co wskazywały
harmoniczne tabele, było okresem wzrastającego „zagęszczenia". Z perspektywy
harmonicznego rezonansu zagęszczenie oznacza niezdolność odbierania przez ciało
ludzkie harmonicznych częstotliwości i odpowiadających im nadtonów. Było to
równoznaczne z narodzinami materializmu, systemu wiary opartego na silnym
strachu przed śmiercią.
Mimo że w nadchodzącej epoce ciemności Dziewięciu Panów Czasu
zaczęto przewrotnie identyfikować ze straszliwymi Mocami Nocy, a wspomnienia
galaktycznych mistrzów uznano za dziecięce marzenia, pozostały jednak liczby
przeznaczenia: trzynaście liczb i dwadzieścia znaków. Miały one przetrwać jako
wskazówka, znak, że nastąpi jeszcze trzecia faza realizacji projektu Majów. W
odległej przyszłości, kiedy armie będą walczyć metalem, a chemikalia rozniecą
ogień Słońca, wtedy ponownie wynurzy się cud Majów, odsłaniając tajemnicę i
ukazując drogę powrotu do gwiezdnych wzorców.
PACAL VOTAN, GALAKTYCZNY AGENT
ROZDZIAŁ 4
KROSNO MAJA: UJAWNIENIE HARMONICZNEGO MODUŁU
Przerwiemy na chwilę rozważania o odejściu galaktycznych mistrzów
pod koniec baktuna 9 i skoncentrujemy się na tym, co nam pozostawili. Ich
największym dziełem – wizytówką – jest szereg monumentów, które w niezwykle
precyzyjny sposób rejestrują korelacje pomiędzy galaktycznym wzorcem harmonii a
ziemskim kalendarzem słonecznym. Obecny 5125-letni cykl, od 3113 p.n.e. do 2012
r. n. e., jest dokładną kalibracją galaktycznego fraktalu o średnicy 5200 tunów.
Ten cykl (równoważny 1 872 000 kinów, 260 katunom lub 13 baktunom) oddziałuje
jak soczewka ogniskująca promień, dzięki czemu informacje z galaktycznych źródeł
przesyłane są za pośrednictwem Słońca na Ziemię.
Przed odejściem galaktyczni mistrzowie pozostawili wystarczająco
przejrzyste instrukcje i wskazówki, przekazywane w profetycznej tradycji
późniejszym Majom. Jednak wiedza o cyklach katunów, zapisana w języku Zuvuya,
bez właściwego przygotowania nie była zbytnio pomocna. Wręcz przeciwnie,
przyczyniła się do powstania wielkiego zamętu wśród tych, którzy próbowali
zrozumieć tajemnicę klasycznych Majów. Galaktycznym mistrzom nie chodziło jednak
o przetrwanie w pamięci potomnych. Pragnęli oni pozostawić dziedzictwo –
Tzolkin, który w przyszłości pomógłby odzyskać dostęp do zasobów informacji
galaktycznej. Jedynym ich celem było ukierunkowanie nas na Całość, abyśmy
świadomie włączyli się do pracy wewnątrz większej Wspólnoty Galaktycznej
Inteligencji.
Oczywiście przy naszym światopoglądzie i tzw. wysokim mniemaniu o
sobie twierdzenie, że Majowie byli od nas nie tylko mądrzejsi, ale co więcej,
przybyli do nas z misją wspomagania Ziemi w procesie sprzężania z większym
projektem galaktycznym, może wydawać się śmieszne lub przerażające. Nasze małe
ego wzdraga się na myśl, że fabuła historii mogłaby mieć posmak czegoś
większego, co działałoby zgodnie z wyższym celem. Znacznie łatwiej jest
zlekceważyć ten scenariusz jako paranoidalne projekcje improwizujących filozofów
lub opowiastki fantastyczno-naukowe niż dopuścić do rzetelnej intelektualnej
dyskusji.
A jednak uporczywy, cichutki głos wewnętrzny wydaje się
nieustannie szeptać: Dlaczego nie? W końcu Wszechświat jest ogromny, a kto
powiedział, że jesteśmy wtajemniczeni we wszystkie jego sekrety? Jeśli w
historii cywilizacji, którą znamy, istnieje coś, co do dziś stanowi zagadkę, to
jest to właśnie tajemnica Majów. J. E. S. Thompson, jeden z największych badaczy
Majów, napisał w swojej monumentalnej pracy pt. Maya Hieroglyphic Writing:
„Zdumiewa mistrzostwo w opanowaniu kolosalnych liczb, w których zamknięte są
różnorodne pojęcia wyższych jednostek. Z pewnością żaden inny lud o
porównywalnym poziomie kultury na płaszczyźnie materialnej nie operował systemem
liczb tej wielkości i tak bogatym słownictwem". Powód zdziwienia może się
jeszcze bardziej spotęgować lub też całkowicie zniknąć, jeśli weźmiemy pod uwagę
coś, nazwijmy, niedopuszczalnego, mianowicie, że Majowie i ich „system" mają
genezę galaktyczną.
Pomijając tymczasem pozaziemskie pochodzenie Majów, pozwolę sobie
przypomnieć czytelnikom, że prezentacji Faktora Majów przyświecał dwojaki cel. Z
jednej strony chodziło o otwarcie nam oczu na możliwość istnienia galaktycznej
misji Majów i jej znaczenia dla nas na obecnym etapie historii; z drugiej zaś o
zaprezentowanie harmonicznego modułu, Tzolkin, w jak najprostszy i
najpraktyczniejszy sposób. Podczas gdy archeologowie i astronomowie, historycy
sztuki i matematycy łamią sobie głowy nad znaczeniem kamiennych rzeźb i
świątynnych miast Majów Okresu Klasycznego, przyjazna i przystępna matryca 13x20
harmonicznego modułu pokazuje klucz do odtworzenia pełnego obrazu. Wspomniałem w
poprzednim rozdziale, że harmoniczny moduł, inaczej Tzolkin, oraz I Cing cechuje
znaczna analogia. Na pierwszy rzut oka wydaje się on archaicznym reliktem,
zapisem kodowego języka z dawnych epok. Zanim filologowie i archeologowie wydali
swoje opinie o I Cingu, filozofowie i psychologowie odkryli, że nie jest on
archaiczny, lecz ponadczasowy i niezwykle użyteczny w dzisiejszych czasach. Obok
rosnącej popularności i powszechnego wykorzystywania I Cingu jako wyroczni, jego
aktualność i ponadczasowość została dowiedziona także w korelacjach z kodem
genetycznym (Schónberger, 1973) i w dalekosiężnych matematycznohistorycznych
powiązaniach, które zaprezentowałem w swojej pracy pt. Wschodząca Ziemia.
I Cing opiera się na zestawie binarnych matematycznych układów,
które leżą u podstaw tego, co nazywam „czystym" ciągiem majańskiej harmonii
liczb: 2,4, 8,16,32,64.1 Cing ukazuje się nam jako kombinacja ośmiu symboli, w
każdym po trzy linie ciągłe lub przerywane (trigramy), we wszystkich możliwych
wariantach. Przez podwojenie trigramów otrzymujemy 64 kompleksowe symboliczne
możliwości złożone z sześciu linii (heksagramy). Dla porównania, Tzolkin bazuje
na kombinacji trzynastu liczb i dwudziestu symboli, czyli Świętych Znaków,
dających 260 układów (permutacji). Każdy z nich jest kombinacją co najmniej
jednej z trzynastu liczb, jednego z dwudziestu znaków i jednego z czterech
kierunków.
Tzolkin, podobnie jak I Cing, jest systemem odsłaniającym
informacje związane z głębszym lub wyższym celem. O ile I Cing jest precyzyjnie
zsynchronizowany z kodem genetycznym, Tzolkin zestrojony jest z kodem
galaktycznym. Kod genetyczny zarządza informacjami dotyczącymi operacji na
wszystkich płaszczyznach cyklu życia, włącznie z formami roślinnymi i
zwierzęcymi. Natomiast kod galaktyczny zarządza informacjami związanymi z cyklem
światła. Cykl światła definiuje rezonansowe zakresy częstotliwości energii
radiacyjnej, takiej jak elektryczność, ciepło, światło czy fale radiowe,
zasilającej funkcje samotwórcze wszystkich zjawisk organicznych i
nieorganicznych. Oczywiście oba kody przenikają się wzajemnie i dopełniają
całościowo.
Co mamy na myśli, mówiąc, że kod galaktyczny jest analogiczny z
kodem genetycznym? W przypadku kodu genetycznego możemy wskazać konkretne
manifestacje jego funkcjonowania, jak np. organizacja kolonii planktonu w morzu
czy zróżnicowanie funkcji w jednym złożonym organizmie, takim jak ludzki. Kiedy
mówimy o kodzie galaktycznym, o cyklach światła i energii radiacyjnej, nasuwają
się dwa pytania: w jaki sposób manifestują się owe cykle oraz jakimi procesami
informacyjnymi zarządza kod galaktyczny?
Rozważmy naturę samego życia bez uciekania się do technicznego
nazewnictwa. Chociaż znamy molekularny i chemiczny skład niezbędny do
konstrukcji kwasów nukleinowych, stanowiących cegiełki życia i artykułowanych
jako 64-elementowy kod genetyczny, czym i gdzie byłyby one bez światła? Mówiąc
krótko, kod genetyczny rysuje tylko połowę obrazu. Drugą połowę kreśli światło,
czyli energia radiacyjna. Gdybyśmy mieli określić, co było pierwsze: światło czy
życie, musielibyśmy odpowiedzieć „światło". Jeśli obserwujemy najprostsze
fenomeny, np. kwiaty otwierające i zamykające kielich w cyklu dobowym, widzimy,
że całość życia jest nie tylko uzależniona od światła, ale sama do niego podąża.
Wiemy, że „światło" – spektrum energii radiacyjnej – przenika
wszystkie pasma, począwszy od fal radiowych aż do ultrawysokich częstotliwości
promieniowania kosmicznego. Mówiąc prościej, energia radiacyjna obejmuje zakresy
funkcyjne fal, łącznie z elektrycznością, które przenoszą informacje, jak
również przekształcają energię. Siła przenoszenia informacji (transmisja) i
przeobrażania energii (transformacja), przypisana energii radiacyjnej, podobnie
jak w przypadku DNA, jest sterowana przez odpowiedni kod. Należy przypomnieć, że
DNA ma wibrującą infrastrukturę, idącą w parze ze strukturą molekularną.
Radialna infrastruktura – ciało świetliste – koresponduje ze spektrum energii
radiacyjnej, zdefiniowanej przez kod Tzolkin, harmoniczny moduł Majów.
Jeśli podążymy za radiacyjną energią do jej „źródła", dotrzemy do
Hunab Ku, galaktycznego serca. Kod, kierujący samoinformującą i
samotransformującą siłą energii radiacyjnej, wypływa spiralnie pulsującym spinem
i kontrspinem z Hunab Ku. Tak jak ukazuje Tzolkin (harmoniczny moduł Majów),
galaktyczny kod, kierujący energią radiacyjną, jest prymarnym źródłem, które
przenika i ożywia DNA, kod życia, reprezentowany przez symboliczny odpowiednik I
Cing. Innymi słowy, Tzolkin tak się ma do I Cingu, jak światło do życia.
Zdaję sobie sprawę, że rozważania dotyczące kodu genetycznego i
galaktycznego wymagają dużej wyobraźni i sporej wiary. Pamiętając, że odkrycie
współbrzmienia pomiędzy 64 kodonami DNA i I Cingiem nastąpiło stosunkowo
niedawno, spójrzmy na Tzolkin jak na symboliczny szablon lub metaforę i
zastanówmy się, czego może on nas nauczyć.
Tzolkin – jako wzorzec kodu zarządzającego funkcjonowaniem całego
spektrum energii radiacyjnej, redukuje końcowe komponenty do zbioru łatwych do
zapamiętania stałych. Stałe, tworząc spójny system 20 symboli i 13 liczb, mają
jeden wszechogarniający cel. Jest nim wspieranie nas przy odtworzeniu informacji
galaktycznej i dostępowaniu galaktycznego zestrojenia.
Taka jest istota Tzolkin, stałej galaktycznej, obejmującej
trzynaście liczb, dwadzieścia symboli i cztery rotacyjne kierunki, permanentnie
wracające do punktu początku, powtarzające się regularnie, pulsujące bez końca.
Tzolkin, czyli harmoniczny moduł, jawi się jako doskonała metafora samoistnego,
samoodnawiającego się galaktycznego obwodu.
Kombinacje trzynastu liczb i dwudziestu pozycji lub symboli
wytwarzają 260 pól matrycy, zaś 52 (13x4) możliwości pozycji kierunkowych
odzwierciedlają się we wzorcu spinającym całość matrycy. Jeśli z uwagą
przyjrzymy się temu wzorcowi, zauważymy, że zajmuje on 26 pozycji po prawej i 26
pozycji po lewej stronie siódmej, mistycznej kolumny Tzolkin, razem są to 52
elementy.
Z uwagi na jego dokładną, geometryczną symetrię, w książce
Wschodząca Ziemia nazwałem ten 52-członowy unifikujący wzorzec konfiguracją
binarnego trypletu. Przyznaję, że jego nazwa nie jest zadowalającym określeniem,
dlatego opisuję go także jako „pierwotną rezonansową strukturę, wspólną dla
wszystkich procesów i systemów". Jest ona widzialną formą kodu kosmicznego.
Z uwagi na funkcję splatania 13 liczb i 20 symboli należałoby –
patrząc całościowo – nazwać ten 52-elementowy wzorzec Krosnem Maja. Krosno jest
narzędziem tkającym wzór przynajmniej z dwóch różnych „nici". Natomiast słowo
„Maja", choć kojarzy się tutaj z Majami – tymi, którzy pozostawili nam Tzolkin
jako przewodnik i instrument, odnosi się jednocześnie do pojęcia hinduskiej
filozofii maja, definiowanego najczęściej jako świat iluzji, pozorna
rzeczywistość świata objawień.
To, co jest tkane na Krośnie Maja, to wzorce możliwości,
korespondujące z naszym doświadczaniem świata. Ta tkanina to kobierzec ze wzorem
260 elementów lub symboli, oddziałujący na nasze zmysły i umysł za pomocą kluczy
informacyjnych, które są niezbędne do podjęcia współpracy i otwarcia się na
otaczający nas większy świat. 260 symboli z jednej strony ukazuje świat
zewnętrzny jako cykliczną kompozycję symboli, z drugiej zaś definiuje naszą
wewnętrzną zdolność postrzegania tego świata takim, jak go doświadczamy.
Czym w takim razie są nici tkane na Krośnie Maja? Trzynaście
liczb reprezentuje włókna pionowe, dwadzieścia symboli włókna poziome. Co one
przedstawiają? Jak już wspominałem, trzynaście "liczb" odpowiada za prymarne
formy energii radiacyjnej*, [* radiacyjna - związana z promieniowaniem (przyp.
tłum.)] którą moglibyśmy nazwać radiopulsacją. Dwadzieścia symboli odpowiada za
cykl zakresów częstotliwości umożliwiających transformację lub ewolucję, przez
który może przejść każdy radiostrumień. Kombinacja jednej z trzynastu liczb i
jednej z dwudziestu pozycji kierunku stwarza symbol lub inaczej wzorzec
wibracji, który niesie ze sobą określony rodzaj informacji. 260 symbolicznych
pulsacji, utkanych za pomocą Krosna Maja, tworzy kompletne pole rezonansowe,
które doświadczamy jako rzeczywistość.
Zatrzymajmy się na chwilę przy symbolach. Czym jest symbol?
Symbol to struktura rezonansowa, odbicie określonej jakości energii radiacyjnej,
która w naszych zmysłach przyjmuje odpowiednią formę. Nasze zmysły mają
oczywiście zdolność „uchwycenia kształtu", albowiem narządy zmysłu działają jak
"echolokator". Nasze zmysły, przypominając różnego rodzaju stacje radarowe,
nieustannie rejestrują formy przepływających fal rezonansów, które składają się
na Wszechświat. Zadaniem umysłu jest „nadanie sensu" symbolom lub strukturom
rezonansowym, zarejestrowanym za pośrednictwem zmysłów. Jednak „interpretacja"
symboli przez nasz umysł uwarunkowana jest przez wiele czynników.
Platon i Jung nazywali rezonansowe struktury archetypami,
konstantami {stale form). Istnieją one w polu świadomości po tamtej stronie,
tzn. poza linearnym czasem i ja-tożsamością, i tam je definiują. Zgodnie z
faktorem Majów stale form są tworzywem tkanym na Krośnie Maja, Krosno zaś jest
samoistnym instrumentem, powstałym w „magiczny" sposób z tworzywa, które tka.
Samotwórcze i samotworzące Krosno Maja splata symbole w jednolity gobelin,
postrzegany przez nasze zmysły i umysł jako nasze zmysły i umysł. Nie jest to
żadną metaforą, lecz prawdą. Świat jest splotem symboli, z których pomocą
wyplatamy nasze rozumienie świata.
Gdy zrozumiemy, że symbole reprezentują struktury rezonansu, pola
wibracji form i że my sami w swej istocie jesteśmy rezonansem, wówczas
zobaczymy, że nie są one czymś ulotnym, ale czymś wręcz niezbędnym do naszego
pełnego istnienia. Ślepi i głusi na potencjał symboli, zmieniamy nasze sny w
nocne koszmary i w ten sposób stajemy się zakładnikami świata, który w
rzeczywistości jest tylko zaciemnieniem symbolicznego poznania. Jak wiadomo, nie
samym chlebem żyje człowiek. Nawet jeśli uważamy, że duchowość jest pojęciem
nieokreślonym, a transcendencja odległym dążeniem, w rzeczywistości jest to
tylko nasza wiara w rozgraniczenie pomiędzy nauką, duchowością i sztuką –
nastawienie, które nie pozwala nam pojąć znaczenia i mowy symbolicznej wiedzy.
Symbole, lub inaczej struktury rezonansowe, kształtują nasze
ciało świetliste i z nim współpracują. Ciało świetliste jest bankiem
elektrorezonansowych kodów galaktycznych, tworzącym bank kodów genetycznych.
Jest ono tworzywem wyobraźni, wglądu, głębi prawdziwego poznania, a nawet czymś
znacznie więcej! Ponieważ baza naszego ciała świetlistego odpowiada wibrującej
infrastrukturze DNA, może ono być uaktywnione tylko przez świadome zastosowanie
symboli. Pod żadnym pozorem nie wolno uważać, że ciało świetliste pobudzone
przez symbole może funkcjonować w oddzieleniu od tego, co nazywamy ciałem
fizycznym. Co więcej, ono stwarza podstawy, przenika wszystkie funkcje naszego
organizmu. Nie jest poezją twierdzenie, że tak jak kwiat nie może żyć bez
światła i wody, tak my nie możemy żyć bez symboli.
Jeśli trzynaście liczb jest światłem, które pobudza umysł i
ciało, to dwadzieścia pozycji jest wodą, która niesie im pokarm. We wspólnej
grze trzynastu liczb i dwudziestu symboli odzwierciedla się oddziaływanie
galaktycznego kodu-banku, zarządzającego strukturami rezonansów. Z nich
wyplatany jest kobierzec, nas którym bazuje nasza rzeczywistość.
KROSNO MAJA
Przyjrzyjmy się nieco uważniej Krosnu Maja, skoro jego struktura
z 13 liczbami i 20 symbolami stwarza podstawy naszej egzystencji. Ważne jest,
aby postrzegać wzorzec Krosna Maja jako rzeczywistą strukturę unifikującą
matrycę 260 jednostek. Kiedy patrzymy na planszę matrycy, wydaje się ona nam
zwykłym zestawem liczb i serią interesujących wzorów. 52 elementy Krosna tworzą
wzór, który przypomina kształt ciała ludzkiego, wyróżniający się na tle całej
matrycy. Zagłębiając się dalej, możemy uznać 52-jednostkowy wzór za rezonansowe,
galaktyczne ramy, umożliwiające rozpięcie pełnego wzorca – matrycy złożonej z
260 elementów.
W rozdziale drugim pisałem o współbrzmieniu rezonansu i
informacji. Pomimo rozległego zasięgu i ograniczonej pojemności rezonansowe,
galaktyczne krosno spełnia minimum wymagań dla zdefiniowania informacji.
Informacja oznacza zakomunikowanie, czyli powiadomienie o czymś, co jest w niej
zawarte. (Informacja pochodzi od łacińskiego informatio: in – w, wewnątrz,
formatio – kształt, ukształtowanie, postać, przyp. tłum.). To, co tkwi wewnątrz
informacji, można przyrównać do ziarna zawierającego w sobie pełen potencjał.
Celem informacji jest powiadomienie o możliwości nowego rozwoju, ekspansji czy
też rozkwicie rezonansowego ziarna ukrytego w jej treści.
Czym wobec tego jest informacja zawarta w rezonansowym,
galaktycznym porządku 52 elementów? Jeśli dokładnie przebadamy Krosno Maja,
dostrzeżemy, że spina ono każdą z dwudziestu poziomych struktur modułu
harmonicznego. Natomiast w pionie siódma, środkowa, kolumna jest „pusta", tzn.
pozbawiona elementów wiążących. Stanowi ona kręgosłup, wyznacza oś układu i
jednocześnie definiuje dwie strony rezonansowego, galaktycznego Krosna.
„Niewidoczna" siódma kolumna jest kolumną mistyczną. Nie odzwierciedlając się w
niczym, sama odzwierciedla wszystko.
Jeśli przyjrzymy się uważnie poszczególnym elementom Krosna,
zobaczymy, że każda z trzynastu liczb powtarza się w nim przynajmniej
dwukrotnie. Zauważymy też, że po każdej stronie znajduje się 26 elementów –
fraktal 260 (fraktal Całości), przy czym suma elementów, czyli 52, jest
fraktalem 5200 tunów – średnicy Galaktycznego Promienia Synchronizacji.
Dostrzeżemy również,
że Krosno może być podzielone na trzynaście zbiorów – po cztery
elementy w każdym, zaczynając od rogów i posuwając się w kierunku środka. A
zatem pierwszy zbiór liczb to: 1, 7, 13, 7, drugi: 9, 13, 5, 1; trzeci: 4, 6,10,
8, ostatni (środkowy): 6, 7, 8, 7. Suma liczb w każdym z trzynastu zbiorów
wynosi 28 czyli odpowiada liczbie dni w miesiącu księżycowym. 28 x 13 = 364 jest
to przybliżona liczba dni w roku księżycowym. 364 możemy również zapisać jako
7x52.
W 52 elementach Krosna Maja liczba 7 występuje osiem razy. Tam,
gdzie pojawia się 7, ujawnia się prawie idealny, symetryczny wzór. Pozycje 1 i
13, wynurzające się dwa razy, tworzą wzajemnie uzupełniający się wzorzec. Na
koniec: jeśli policzymy interwały pomiędzy 52 elementami Krosna, okaże się, że
jest ich 60. Zaczynając np. od górnego lewego rogu, interwały znajdują się
pomiędzy 1 i 9, 9 i 4, 4 i 12,12 i 7, 7 i 2, 2 i 3 itd. Obliczając różnicę
pomiędzy liczbami tworzącymi interwał, otrzymamy tzw. liczbę interwału.
KROSNO MAJA: WARTOŚCI INTERWAŁÓW
Zaczynając od lewego górnego rogu, znajdziemy kolejne liczby
interwału: 8, 5, 8, 5, 5 itd. Jeśli przyjrzymy się temu uważnie, zauważymy, że
liczby interwałów na osi biegnącej z lewej strony od góry w kierunku prawego
dolnego rogu to 8 albo 5, których suma wynosi 13. Natomiast te biegnące
diagonalnie z prawego górnego rogu do lewego dolnego to 6 lub 7, dające również
sumę 13. Na koniec, wszystkie liczby interwału na pionowych osiach
52-elementowego Krosna wynoszą 1. Jeśli dodamy do siebie wszystkie z możliwych
liczb interwałów: 1, 5,6,7 i 8, otrzymamy 27. Natomiast suma wszystkich 60 liczb
interwału daje 270 – liczbę, której podstawowym faktorem jest 9. A zatem, jeśli
7 jest podstawowym faktorem sum w obrębie 52 elementów Krosna, to 9 i 13 są
podstawowymi faktorami interwałów.
Możecie zapytać: No tak, ale co właściwie z tego wynika?
Wszystko, co zostało tutaj przedstawione, pokazuje magiczną naturę zamkniętego w
sobie modelu lub systemu. Krosno jest analogiem lub hologramem zasad
funkcjonowania Galaktyki jako zamkniętego systemu. Pamiętając, że liczby
reprezentują symboliczne jakości opisujące potencjał naszej rzeczywistości,
możemy zauważyć, że wszystko jest ze sobą interaktywne i współzależne, a każdy z
cykli posiłkuje się sam sobą. Niczego nie można opisać bez równoczesnego
opisania Całości, ponieważ Całość zawiera się w części. Krosno Maja i utkany
przez nie harmoniczny moduł tworzą oryginalną, rezonansową klawiaturę, której
możemy użyć do wyboru galaktycznych częstotliwości, których formacje (fale)
tkwią wewnątrz naszego prabytu.
Przechodząc teraz do systemu symboli i wielkości składających się
na harmoniczny moduł, zacznijmy od trzynastu liczb. Patrząc na Krosno Maja,
widzimy w pionowych rzędach 13 kolumn. Kolumna siódma (środkowa) wyznacza oś
symetrii dla sześciu kolumn po każdej ze stron. Jak zauważyliśmy, kolumna siódma
jest „odosobniona"; nie odzwierciedlając się w niczym, odzwierciedla wszystko.
Ważne jest, aby mieć to w pamięci, gdy będziemy rozpatrywać trzynaście liczb lub
trzynaście promieni. Wszystkie liczby, z wyjątkiem 7, mogą być postrzegane jako
odzwierciedlające się, wzajemnie dopełniające pary.
A zatem jako symetrycznie lustrzane liczby możemy wyróżnić: 1 i
13, 2 i 12, 3 i 11, 4 i 10, 5 i 9, 6 i 8. Różnice pomiędzy parami tworzą ciąg
liczb parzystych: 12,10,8,6,4,2. Liczba 7 nie ma partnera, strzeże centrum,
odzwierciedla cały porządek. Dlatego określamy siódemkę jako nieodzwierciedloną
Całość, odzwierciedlającą się dopiero w jej pełnej symetrii.
Jeśli spojrzymy na liczby jak na promienie pulsacji, z których
każdy reprezentuje określoną radiorezonansową funkcję, pulsującą i promieniującą
jednocześnie, otrzymamy następujące zestawienie:
• 1. Pulsacja - - Promień Jedności
• • 2. Pulsacja - - Promień Polaryzacji
••• 3. Pulsacja - - Promień Rytmu
• ••• 4. Pulsacja - - Promień Miary
5. Pulsacja - - Promień Środka
• 6. Pulsacja - - Promień Równowagi Organicznej
• • 7. Pulsacja - - Promień Siły Mistycznej
••• 8. Pulsacja - - Promień Harmonicznego Rezonansu
• ••• 9. Pulsacja - - Promień Cyklicznej Okresowości
10. Pulsacja – Promień Manifestacji
• 11. Pulsacja – Promień Struktury Dysonansowej
• • 12. Pulsacja – Promień Kompleksowej Stabilizacji
• •• 13. Pulsacja – Promień Uniwersalnego Ruchu
To krótkie zestawienie jakości reprezentowanych przez liczby
odsłania ciąg opisujący architekto-niczną naturę, będącą podstawą manifestacji
zjawisk. Jeżeli 1 przedstawia wewnętrzne unifikujące pryncypium wszystkich
manifestacji, to 13 ucieleśnia obecną we wszystkim dynamikę ruchu, dzięki której
wszystko permanentnie się przekształca i jednocześnie jest ożywiane przez
uniwersalną siłę Hunab Ku. Liczby od i do 9 reprezentują niematerialne
pryncypium współbrzmienia, które decyduje o pojawianiu się przeżyć, jak również
nimi kieruje. Liczba 10 przedstawia pryncypium manifestacji wydarzeń, bazujące
na powiązaniach dziewięciu wcześniejszych liczb. Natomiast 11 reprezentuje
dynamikę dysonansu, odpowiedzialną za przypadkowość i niestabilność. Z kolei 12
charakteryzuje pryncypium kompleksowej stabilizacji, odpowiedzialne za
organizację i samozachowawczą silę natury.
Jeśli spojrzymy na liczby w symetrii ich odbić, zobaczymy znajomy
już nam zestaw wzajemnych relacji: liczba niższego rzędu stanowi punkt wyjścia
dla liczby wyższego rzędu. Stąd: jeśli 1, pryncypium jedności, jest
zharmonizowane z 13, promień uniwersalnego ruchu, to 2, pryncypium polaryzacji,
jest zrównoważone przez 12, pryncypium kompleksowej stabilizacji. Odbicia
pokazują, że porządek kompleksowej stabilizacji utrzymuje się dzięki subtelnej
równowadze pomiędzy siłami polaryzacji albo odwrotnie: jest burzony w przypadku
zachwiania równowagi.
Następna para pokazuje, że pryncypium rytmu, 3, odpowiada za
zmienność i zbiegi okoliczności, które odgrywają znaczącą rolę w 11, pryncypium
struktury dysonansowej. 10, pryncypium manifestacji, jest dopełniane przez 4,
pryncypium miary. Tylko dzięki mierze wyznaczającej Całość i porządek może się
coś zamanifestować jako spójny organizm.
TZOLKIN Z GLIFAMII PRZYPORZĄDKOWANYMI IM PLANETAMI
Pryncypium środka, zarządzane przez 5, pozwala przesunąć się
porządkowi 4, tak jak przemieszczają się strefy pór roku wokół wspólnego,
słonecznego centrum. Cykliczna okresowość uporządkowanego ruchu wokół wspólnego
środka, czyli 5, jest nawigowana przez 9. Natomiast 6, promień równowagi
organicznej, nazwany tak, ponieważ jest wynikiem mnożenia 2, pryncypium
polaryzacji, i 3, pryncypium rytmu. Ich iloczyn, tzn. 6, równowaga organiczna,
reprezentuje pryncypium heksagonalnego porządku, który tkwi u podstaw struktur
krystalicznych i komórkowych. Równowaga organiczna, 6, jest uszlachetniana przez
8, pryncypium harmonicznego rezonansu. 8 zarządza poziomami częstotliwości
oktaw, wewnątrz których drgają (wibrują) wszystkie struktury organiczne łącznie
z kryształami.
Liczba 7, nie mając lustrzanego odbicia, które mogłoby ją
dopełniać, ma jednak własne, symetryczne powiązanie z liczbą 1 i 13, alfą i
omegą majańskiej harmonii liczb. 7, ulokowana w centrum wzorca, reprezentuje
magię, dzięki której wszystko trzyma się razem.
Takie jest, w dużym skrócie, znaczenie liczb i ich wzajemnie
dopełniających się par. Oczywiście, istnieje więcej relacji, których znaczenie
można odkrywać intuicyjnie, zestawiając stosunki liczb pozostających we
wzajemnych związkach. W tej chwili wystarczy, jeśli powiem, że już te krótkie
opisy dają pewne wyobrażenie o strukturze przebiegu cyklu i sposobie
funkcjonowania Galaktyki – lub jednego z jej członów – rozumianej jako
samodzielna, samoorganizująca się Całość.
Liczby zyskują jeszcze głębsze znaczenie, gdy połączymy je z
dwudziestoma glifami, formującymi poziome rzędy Krosna Maja. Jeśli trzynaście
liczb przedstawia promienie pulsacji, to dwadzieścia znaków reprezentuje możliwe
zakresy częstotliwości, umożliwiające manifestację pierwotnych harmonicznych
struktur. We Wschodzącej Ziemi przyrównałem dwadzieścia symboli do dwudziestu
aminokwasów, składających się na DNA. Natomiast dziewiętnaście interwałów
pomiędzy dwudziestoma symbolami można porównać do dziewiętnastu zwojów, które
formują współzależne włókna DNA, tworzące kodon, czyli jedną z 64
sześcioczęściowych struktur, składających się na kod genetyczny. Na planecie
Ziemi Majowie przełożyli te dwadzieścia pozycji na dwadzieścia symboli, znanych
jako Święte Znaki.
Często słyszy się, że znaki Majów mają raczej charakter
ideografów niż hieroglifów. Hieroglif wykorzystuje obrazy, by wyrazić słowo lub
dźwięk; ideograf stosuje znaki (często o abstrakcyjnej naturze), by przekazać
określoną myśl bez użycia szczególnych słów czy fraz.
Znaki symboli ideograficznych można odczytywać na wiele sposobów.
Przepełnione znaczeniem wymagają one analogicznego rozumowania. Myślenie
analogiczne postępuje w sposób przypadkowy i prowadzi do wniosków przez nagłe
powiązanie podobieństw, łącząc tym samym zjawiska pozornie niepodobne. Myślenie
analogiczne stwarza formy na bazie podobnych proporcji. Jak już widzieliśmy
wcześniej, symbolika liczb Majów całkowicie opiera się na fraktalnych harmoniach
(współbrzmieniu częstotliwości), bazujących także na podobnych proporcjach.
Zarówno dwadzieścia Świętych Znaków (glifów), jak i trzynaście liczb są
cząstkami tej samej fraktalnej harmonii.
Gdy przyglądamy się dwudziestu Świętym Znakom, widzimy, że są one
eleganckie, komicznie proste, bardziej ideograficzne niż ikonograficzne. Są to
po prostu obrazy, jedne bardziej abstrakcyjne inne mniej, niektóre przypominają
twarz, inne dłoń. Niezwykła prostota ikon sprawia, że są one równie łatwe do
odwzorowania, jak bohaterowie komiksów. I rzeczywiście, Święte Znaki aż się
proszą o to, by je odwzorowywać tak, aby ich istota mogła pobudzić naszą pamięć.
Niezależnie od tego, czy wydają się one znajome, humorystyczne czy też
zagadkowe, są od razu gotowe do zastosowania bez żadnych komplikacji. W tym tkwi
ich prostota i siła.
Dwadzieścia znaków jest przypisanych do specyficznych kierunków
świata, co jeszcze bardziej pogłębia ich znaczenie. Kierunki przesuwają się w
stronę przeciwną do ruchu wskazówek zegara, tzn. od wschodu w stronę północy,
zachodu i południa. Ma to związek z porządkiem liczb: 1,2,3,... 13, o których
można by powiedzieć, że biegną zgodnie ze wskazówkami zegara. Przypominam, że w
majańskim obiegu Zuvuya czas, jak i wszystko pozostałe, biegnie równocześnie co
najmniej w dwóch kierunkach!
Znaczenie kierunków jest następujące:
WSCHÓD: Miejsce światła i powstawania kolor czerwony
PÓŁNOC: Miejsce mądrości i oczyszczania kolor biały
ZACHÓD: Miejsce śmierci i przekształcania kolor czarny
POŁUDNIE: Miejsce życia i rozprzestrzeniania kolor żółty
Dwadzieścia Świętych Znaków, podobnie jak liczby od 1 do 13,
postępuje w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. (W przypadku liczb: 1
koresponduje z 13, 2 z 12, 3 z 11 itd.; w przypadku znaków: 1, Smok,
koresponduje z 20, Słońce; 2, Wiatr, z 19, Burza/Wicher; 3, Noc, z 18,
Zwierciadło; itd., przyp. tłum.). Znaki opierają się jeden na drugim i wzajemnie
się dopełniają. Z drugiej strony, dzięki niezmiennej kolejności, w jakiej
występują, i wzajemnym relacjom w szeregu mogą wyrażać swoje jednostkowe
znaczenie, jak też przekazywać informacje grupowe. Wstępna prezentacja Świętych
Znaków, jaką za chwilę przedstawię, bazuje na nieco kosmologicznym opisie,
pochodzącym z profetycznego tekstu Księgi Chilam Bałam.
W tym ujęciu opisują one proces rozwoju, ścieżkę życia samego w
sobie. Pierwszych siedem znaków odpowiada za cykl niższego ciała lub cykl istoty
fizycznej, podczas gdy trzynaście kolejnych pieczęci opisuje ewolucję wyższego
ciała mentalnego. Nie należy jednak myśleć, że rozwój nakreślony przez
trzynaście ostatnich znaków mógłby w jakikolwiek sposób zastąpić ewolucję
opisywaną przez pierwsze siedem. Wszystko jest tutaj spójne i przenika się
nawzajem. Trzynaście znaków drugiego etapu dzieli się dodatkowo na dwa stopnie.
Pierwszy skupia siedem znaków, tzn. od ósmego do czternastego, drugi sześć od
piętnastego do dwudziestego.
Przyjrzyjmy się teraz znakom i odpowiadającym im kierunkom:
ROZWÓJ PRABYTU
IMIX (Smok): Źródło życia, Smok, Praocean, Krew, Pokarm, Pierś
matki, Energia matczyna, Siła narodzin. WSCHÓD
IK (Wiatr): Duch, Oddech, Wiatr, Energia kosmiczna, Inspiracja,
Pryncypium życia, Układ oddechowy. PÓŁNOC
AKBAL (Noc): Dom, Wszechogarniająca ciemność, Noc, Ciało, Miejsce
misterium, Serce i organy wewnętrzne. ZACHÓD
KAN (Ziarno): Ziarno, Idee, Ukierunkowana siła wzrostu,
Pryncypium płodności, Seks i reprodukcja (rozmnażanie). POŁUDNIE
CHICCHAN (Wąż): Wąż, Układ nerwowy, Mózg gadów, Integracja i
osiągnięcie funkcji autonomicznych. WSCHÓD
CIMI (Łącznik Światów): Śmierć, Objawienie, Urzeczywistnienie
śmiertelności ciała fizycznego. PÓŁNOC
MANIK (Ręka): Ręka, Chwytanie, Zamknięcie, Wiedza o mocy
spełnienia, Urzeczywistnienie doczesności bytu fizycznego. ZACHÓD
ROZWÓJ WYŻSZEGO BYTU – faza stwarzania
LAMAT (Gwiazda): Gwiazda, Harmonia, Oktawa, Intuicyjne
urzeczywistnianie wzorców wyższych form życia, Miłość, Gwiezdne ziarno. POŁUDNIE
MULUC (Księżyc): Krople deszczu, Kosmiczne ziarno u bram
przebudzonej świadomości, Pryncypium komunikacji i ekspansji wyższych form
życia. WSCHÓD
OC (Pies): Pies, Mózg ssaków, Życie emocjonalne, Przewodnik i
pryncypium lojalności, Wierność dająca siłę w podróży duchowej. PÓŁNOC
CHUEN (Małpa): Małpa, Artysta, Sztukmistrz, Zasada inteligentnego
współtworzenia wyższych form życia. ZACHÓD
EB (Człowiek): Człowiek jako naczynie dla Wyższego Umysłu.
POŁUDNIE
BEN (Wędrowiec): Niebiański wędrowiec, Filar Nieba i Ziemi,
Dążenie do zjednoczenia Nieba i Ziemi, Pryncypium wzrostu wyższej świadomości
(umysłu). WSCHÓD
IX (Mag): czarownik, Jaguar, Kocia energia, Widzący nocą,
Osiągnięcie mocy magicznych, Najwyższa płaszczyzna rozwoju świadomości
indywidualnej. PÓŁNOC
ROZWÓJ WYŻSZEJ ISTOTY –faza dokonania
MEN (Orzeł): Orzeł, Wyższy kolektywny umysł, Świadomość i umysł
planetarny. ZACHÓD
CIB (Wojownik): Kosmiczna siła, Zdolność do komunikacji i
kontaktu ze świadomością galaktyczną. POŁUDNIE
CABAN (Ziemia): Ziemia, Siła Ziemi, Synchroniczność, Moc
inteligentnej synchronizacji. WSCHÓD
ETZNAB (Zwierciadło): Sala luster, Rytualny wzorzec nie-czasu,
Rytualne cięcie, Nóż rytualny, Miecz mądrości i oczyszczania. PÓŁNOC
CAUAC (Wicher): Burza, Chmura burzowa i burzowa istota,
Transformacja poprzedzająca pełne urzeczywistnienie. ZACHÓD
AHAU (Słońce): Słoneczna świadomość, Pan Słońca, Mistrzostwo.
Urzeczywistnienie świetlistego ciała, Mądrość, Wiedza, Zdolność koncentracji na
galaktycznej Całości, Zdolność ogarnięcia całego cyklu i powoływania do życia.
POŁUDNIE
Pierwszy znak, Imix jest na Wschodzie, ostatni, Ahau, na
Południu. Tak dopełnia się cały cykl, cykl życia utkany na Krośnie Maja. Jest w
nim zawarte wszystko, co odnosi się do drogi życia, i nie chodzi tu tylko o
prowadzenie światła, ale także o pokazanie drabiny, po której mogą piąć się w
górę bohaterowie i bohaterki. Dwadzieścia znaków, krążąc w niezmiennym porządku,
definiuje ścieżkę życia przedstawiającą poziom wyższej mentalnej spirali bytu,
na której wprawiają się istoty fizyczne. Jest to kompletna ścieżka istnienia,
ujmująca wszystko włącznie z istotą ludzką; uniwersalny wzorzec bytu dotyczący
życia nie tylko na planecie Ziemi, ale w całym Wszechświecie. Dwadzieścia znaków
w swojej glificznej czy ikonicznej prostocie, znanej nam z komiksów, opisuje
losową przygodę tak, jak ją nakreślili majańscy nawigatorzy podczas swoich
eksploracji pola galaktycznego.
Z uwagi na przyporządkowanie do kierunków świata, dwadzieścia
znaków można postrzegać jako pięć zbiorów radialnych kół zębatych, obracających
się w kierunku przeciwnym do ruchu zegara, tzn. Wschód – Północ – Zachód –
Południe. Każde czteroelementowe koło zazębia się z innym spiralnie,
jednocześnie, na przemian, harmonijnie.
Posuwając się dalej, wyobraźmy sobie, że każde z pięciu kół samo
w sobie reprezentuje określony kierunek i jednocześnie obraca się czworako w
stronę przeciwną do ruchu wskazówek zegara, zgodnie z kolejnością znaków. A
zatem, pierwsze cztery koła reprezentują: Wschód, Północ, Zachód i Południe,
natomiast piąte odpowiada spektrum Środka. W ten sposób dzięki spiralnemu
ruchowi kół zębatych powstaje wzór mandaliczny, przy czym każde koło jest
fraktalem lub hologramem całego ruchu.
Oto prezentacja dwudziestu znaków zgrupowanych w pięć kół
zębatych lub rodzin cyklicznych według kierunków świata lub pór roku (sezonów):
CYKLICZNA RODZINA WSCHODU – Tworzenie Światła
WSCHÓD: IMIX {Smok) Światło ożywa w Formach.
PÓŁNOC: IK {Wiatr) Wiatr oczyszcza Formy.
ZACHÓD: AKBAL {Noc) Formy znajdują Substancję.
POŁUDNIE: KAN {Ziarno) Forma wydaje Własne Ziarno.
CYKLICZNA RODZINA PÓŁNOCY – Oczyszczanie Światła
WSCHÓD: CHICCHAN {Wąż) Forma staje się Specyficznym Bytem
PÓŁNOC: CIMI {Łącznik) Specyficzny Byt poznaje i przenika Śmierć
ZACHÓD: MANIK {Ręka) Wszystkie Rzeczy są transformowane
Umiejętnością
POŁUDNIE: LAMAT {Gwiazda) Rodzi się Harmonia, która jednoczy
Wszystkie
Rzeczy
CYKLICZNA RODZINA ZACHODU – Transformacja Światła
WSCHÓD: MULUC {Księżyc) Przez Kosmiczną Bramę zostaje zasiane
Ziarno Twórcze.
PÓŁNOC: OC {Pies) Lojalność i Wierność przewodzi Ziarnu
Twórczemu.
ZACHÓD: CHUEN {Małpa) Sztuka uszlachetnia Ziarno Twórcze.
POŁUDNIE: EB {Człowiek) Zdolność Twórcza przenika Ziarno i czyni
je
w pełni Ludzkim.
CYKLICZNA RODZINA POŁUDNIA – Rozprzestrzenianie Światła
WSCHÓD: BEN {Wędrowiec) Zstąpienie Niebiańskich Wędrowców
PÓŁNOC: IX {Mag) Zrodzona z Gwiazd Mądrość Magów
ZACHÓD: MEN {Orzeł) Osiągnięcie poziomu Planetarnego Umysłu
POŁUDNIE: CIB {Wojownik) Ponowne zjednoczenie z Siłą Kosmiczną i
uciele
śnienie się jako Siła Kosmiczna.
CYKLICZNA RODZINA ŚRODKA – Odnowienie Światła
WSCHÓD: CABAN {Ziemia) Zestrojenie Planetarnej Siły
PÓŁNOC: ETZNAB {Zwierciadło) Rytualne wejście w Bezczasowość
ZACHÓD: CAUAC {Burza) Transformacja Przekształceń
POŁUDNIE: AHAU {Słońce) Osiągnięcie Umysłu Światła
Znaki reprezentują siłę poszczególnych szczebli galaktycznej
drabiny Światła i formują szkielet mitycznej podróży, albowiem w 20 Świętych
Znakach mieszkają źródła wszystkich struktur mitycznych. Mit rozumiany jest
tutaj jako zasięg oddziaływania punktów rezonansowych, wywodzących się z
galaktycznego serca, które przenika każdy aspekt galaktycznej Całości. Takimi
kotwiczącymi węzłami tej mitycznej konstrukcji są prymarne symbole, których
spiralnie rozchodząca się siła formuje fraktalną drabinę łączącą mitologie,
światy i systemy gwiezdne.
WEWNĘTRZNE KOŁO EWOLUCYJNYCH STRAŻNIKÓW KIERUNKU
W procesie rozprzestrzeniania, opisanym przez dwadzieścia znaków,
cztery z nich, tzn. piąty, dziesiąty, piętnasty i dwudziesty, wyrażają kluczowe
etapy ewolucji umysłu wkraczającego w coraz większe i rozleglejsze pola
istnienia. Każdy z tych znaków jest związany z jednym z czterech kierunków
świata, dlatego każdy z nich można uznać za władcę określonego kierunku. Cztery
znaki, pełniąc rolę Ewolucyjnych Strażników Kierunku, konstytuują wewnętrzne
koło znaczeniowe:
Piąty znak: Wschód. CHICCHAN. Mózg gadów. Układ autonomiczny.
Instynkt.
Dziesiąty znak: Północ. OC. Mózg Ssaków. Emocjonalny i logiczny
umysł.
Piętnasty znak: Zachód. MEN. Mózg Planetarny. Wyższy, rezonansowy
umysł.
Dwudziesty znak: Południe. AHAU. Mózg Solarny. Gwiezdne
braterstwo i umysł Światła.
Jeżeli połączymy dwadzieścia Świętych Znaków z trzynastoma
liczbami, co można wizualizować jako emanację płynącą z każdego ze znaków,
powstanie wówczas pełna, 260-częściowa, mityczna szachownica. Ten wzorzec, znany
jako harmoniczny moduł Tzolkin, jest hologramem i tablicą transmutacji na
różnych poziomach informacji, wiedzy, świadomości, istnienia. Dzięki zrozumieniu
zastosowań tego modułu można dokładnie sprecyzować różnorodne rezonanse, co
umożliwia zarówno formowanie ciała świetlistego, jak również jego poruszanie.
Takie możliwości są jednak dostępne tylko zaawansowanym. Majowie wiedzieli, że
ludzkość jako jeden organizm nie osiągnęła jeszcze poziomu umożliwiającego pełne
rozwinięcie ciała świetlistego, dlatego pokazali nam Tzolkin jako narzędzie
służące do rejestracji czasu.
Jednak harmoniczny moduł nie ogranicza się tylko do tej jednej
funkcji. 260-dniowy Święty Kalendarz jest pozostawionym przez Majów kluczem
umożliwiającym nam otwarcie innych wymiarów modułu. Jako hologram i wzorzec
procesów galaktycznych jest wciąż użyteczny i powinien być rozumiany takim, jaki
jest, tzn. jako wzorzec fraktalny przedstawiający dwadzieścia spiralnych wirów
zasilanych pulsacją trzynastu promieni informacji, nałożonych na 260-dniowy
obieg naszej planety wokół Słońca.
Co więcej, Majowie pokazali też, że wzorzec 260 jednostek zbiega
się z cyklem solarnym co 52 lata. Cykl 52 lat jest fraktalem cyklu 5200 tunów,
wyznaczającym średnicę obecnego Promienia Synchronizacji, przez który przechodzi
właśnie statek kosmiczny Ziemia. Cykl 52 lat opisuje więc okres czasu, w którym
nie ma ani jednego dnia, który by się powtórzył. Każdy dzień ma swoją unikalną
nazwę i swoje własne znaczenie (zobacz załącznik E: 52-letni cykl i codzienny
bieg kalendarza).
Tzolkin albo Święty Kalendarz – jako fraktalny szablon
wykorzystywany do obserwacji obiegu planetarnego – jest podzielony na cztery
większe wzorce lub „pory roku", każda po 65 kinów (dni). Cztery „pory", wpisane
holograficznie w cykl 260 dni, reprezentują nieustanną, galaktyczną emisję
energii w poczwórnym, cyklicznym wzorcu. Energie czterech wzorców odpowiadają
między innymi czterem kierunkom świata.
A zatem, 65-dniowe „pory" Tzolkin określają funkcje czterech
„charakterów", które niedawno poznaliśmy jako Ewolucyjnych Strażników Kierunku.
Są nimi: CHICCHAN (Wąż) – WSCHÓD, OC (Pies) – PÓŁNOC, MEN (Orzeł) – ZACHÓD, AHAU
(Słońce) – POŁUDNIE. W późnych tekstach profetycznych Strażnicy Kierunków
utożsamiani byli z wizerunkiem Nosiciela Ognia, tzn. pierwotną, ponadczasową
istotą wnoszącą ogień na Ziemię, bohaterem wizji i światła, czczonym we
wszystkich szerokościach geograficznych pod różnymi imionami jako prometejski
prekursor kultury.
Czterech Strażników Ognia koresponduje z czterema ewolucyjnymi
stacjami, którymi zawiaduje czterech Strażników Ewolucji. Każda stacja jest
podzielona na cztery poziomy: trzy po 20 dni i jeden 5-dniowy, co daje razem 65
dni na jedną stację ewolucyjną. W każdej stacji są zatem cztery dni inicjujące,
mające ogromne znaczenie dla cykli Nosicieli Ognia.
Poniżej sekwencja stacji ewolucji, Strażników i Dni Nosicieli
Ognia:
STACJA WSCHODU. Strażnik: CHICCHAN (Wąż)
Nosiciel Ognia bierze Ogień. 3 CHICCHAN
Nosiciel Ognia roznieca Ogień. 10 CHICCHAN
Nosiciel Ognia wznosi Ogień. 4 CHICCHAN
Nosiciel Ognia wygasza Ogień. 11 CHICCHAN
STACJA PÓŁNOCY. Strażnik: OC (Pies)
Nosiciel Ognia bierze Ogień. 3 OC
Nosiciel Ognia roznieca Ogień. 10 OC
Nosiciel Ognia wznosi Ogień. 4 OC
Nosiciel Ognia wygasza Ogień. 11 OC
STACJA ZACHODU. Strażnik: MEN (Orzeł)
Nosiciel Ognia bierze Ogień. 3 MEN
Nosiciel Ognia roznieca Ogień. 10 MEN
Nosiciel Ognia wznosi Ogień. 4 MEN
Nosiciel Ognia wygasza Ogień. 11 MEN
STACJA POŁUDNIA. Strażnik: AHAU (Pan Słońca)
Nosiciel Ognia bierze Ogień 3 AHAU
Nosiciel Ognia roznieca Ogień. 10 AHAU
Nosiciel Ognia wznosi Ogień. 4 AHAU
Nosiciel Ognia wygasza Ogień. 11 AHAU
Obraz Nosiciela Ognia pozwoli nam zwizualizować cztery Święte
Stacje Czterech Kierunków, chronione przez odpowiednich Strażników. W pierwszej
fazie – Nosiciel Ognia bierze Ogień – Strażnik Kierunku przenosi wiedzę wokół
Ognia z poprzedniej stacji do nowej. Z pierwszą fazą wiąże się liczba 3. promień
rytmu i synergii. W drugiej fazie – Nosiciel Ognia roznieca Ogień – wiedza
zawarta w Ogniu zostaje wykorzystana do oświetlenia bieżącego sezonu
ewolucyjnego. Liczba związana z tym .etapem to 10, promień manifestacji. W
trzeciej fazie –Nosiciel Ognia wznosi Ogień – Strażnik Kierunku bierze Ogień i
rozprzestrzenia jego wpływy. Liczbą przynależną do tego etapu jest 4, promień
miary, czyli rozszerzenie zasięgu w czterech kierunkach. Na koniec, w czwartej
fazie Nosiciel Ognia wygasza Ogień i tym samym przypieczętowuje jego wpływ na
bieżącym etapie rozwoju. Liczba związana z tą fazą to 11, promień dysonansu.
W tej mitycznej strukturze, upamiętniającej sezony Światła,
zaczynamy rozpoznawać wielopoziomowość symbolicznych możliwości, zawartych w
harmonicznym module Tzolkin. Szablon 13x20, wynikający z radialnej matrycy Hunab
Ku, jest jedynym narzędziem umożliwiającym zogniskowanie i orientację w Całości.
Mandaliczny faktor Majów jest fraktalną harmonią, której wzorce fal opisują
wiedzę po tamtej stronie materializmu i której matryce rezonansowe dostrajają
nas do mitycznej sieci, prowadzącej nas z powrotem do domu, którego faktycznie
nigdy nie opuściliśmy.
260-elementową matrycę, postrzeganą jako Całość, możemy również
opisać jako skaner holograficzny. . Taki przyrząd pozwala nam nie tylko rzucić
okiem na Całość, ale również – jako fraktal czy holograficzny „chip" starego
galaktycznego bloku – otwiera nam bramy do różnych sfer istnienia i świadomości.
Z tak przekazaną myślą weźmy do rąk harmoniczny moduł i dokładnie prześledźmy, w
jaki sposób skanuje on hologram Promienia Synchronizacji o rozmiarze 5200 tunów,
przez który przechodzi teraz nasza planeta, i jak przygotowuje się do jego
opuszczenia.
20 GLIFÓW JAKO KOŁA ZĘBATE PRZYPOMNIENIA
ROZDZIAŁ 5
HISTORIA i UKŁAD SŁONECZNY:
GALAKTYCZNA PERSPEKTYWA
Majańska matryca Tzolkin lub harmoniczny moduł, zawierająca kod
harmonicznego porządku Galaktyki, przekazuje informacje do wszystkich systemów
za pośrednictwem wspólnego regulatora rezonansów, zwanego ciałem świetlistym.
Każdy żywy organizm ma indywidualne ciało świetliste – własną infrastrukturę DNA
– co więcej, poszczególne gatunki mają kolektywne ciało świetliste
charakterystyczne dla tego gatunku. Tak samo jest z planetą Ziemią. Jako
świadomy organizm zdefiniowana jest ona przez własne, rozwijające się ciało
świetliste.
Zarówno ciało świetliste planety, jak pojedynczego i kolektywnego
organizmu jest świadomie wyrażoną strukturą rezonansową, która umożliwia i
reguluje proces wypełniania ewolucyjnego przeznaczenia. Należy przy tym
pamiętać, że planetarne ciało świetliste, wpisane w program pamięci planety,
może być uaktywnione tylko w wyniku wspólnego, świadomego działania. Kluczem do
świadomego wytworzenia wewnętrznej struktury planetarnego ciała świetlistego
jest geomancja, zwana akupunkturą Ziemi. Bankiem radiacyjnej informacji programu
planetarnego jest kod galaktyczny z 260 elementami. Możemy go uznać za pierwotny
imprint* [* ślad, odbicie (przyp. tłum.)]
Źródła, wytłoczony w elektroma-gnetycznym eterze zewnętrznej
powłoki planetarnej, czyli górnego z dwóch pasm radiacji otaczających Ziemię.
Nazywam go pierwotnym, ponieważ galaktyczne serce, Hunab Ku, niczym potężna
radiostacja, od zawsze i nieprzerwanie emituje radiacyjny kod światła.
Dzięki zjawisku binarnych plam słonecznych Słońce pośredniczy w
przepływie informacji między galaktycznym sercem a ciałem planetarnym, czyli
Ziemią. Zarówno Słońce, jak i planeta działają w ramach tego samego
galaktycznego banku informacji. Niezależnie od tego, kiedy rozpoczęła się
ewolucja gwiazdy takiej jak nasze Słońce, została ona zdefiniowana w
galaktycznym kodzie 260 elementów. Z chwilą gdy określona planeta (jak np.
nasza) osiągnie punkt aktywności rezonansowej, strumień informacji galaktycznej
przesyłany za pośrednictwem plam słonecznych wytłoczy na zewnętrznej powłoce
elektromagnetycznej podstawy planetarnego programu pamięci.
Kiedy program światła zostanie wdrukowany i uaktywniony,
informacja genetyczna jest wprowadzana w pole planetarne. Na planecie Ziemi tego
typu genetyczne zapłodnienie należy do funkcji niższego pasma radiacji, a sam
proces genetycznego wdrukowania, czy też impregnacji, możemy sobie wyobrazić
jako nasycanie dokonywane przez świetlny program z wyższego pasma radiacji. Oba
pasma radiacji przypominają drgające krosno, tyle tylko że tkające rezonans, a
nie tkaninę. Wspólny rezonans niższego zapisu genetycznego i wyższego zapisu
galaktycznego tworzy kompletny program pamięci planety, zwany Bankiem PSI. Bank
PSI, funkcjonujący w obszarze interaktywnej membrany pasm radiacji, wywołuje
coś, co Rupert Sheldrake nazywa polem morfogenetycznym. Pola morfogenetyczne to
nasycone pamięcią podpola Banku PSI, odpowiadające za podtrzymywanie
różnorodnych form życia organicznego.
To, co tutaj opisujemy, jest inteligentną strukturą planety
uznawanej za żywy organizm. Ale i tak jest to tylko cichym echem hipotezy
przedstawionej przez Jamesa Lovelocka w Gaia Hypothesis, który uważa, że Ziemia
jest świadomie rozwijającą się istotą. Oczywiście wszystkie ludy prehistoryczne
lub, mówiąc ściślej, pretechnologiczne (przedindustrialne) były (i są) świadome
tego faktu. Przez większą część historii wszędzie utrzymywała się wspólna wiara
w to, że Ziemia jest istotą świętą.
Żadne wydarzenie związane z planetą Ziemią nie pozostało
niezauważone na gwiezdnych posterunkach Majów. Wiadomość poszła w eter – oto
kolejna planeta rozpoczęła aktywizowanie swojego ciała świetlistego. Dzięki
kolektywnym staraniom Wspólnoty Galaktycznej Inteligencji Galaktyczny Promień
Synchronizacji został skierowany
na Słonce i układ planetarny, ze zwróceniem szczególnej uwagi na
jego trzecią orbitę planetarną – Ziemię. Zbiorowy wysiłek mentalny o stopniu
zaangażowania, o jakim nie słyszano na naszej planecie, w ściśle określonym
momencie doprowadził do aktywizacji promienia o średnicy 5200 tunów. Rozpoczął
się Wielki Cykl.
Naukowcy spierają się o dokładną datę rozpoczęcia Wielkiego Cyklu
Majów. Niektórzy mówią o 13 sierpnia, inni o 11 lub 6 sierpnia 3113 p.n.e.
Oczywiście 6 sierpnia jest szczególnie interesujący, gdyż jest to dzień, w
którym Chińczycy świętują środek okresu między letnim przesileniem a jesiennym
zrównaniem dnia z nocą. Ponadto odpowiada on dacie zrzucenia bomby atomowej na
Hiroszimę.
DROGA ZIEMI PRZEZ 13-BAKTUNOWY PROMIEŃ
W każdym razie upłynęło prawie 5100 lat od momentu, kiedy planeta
Ziemia weszła w Galaktyczny Promień Synchronizacji. W chwili pisania tej książki
(1987, przyp. tłum.) pozostało już tylko 26 lat do czasu, kiedy planeta opuści
ten promień. A zatem, czym jest ów promień? Jak go opisać? Co synchronizuje i w
jaki sposób? W terminologii Majów promień ten odpowiada Wielkiemu Cyklowi o
średnicy 5200 tunów. W kategoriach kinów lub dni każdy tun liczy 360 kinów albo
dni, czyli 5 dni krócej niż przybliżony rok słoneczny. Rok słoneczny trwa
365,2422 dni. Tak więc 5200 tunów odpowiada w przybliżeniu 5125 latom
słonecznym, czyli 1 872 000 dniom.
Jak już podkreśliłem, najważniejszym wyzwaniem dla Majów było
ustalenie równoważącego współczynnika pomiędzy kalendarzem wyznaczającym obieg
Ziemi wokół Słońca a faktyczną harmonią galaktyczną. Cykl 5200 tunów
reprezentuje fraktal 52 pól Krosna Maja, syntetyzujący harmonię Galaktyki. Cykl
5200 tunów jako fraktal może być rozłożony na 260 jednostek po 20 tunów, zwanych
katunami, lub na 13 jednostek po 400 tunów, nazywanych baktunami. Główną
harmoniczną liczbą jednego tuna jest 360 kinów, katuna – 7200 kinów, baktuna –
144 000 kinów. Jest niezmiernie ważne, aby zachować w pamięci informację, że
liczby Majów są wielowymiarowe. Przekładanie ich na dni czy lata nie oznacza, że
tracą one swoją funkcyjność w odniesieniu do innych faktorów i wartości. Cykl
historii postrzegany jako harmoniczny wzorzec fali o długości 5200 tunów jest
tylko jedną z płaszczyzn wielowymiarowego hologramu galaktycznego.
Jeżeli przedstawimy schemat Wielkiego Cyklu jako zbiór złożony z
trzynastu baktunów, w które wkomponowano po 20 katunów, otrzymamy
260-jednostkową szachownicę, która jest nie do odróżnienia od szachownicy
260-dniowego Świętego Kalendarza, Tzolkin. Innymi słowy, Tzolkin i Wielki Cykl
są dla siebie fraktalami i jednocześnie fraktalami 260-jednostkowej harmonii
galaktycznej. Czyż mogłoby być inaczej?
A zatem na schemacie „Harmoniczny moduł Majów jako Wielki Cykl",
poczynając od lewej strony, pionowe kolumny reprezentują sekwencję trzynastu
baktunów. Licząc od góry w dół, każda kolumna składa się z dwudziestu jednostek
informacyjnych odpowiadających cyklowi katuna. Ponieważ rachuba jednostek
informacyjnych od 1 do 13 postępuje w nieprzerwanych sekwencjach z góry na dół,
można zauważyć kolejny podział na dwadzieścia cykli po trzynaście katunów. Każdy
z nich przedstawia ciąg liczb od 1 do 13. Tak więc mamy trzynaście baktunów po
dwadzieścia jednostek i dwadzieścia podcykli z trzynastoma katunami. Takie
przełożenie na dwadzieścia trzynastokatunowych podcykli Majowie nazwali
Ahaucyklami.
Podsumowując, Wielki Cykl składa się z:
• 1 872 000 kinów lub dni
• 5200 tunów po 360 kinów lub dni (nieco mniej niż jeden rok
słoneczny na jeden tun)
• 260 katunów po 7200 kinów/dni (nieco mniej niż dwadzieścia lat
na jeden katun)
• 20 Ahau-cykli po 13 katunów lub 93 600 dni (260 tunów lub w
przybliżeniu 256 lat na jeden
Ahau-cykl)
13 baktunów po 144 000 kinów lub dni (400 tunów lub niewiele
ponad 394 lata na jeden baktun).
Kluczową jednostką do prowadzenia obserwacji jest cykl baktuna.
Pamiętając, że jeden tun jest o 5 dni krótszy niż przybliżona długość roku
słonecznego, można zaokrąglić formułę 400 tunów = 20 katunów = 1 baktun do
wielkości niewiele większej niż 394 lata słoneczne. Innymi słowy: Wielki Cykl
lub inaczej Galaktyczny Promień Synchronizacji w swoim podziale na trzynaście
cykli baktunów powtarza główną, galaktyczną sekwencję liczb 1 – 13. Z pomocą
zbioru trzynastu baktunów , reprezentowanych przez trzynaście pionowych kolumn
harmonicznego modułu Majów, możemy rozpocząć konstruowanie kalendarza Wielkiego
Cyklu, nakładając go na okres od 3113 r. p.n.e. do 2012 r. n. e.
Zacznijmy od liczenia sekwencji trzynastu cykli baktunów.
Pierwszy cykl to baktun 0, drugi – baktun 1 itd., co oznacza, że cykl nie jest
zaliczony, zanim nie zakończy się jego pełen obieg. Analizując każdy z baktunów
przedstawionych w module, należy zwrócić szczególną uwagę na pola Krosna Maja,
występujące w każdym cyklu. Te ciemne pola, jest ich w sumie 52, reprezentują
okresy wzmożonej aktywności galaktycznej. Nazwy nadane poszczególnym 13 cyklom
baktunów odnoszą się do kluczowych wydarzeń i jakości charakterystycznych dla
danego cyklu.
Cykl pierwszy. Baktun 0 (=13). Baktun Siewu Gwiazd. 3113–2718
p.n.e. /13.0.0.0.0
Wejście Ziemi w Galaktyczny Promień Synchronizacji. Zasianie
„gwiezdnych przekazów" Galaktycznej Ligi wśród ludów zamieszkujących planetę.
(Pierwsza wizyta galaktycznych Majów na Ziemi, przyp. tłum.). Zjednoczenie
Górnego i Dolnego Egiptu, 3100 p.n.e. Rozwój Sumeru, 3000 p.n.e. Rozpoczęcie
budowy Stonehenge, 2800 p.n.e.
Cykl drugi. Baktun 1. Baktun Piramidy. 2718–2324 p.n.e. /
1.0.0.0.0
Budowa i aktywacja Wielkiej Piramidy w Gizie wyznacza moment
zakotwiczenia planetarnego ciała świetlistego, Egipt 2700-2600 p.n.e. Rozkwit
cywilizacji sumeryjskiej, Akkad i Ur, wykorzystywanie brązu. Początek hinduskiej
cywilizacji Harappa. Początek osiadłego życia rolniczego, Chiny, Mezoameryka,
Andy.
Cykl trzeci. Baktun 2. Baktun Kola. 2324–1930 p.n.e. / 2.0.0.0.0
Pełne wykorzystanie koła, początki technik transportowych i
myślenia cyklicznego; spisanie kodeksów praw; rozwój metalurgii w Mezopotamii.
Sargon i pierwsze imperium babilońskie.
Początki wojen z wykorzystaniem rydwanów, imperializm
terytorialny. Era legendarnych cesarzy, Chiny. Powstanie cywilizacji minojskiej,
Kreta.
Cykl czwarty. Baktun 3. Baktun Świętej Góry. 1930–1536 p.n.e. /
3.0.0.0.0
Środkowe i Nowe Królestwo w Egipcie; przeniesienie centrum do
Świętej Góry Zachodu (Doliny Królów) przypieczętowuje decyzję Egipcjan o
uwiecznieniu zasady dynastycznej oraz umacnia wzorzec defensywnego
terytorializmu jako normy cywilizowanego życia. Fale najeźdźców: Hetyci,
Ariowie. Upadek cywilizacji minojskiej i hinduskiej.
Cykl piąty. Baktun 4. Baktun Domu Shang. 1536–1141 p.n.e. /
4.0.0.0.0
Założenie dynastii Shang w Chinach; powstanie teorii jin-jang;
zaawansowana metalurgia brązu, wzorzec cywilizacji chińskiej. Początki
cywilizacji wedyjskiej, Indie. Pojawienie się cywilizacji Chavin w Andach i
Olmeków w Mezoameryce. Echnaton, Egipt; Abraham i Mojżesz, Izrael; zjednoczenie
Hetytów, Mezopotamia.
Cykl szósty. Baktun 5. Baktun Imperialnej Pieczęci. 1141–747
p.n.e. / 5.0.0.0.0
Imperia babilońsko-asyryjskie. Broń z żelaza i machiny wojenne.
Wzrost znaczenia Greków mykeńskich w basenie Morza Śródziemnego, upadek Troi.
Dynastia Chou, Chiny, pojawienie się I Cingu. Ekspansja kultury Olmeków w
Mezoameryce. Wykorzystanie koni do działań bojowych; wprowadzenie militarnego
wzorca władzy i sukcesji dynastycznej wyznacza normy cywilizacyjnego życia na
planecie.
Cykl siódmy. Baktun 6. Baktun Nauk Umysłu. 747–353 p.n.e. /
6.0.0.0.0
Okres pierwszej fali galaktycznych Majów w Mezoameryce. Imperium
Persów. Rozwój wyindywidualizowanego, filozoficznego sposobu myślenia wypiera
wcześniejsze, kolektywne formy. Pitagoras, Sokrates, Platon, Arystoteles,
Grecja. Sześć szkół myśli wedyjskiej, Mahavira i Budda. Indie. Laotsy,
Konfucjusz, Chuangtsy w Chinach. Budowa Monte Alban, Meksyk, początki systemów
kalendarzowych Majów.
Cykl ósmy. Baktun 7. Baktun Pomazańca. 353 p.n.e.–41 n.e. /
7.0.0.0.0
Cywilizacja helleńska, Aleksander Wielki. Rozwój Rzymu, początek
imperium rzymskiego.
Celtowie w Europie; zaawansowana technologia żelaza. Zjednoczenie
Walczących Królestw przez Ch'in Huang Ti w Chinach, początki dynastii Han,
Wielki Mur w Chinach. Rozprzestrzenianie się buddyzmu jako religii
kosmopolitycznej z Indii do Azji Środkowej. Jezus Chrystus, religie gnostyczne
na Środkowym Wschodzie. Rozproszenie się Olmeków i początek Teotihuacan.
Cykl dziewiąty. Baktun 8. Baktun Panów Czerwieni i Czerni. 41–435
n.e. / 8.0.0.0.0
Ukończenie centrum Piramid Teotihuacan, zjednoczenie kulturowe
reżimów Mezoameryki, Panowie Czerwieni i Czerni, pierwsze nauki Cjuetzalcoatla.
Moche, Nazca i Tiahuanaco w Andach. Wyspy Wielkanocne. Powstanie królestw Afryki
Zachodniej. Ekspansja i upadek imperium rzymskiego; rozwój chrześcijaństwa.
Upadek dynastii Han; rozprzestrzenianie się buddyzmu w Chinach, Azja
PołudniowoWschodnia.
Cykl dziesiąty. Baktun 9. Baktun Majów. 435–830 n.e. / 9.0.0.0.0
Druga fala galaktycznych Majów, Pacal Votan z Palenąue i rozkwit
systemu kulturowego Majów. Mahomet i powstanie islamu. Rzymsko-chrześcijańska
Europa Zachodnia i bizan-tyjsko-ortodoksyjna Europa Wschodnia. Wzrost hinduizmu,
Indie. Rozprzestrzenianie się buddyzmu do Tybetu, Korei i Japonii. Dynastia
Tang, Chiny. Wzrost królestw Azji Połu-dniowo-Wschodniej, Indonezja (Bora Bora,
Jawa). Panowanie Tiahuanaco, Andy. Cywilizacja polinezyjska, Oceania. Wczesny
rozkwit cywilizacji nigeryjskiej.
Cykl jedenasty. Baktun 10. Baktun Świętych Wojen. 830–1224 n.e.
/10.0.0.0.0
Upadek cywilizacji klasycznych Majów i Środkowego Meksyku,
Trzcina-1-Quetzalcoatl i wzrost znaczenia Tolteków. Cywilizacja Chan Chan i
Chimu, Andy Wzrost Ife w Nigerii. •Rozkwit i rozszerzeniu wpływów islamu,
konfrontacja z cywilizacją chrześcijańską – wyprawy krzyżowe. Rozkwit
cywilizacji Tybetu. Dynastia Sung, Chiny, prasa drukarska, proch strzelniczy.
Dynastia Khmerów, Azja Południowo-Wschodnia. Wielkie Zimbabwe, Afryka Wschodnia.
Cykl dwunasty. Baktun 11. Baktun Ukrytego Ziarna. 1224–1618 n.e.
/ 11.0.0.0.0
Ekspansja islamu do Indii, Azji Środkowej i
Południowo-Wschodniej, Afryki Zachodniej.
Izolacja Tybetu. Wzrost znaczenia Turków, Mongołów, podbój Chin.
Izolacja Japonii.
Rozwój Zimbabwe w Afryce Wschodniej oraz Ife i Beninu w Afryce
Zachodniej. Szczyt cywilizacji chrześcijańskiej w Europie Zachodniej i rozwój
ortodoksyjnej Rosji w Europie Wschodniej. Reformacja i rozłam Kościoła
Chrześcijańskiego. Rozszerzenie i triumf cywilizacji europejskiej – podbój
cywilizacji Inków i Azteków. Początek kolonizacji europejskiej, zanik świętego
obrazu świata („ukryte ziarno").
Cykl trzynasty. Baktun 12. Baktun Transformacji Materii.
1618–2012 n.e. /12.0.0.0.0
Rozwój i triumf materializmu naukowego, europejski podbój świata,
rewolucja przemysłowa, demokratyczne rewolucje w Europie i Ameryce. Kolonializm
w Afryce, Ameryce Łacińskiej, Azji. Uprzemysłowienie Japonii. Karol Marks i
rozwój komunizmu. Rewolucje komunistyczne w Rosji i Chinach. I i II wojna
światowa. Bomba atomowa i era nuklearna. Rozwój sił Trzeciego Świata, islam,
Meksyk i Indie. Globalny terroryzm i zapaść cywilizacji technologicznej.
Oczyszczanie Ziemi i ostatnia faza globalnej regeneracji. Epoka informacji i
krystaliczno-solarnej technologii. Synchronizacja galaktyczna.
To, co najbardziej rzuca się nam w oczy w podsumowaniu charakteru
i głównych działań wewnątrz trzynastu cykli baktunów, to permanentne
przyspieszanie tempa i wzrost aktywności, przybierające formę wielkiej fali,
której punkt szczytowy przypadł na cykl 13, baktun 12, Baktun Transformacji
Materii. Jego nazwa, podobnie jak nazwa baktuna 1, Baktuna Siewu Gwiezdnego,
daje nam pewne wskazówki. To, co wydaje się procesem historycznym – Wielki Cykl
– w rzeczywistości jest etapem planetarnym, stadium świadomego wzrostu Ziemi,
fazą formowania ziemskiego ciała świetlistego.
W tym kompleksowym, planetarnym wysiłku ludzie pełnią rolę
niezwykle czułych instrumentów atmosferycznych, wykorzystywanych pod
galaktycznym nadzorem na rzecz transformacji „materialnego pola" planety.
Ostatecznym celem przekształceń jest przesunięcie ogólnego pola planety na
wyższy, bardziej harmoniczny poziom częstotliwości rezonansów. W ten sposób
tworzy się ciało świetliste planety – świadomie wyartykułowana, eteryczna
powłoka Ziemi. To jest to, co mamy na myśli, powołując się na Wielki Cykl jako
Galaktyczny Promień Synchronizacji o średnicy 5125 lat.
Chcąc uchwycić znaczenie historii jako galaktycznie
zsynchronizowanej konstrukcji ciała świetlistego Ziemi, powinniśmy zrozumieć,
jaką rolę odgrywa nasza planeta wewnątrz większego organizmu, którego jest
częścią, czyli Układu Słonecznego. Jak wiemy, Układ Słoneczny składa się
centralnej gwiazdy, czyli Słońca, i rodziny złożonej co najmniej z dziesięciu
planet. Jest on samoistnym organizmem, którego subtelna powłoka lub pole
morfogenetyczne nazywana jest heliokosmosem. Przez około 11,3 lat heliokosmos
pulsuje na zewnątrz, by przez kolejne 11,3 lat pulsować do wewnątrz. Te tzw.
cykle wdechu i wydechu, każdy po około 11,3 lat, określane są mianem heliopauzy.
Pełen ruch heliopauzy dokonuje się na przestrzeni około 23 lat. Szesnaście
260-dniowych cykli równa się około 11,3 latom (16 x 260 dni = ok. 11,3 lat),
natomiast 11,3 23-letnie cykle dają w przybliżeniu 260 lat (11,3 x 23 lata = 260
lat).
Rejestrowane okresy solarnego wdechu-wydechu heliopauzy pokrywają
się dokładnie z binarnym* [* podwójny (przyp. tłum.)] ruchem plam słonecznych. W
tym procesie dwie „plamy" – ujemna i dodatnia – przesuwają się do wewnątrz z
pozycji 30 stopni szerokości północnej i południowej w kierunku równika
słonecznego. W przybliżeniu co 11,3 lat dwie „plamy" spotykają się na równiku,
odwracają swoją polaryzację i ponownie rozpoczynają ruch w kierunku 30 stopni na
północ i 30 stopni na południe od równika słonecznego. Całkowity ruch plam
słonecznych, związany z heliopauzą, obejmuje okres bliski 23 latom. Innymi
słowy, pole morficzne Słońca ma wzorzec oddechu trwający około 23 lata.
Aktywność plam słonecznych, która wywołuje silne zakłócenia fal
radiowych Ziemi i ogólnego pola bioelektromagnetycznego, jest powiązana z
procesem oddechu słonecznego. Jeśli spojrzymy na Układ Słoneczny jak na ogromny
organizm, którego ciało – heliokosmos – obejmuje orbity planet, rodzi się
pytanie: jaką rolę pełnią planety wewnątrz solarnego ciała i w jaki sposób
wpływa na nie proces oddechu słonecznego?
W naszych rozważaniach musimy również uwzględnić inne ważne
czynniki. Jeśli Ziemia jest świadomie rozwijającym się, żywym organizmem, zatem
co dzieje się z samym Słońcem, wokół którego ona krąży? Po krótkim zastanowieniu
dochodzimy do nieuchronnego stwierdzenia, że również Słońce dysponuje
inteligencją – ogromną, wręcz niewyobrażalną dla nas. Wydaje się, że nasi
przodkowie ze starożytnych cywilizacji Egiptu, Meksyku, Peru czy Mezopotamii
mieli pewną wiedzę na ten temat i właśnie z tej wiedzy wzięła się cześć, jaką
oddawali Słońcu. Co ciekawe, aktywność heliopauzy i binarnych plam słonecznych
niesie pewne wskazówki o naturze energetycznych procesów związanych z
inteligencją solarną. Wykorzystując całość wiedzy, zarówno starożytnej, jak i
współczesnej, możemy przedstawić następujący opis inteligentnego organizmu
solarnego.
Ciało solarne, koordynowane przez centralną gwiazdę,
nieprzerwanie monitorującą przepływ galaktycznej informacji podczas cyklicznej
pulsacji swoich binarnych odbiorników-przekaźników, przejawia się jako szereg
subtelnych fal, odpowiadających orbitom dziesięciu planet. Jak zakładał Kepler,
orbity planetarne pozostają we wzajemnych, harmonicznych relacjach. W ten sposób
odkryto Pas Asteroidów krążący pomiędzy Marsem i Jowiszem, Urana za orbitą
Saturna oraz nieco później Neptuna i Plutona za orbitą Urana. W opisie pola
solarnego niezwykle ważny jest harmoniczny wzorzec fal, stworzony przez orbity
planet podczas ich ruchu wokół Słońca. No tak, a co z planetami?
Jeśli Słońce jest centralną, koordynującą inteligencją w polu
solarnym, to planety reprezentują harmoniczne żyroskopy. Ich celem jest
utrzymywanie częstotliwości rezonansowej, odpowiadającej orbicie, która niesie
daną planetę. I rzeczywiście, jest to dokładny opis Ziemi, np. jej obrotu wokół
swojej osi.
Pomimo że heliokosmos, kompletne ciało solarne, jest
samoregulującym systemem, jest on jednocześnie podsystemem wewnątrz większego
pola galaktycznego. Dlatego na jego wdech składają się siły kosmiczne –
częstotliwości galaktyczne – monitorowane bezpośrednio przez galaktyczne serce
i/lub inne inteligentne systemy gwiezdne. Jego wydech reprezentują przeobrażone
energie – strumienie informacji, powracające do galaktycznego serca Hunab Ku.
Planety jako orbitalne, harmoniczne żyroskopy asystują w przekazie
energii-informacji płynących do i od galaktycznego serca. Wdech przedstawia
przepływ strumienia solarnego, zaś wydech – strumienia lunarno-galaktycznego.
Jak później zobaczymy, istnieje współzależność pomiędzy solarnym oddechem,
dziesięcioma planetarnymi żyroskopami i dwudziestoma Świętymi Znakami.
W całości solarnych procesów rozwoju, obejmujących także ewolucję
naszej planety, podstawowym celem jest nadrzędne, inteligentne koordynowanie
działań różnorodnych centrów planetarnych z solarnym sercem i solarnego serca z
sercem galaktycznym. Oznaką osiągnięcia przez ciało solarne (Słońce) nowych
poziomów świadomej integracji z Galaktyczną Wspólnotą są coraz bardziej
harmoniczne częstotliwości orbit planetarnych w rezonansie ze wzrastającymi
harmonicznymi częstotliwościami samego Słońca.
Załóżmy, że w tym procesie jakaś gwiazda osiągnie poziom
świadomej, inteligentnej koordynacji działań, wówczas następuje faza, w której
musi ona zabiegać o współpracę i akceptację tejże współpracy przez inne,
bardziej rozwinięte systemy gwiezdne. Współpraca z innymi systemami odbywałaby
się za pośrednictwem synchronizującego, rezonansowego promienia częstotliwości,
kierowanego na orbity harmonicznych żyroskopów, a więc na same planety. Ognisko
byłoby oczywiście zestrojone z harmonią galaktyczną (harmoniczną częstotliwością
Galaktyki) i odpowiadałoby najmniejszemu fraktalowi całościowego galaktycznego
nurtu. Jak zauważyliśmy, fraktalna harmonia galaktyczna o średnicy 5200 tunów
lub 260 katunów obejmuje wszystkie matematyczne zależności zarządzające
radiacyjnym i genetycznymi właściwościami wszelkiego życia. Z powodów, które
staną się bardziej oczywiste w miarę, jak odsłaniać się będzie obraz Solarnej
Inteligencji i Galaktycznej Wspólnoty, skupienie promienia korespondującego na
okresie historycznym od 3113 p.n.e. do 2012 n. e. ma szczególne znaczenie dla
transformacji inteligencji ziemskiej. Przyjmijmy przez chwilę, że w czasie
oddziaływania 5200tunowego, synchronizującego promienia rezonansowe harmonie
trzeciego orbitalnego żyroskopu, Ziemi, uważane są za najważniejsze przy
wdrażaniu fazy inteligentnej koordynacji. One zezwalają Układowi Słonecznemu na
całkowite przystąpienie do Wspólnoty Galaktycznej Inteligencji.
W kontekście pól morfogenetycznych możemy uznać 5200-tunowy
Wielki Cykl za galaktycznie aktywowane pole świadomie ukierunkowanych
rezonansów, podzielone na trzynaście cyklicznych subpól. Celem Wielkiego Cyklu
jako kompletnego pola rezonansów jest ułatwienie Ziemi wzrostu, tzn. stworzenia
i manifestacji planetarnego ciała świetlistego. Przy udziale ludzkiego
instrumentu warunkującego transformację materii i jednocześnie tworzenie
specyficznie transcendentnej koordynacji inteligencji zostanie osiągnięta
niepowtarzalna świadomość planetarna. Dostąpienie poziomu inteligencji planene
[…???...]
morfogenetyczną subdukcją tuż przed przejściem. Subdukcja jest
nagłym spadkiem energii, poprzedzającym późniejszy wzrost lub wyładowanie nowej
energii w nowym morficznym subpolu. Jest zazwyczaj wywołana przez określone
wydarzenie, które jednocześnie zapowiada to, co ma wkrótce nadejść. Tak więc
konstrukcję Stonehenge z jej astronomicznymi i geodezyjnymi proporcjami można
postrzegać jako typowy przykład subdukcji, która zapowiadała koniec pierwszego
baktuna, Baktuna Siewu Gwiazd, i nadejście kolejnego, czyli Baktuna Piramidy.
Dla naszych rozważań szczególnie ważna jest subdukcja
poprzedzająca zakończenie całego cyklu. Jeśli zmiany pomiędzy baktunami są
wyjątkowej rangi, subdukcja i przekształcenia na zakończenie całego Wielkiego
Cyklu muszą mieć proporcjonalnie większe znaczenie. Te zmiany, notabene już
zainicjowane, są sygnalizowane przez skok częstotliwości rezonansowej,
zwiastującej zakończenie Wielkiego Cyklu (5200-tunowego Galaktycznego Promienia
Synchronizacji) i zapowiadającej epokę świetności naszej
galaktyczno-solarno-planetarnej rzeczywistości po roku 2012 n.e.
W tym dość ogólnym opisie trzynastu podcykli Wielkiego Cyklu lub
5200tunowego Galaktycznego Promienia Synchronizacji widzimy, że wzorce historii
ludzkości stają się nie tylko morficznym rezonansem całego procesu ewolucji
planetarnej, ale również sama planeta odgrywa określoną rolę w większej
morfogenetycznej harmonii Układu Słonecznego. Patrząc z tej tak specyficznej
perspektywy, łatwiej zrozumiemy, że element ludzki jest narzędziem służącym
celom galaktycznym – instrumentem z konieczności inteligentnym i potrzebnym.
Jeżeli teraz zbliżamy się do punktu szczytowego harmonicznej kalibracji
Wielkiego Cyklu, musimy, niestety, puścić to, co rozwijaliśmy w pocie czoła, aby
dotrzeć tam, gdzie w rzeczywistości już jesteśmy. Wtedy przed naszymi oczami
zacznie wyłaniać się owoc naszych nieświadomych zmagań – ciało świetlne Ziemi,
szata Gai, jej promienny płaszcz od jednego bieguna magnetycznego do drugiego.
Nakreśliwszy ogólny krajobraz morficznego pola trzynastu baktunów
Wielkiego Cyklu, mogę przejść do rozważenia cykli katunów. Na każdy baktun
przypada dwadzieścia katunów po około 20 lat. Znaczenie czy też doniosłość
katunów wypływa z symbolicznych atrybutów glifu reprezentującego dany katun.
Pierwszy cykl katunów jest zawsze związany z glifem IMIX (Smok), ostatni z AHAU
(Słońce). Pełna sekwencja glifów prezentuje symboliczny profil ogólnego rozwoju
wzorca morfogenetycznego określonego baktuna. Znaczenie cykli katunów jest
modyfikowane przez liczbę przypisaną do konkretnego cyklu. Cykl dwudziestu
katunów, kreślący ogólną strukturę organicznego wzorca baktuna, można
przedstawić w następujący sposób:
1 IMIX (Smok) Katun 0 Stworzenie Wzorca Morfogenetycznego
2 IK (Wiatr) Katun 1 Zainspirowanie Wzorca Morfogenetycznego
3 AKBAL (Noc) Katun 2 Uświęcenie Wzorca Morfogenetycznego
4 KAN (Ziarno) Katun 3 Zasianie Wzorca Morfogenetycznego we
Wzorcu
Codziennego Życia
5 CHICCHAN (Wąż) Katun 4 Wzorzec Morfogenetyczny staje się Drugim
Instynktem
6 CIMI (Łącznik) Katun 5 Wzorzec Morfogenetyczny stanowi Bazę
Objawienia
7 MANIK (Ręka) Katun 6 Wzorzec Morfogenetyczny stanowi Bazę
Nowych
Umiejętności
8 LAMAT (Gwiazda) Katun 7 Wzorzec Morfogenetyczny
urzeczywistniony jako
Kosmiczne Prawo
9 MULUC (Księżyc) Katun 8 Wzorzec Morfogenetyczny uznany za
Zasadę
Komunikacji
10 OC (Pies) Katun 9 Wzorzec Morfogenetyczny uznany za Zasadę
Społeczną
11 CHUEN (Małpa) Katun 10 Wzorzec Morfogenetyczny wzrasta do
Dominującej
Siły i Wizji Artystycznej
12 EB (Człowiek) Katun 11 Wzorzec Morfogenetyczny jest
doświadczany jako
Nieuchronność Ludzkiej Natury
13 BEN (Wędrowiec) Katun 12 Pełna Dojrzałość Cyklicznego Wzorca
Morfogenetycznego
14 IX (Mag) Katun 13 Początek Transcendencji Istniejącego Wzorca
15 MEN (Orzeł) Katun 14 Wyższe Aspekty Wzorca Morfogenetycznego
przenikają Całe Pole Edukacyjne Cyklu
16 CIB (Wojownik) Katun 15 Galaktyczny Impuls w Kierunku Nowego
Cyklu
zaczyna być wyczuwany
17 CABAN (Ziemia) Katun 16 Wzorzec Morfogenetyczny osiąga Punkt
Kulminacyjny Mocy
18 ETZNAB (Zwierciadło) Katun 17 Wzorzec Morfogenetyczny odsłania
Samoimitujące i Samoniszczące Aspekty
19 CAUAC (Burza, Wicher) Katun 18 Wzorzec Morfogenetyczny
rozpoczyna Transformację
20 AHAU (Słońce) Katun 19 Wzorzec Morfogenetyczny dokonuje
Transformacji
Uwzględniając informacje dotyczące trzynastu baktunów i
przynależnych im 20-katunowych cykli, można skonstruować i rozważyć ramy
260-elementowego liczydła historii. Należy nadmienić, że na symboliczne znaki
glifów, przypisane do każdego cyklu katunów, dodatkowo nakłada się wpływ liczb
harmonicznych, czyli dwadzieścia AHAU-cykli, ukazujących sekwencję liczb 1 – 13.
Dwadzieścia cykli po trzynaście katunów, nazwane przez późniejszych Majów
cyklami AHAU, stwarza drugą harmoniczną nakładkę wzorca fal galaktycznej
synchronizacji, każda o długości 256 lat. Dłuższe, 400-tunowe cykle baktunów
niosą w sobie morfogenetyczny zapis, związany z interakcją świadomości ludzkiej
i planetarnej, natomiast krótsze AHAU-cykle o długości 260 tunów* (260 to liczba
kodu galaktycznego) reprezentują wyższy, galaktyczny zapis. To właśnie on nasyca
ogólny wzorzec Wielkiego Cyklu (Galaktyczny Promień Synchronizacji) galaktycznym
pędem – siłą rozpędu w kierunku rezonansowo-transformacyjnego zakończenia całego
cyklu w roku 2012 n.e.
A zatem, jeśli 13-baktunowe cykle byłyby postrzegane jako
narastająca fala siedmiu gór i sześciu dolin, to dwadzieścia AHAU-cykli
należałoby wyobrazić sobie jako spiralę planetarnego DNA z dwudziestoma zwojami.
Wychodzi ona ze Źródła, biegnie równolegle ponad falą baktunów i jest
interaktywna z tą falą. Podsumowując, AHAU-cykle wnoszą własne, oddzielne,
galaktomorficzne jakości i dodatkowo są odpowiedzialne za przekazywanie
informacji morfogenetycznej z jednego baktuna do następnego. Nazwa każdego z
dwudziestu 13-katunowych AHAU-cykli wywodzi się od glifu, któremu towarzyszy
rozpoczynająca cały cykl liczba 1. W ten sposób wyplatany jest kobierzec
* tzn. 260x360 dni (jeden tun)=93 600 dni: 365 dni=256 lat
(AHAU-cykl) (przyp. tłum)
mitycznopoetyckich opisów jednego szerszego ruchu ciała
świetlistego planety, Umysłu Ziemi, na przestrzeni 5125 lat Wielkiego Cyklu.
1 1 IMIX (Smok 1) 3113–2857 p.n.e. Ziarno jest hodowane
2 1 IX (Mag 1) 2857–2601 p.n.e. Strzeżone przez Magów
3 1 MANIK (Ręka 1) 2601 – 2344 p.n.e. Przekazane Budowniczym
4 1 AHAU (Słońce 1) 2344–2087 p.n.e. Ofiarowane Słońcu
5 1 BEN {Wędrowiec 1) 2087– 1830 p.n.e. Chronione przez
Niebiańskich Wędrowców
6 1 CIMI (Łącznik 1) 1830–1574 p.n.e. Ukryte w Śmierci
7 1 CAUAC (Wicher 1) 1574–1318 p.n.e. Zahartowane przez Burzę
8 1 EB (Człowiek 1) 1318 – 1062 p.n.e. By przybrać Postać Ludzką
9 1 CHICCHAN (Wąż 1) 1062 – 806 p.n.e. Pożarte przez Węża
10 1 ETZNAB (Zwierciadło 1) 806– 550 p.n.e. Wprowadzone przez
Miecz do Obrzędu
11 1 CHUEN (Małpa 1) 550– 294 p.n.e. Zawładnięte przez Oszusta
12 1 KAN (Ziarno 1) 294 – 38 p.n.e. By być zasianym ponownie jako
Ziarno
13 1 CABAN (Ziemia 1) 38 p.n.e. – 219 n. e. Z Siłą Ziemi
14 1 OC (Pies 1) 219– 465 n. e. Prowadzone przez Lojalność
15 1 AKBAL (Gwiazda 1) 465– 731 n.e. Przez Dom Nocy
16 1 CIB (Wojownik 1) 731 – 987 n.e. Oświecone przez Kosmiczną
Siłę
17 1 MULUC (Księżyc 1) 987– 1243 n.e. By powrócić przez Kosmiczną
Bramę
18 1 IK (Wiatr 1) 1243 – 1499 n.e. Jako Czysty Duch
19 I MEN (Orzeł 1) 1499–1755 n.e. By skupić Całą Świadomość Ziemi
20 1 LAMAT (Gwiazda 1) 1755 – 2012 n.e. I przypieczętować to
Harmonią
Gwiezdnego Siewu
Tu został pokazany całokształt zmian dokonujących się wewnątrz
bieżącego cyklu historii i cywilizacji jako unifikujący ruch, harmonia fali (lub
harmonia falowa), która znajdzie mityczne ujście w świadomej radiacji Ziemi
zharmonizowanej z galaktyczną siłą.
Kontemplując nakładanie się (dodatkowy wpływ) dwudziestu
13-katunowych cykli na trzynaście baktunów ogarniających dwa interaktywne pola
Galaktycznego Promienia Synchronizacji o średnicy 5125 lat, odkrywamy prawdziwe
bogactwo znaczeń. Harmoniczny moduł Majów – niczym symboliczny rachunek
historii, beadgame, liczydło czasu – odsłania wzorzec lub zbiór wzorów niezwykle
poetycko i jednocześnie z precyzją matematyczną. Człowiek jest integralnie
wpleciony w ten wzorzec, lecz nie jako najwyższy władca planety eksploatujący ją
bez ograniczeń, ale mityczny wysłannik ukierunkowany przez siły galaktyczne i
ziemskie, przeciśnięty przez karmiczne sito, które sam stworzył w wyniku
kolektywnych działań z innymi ludźmi.
Jak zobaczymy później, oprócz wymienionych nakładek katunów,
liczb, symbolicznych związków, wzorców fal i faktów historycznych istnieją
jeszcze inne planetarne powiązania, które wywierają wpływ na znaczenie
poszczególnych cykli katunów. Na razie niech wystarczą nam te najważniejsze. W
rozważaniach doszliśmy do punktu, w którym zyskaliśmy wgląd w cykl cywilizacji,
którego matryca bazuje na kodzie galaktycznym, przewodnim kodzie ciała
świetlistego. Ciało świetliste, czyli wibrująca infrastruktura, tłoczona przez
260 jednostek kodu galaktycznego, operuje na wszystkich poziomach, tzn. na
płaszczyźnie planety, gatunku i pojedynczego organizmu. W procesie rozwoju
planety wewnątrz większego systemu gwiezdnego największe znaczenie ma to, kiedy
ciało świetliste
CIAŁO SOLARNE Z ORBITAMI PLANET I ODPOWIADAJĄCYMI IM GLIFAMI
osiągnie poziom świadomej radiacji. Jest to oczywiście nadrzędny
cel Galaktycznego Promienia Synchronizacji o średnicy 5200 tunów, który prawie
całkowicie przesunął się przez naszą planetę.
Zachowując to w pamięci, skierujmy naszą uwagę na budowę ciała
świetlistego planety. Jego witalną formą jest struktura kreowana przez 52 okresy
katunów korespondujące z 52 polami Krosna Maja. Odgrywają one szczególną rolę w
galaktycznym procesie synchronizacji. Podczas tych cykli, choć było to
niepostrzegalne dla powszechnej świadomości, siła galaktyczna była
intensyfikowana jakością liczby i naturą symbolu, przyporządkowanego do danego
cyklu katuna, np. 12 CABAN, 7 IMIX itd.
Przyglądając się opisowi 52-katunowych cykli, bądźmy świadomi
pełnej symetrii wzorca ukonstytuowanego przez Krosno Maja i harmoniczny moduł. I
nie tylko dlatego, że odbicia liczb odzwierciedlają się w cyklach, np. cykl 1 i
cykl 13, cykl 2 i cykl 12 itd., ale że istnieje odwrotna współzależność czy też
pewna, nazwijmy to, kontrsiła. To oznacza, że pierwsza katunowa jednostka ciała
świetlistego odpowiada ostatniej, druga przedostatniej itd. Jest to jakaś
niewidzialna sieć łącząca najodleglejsze punkty cyklu, od początku ku końcowi,
od końca ku początkowi. Jest więc dokładnie tak, jak powinno być: każdy dowolny
punkt ma gdzieś wewnątrz cyklu lub obiegu swój symetryczny odpowiednik, ponieważ
cykl względnie obieg jest w każdym miejscu harmoniczny. To, co zostanie
zapoczątkowane w jednym punkcie, znajdzie dopełnienie w symetrycznym
odpowiedniku. Patrząc z perspektywy całości, któż mógłby oddzielić przyczynę od
skutku? To, gdzie rozpoczynamy, jest tym, gdzie kończymy. To, co wyobrażamy
sobie jako ewolucję, jest tylko esencją. Mogą zdarzać się odejścia od esencji i
powroty do niej, ale ostatecznie istnieje tylko esencja.
W tym miejscu pozwolę sobie na prezentację 52-elementowego ciała
świetlistego historii jako zbioru 26 uzupełnień Galaktycznego Promienia
Synchronizacji:
CYKL 1, baktun 0
1. 1 IMIX: 2.7 AHAU: 3113 –3103 p.n.e. 2737 –2718 p.n.e. CYKL 13,
baktun 12
51.7 IMIX: 52. 13 AHAU: 1992– 2012 n.e. 1618– 1637 n.e.
CYKL 2, baktun 1
3.9 IK: 4. 13 CAUAC: 2698 –2678 p.n.e. 2363 –2344 p.n.e. CYKL 12,
baktun 11
50.5 CAUAC: : 49. 1 IK: 1578– 1598 n.e. 1244– 1263 n.e.
CYKL 3, baktun 2
5.4 AKBAL: 6. 11 OC: 7. 12 CHUEN: 8. 6 ETZNAB: – 2285 –2265
p.n.e. 2146 –2127 p.n.e. 2127 –2107 p.n.e. 1989 –1970 p.n.e. CYKL 11, baktun 10
48. 10 ETZNAB: : 47.3 CHUEN: ! 46.2 OC: 45.8 AKBAL: 1165– 1184
n.e. 1027– 1046 n.e. 1007– 1027 n.e. 870– 889 n.e.
CYKL 4, baktun 3
9. 12 KAN: 10.4 MULUC: 11.7 OC: 12. 12 CABAN: 1871 –1852 p.n.e.
1774 –1754 p.n.e. 1715 –1695 p.n.e. 1615 –1595 p.n.e. CYKL 10, baktun 9
43. 10 OC: 42.7 MULUC: 41.2 KAN: 44.2 CABAN: 752– 771 n.e. 654–
674 n.e. 595– 615 n.e. 495– 515 n.e.
CYKL 5, baktun 4 CYKL 9, baktun 8
13.7 CHICCHAN: 1457 –1438 p.n.e. 40.7 CIB: 357– 388 n.e.
14. 10 LAMAT: 1398 –1379 p.n.e. 39.4 BEN: 279– 299 n.e.
15.2 BEN: 1300 –1281 p.n.e. 38. 12 LAMAT: 181– 200 n.e.
16.5 CIB: 1242 –1222 p.n.e. 37.9 CHICCHAN : 122– 142 n.e.
CYKL 6, baktun 5 CYKL 8, baktun 7
17.2 CIMI: 1042 –1022 p.n.e. 36. 12 MEN: 80– 60 p.n.e.
18.3 MANIK: 1022 –1002 p.n.e. 35.11 IX: 100– 80 p.n.e.
19.4 LAMAT: 1002– 983 p.n.e. 34. 10 BEN: 119–100 p.n.e.
20.5 MULUC: 983– 963 p.n.e. 33.9 EB: 139–119 p.n.e.
21.6 OC: 963– 943 p.n.e. 32.8 CHUEN: 159 –139 p.n.e.
22.7 CHUEN: 943– 923 p.n.e. 31.7 OC: 178–159 p.n.e.
23.8 EB: 923– 904 p.n.e. 30.6 MULUC: 197 –178 p.n.e.
24.9 BEN: 904– 884 p.n.e. 29.5 LAMAT: 217–197 p.n.e.
25. 10 IX: 884– 844 p.n.e. 28.4 MANIK: 237–217 p.n.e.
26. 11 MEN: 844– 824 p.n.e. 27.3 CIMI: 256–237 p.n.e.
52 JEDNOSTKI PLANETARNEGO CIAŁA ŚWIETLISTEGO
Oczywiście siódmy mistyczny cykl, baktun 6, nie jest zintegrowany
z żadnym elementem ciała świetlistego. Cykl 7, Baktun Nauk Umysłu, jako
mistyczna kolumna lub centrum, może być pojmowany jako czysty rezonans,
pozwalający wzorcowi galaktycznej symetrii utrzymać wszystko w całości.
52-elementowe świetliste ciało planety Ziemia, postrzegane jako
kontrpunkt, jest konstruowane czy też tkane w dwóch kierunkach jednocześnie.
Jest to całkowicie zgodne z pryncypium Zuvuya: jednocześnie wychodzenie i
powracanie do źródła charakterystyczne dla wszystkich zjawisk. Owoc jest w
ziarnie. To, że w tej chwili zdaje się nie widać, żeby istniał wielki porządek
rzeczy, wynika z tej prostej przyczyny, że obecnie przechodzimy przez ciemność,
która poprzedza nastanie promiennej jasności światła. Trzynasty cykl baktunów,
podobnie jak pierwszy, niesie ze sobą akcent osiemnastu kolejnych cykli ka-tunów
pomiędzy okresami galaktycznej intensyfikacji. Nasz cykl, 259. cykl katunów,
zakończy długi okres „galaktycznej" ciemności, jaka zdarzyła się w Wielkim
Cyklu. Dlatego w okresie szczytowym materializmu pomiędzy 1637 a 1992 r. n.e.,
galaktyczna aktywacja ciała świetlistego była niemożliwa.
Już wkrótce stanie się dla nas oczywiste, że wraz ze zbliżaniem
się do końca ostatniego katunowego członu ciała świetlistego, 13 AHAU (1992–2012
n. e.), zaczniemy łączyć Omegę z Alfą. Gwiezdne ziarno zasiane w czasach, kiedy
Menes zjednoczył Górny i Dolny Egipt w 3100 roku p.n.e., zaowocuje zjednoczeniem
dolnej i górnej hemisfery planety Ziemia. Wyjście z Galaktycznego Promienia
Synchronizacji w 2012 roku będzie domknięciem starego cyklu i jednocześnie
rozpoczęciem nowego. Poczujemy się wówczas tak, jakbyśmy zobaczyli siebie po raz
pierwszy i nie będziemy już postrzegać siebie jako ludzi.
Aby lepiej zrozumieć znaczenie promienia i nakładanie się
AHAU-cykli na baktuny, a także poznać sposób funkcjonowania świetlistego ciała
planety, dokonamy bardziej szczegółowego przeglądu cyklu 13, baktuna 12
Wielkiego Cyklu, Baktuna Transformacji Materii.
Kiedy sięgniemy do źródła scenariusza Armageddonu –Apokalipsy
św. Jana, zobaczymy, że jest ona nieubłaganie sprawiedliwa w dokonywaniu
czarno-białych podziałów na ocalonych i potępionych i tak wizjonerska na
dzisiejsze czasy, jak żaden tekst wcześniej. Zadziwiające jest także to, że
symbolika liczb w Apokalipsie wykazuje głęboki związek z podstawowymi tonami
Majów. Fakt, że Chrystus jest trzynasty w grupie złożonej z dwunastu uczniów,
jest niezwykle znaczący. Ponadto stale kładzie się tam nacisk na liczbę siedem,
która wynurza się wielokrotnie i na wiele różnych sposobów jako mistyczna
podbudowa całego Objawienia. Na koniec pojawia się 144 000 wybranych – tyle
samo, co liczba dni lub kinów w baktunie.
Pamiętając, że baktun jest wielowymiarowym wyrażeniem harmonii i
że obecnie znajdujemy sie w cyklu 13, baktunie 12, zaczynamy zadawać sobie
pytanie, czy nie istnieją jakieś głębsze związki, które mogłyby łączyć
chrześcijańskie Objawienie z faktorem Majów, ignorowane lub odsuwane przez
rządzące, ortodoksyjne kręgi neochrześcijańskiego Zachodu. Czy jest możliwe, że
Nowe Jeruzalem, Nowe Niebo i Nowa Ziemia to to samo, co wejście w niewyobrażalne
królestwo nowego cyklu, postgalaktyczną synchronizację po roku 2012 n.e.
(majańska data 13.0.0.0.0)?
Jeśli istnieje jeden wyraźny kontrast pomiędzy punktem widzenia
ortodoksyjnego chrześcijaństwa, podejściem naukowym neochrześcijan i faktora
Majów, to należy go szukać w sferze początków i zakończeń. Obecny sposób
myślenia czy też obowiązujący paradygmat jest tak dalece przepojony praechem
początku i końca, że pogląd o cyklicznym charakterze zjawisk jest zbyt trudny do
zaakceptowania. W sytuacji gdy niemal wszystkie niezachodnie perspektywy kładą
nacisk na cykliczną interpretację zjawisk, zupełnie pomijając ultimatum
ostatecznego potępienia, faktor Majów wabi niezwykle precyzyjnym zestrojeniem
obecnego czasu z harmonicznymi obliczeniami większego, pełnego cyklu historii,
który dobiega już końca. Zakończenie nie jest oczywiście dosłownym końcem
wszystkiego, lecz zaproszeniem do wstąpienia na jeszcze wyższą płaszczyznę
działania.
Korzystając z nadarzającej się okazji, nałóżmy na obecne apogeum
mitu o Armageddonie wyliczenia oferowane przez Wielki Cykl. Z punktu widzenia
faktora Majów kulminacja Armageddonu zbiega się ze szczytem fali cyklu 13,
baktuna 12 i harmonią całej fali historii. Nic dziwnego, że obecne czasy są tak
znaczące. Jeśli celem przejścia przez Galaktyczny Promień Synchronizacji było
przyspieszenie i intensyfikacja rozwoju życia i świadomości na planecie
zogniskowanych w gatunku ludzkim, to nic nie odzwierciedli tego procesu tak jak
baktun 12. Przyjrzyjmy się mu dokładnie i zobaczmy, czego może nas jeszcze
nauczyć.
Cykl 12, baktun 12, zwany Baktunem Transformacji Materii,
odpowiada zarówno za tworzenie struktury o niewiarygodnej kompleksowości –
globalnej cywilizacji przemysłowej, jak również za immanentny ruch o tak
synchronizującej transcendencji, jakiej nie sposób sobie wyobrazić. Patrząc na
cały harmoniczny moduł z trzynastoma baktunami i 260 katunami, widzimy, że
zbliżamy się ku końcowi katuna 259. Trudno sobie wyobrazić, że za około 25 lat
świat będzie gotowy na przyjęcie nowego porządku życia i cywilizacji, jakże
odmiennego od tego, jaki mamy dzisiaj. A jednak, jeśli krok po kroku przemyślimy
proces przemian, jakie nakreślił baktun 12 aż do dzisiaj, zobaczymy, że następny
krok, krok transformacji, jest dokładnie tym, co otwiera nam drogę do
galaktycznej synchronizacji.
Najpierw nakreślmy ogólne ramy baktuna 12 – pola
morfogenetycznego o chaotycznym bogactwie. Obejmuje on okres od 1618 do 2012 r.
n. e. i ma nie tylko swój własny odosobniony cykl fali. ale jednocześnie ukazuje
kulminację biegu fali wszystkich trzynastu baktunów Wielkiego Cyklu. Ponieważ
punkt krytyczny załamania grzbietu fali wyłania się pod koniec całego cyklu jako
kulminacyjny podcykl, baktun 12 charakteryzuje się specyficznym przyspieszeniem
wzrostu potencjału (ro
snąca krzywa). Stąd wynika nazwa Baktun Transformacji Materii.
Wszystko, co działo się od momentu startu w 3113 r.p.n.e., było wzrastaniem do
punktu szczytowego cyklu transformacji i ostatecznej synchronizacji.
Siedząc baktun 12, katun po katunie, wyraźnie dostrzegamy
współzależność pomiędzy rozwojem naukowego materializmu, rewolucją przemysłową i
globalną ekspansją materialistycznego, konsumpcyjnego stylu życia, które
doprowadziły do obecnego momentu krytycznego. Równie oczywisty wydaje się zasięg
nieodwracalnej już transformacji. Proces przeobrażeń dobiega końca, pozostał
jeszcze ostatni krok: synchronizacja całego pola globalnego rezonansu. I właśnie
z uwagi na zbliżający się moment synchronizacji zostało ujawnione liczydło
historii.
Najpierw przedstawię zawartość cykli katunów wewnątrz baktuna 12,
zaczynając od nakładki (dodatkowego wpływu) 13-katunowych AHAU-cykli. Tak jak
pierwszy cykl baktunów, którego jest odbiciem, ostatni cykl charakteryzuje się
nakładką złożoną z siedmiu katunów należących do jednego AHAU-cyklu i wszystkich
trzynastu katunów ostatniego AHAUcyklu. Dziewiętnasty AHAU-cykl (lata
1499-1756), domykający baktun 12, to: 1 MEN (Orzeł 1): „By zebrać Całość Umysłu
Ziemi", podczas gdy dwudziesty AHAU-cykl to 1 LAMAT (Gwiazda 1, lata 1756-2012):
„I przypieczętować to Harmonią Gwiezdnego Siewu". Te poetyckie słowa wskazują na
obecny proces zachodzący w kapryśnym tyglu materialnych badań, jakim jest baktun
12.
W tabeli poniżej prezentujemy schemat baktuna 12 z odpowiednikami
AHAU-cykli, 13 liczbami i 20 znakami opisanymi w rozdziale czwartym, jak również
z indeksem harmonicznych liczb i jakościami wzorca morfogenetycznego.
Przypatrując się całemu baktunowi jako kreatywnej intensyfikacji
specyficznego pola morfogenetycznego i punktowi szczytowemu ogólnej fali
harmonii, znanej jako historia, zauważymy, że cały proces naznaczony jest
dialektycznym współdziałaniem dwóch jakości. Pierwszą z nich jest alchemiczny
impuls w kierunku transformacji materii, obecny we wszystkich wzajemnie
powiązanych etapach, łącznie z rewolucją naukową, przemysłową i rewolucjami
społeczno-demokratycznymi, które osiągnęły ostateczną kulminację w wykorzystaniu
siły nuklearnej. Te tendencje charakteryzują ogólny bieg dwudziestu katunów
warunkujących transformację materii.
Dialektycznym kontrpunktem jawnego przekształcenia płaszczyzny
materialnej jest nakładająca się zunifikowana intencja planetarna, która
prowadzi do tworzenia spójnego, ziemskiego pola świadomości. Drugi proces
odzwierciedla się w dwóch AHAU-cyklach: MEN i LAMAT. Odpowiada on za tendencje w
kierunku globalnego rozprzestrzeniania i komunikacji, romantyzmu, badania
przestrzeni kosmicznej i dążenia do jednolitej, globalnej świadomości, a
wszystko przez krytycznie zainspirowaną konieczność synchronizacji.
Napięcie pomiędzy dwiema jakościami – pierwsza związana z
materialną transformacją, druga z harmonicznie dostrojoną świadomością ziemską –
odpowiada kulminacyjnemu punktowi całego historycznego procesu na przestrzeni
5125 lat. Tendencja do materialnych przeobrażeń funkcjonuje jako zewnętrzna
powłoka morfogenetyczna, powołująca obecnie dominujący paradygmat naukowego
materializmu. Przeciwstawna do niej tendencja odpowiada za faktyczny paradygmat,
wyłaniający się poprzez napięcia, tzn. paradygmat rezonansowego, zunifikowanego
pola świadomości planetarnej.
Nowy, wieńczący paradygmat ziemski uwidoczni się przed końcem
1992 roku. Dokonując przeglądu całego baktuna 12, powinniśmy pamiętać, że jest
on dokładnym odzwierciedleniem pierwszego baktuna, ponieważ jego pierwszy i
ostatni cykl, 7 IMIX (Smok 7, 1618-1638 r. n. e.) i 13 AHAU (Słońce 13,
1992-2012 r. n. e.) charakteryzuje się galaktyczną aktywacją katunów. To
oznacza, że okres od 1638 do 1992 to nieprzerwany 354-letni interwał, niczym
niezakłócony ruch w kierunku materialnych przeobrażeń, prowadzący do pozornie
katastrofalnego i dynamicznie chaotycznego materializmu globalnej cywilizacji
przemysłowej. To właśnie jest szczytem materii (1987-1992), rozstrzygającym
momentem na etapie pełnej dojrzałości materializmu, w którym dojdzie do
samoistnego objawienia najwyższego celu całego cyklu historycznego.
Aby lepiej zrozumieć samoistny, spiętrzający się moment, który
teraz pochłania pole morfogenetyczne naukowego materializmu wraz z jego
manifestacją w formie globalnej cywilizacji przemysłowej, przyjrzyjmy się
dokładnie cyklowi 13, baktunowi 12, krok po kroku, katun po katunie. Dzięki temu
nadchodzący paradygmat stanie się dla nas bardziej naturalny i tym samym
łatwiejszy do zaakceptowania, a obecny, wciąż jeszcze obowiązujący, stanie się
tym, co odeszło do przeszłości. Obydwa paradygmaty funkcjonują nie tylko w tym
samym cyklu baktunów, ale również w całym procesie synchronizacji, znaczącym
całą 5200-tunową lub 5125-letnią drogę Ziemi przez zaawansowany, galaktyczny
proces przyspieszenia. Jak zobaczymy, droga, którą rozpoczęliśmy, prowadzi w
dalekie, a mimo to łatwo dostępne królestwa, znacznie odleglejsze niż te, do
których mogą sięgnąć nasze radioteleskopy.
Teraz przejdę do scharakteryzowania dwudziestu katunów w baktunie
12.
CYKL 13, Baktun 12: TRANSFORMACJA MATERII
Katun 0: 7 IMIX (Smok 7). Galaktyczna Aktywacja. Władca
planetarny: Solarny Neptun Etap 7. Cykl MEN (Cykl Orla). Harmoniczna liczba:
1728000. Lata: 1618-1638 Wprowadzenie Wzorca Morfogenetycznego
Katun 0 odpowiada siódmemu katunowi cyklu MEN: Aby zgromadzić
Cały Umysł Ziemi. Siódmy etap domyka fazę rozwoju nakładającego się cyklu AHAU.
MEN-AHAU-cykl z punktem startu w 1499 roku przygotowuje scenę dla baktuna 12.
Okres od 1499 do 1618 r. odpowiada burzliwym latom europejskiego Renesansu –
początki podboju świata, wstępny impuls ku naukowemu materializmowi, pełnia
rozkwitu alchemii, rozłam w kościele chrześcijańskim i ostateczna transformacja
„średniowiecznego" ducha w formie dialektycznego przejście od paradygmatu
hierarchii duchowej do świeckiego materializmu. Ten proces najbardziej
uwidacznia się w rozłamie chrześcijaństwa, jego następstwa mają zasięg światowy
i są odpowiedzialne za nastroje dekadenckie, które umożliwiają europejskim siłom
powolne, lecz bezwzględne rozprzestrzenianie się po całym świecie.
7 IMIX, jako katun galaktycznej aktywacji, odpowiada za silne
ukierunkowanie energii przyspieszających krystalizację
naukowo-materialistycznego punktu widzenia. Do najwybitniejszych osiągnięć tego
okresu, w którym władają siły solarnego Neptuna, należą prace: Renę Descartesa
Medytacje (1618 r.) i epokowa Rozprawa o metodzie (1638 r.), Keplera Harmonica
Mundi (1619 r.), Francisa Bacona No
vum Organum (1620 r.) i Nowa Atlantyda (1627 r.), Galileusza
Dyskurs o dwóch światach (1632 r.). W okresie 20 lat krystalizują się i
utrwalają kluczowe idee i doktryny rewolucyjnych metod naukowych. Tym tak
znaczącym ideologicznie wydarzeniom towarzyszy nie tylko kulturowy triumf
antyhierarchicznego, otwartego na świat protestantyzmu – sługi materializmu
naukowego, ale również wybuch wojny trzydziestoletniej (1618 r.), dopłynięcie
„Mayflower" do Ameryki (1620 r.), powstawanie kolonii francuskich i angielskich
i na koniec, aby wszystko utrzymać w ladzie i pod kontrolą, Blaise Pascal
wynaj-duje suwak logarytmiczny (1632 r.) i maszynę liczącą (1637 r.).
Katun 1: 8 IK (Wiatr 8). Władca planetarny: Solarny Uran. Etap 8.
Cykl MEN. Harmoniczna liczba: 1735200. Lata 1638-1658 Inspiracja Wzorca
Morfogenetycznego.
W chwili gdy fundament rewolucji naukowej jest już umocniony, a
światowy, zaborczy protestantyzm wszędzie zaznaczył swoje wpływy, wkracza drugi
cykl katunów. Towarzyszy mu niezawisła decyzja Japonii o izolacji, która po
wchłonięciu europejskich idei przez dwa wieki miała przechodzić okres inkubacji,
by potem odrodzić się jako jeden z liderów światowego przemysłu. W Chinach
dochodzi do upadku dynastii Ming (1644 r.) i wzrostu znaczenia mandżurskiej
dynastii Ching, ostatniej z wielkich chińskich dynastii cesarskich. To zapewnia
przetrwanie tradycji cywilizacji chińskiej do początków rewolucji przemysłowej.
Protestanci, rywalizując z Ligą Narodu Irokezów, powoli
zapuszczają korzenie w Ameryce Północnej, podczas gdy w Ameryce Łacińskiej –
lenniku Hiszpanii i Portugalii – zaczyna się rozwijać prawdziwie kolonialna
kultura. Jak na ironię, cały Nowy Świat jest karmiony przez Imperium Beninu w
Afryce, które działa w zmowie z europejskimi handlarzami niewolników. Dynastia
Wielkich Mogołów w Indii i Imperium Osmańskie na Bliskim Wschodzie zaznaczają
swoje wpływy w późnośredniowiecznym świecie islamu. W Europie dychotomia umysłu
i materii oraz atomistyczne doktryny naukowego materializmu zostają wzbogacone
myślą i piórem Tomasza Hobbesa. Jego Lewiatan (1651 r.) rozprawia o naturalnym
egoizmie człowieka jako niezbędnym fundamencie kapitalizmu, natomiast De Corpore
(1655 r.) opisuje „pusty" Wszechświat, w którym bezwładnie poruszają się
elementy. W muzyce rozwój fugi odzwierciedla „nowy" Wszechświat z geometrycznym
porządkiem i matematycznie policzalnymi cząstkami.
Katun 2: 9 AKBAL (Noc 9). Władca planetarny: Solarny Saturn Etap
9. Cykl MEN. Harmoniczna liczba: 1742400. Lata 1658-1677 Uświęcenie Wzorca
Morfogenetycznego.
Geniusz Sir Izaaka Newtona uświęca nowy obszar. Lata 1664-1666 to
okres badań Newtona nad prawem grawitacji, bez którego materialistyczny
paradygmat pozostałby niezauważalny. Od 1666 roku prowadzone są badania nad
spektrum widma i prawami optyki, uwieńczone wynalezieniem teleskopu w 1671 roku.
Powołanie Obserwatorium w Greenwich w 1675 r. stwarza nowe pole morfogenetyczne.
Tu wprowadzono obwiązujące do dziś strefy czasowe i południki Ziemi. W tym samym
roku Roemer oblicza prędkość światła, a Newton i Leibniz, bazując na porządku
geometrycznym, rozwijają nowoczesny rachunek różniczkowy i całkowy. Leibniz jest
pierwszym Europejczykiem, którego zachwyca I Cing i jego binarna matematyka, a z
którym zapoznają go powracający z Chin jezuiccy misjonarze.
W czasie gdy Brytyjczycy rozszerzają swoje zamorskie panowanie w
Ameryce i Indiach, na scenie pojawia się wielu znaczących władców, wśród nich
cesarz Kang Hsi w Chinach (1662-1722) i król Ludwik XIV we Francji (1661-1714).
Gdy Wersal staje się propagatorem nowego świeckiego racjonalizmu na wielką
skalę, Kang Hsi z ogromną werwą utrwala styl konserwatywnej cywilizacji
chińskiej w Zakazanym Mieście, Pekinie.
Katun 3: 10 KAN (Ziarno 10). Władca planetarny: Solarny Jowisz
Etap 10. Cykl MEN. Harmoniczna liczba: 1749600. Lata 1677-1697 Wzorzec
Morfogenetyczny wzbogaca Życie Codzienne.
W okresie gdy w Europie triumfuje wyrafinowane realistyczne
malarstwo holenderskie jako wizualny kanon nowej protestanckiej warstwy
społecznej kupców, w Japonii izolacjonistyczna dynastia Edo (Tokio) roznieca i
motywuje do działań własną warstwę kupiecką. Piotr Wielki zbliża interes Rosji
do ekspansywnych państw Europy Zachodniej, pochłoniętych zdobywaniem nowych
kolonii. Publikacja najważniejszej pracy Sir Izaaka Newtona Principia
Mathematica w 1687 r. utrwala dogmatyczne podstawy nowego paradygmatu naukowego,
tzn. nauka musi powoływać się na „obserwowalne prawidłowości", obowiązujące w
całym Wszechświecie, który funkcjonuje jak mechanizm zegarka. Głównym filarem
tego mechanistycznego punktu widzenia są prawa ruchu i grawitacji. Te zasady
przyczyniają się do skonstruowania pierwszej maszyny parowej w 1696 roku.
Procesy czarownic w Salem w kolonii Nowej Anglii w Ameryce
Północnej są protestanckim odpowiednikiem hiszpańskiej Inkwizycji; oba nurty
wzmacniają męsko-racjonalistyczno-purytańsko-konkwistadorski aspekt nowego
naukowo-materialistycznego pola morfogenetycznego.
Katun 4: 11 CHICCHAN (Wąż 11). Władca planetarny: Solarny Pas
Asteroidów Etap 11. Cykl MEN. Harmoniczna liczba: 1756800. Lata 1697-1717
Wzorzec Morfogenetyczny staje się Drugim Instynktem
Po wypracowaniu i ogłoszeniu sztywnych zasad matematycznych
naukowego materializmu świat zostaje błyskawicznie skolonizowany przez
ujednolicone standardy czasu i miary oraz rozbudzoną potrzebę zdobyczy
materialnych. Katun 4 staje się okresem wielkiej ekspansji brytyjskiego handlu
niewolnikami w kooperacji z Beninem w Afryce Zachodniej. W Indiach wzrasta
znaczenie religii Sikhów, łączącej wpływy islamu i hinduizmu. Rok 1697 przynosi
ostateczną klęską i podbój ostatnich spośród feudalnych Majów w Ameryce
Środkowej. Wcielenie w życie zasad naukowego materializmu owocuje budową
pierwszej huty żelaza w 1711 roku, torując tym samym drogę przemysłowi
ciężkiemu.
W 1704 roku zostaje ogłoszona praca Newtona Optyka, a w 1705 roku
Halley potwierdza 76-letnią okresowość komety, nazwanej potem jego nazwiskiem.
Jak się później okazało, jej kolejny powrót w 1781 roku zbiegł się z odkryciem
pierwszej „współczesnej" planety, Urana.
Katun 5: 12 CIMI (Łącznik 12). Władca planetarny: Solarny Mars.
Etap 12. Cykl MEN. Harmoniczna liczba: 1764000. Lata 1717-1736 Wzorzec
Morfogenetyczny jako Fundament Objawienia
Umocnienie brytyjskiego panowania w Indiach po wymuszeniu
koncesji handlowych na Mogołach w 1717 roku, jak również skonstruowanie maszyny
tkackiej do jedwabiu i początki rozwoju górnictwa są zapowiedzią rewolucji
przemysłowej w Anglii. W 1720 roku chińska dynastia Manchu rozszerza swoje
wpływy na Tybet, który w przeciwieństwie do reszty świata jest odporny na powiew
przemian. Tybet, jako jedyne spośród wielkich centrów hierarchicznych, pozostaje
wierny pryncypiom wywodzącym się z wcześniejszego pola morfogenetycznego aż do
upadku w 1959 roku.
Aby wesprzeć i dalej rozwijać nowe, naukowe spojrzenie na świat,
pojawiają się tacy myśliciele, jak Wolter i Benjamin Franklin – prekursorzy
tego, co nazwano Oświeceniem, epoką filozoficznego objawienia i ekspresji
artystycznej, która towarzyszy hegemonii świeckiego, racjonalistycznego sposobu
postrzegania świata. Mimo triumfu racjonalizmu Franklin zostaje Wielkim Mistrzem
Loży Masońskiej w Ameryce Północnej w 1733 roku.
Katun 6:13 MANIK (Ręka 13). Władca planetarny: Solarna Ziemia
Kulminacyjny etap 13. Cykl MEN. Harmoniczna liczba: 1771200. Lata 1736-1756
Wzorzec Morfogenetyczny stwarza Fundament Umiejętności.
Pełnia rozwoju górnictwa węglowego, wydobycie metali dla
hutnictwa stali, jak również rozkwit technologii włókienniczych czyni
Newtonowską Anglię pierwszym przyczółkiem światowej cywilizacji przemysłowej.
Ten fakt w powiązaniu z niekwestionowaną potęgą morską i militarną Anglii w
świecie sprawia, że industrializm staje się podstawą rozwoju cywilizacji
planetarnej – wstępnym warunkiem do osiągnięcia prawdziwie ziemskiego umysłu i
świadomości planetarnej. Towarzysz) temu urbanizacja świata, spowodowana masową
migrację ludności wiejskiej, która porzucając swoje tradycje, zapuszcza korzenie
w przemysłowych slumsach wielkich miast.
W 1751 roku grupa znana we Francji jako Encyklopedyści wydaje
pierwszą Wielką Encyklopedię, pierwowzór wszystkich nowoczesnych encyklopedii
racjonalistycznych. Wielkie trzęsienie ziemi w Lizbonie w roku 1755 jest ciosem
dla optymistycznego ducha racjonalistów, albowiem Ziemia, wyłączając obszary
życia i racjonalizmu, może wywoływać tylko irracjonalne efekty.
Koniec dziewiętnastego AHAU-cyklu i początek dwudziestego
AHAU-cyklu
By przypieczętować Całość Harmonią Gwiezdnego Siewu
Katun 7:1 LAMAT (Gwiazda 1). Władca planetarny: Solarna Wenus
Etap 1. Cykl LAMAT {Cykl Gwiazdy). Harmoniczna liczba: 1778400.
Lata 1756-1776
Wzorzec Morfogenetyczny urzeczywistniony jako Prawo Kosmiczne
Grunt dla zjednoczonej cywilizacji ziemskiej jest już
przygotowany. Początek dwudziestego, ostatniego już AHAU-cyklu w 5125-letnim
Wielkim Cyklu zaznacza się intensywnym rozwojem nie tylko w dziedzinie
technologii (np. maszyna parowa Watt'a, dwutlenek węgla), ale również, jeszcze
silniej, na arenie ekonomicznej i politycznej. Nowe wynalazki techniczne i nowe
poglądy na świat wymagają teraz adekwatnych systemów rządzenia. Tak rodzi się
liberalizm gospodarczy kapitalistycznego sposobu myślenia, jak również
demokracja przemysłowa wraz z jej bezprecendensowymi. socjopolitycznymi
strukturami, wypierającymi monarchie feudalne. Lunar Society w Anglii, Masoneria
i Wolnomyśliciele w Ameryce i Europie przodują w rozwijaniu pionierskich metod,
zapewniających popularyzację nowej myśli i technologii. Deklaracja
Niepodległości, zapożyczona od Federacji Irokezów i amerykańska rewolucja
inaugurują następną, krytyczną fazę transformacji społeczności ludzkiej i
podłoża materialnego samej Ziemi (1776 r.).
Katun 8: 2 MULUC (Księżyc 2). Władca planetarny: Solarny Merkury
Etap 2. Cykl LAMAT. Harmoniczna liczba: 1785600. Lata 1776-1796 Wzorzec
Morfogenetyczny ustanawia Pryncypium Komunikacji.
Rewolucja amerykańska, zakończona uchwaleniem konstytucji w 1787
roku, ustanawia model obalania starego porządku i wprowadzania władzy
demokratycznej. W 1789 r. Francja, podążając za tym wzorcem, jako pierwsze
państwo obala monarchię. W 1788 roku w Anglii ukazuje się gazeta „The Times",
ustalając tym samym normy komunikacji dla nowego, przemysłowego świata.
W 1783 roku odbywa się pierwszy lot balonem podgrzewanym gorącym
powietrzem. Lata 80. cechuje niezwykle dynamiczny rozwój przemysłu bawełnianego.
W 1789 roku Lavoisier określa krytyczne, racjonalne podstawy nowoczesnej chemii.
Szczytowym osiągnięciem tej epoki jest odkrycie planety Uran przez Herschela w
1781 roku, pierwszej „współczesnej" planety, której symbolicznym
atrybutem jest panowanie nad elektrycznością i rewolucją. Na
koniec, w 1795 roku, Hutton pisze Teorię Ziemi, kładąc podwaliny współczesnej
geologii.
W tym samym czasie artyści, jak William Blake w Anglii czy
japońscy drzeworytnicy z Tokio, zaczynają odnajdować nowe formy wyrażania
wspaniałości i psychicznego wymiaru nowego świeckiego porządku. W Niemczech
kompozytorzy, np. Beethoven, i pisarze, np. Goethe czy Novalis, zwiastują
nadejście romantyzmu jako artystycznej formy wyrazu ery przemysłowej.
Koniec solarnego cyklu WDECHU i rozpoczęcie lunarnego cyklu
WYDECHU
Katun 9: 3 OC (Pies 3). Władca planetarny: Lunarny Merkury. Etap
3. Cykl LAMAT. Harmoniczna liczba: 1792800. Lata 1796-1815. Wzorzec
Morfogenetyczny jako Zasada Społeczna.
Wraz z umacnianiem się nowej demokracji amerykańskiej i jej
zwrotem ku gospodarce bankowo-przemysłowej – ekonomia Hamiltonowska – idea wojen
o niepodległość rozprzestrzenia się na tereny kolonialne Ameryki Łacińskiej. Od
1811 roku rozpoczynają się tam latynoamerykańskie wojny niepodległościowe,
wzniecane przez demokratycznych liberałów – Hidalga, Martina, Bolivara. Nie
zważając na wojny, Stany Zjednoczone Ameryki inaugurują swoje
międzykontynentalne, neoimperialne działania, kupując w 1803 roku od Francji
terytorium Luizjany. Wojna 1812 roku pomiędzy USA i Wielką Brytanią udowadnia,
że Ameryka jest siłą, z którą trzeba się liczyć. W Europie z Rewolucji
Francuskiej wyłania się Napoleon – pierwszy z nowożytnych egotystów,
rozprzestrzeniający własną wizję wyzwolenia przez wojny wyniszczające całą
Europę.
Do innowacji naukowych i technicznych tego okresu należy
wynalezienie szczepionki ochronnej w 1796 r., odkrycie Pasa Asteroidów w latach
1801-1802 i skonstruowanie lokomotywy parowej w 1804 roku, otwierającej erę
nowego środka transportu przemysłowego. Pojawia się litografia – szybka metoda
powielania przekazu graficznego, a wraz z nią nowa forma komunikacji – gazety.
Romantyczna wizja nokturnu – potężna cisza nocy – wyrażana w malarstwie, poezji
i muzyce wydaje się w pełni uzasadniona w czasie, gdy cykl galaktycznej energii
baktuna zaczyna wchodzić w dziesiąty katun fazy lunarnego wydechu.
Katun 10: 4 CHUEN (Małpa 4). Władca planetarny: Lunarna Wenus
Etap 10. Cykl LAMAT. Harmoniczna liczba: 1800000. Lata 1815-1835. Wzorzec
Morfogenetyczny jako Dominująca Wizja Artystyczna.
Charakter romantyzmu, nasycony sprzecznymi wzajemnie dążeniami
populistycznej rewolucji i niechęcią do nieodwracalnej fali postępu
materialnego, przeciwstawiającej indywidualność mistycyzmowi, reprezentowany
przez geniusz Goyi, Blake'a, Beethovena czy Goethego, staje się normą stylu dla
całego okresu. W Japonii, rozwijającej własną formę świeckiej warstwy
kupieckiej, tendencja ta znajduje odzwierciedlenie w pracach takich artystów jak
Hiroshige i Hokusai. W tym czasie rewolucja przemysłowa jest już faktem
dokonanym. W całej Anglii wyrastają nowe miasta przemysłowe. Nostalgia za epoką
średniowiecza, romantyczny podziw dla wojen greckich o niepodległość,
populistyczna rewolucja we Francji w 1830 roku i rozwój architektury
przemysłowej pobudzają romantyczną wyobraźnię artystyczną. W przewidywaniu
potrzeb nowego, zurbanizowanego społeczeństwa, gwałtownie postępują prace
badawcze w dziedzinie elektryczności. Amper i Ohm rozwijają teorię prądów
elektrycznych. Pojawiają się pionierzy stwarzający podstawy fotografiki.
Katun 11: 5 EB (Człowiek 5). Władca planetarny: Lunarna Ziemia
Etap 5. Cykl LAMAT. Harmoniczna liczba: 1807200. Lata 1835-1855 Wzorzec
Morfogenetyczny doświadczany jako Nieuchronna Natura Człowieka.
Fundament społecznoekonomiczny światowego porządku industrialnego
jest już w pełni ukształtowany. Ten etap stanowi pierwszy, chwiejny jeszcze krok
ku zaawansowanemu materializmowi . Jego przykładem może być zarówno europejska
ekspansja imperialna, jak sprecyzowanie amerykańskiej doktryny Manifest Destiny
(USA, podporządkowując sobie kontynent, wypełnia jedynie wolę Bożą, przyp.
tłum.) i wojna amerykańsko-meksykańska. Wielkie imperium chińskie otwiera się
dla europejskiej eksploatacji. Pomimo rebelii w Taipei dzięki wspólnym wysiłkom
Europa bierze górę. Wynalazek alfabetu Morse'a i telegrafu, jak również
pojawienie się fotografii wpływa na przyspieszenie rozwoju powszechnych środków
komunikacji. Rodzi się termin „massmedia".
Odkrycie Neptuna w 1844 roku –planety nieświadomości zbiorowej;
wyłonienie się religii Ba'hai w Persji i filozofii Karola Marksa w Europie
zwiastują potencjał globalnych, nieimperialistycznych wizji świata. Rewolucje
1848 roku (Wiosna Ludów) odsłaniają napięcia, wywołane z jednej strony szybkim
rozwojem nowych technologii (maszyna do szycia, cement, anestezja), z drugiej
zaś niemożnością upowszechnienia ich wśród ludności z powodu braku właściwej
koncepcji społecznej. W 1851 roku zostaje otwarta pierwsza, światowa wystawa
osiągnięć techniki w Londynie. Foulcault demonstruje na niej rotację Ziemi.
Katun 12: 6 BEN (Wędrowiec 6). Władca planetarny: Lunarny Mars
Etap 6. Cykl LAMAT. Harmoniczna liczba: 1814400. Lata 1855-1874. Wzorzec
Morfogenetyczny osiąga Pełną Dojrzałość na Ścieżce Cyklicznej.
W tym okresie zasady i doktryny rozwinięte w pierwszym katunie
tego baktuna osiągają poziom bezprecedensowej materialnej mocy i ekspansji.
Anglia za panowania królowej Wiktorii zdobywa kontrolę nad Indiami. W tym samym
1858 roku Chiny stają się niewolnikiem interesów Europejczyków. W 1864 roku
Japonia otwiera się na Zachód; w 1867 roku reforma Meidżii („światowych rządów",
przyp. tłum.) sprawia, że Japonia zaczyna podążać kursem przyspieszonej
industrializacji kraju.
Rok 1855 charakteryzuje się rozwojem pierwszych tworzyw
syntetycznych i celuloidu, potem pojawia się konwertor Bessemera (wytop stali),
dynamit, maszyna do pisania, prowadzone są znaczące eksperymenty w dziedzinie
elektryczności i teorii elektromagnetyzmu.
Materialistyczna nauka triumfuje publikacją pracy Darwina O
powstawaniu gatunków (1859 r.) czy ogłoszeniem teorii praw dziedziczności Mendla
(1865 r.). Rozwój imperializmu w Rosji postępuje równolegle z
północno-amerykańską wojną domową, która na koniec otwiera całą Amerykę na
procesy uprzemysłowienia. Zakończenie budowy europejskiej sieci kolei żelaznej w
1870 r.; wojna francuskopruska w 1871 r. Wpływ fotografii na sztukę przygotowują
scenę dla malarstwa impresjonistycznego i śmiałych indywidualnych eksperymentów
artystycznych.
Katun 13: 7 IX (Mag 7). Władca planetarny: Lunarny Pas Asteroidów
Etap 7. Cykl LAMAT. Harmoniczna liczba: 1821600. Lata 1874-1894. Początek
Samotranscendencji Istniejącego Wzorca Morfogenetycznego.
Tu wraz z mistycznym siódmym etapem Cyklu LAMAT, związanym z IX,
znakiem Maga, głębsze, niewidzialne siły zaczynają subtelnie przekształcać
dialektykę pola morfogenetycznego. Jest to okres wyłaniania się kultury
modernistycznej, pracy wielkich geniuszy w dziedzinie elektryczności, Tesli i
Edisona, wykorzystania technologii elektrycznych, wynalezienia żarówki, telefonu
i fonografu, pojawienia się transportu zmotoryzowanego, skonstruowania karabinu
maszynowego w 1885 r., postępu w metalurgii, budowy mostu brooklińskiego, Statuy
Wolności oraz Wieży Eiffla. Kontrpunktem tego są nauki Ramakriszny i Heleny
Bławatskiej. Światowe Targi w Chicago i Światowy Kongres Religii w 1893 r.
wyznaczają następny krok w kierunki świadomości globalnej. Nasilające się
problemy z klasą robotniczą, strajki, filozofia anarchii i terroryzm oraz
ostateczne pokonanie Indian amerykańskich w 1891 r. po wejściu religii Tańca
Ducha (sprzeciw wobec najeźdźców, przyp. tłum.) – wszystko to skłania siły
industrialne od odwołania się do polityki przymusu i represji kolonialnej.
Katun 14: 8 MEN (Orzeł 8). Władca planetarny: Lunarny Jowisz
Etap 8. Cykl LAMAT. Harmoniczna liczba: 1828800. Lata 1894-1914.
Wyższe Pryncypia Wzorca Morfogenetycznego przenikają Pole Myśli.
Tu zaznacza się pełnia rozkwitu kultury modernistycznej: drapacze
chmur, kino, odkrycie promieni X przez Roentgena, samoloty, samochody, teorie
promieniowania, elektrony i protony, teoria względności, teoria kwantowa, teoria
dryfowania kontynentów i psychoanaliza. To wszystko wskazuje na niespotykane
dotąd przyspieszenie tempa zmian i stworzenia podstaw dla niematerialistycznego
spojrzenia na świat. Wojna chińsko-japońska w latach 1894-1895 i następująca po
niej wojna japońsko-rosyjska w 1906 r. czynią Japonię militarnym i przemysłowym
mocarstwem w rejonie zachodniego Pacyfiku. W 1911 r. Sun Yat Sen chce podnieść i
„unowocześnić" Chiny.
Ostateczny upadek Imperium Beninu w Afryce Zachodniej w latach
90. dziewiętnastego wieku przypieczętowuje uzależnienie Afryki od Europy. Na
scenie pozostaje jedynie zacofane Imperium Osmańskie jako ostatni bastion
niezindustrializowanej, nieskolonizowanej cywilizacji światowej. Mimo
gwałtownego, zaawansowanego postępu na płaszczyźnie osiągnięć materialnych i
wiedzy naukowej siły przeciwstawne, obecne w tym polu, doprowadzają do wydarzeń,
znanych jako pierwsza wojna światowa, „wojna, która zakończy wszystkie wojny".
Katun 15: 9 CIB (Wojownik 9). Władca planetarny: Lunarny Saturn.
Etap 9. Cykl LAMAT. Harmoniczna liczba: 1836000. Lata 1914-1933. Galaktyczny
Impuls w kierunku Nowego Cyklu staje się wyczuwalny.
Na tle niszczących skutków I wojny światowej, rewolucji
bolszewickiej w Rosji, późniejszego umocnienia się konserwatywnych,
faszystowskich rządów w Europie oraz kryzysu ekonomicznego 1929 r. prowadzone są
pierwsze doświadczenia w dziedzinie fizyki i technologii jądrowej. Zostaje
wynaleziony licznik Geigera i cyklotron, rodzi się teoria Wielkiego Wybuchu
(1927 r.), następuje odkrycie neutronów (1931 r.). Wynalezienie radia i filmu
dźwiękowego sprzyja rozwojowi technologii komunikacji masowej. W tym okresie
widać wyraźnie, że światowa cywilizacja przemysłowa znalazła się na rozstajach
dróg. Narastający kryzys ekonomiczny rzuca poważne pytania pod adresem
bezlitosnej industrializacji. Gandhi w Indiach i Roerich w ramach światowego
ruchu Pax Cultura kreślą wizje stawiające pod znakiem zapytania
industrializację, wybiegając daleko ponad nią.
Odkrycie planety Pluton na przełomie lat 1930-31, władcy świata
podziemnego i transformacji, zapowiada dryfowanie w kierunku jeszcze głębszych
poziomów materializmu i ostateczną transformację materii samej w sobie.
Kryzysowi cywilizacji industrialnej towarzyszą pierwsze impulsy w kierunku
holistycznego postrzegania świata: Holism and Evolution Jana Smutsa (1924 r.),
filozofia synergetyczna Buckminstera Fullera, syntetyzujące prawa fal w The
Universal One Waltera Russella (1927 r.) i psychologia nieświadomości Carla
Gustava Junga.
Katun 16: 10 CABAN (Ziemia 10). Władca planetarny: Lunarny Uran
Etap 10. Cykl LAMAT. Harmoniczna liczba: 1843200. Lata 1933-1953 Wzorzec
Morfogenetyczny osiąga Szczyt Mocy.
Nie ulega wątpliwości, że w tym katunie kryją się najbardziej
nieodwracalne momenty całego baktuna, przesądzające o losie pozostałej części
cyklu. Zapaść ekonomiczna i kryzys świata kapitalistycznego są sztucznie
przezwyciężane przez zwrot ku gospodarce wojennej na bezprecedensową skalę. Mimo
iż katalizatorem są tutaj rewizjoniści faszystowscy, wybuch II
wojny światowej i jej śmiercionośne narzędzie, bomba atomowa, nie są
niespodzianką. W 1939 roku Einstein sam doradza prezydentowi Rooseveltowi w
sprawach budowy bomby atomowej; w tym samym roku zostaje wynaleziony radar.
Uzyskanie plutonu w 1940 r., pierwszego sztucznego pierwiastka,
przeprowadzenie pierwszej reakcji jądrowej w dwa lata później, realizacja
projektu Manhattan w 1944 r. i wybuch pierwszej bomby atomowej w 1945 r. to
etapy krytyczne, przypieczętowujące los planety. Po zbombardowaniu Hiroszimy i
Nagasaki i zakończeniu II wojny światowej badania militarne są najważniejszym
czynnikiem gospodarki dwóch najsilniejszych krajów: USA i ZSRR. Zbiegiem
okoliczności w 1947 r. amerykańskie siły powietrzne, US Air Force, rozpoczynają
badania nad projektem Blue Book i zjawiskami UFO, a Wielka Brytania wchodzi w
posiadanie broni atomowej. Od 1948 r. również ZSRR ma broń jądrową. W odpowiedzi
USA konstruuje bombę wodorową, rozpoczynając wyścig zbrojeń. Trend w kierunku
wojny totalnej ma niwelować powołanie organizacji światowej, Organizacji Narodów
Zjednoczonych, ale jej potencjał nie jest jeszcze w pełni wykorzystany . Do
powszechnego już radia wl948 r. dołącza telewizja, która, wnosząc filozofię
konsumeryzmu, staje się wygodnym środkiem do podtrzymania gospodarki
uprzemysłowionych państw Zachodu i zaspokojenia potrzeb świadomości konsumenta.
Katun 17: 11 ETZNAB (Zwierciadło 11). Władca planetarny: Lunarny
Neptun Etap 11. Cykl LAMAT. Harmoniczna liczba: 1850400. Lata 1953-1973. Wzorzec
Morfogenetyczny ukazuje Początki Rozpadu Struktur.
Na tle zimnej wojny, napędzanej paliwem atomowym, rozpoczyna się
okres wielkich odkryć: DNA (1953), pasm radiacji Van Allena (1958), płyt
tektonicznych (1964). Pojawienie się komputerów w 1955 roku inicjuje start
nowych technik informatycznych. Era kosmiczna otwiera się wraz z wystrzeleniem
sputnika w 1957 roku, potem odbywa się pierwszy lot załogowy w Kosmos (1961 r.),
pierwsze lądowanie na Księżycu (1969 r.), wysłanie pierwszego satelity Ziemi i
pierwszych planetarnych sond kosmicznych (1971 r.). W kontekście tych wydarzeń
należy wspomnieć o prezentacji teorii noosfery (mentalnej powłoki Ziemi)
Teilharda de Chardina z 1955 roku czy konceptu Olivera Reisera, dotyczącego pola
PSI w 1966 roku.
W międzyczasie światowa cywilizacja przemysłowa, napędzana przez
japońską technologię doznaje kulturalnego fermentu, wywołanego
rozprzestrzenianiem się filozofii azjatyckiej – zen, hinduizmu i buddyzmu
tybetańskiego, jak również popularnego nurtu kultury elektronicznej – muzyki
rockand-rollowej w 1956 roku, która w 1964 roku dzięki zespołowi The Beatles
staje się fenomenem światowym. Wojna w Wietnamie, popularny ruch antywojenny,
ruch na rzecz praw człowieka, wzrost siły Trzeciego Świata, rozpowszechnianie
się środków psychodelicznych i różnego rodzaju narkotyków przyczyniają się do
rozpadu tradycyjnych struktur w polu morfogenetycznym światowego przemysłu.
Niepokoje studenckie w Europie, Meksyku i krajach bloku wschodniego towarzyszą
wydarzeniom rewolucji kulturalnej w Chinach.
Narodziny ruchu ekologicznego w 1970 roku sygnalizują pierwszą
powszechną odpowiedź na pogarszający się stan środowiska naturalnego,
spowodowany rabunkową gospodarką przemysłową. Przeciwieństwem do tego jest
przeprowadzenie największego na świecie podziemnego testu bomby wodorowej
niedaleko wyspy Amchitka w archipelagu Aleutów na północnym Pacyfiku, gdzie na
głębokości 1800 metrów poniżej poziomu morza zdetonowano ładunek równoważny 10
bilionom ton TNT.
Katun 18: 12 CAUAC (Burza/Wicher 12). Władca planetarny: Lunarny
Pluton. Etap 12. Cykl LAMAT. Harmoniczna liczba: 1857600. Lata 1973-1992.
Wzorzec Morfogenetyczny osiąga szczyt Entropii – Początek Transformacji
Rozwój polityki paliwowej (OPEC), znaczony ustawiczną wojną na
Bliskim Wschodzie, wynurzenie się światowego terroryzmu i skrycie się
supermocarstw za parawanem polityki nuklearnej
MAD (MutualAssuredDeteren.ee*) [* skrót MAD - polityka nuklearna
wzajemnie zagwarantowanego odstraszania; ang. słowo MAD znaczy OBŁĄKANY -
„polityka obłąkanych" (przyp. tłum.) ] zapowiada ostateczny szach-mat i
załamanie się światowej ekonomii opartej na petrochemii i wyścigu zbrojeń.
Entropicznemu rozpadowi światowej cywilizacji przemysłowej towarzyszy dalsza
eksploracja przestrzeni kosmicznej (1975 r. wysłanie sondy na Wenus, 1976 r. na
Marsa, 1981 r. w kierunku Jowisza, 1983 r. Saturna, 1986 r. Urana, 1989 r.
Neptuna, 1992 r. Plutona), rozwój wysoko zaawansowanych systemów komunikacji
światowej oraz znaczne przesunięcie płyty tektonicznej Pacyfiku na skutek
aktywności sejsmicznej i wulkanicznej w latach 70. i 80.
Ten okres jest niezwykle ważny dla przygotowania się na finał
baktuna i całego Promienia Synchronizacji o średnicy 5200 tunów. Kulminacyjny
moment tkwi w szeregu zarówno chaotycznych, jak i nieodwołalnie transformujących
wydarzeń na świecie w latach 1987–92 powiązanych z przemieszczeniem się pasm
częstotliwości pól rezonansowych od 1987 roku, upadkiem czy też
zrestrukturyzowaniem rządów wewnątrz liczących się państw, pojawieniem się
paradygmatu pola rezonansowego z ujednoliconą siecią globalnej komunikacji,
współpracującą z bioregionalnymi bazami zarządzania. Ten etap – Wicher
Transformacji – wypiętrza grzbiet fali naszej całej historii. W tym okresie,
okresie burzliwej transformacji, fala historii osiąga apogeum. Maksymalne
przyspieszenie i nieprzewidywalna entropia wyrównują drogę coraz szerszym kręgom
synchronizacji.
Koniec lunarno-galaktycznego cyklu WYDECHU (dziesięć katunów) -
rozpoczęcie solarnego cyklu WDECHU
Katun 19: 13 AHAU (Słońce 13). Władca planetarny: Solarny Pluton.
Etap 12. Cykl LAMAT. Harmoniczna liczba: 1864800. Lata 1992-2012. Wzorzec
Morfogenetyczny dopełnia Samotransformacji.
Ten katun jako dwieście sześćdziesiąty katun Wielkiego Cyklu,
pięćdziesiąty drugi i zarazem ostatni cykl galaktycznej aktywacji, jak również
pierwszy cykl aktywacji od narodzin filozofii naukowo -materialistycznej w
latach 1618-1638 wyznacza ostateczną transformację i odwrócenie całego pola.
Najistotniejszym dorobkiem tego okresu jest rozwój niematerialistycznych,
ekologicznie harmonicznych technologii, dla których grunt przygotowali dużo
wcześniej tacy myśliciele jak Tesla, Fuller i Russell; wspieranie nowego,
zdecentralizowanego, zmedializowanego (zdominowanego przez media) społeczeństwa
informacyjnego, jak również zrozumienie powiązań rezonansowych wewnątrz
solarnych i psychicznych pól oraz ich wpływu na pojmowanie istoty choroby i
zdrowia.
Pomimo utrudnień ze strony elementów reakcyjnych włącznie z
potęgą Chin, mobilizacja globalnych sił społecznych przeciwnych militaryzacji i
industrializacji odniesie sukcesy jeszcze przed zakończeniem cyklu w 2012 roku.
W tym momencie proces synchronizacji całego Wielkiego Cyklu osiągnie nowy
szczyt, a zjednoczona społeczność ludzka zrobi nieoczekiwany zwrot w kierunku
zestrojenia z Galaktyką.
Zamykanie cyklu nacechowane będzie uroczystym nastrojem,
synchronizacją form mitycznych i tonem duchowej regeneracji, nieznanym w żadnym
z dotychczasowych okresów historycznych. Faktor Majów, zasygnalizowany jako
powrót Majów, nada ostatni rys czasom, w których planeta osiągnie świadomą
artykulację swojego ciała świetlistego i tym samym wkroczy w następną fazę
ewolucji. Galaktyczna Wspólnota wzbogaci się o nowego członka.
0. IMIX (Smok 1). Harmoniczna liczba: 1872000. A. D. 13.0.0.0.0
Galaktyczna Synchronizacja – Synchronizacja wiodąca Poza.
Mówienie o galaktycznej synchronizacji, o synchronizacji z
tym-co-po-tym oznacza przekraczanie granic fantazji i naszych najśmielszych
marzeń. Wszyscy „kosmiczni bracia", ET i UFO – nie są obcymi istotami, ale
emanacjami bytu samego w sobie. Byt jest w swej istocie światłem, energią
radiacyjną . Przyszliśmy ze światła i do światła powrócimy. W czasie, w którym
wyplatamy wątek naszej
historii, uczestniczymy jednocześnie w procesie rozwijania
większego bytu. Z uwagi na specyficzny charakter 5125-letniej fazy
(5200-tunowego) Galaktycznego Promienia Synchronizacji, w którą zostaliśmy
wciągnięci, zatraciliśmy jednak tę wiedzę.
Nasza planeta, wkręcona w wir coraz bardziej przyspieszanych faz
trzynastu cykli promienia, dojrzała już do zaawansowanego etapu świadomej
synchronizacji swoich elementów składowych. Umożliwiły to najbardziej złożone
formy DNA. Wywołały one sztuczny skok – nagły zwrot cywilizacji, który w istocie
miał tylko jeden cel: przyspieszenie tempa transformacja materii. W tym tkwi tak
wielkie znaczenie cyklu 13, baktuna 12, A. D. 1618-2012.
Z chwilą osiągnięcia najważniejszego etapu transformacji materii,
16 lipca 1945 roku, rozpoczęły się dwa podstawowe procesy. Jeden, związany z
nadużywaniem władzy materialistycznej, dotyczy utrzymania dotychczasowego
porządku społeczno-politycznego na świecie, drugi – dysonansowego przyspieszenia
wibracji ziemskiego pola rezonansów, które – w szerszym spektrum – doprowadziło
do zaobserwowania takich zjawisk, jak UFO, wzrostu zdolności postrzegania
duchowego, ruchu płyt tektonicznych czy terroryzmu.
Przyczyna rejestracji tak silnych, subiektywnych wrażeń przez
psychikę ludzką tkwi w oddziaływaniu radioaktywności i zaburzeń
elektromagnetycznych na infrastrukturę DNA. Powoduje to wzrost nieobliczalności
i entropii zachowań. Reakcja DNA, objawiająca się zakłóceniem postaw społecznych
w sferze ludzkiej czy wzrostem zachorowalności na raka lub nowe choroby jak
AIDS, jest tylko cząstkowym odzwierciedleniem tego, co dzieje się w organizmie
samego gospodarza, czyli Ziemi.
Rezonansowe ciało Ziemi, wibrująca infrastruktura, która
utrzymuje w całości zmysłowo postrzegalne ciało planety, znajduje się w stanie
wysokiej „gorączki", zwanym dysonansem rezonansowym. Pamiętając, że planety
funkcjonują jak żyroskopy, niosące wzorce częstotliwości poszczególnych orbit,
zauważamy, że począwszy od 1945 roku określone, szkodliwe dla środowiska
zdarzenia wyzwoliły dysonansową falę wibracji, mającą wpływ na cały obrót
planety. Jeżeli dysonans nie zostanie zahamowany, dojdzie do zwiększenia pędu i
rozpadu planety – jak w niekontrolowanej reakcji łańcuchowej. Ziemia może się
wówczas rozprysnąć na mniejsze ciała, przypominające dzisiejszy Pas Asteroidów
(pozostałość po rozpadzie planety Maldek, przyp. tłum.).
W celu przeciwdziałania wzrastającemu dysonansowi częstotliwości
w krystalicznym jądrze Ziemi rozpoczęto nastawianie fal aż do momentu
osiągnięcia nowego harmonicznego rezonansu o nieco podwyższonej częstotliwości,
która ma zrównoważyć dysonans i wytworzyć nowy, stabilny poziom rezonansu.
Jeżeli zdołamy go osiągnąć, zanim w polu planetarnym zaznaczą się kolejne
niszczące oddziaływania i nieważne, czy będzie to wzrost poziomu stężenia
dwutlenku węgla, czy następne próby atomowe, to planeta bezpiecznie opuści
5200-tunowy Promień Synchronizacji.
Jak widać, przyspieszanie oddziaływania DNA wewnątrz promienia
rozgrywa się w ostatnim z możliwych momentów przed osiągnięciem punktu
krytycznego synchronizacji. Synchronizacja dokonująca się w szczytowym punkcie
przyspieszenia i dysonansowej entropii wymaga od infrastruktury DNA przyjęcia
roli medium umożliwiającego kontakt ze zdolnymi do wibracji płaszczyznami
planety, które poprzez samoorganizujące i samouzdrawiające procesy Ziemi wyłonią
się jako jednolite pole.
Ta rola polega na rozbudzeniu czystych intencji duchowych wśród
zharmonizowanej grupy istot ludzkich, które zrozumiały, że w tym szczególnym
czasie ich odpowiedzialność wobec planety jest ważniejsza niż wszystkie inne
sprawy i zobowiązania. Tego rodzaju rozbudzenie ma charakter planetarnego
misterium – rytuału przejścia, umożliwiającego promienną manifestację pól,
których istnienia nawet nie podejrzewaliśmy. To właśnie wyraża „harmoniczna
konwergencja", przypadająca pomiędzy kinami 1863022 i 1863023, czyli z 16 na 17
sierpnia 1987. Dzięki temu wydarzeniu scenariusz Armageddonu został wyłączony,
możliwość nastania Nowego Nieba i Nowej Ziemi jest już w pełni realna.
Musimy pamiętać, że z perspektywy faktora Majów przyspieszenie
działań, które osiągnęło swoją kulminację w cyklu 13, baktunie 12, jest tylko
fazą w większej grze galaktycznych pól rezonansów. 64-wyrazowe pole kodu DNA –
faktor, który jest pobudzany i synchronizowany podczas przejścia przez
5200-tunowy Promień Synchronizacji, jest tylko środkową parcelą w rezonansowym
polu częstotliwości, którego kod stanowi 260 jednostek. W fazie zagęszczenia w
materię straciliśmy z oczu nie tylko całe pole DNA, którego jesteśmy
operatorami, ale zapomnieliśmy też o większej matrycy, o galaktycznym,
harmonicznym module, w który jesteśmy całościowo włączeni.
Aby pełniej zrozumieć obecny „przeczyszczający" moment, przez
który prześlizguje się nasza cała egzystencja na tej planecie, przyjrzyjmy się
dokładniej technologii i transformacji. Celem Faktora Majów jest wprowadzenie
nas na ścieżkę wiodącą poza technologię, natomiast jego zadaniem przeprowadzenie
nas przez oko cyklonu – transformację materii, wywołaną przez samą technologię.
Przejście przez oko cyklonu oznacza włączenie wstecznego biegu w prześwietlaniu
historii – powrotną podróż przez bezczasowość Zuvuya, której harmoniczne fale
promieniują od bezpoczątkowości do nieskończoności, Jedynego Źródła i bytu w
ciągłym TERAZ.
SYNCHRONIZACJA Z TYM, CO POZA
ROZDZIAŁ 7
TECHNOLOGIA I TRANSFORMACJA
Maskull: Jedno jest dla mnie zagadką.
Panawe: Co takiego?
Maskull: Jak to się dzieje, że ludzie tutaj nie znają ani
narzędzi, ani rzemiosł, nie rozwinęli cywilizacji, a jednak zdołali wytworzyć
społeczne zwyczaje i osiągnąć mądrość myślenia.
Panawe: Czy w takim razie sądzisz, że miłość i mądrość wyrasta z
narzędzi? Ach, już wiem, skąd się to bierze. W twoim świecie nie posiadacie tak
wielu zmysłów i aby zrównoważyć ten niedostatek, byliście zmuszeni wspomóc się
kamieniem i metalem. Nie jest to bynajmniej przejaw wyższości.
Rozmowa pomiędzy Ziemianinem Maskullą i Arkturianinem Panawe,
bohaterami opowieści fantastyczno -naukowej Johna Lindsaya, zatytułowanej Voyage
from Arcturus, odnosi się do dyskusji o naturze i celu technologii, którą dość
powszechnie uważamy za materialne przedłużenie naszego ciała i organów zmysłów.
To, co uważamy za historię lub postęp historyczny, jest praktycznie synonimem
rozwoju technologii. To samo można powiedzieć o cywilizacji. Istnieje wyraźna
tendencja do uznawania postępu technologicznego, usprawniającego życie
człowieka, za wskaźnik poziomu cywilizowanego życia. U podstaw takiej definicji
skrywa się niebezpieczny, subtelny materializm. Ale jaki związek mają
usprawnienia technologiczne z prawdziwą kreatywnością lub w tym przypadku z
duchowością?
Ten tok rozumowania skazuje nas na upieranie się przy niemożliwym
do utrzymania stanowisku, że życie w mieście pośród samochodów i z telewizją
jest lepsze niż życie aborygenów, pomalowanych ochrą i cynobrem, zamieszkujących
obrzeża cywilizacji, nucących ponadczasowe, rezonansowe pieśni pochwalne do
wciąż żywych kamieni. Oczywiście, herezją byłoby głoszenie opinii, że
sensoryczna czujność aborygenów jest stanem bardziej pożądanym niż
technologiczny komfort XX wieku, chociaż dziś komfort ten ogranicza pole naszych
zmysłów i zawęża horyzonty życiowe. Czyżby więc pułapka rozwoju technologicznego
tkwiła w ukształtowanym przez nas środowisku, w którym wszystko, co otrzymujemy,
jest jedynie odpadem naszych własnych, sztucznie wytworzonych ulepszeń,
mianowicie feedback-produktem ograniczonych zakresów częstotliwości. A może
pułapką cywilizacji jest wyłączenie zmysłów, znacząco nadwątlające naszą
zdolność do odbioru informacji? Sytuację jeszcze bardziej pogarszałoby to, gdyby
się okazało, że kuszące ramy sztucznie stworzonego środowiska mogą ograniczać
także naszą zdolność rozpoznawania nowych bodźców zmysłowych. Wtedy moglibyśmy
przyrównać niedolę kolektywnego organizmu ludzkiego do położenia zwierzęcia
uwięzionego w klatce, które dusi się w toksycznych oparach swoich własnych
odchodów. Jeśli przypatrzymy się uważnie rzeczywistości współczesnego świata,
taki właśnie opis wyda się niezwykle trafny.
Powyższe rozważania nie dają jednak odpowiedzi na pytanie, czym
właściwie jest technologia? I dlaczego w ogóle ją rozwijaliśmy, skoro niesie z
sobą tak wielki potencjał zniszczenia, zarówno dla nas, jak i dla naszego
środowiska, i planety Ziemi? Aby odpowiedzieć na te pytania i móc odwołać się do
podtytułu tej książki: Ścieżka wiodąca poza technologię, niezbędne jest
przedstawienie prostego równania:
prehistoria = pretechnologia
historia = technologia posthistoria = posttechnologia
W tym zestawieniu faktor Majów odpowiada nie tylko za pełny opis
środkowego równania, ale także za związek pomiędzy terminem pierwszym i ostatnim
– stanem prepost historii/technologii. Z perspektywy faktora Majów wykładnicze
rozprzestrzenianie się komunikacji w formie materialnej technologii, czyli
historia, zachodzi w Galaktycznym Promieniu Synchronizacji (o średnicy 5125-5200
tunów) i jest jego funkcją. Przyjmując taki tok rozumowania za definicję, możemy
opisać technologię jako narzędzie synchronizującego promienia.
Technologia jest więc bezpośrednią miarą przyspieszenia i
synchronizacji DNA w procesie manifestacji świetlistego ciała naszej planety. To
oznacza, że wzrost liczby rozwiązań technologicznych i wynikających z tego
wzrostu oddziaływań idzie w parze z odpowiednim ożywieniem i przyspieszeniem
infrastruktury DNA. Z kolei ożywienie infrastruktury DNA przebiega równolegle do
aktywacji ciała świetlistego planety, przy czym pozostaje to praktycznie
niezauważalne aż do chwili zakończenia procesu przyspieszania.
Podczas pierwszych dwunastu baktunów przyspieszenie będzie
wzrastać stopniowo, w ostatnim cyklu nabierze ogromnych wartości, osiągając
apogeum w katunie 259. Synchronizacja ustabilizuje się dopiero w katunie 260,
czyli w ostatnim cyklu. Wzrost liczby narodzin jest wskaźnikiem kulminacji
wykładniczego procesu przyspieszenia wśród ludzkości. W dniu 7 lipca 1986 roku
ogłoszono, że liczba ludności na świecie przekroczyła 5 miliardów. A zaledwie
dwanaście lat wcześniej populacja ludzka liczyła 4 miliardy.
Przed wejściem w Promień Synchronizacji w okresie „prehistorii"
organizm ludzki, ogólnie rzecz ujmując, pozostawał w symbiotycznej relacji ze
środowiskiem naturalnym. Obok umiejętności rozniecania ognia i wytwarzania
narzędzi z kamienia łupanego dopiero rolnictwo przyśpieszyło imperatyw
technologiczny, który miał być ożywiony przez promień synchronizujący. Gdy
wkroczyliśmy w sferę oddziaływania promienia, dominującym, ewolucyjnym impulsem
stały się tendencje w kierunku materialnych usprawnień, specjalizacji zadań,
stratyfikacji społeczeństwa i zdobyczy terytorialnych. W efekcie końcowym
podejście do natury wykreowane w okresie zwanym historią nie było już takie
symbiotyczne, lecz przypominało bardziej schemat pan – niewolnik.
W miarę wzrostu wskaźnika innowacji technologicznych w czasie
5125-letniego cyklu ludzie rozbudowywali swoje sztuczne systemy komunikacyjne i
społeczne w coraz gęstszą sieć oplatającą powierzchnię planety. Przez wiele
tysiącleci cywilizacja definiowała samą siebie w skali ekspansji terytorialnych,
mimo że ludność barbarzyńska zamieszkująca jej obrzeża charakteryzowała się
mniej zaawansowanym rozwojem technicznym. Duchowy horyzont zaczął się
zaciemniać, gdy nastał początek globalnej cywilizacji przemysłowej. Ale właśnie
poza tą samoniszczącą, sztuczną wspaniałością światowej cywilizacji przemysłowej
znajduje się cel: specyficzny stan, w którym przyspieszenie przejdzie łagodnie w
synchronizację całości.
Jeżeli zdołamy przetrwać krytyczną fazę synchronizacji i nie
zniszczymy środowiska przed osiągnięciem punktu zwrotnego w naszej samozagładzie
– bypass Armageddonu – uda się nam wejść w katun 260 (1992-2012). Ten cykl
katunów, rządzony przez dostojny trzynasty promień pulsacji, oznakowany symbolem
AHAU, Umysł Solarny, rozpocznie etap przechodzenia do stanu posthistorycznego, a
następnie posttechnologicznego, w którym organizm ludzki „powróci" do swojej
symbiotycznej harmonii z naturą.
W żadnym wypadku nie należy postrzegać „powrotu" jako porzucenia
cywilizacji czy uważać go za proces oczyszczania ludzkiej duchowości, lecz
raczej uznać go za przejście na bardziej zaawansowany poziom egzystencji. Aby
nie tworzyć kolejnej neoromantycznej utopii, przyjrzyjmy się raz jeszcze
związkom harmonii falowej historii (jej harmonicznej częstotliwości) z harmonią
galaktyki (harmoniczną częstotliwością galaktyczną) i rozważmy tutaj wyjściowy
postulat faktora Majów: 260 elementów Tzolkin jest tym dla 64 elementów DNA
(kodonów), czym światło jest dla życia.
To twierdzenie jest definicją radiogenezy: radio odnosi się do
zdolności światła i całej spektralno-promieniującej energii do przenoszenia
informacji; geneza mówi o zdolności światła do samoprzekształcania się w
wyczuwalne, plazmowe, ruchome zjawiska zwane życiem. Z perspektywy faktora Majów
związek pomiędzy światłem i życiem nie jest linearny, tzn. przyczynowo-skutkowy,
np. najpierw światło, a dopiero potem życie, lecz jest związkiem, w którym życie
jest osadzone w matrycy wielorakich potencjałów energii radiacyjnej. Dokładne
odwzorowanie tych relacji ukazuje Tzolkin, w którym 64 pola reprezentujące kody
DNA zajmują środkową część pola „szachownicy". Po obu stronach kolumny
mistycznej znajdują się 32 pola, które przeplatają się ze środkowym wzorcem
Krosna Maja.
Przyjmijmy, że pozostałe elementy otaczające środkową,
64-jednostkową szachownicę odpowiadają stadiom światła i energii radiacyjnej,
poprzedzającym ewolucją DNA, następującym po sobie i wzajemnie się
przenikającym. Z uwagi na to, że 64-elementowa szachownica DNA zawiera się
wewnątrz większej, radiogenetycznej planszy Tzolkin, możemy przyjąć, że samo DNA
jest pomostem łączącym określoną domenę światła – energii radiacyjnej – z inną.
Zgodnie z analogią fraktalną, dzięki technologicznemu przyspieszeniu, scena,
zwana historią, imituje taką właśnie wiążącą funkcję DNA, przypominając węzeł
łączący dwie sfery radiacyjne. W kontekście radiogenezy termin „historia"
opisuje intensyfikację zdolności DNA do sztucznego (technologicznego)
przerzucenia pomostu i tym samym przeskakiwania z jednego poziomu radiacyjnego,
rozumowania symbiotycznego i spełnienia, czyli prehistorii, na inny poziom,
czyli posthistorię.
Jeśli nadamy harmonii fraktalnej pełną swobodę działania, stadium
przyśpieszenia przeskoku technologicznego będzie się mogło dokonać wewnątrz 64
centralnych pól Tzolkin. Należy je pojmować jako reprezentację całej szachownicy
radiogenetycznej. To tak jakby podczas przechodzenia przez 5200-tunowy promień,
rodzące technologię DNA zatoczyło pełny krąg, przesuwając się przez 64 centralne
pola szachownicy. Chociaż jest to zupełnie niewidoczne aż do chwili zatoczenia
pełnego kręgu, można by powiedzieć, że w momencie przejścia przez wszystkie 64
jednostki cała szachownica zaczyna „świecić" . Rozświetlenie szachownicy w
momencie zatoczenia ostatniego kręgu oznacza osiągnięcie stanu synchronizacji
przez DNA w roku 2012 n. e., 13.0.0.0.0, czyli nadejście posthistorii.
Kolejna różnica pomiędzy fazą technologicznego środka a stadiami
pre i post to rozróżnienie mitu i historii, pojmowanych jako dwa odmienne
jakościowo stany świadomości. Mit definiuje zdolność do jednoczesnego,
wielopłaszczyznowego rezonansu, który łączy byt z bytem, natomiast historia
wyraża tendencję w kierunku ograniczania, mierzenia i jednopłaszczyznowej
materializacji, oddzielającej byt od bytu.
Z perspektywy mitu – ujmując rzecz metaforycznie – promienie
światła przebłyskujące przez listowie w lesie są ożywczym aspektem świtu,
przynoszącym słoneczny pokarm naszym spragnionym komórkom. Odpowiedzią na dar
światła jest rytualny śpiew i dym unoszący się z ogniska rozpalonego w kamiennym
kręgu. Są one jednocześnie zaproszeniem dla przodków i przywołaniem wielkich
bytów, jak również dopełnieniem doznania. W kontraście ze świadomością
historyczną światło przedzierające się przez drzewa, choć niektórym wydaje się
bardzo tajemnicze, oznajmia jedynie nastanie kolejnego dnia. W zależności od
naszych potrzeb i zainteresowań albo skryjemy się pod parasolem, albo zażywając
kąpieli słonecznych, będziemy mieć piękny dzień.
Innymi słowy, z zebranych doświadczeń stan mityczny buduje
sakrament lub rytuał, wzmacniający więź pomiędzy światłem i wyższymi mocami,
będącymi w gruncie rzeczy siłami światła. Umysł historyczny wykorzystuje
doświadczenie jako informację, która wyznacza praktyczne cele związane z wygodą
życia. Jednakże aspekt świadomości historycznej, poszukujący komfortu, jest
faktycznie feedback-efektem impulsu DNA, prowadzącym do tworzenia technologii.
Stąd świadomość historyczna jest tylko produktem ubocznym szerszego,
technologicznego procesu przejścia, który prowadzi nas z jednej naturalnej
symbiozy do kolejnej, z jednej sfery światła do następnej.
Aby to głębiej zrozumieć, przyjrzyjmy się następującemu równaniu:
mit = DNA x światło. W tym równaniu mit lub stan mityczny jest samopodtrzymującą
zdolnością DNA do bezpośredniego wykorzystania światła lub spektrum energii
radiacyjnej dla osiągnięcia swojego celu. Dlatego w stanie mitycznym psychiczny
rezonans pomiędzy organizmem i energią promieniowania zachodzi bezpośrednio i
sam wytwarza zarówno pierwotny pokarm duchowy, jak i pierwotną rzeczywistość.
Rezonans ten jest zależny od zdolności zmysłów do integracji radiacyjnej, jak
również intensyfikuje tę zdolność. Doznania narządów zmysłów – oczu, uszu, nosa,
języka, receptorów – są nie tylko pierwotne, ale także nastrojone na niuanse
warunkujące przenoszenie informacji i potęgujące odczucie przyjemności. Potrzeba
sztucznego wywoływania poczucia przyjemności staje się przeszkodą dla
osiągnięcia stanu nieskazitelnej czystości doznań zmysłowych per se.
Natomiast historia lub stan historyczny reprezentuje kontrspin
zdolności DNA do sztucznej maksymalizacji swojego potencjału w stosunku do
całości ciała gospodarza, czyli planety, w naszym przypadku Ziemi (zob. rozdz.
3, przykłady spinu i kontrspinu liczb). To wyjaśnia, dlaczego dalszy rozwój
technologii – sztuczne przedłużenie naszych narządów zmysłów – ma ułatwić
stworzenie większego obwodu DNA.
Naturalnie, pojedyncze komórki organizmu, jakim jest ludzkość, co
najwyżej mgliście postrzegają nadrzędny cel obwodu DNA. W konsekwencji większość
pojedynczych osób skłania się i całkowicie uzależnia od sztucznych,
technologicznie przedłużonych „protez" zmysłowych i środowiska pełnego odpadów
zmysłowych. Z tego powodu dziś – pod koniec epoki historii – natura znajduje się
w zbyt trudnym położeniu, by konkurować z telewizją. Niezwykle trafnie wyrażają
to słowa piosenki z czasów pierwszej wojny światowej: Jeśli już widzieli Paryż,
jakże ich teraz zatrzymać na farmie?
Faza historycznej intensyfikacji DNA – odmierzana, przyspieszana
i synchronizowana przez 5200-tunowy promień – jest tylko okresem przejściowym.
Po osiągnięciu celu, jakim jest pełny technologiczny związek z ciałem gospodarza
(Ziemią), nastąpi odłączenie sensorycznych odbiorników i zanurzenie się zmysłów
w ich własnych, sztucznych pętlach odpadów. Jeśli obwód ma być kompletny,
konieczne jest otwarcie pól zmysłów na ich naturalne potencjały. Jak wiadomo,
nie łatwo jest wyrwać się z łańcucha sztucznych uzależnień. Pogrążanie się
jednostki w tego rodzaju pętlach prowadzi do neurotycznych zachowań i nałogów; w
przypadku zbiorowego organizmu objawem jest paraliż paradygmatu. W tym zawiera
się dramat naszych czasów, napięcie, które towarzyszy transformacji stanu
przyspieszenia w stan synchronizacji. Na szczęście, w tym trudnym procesie
pomaga nam Ziemia.
Krytyczne napięcie, jakiego doświadczamy w naszym polu
morfogenetycznym, wynika z wewnętrznych sprzeczności paradygmatu ograniczonego
przez własne przekonania. Paradygmat ten, zdominowany przez męskie,
neoprotestanckie duchowieństwo, broni swojego naukowego „obiektywizmu",
wykorzystując rozgrywki sił politycznych na świecie. Paraliż paradygmatu jest
faktycznie odzwierciedleniem dysonansowego zwrotu Ziemi. Intensyfikacja
aktywności DNA, wywołana ekscesami technologii zwanej historią, osiągając teraz
swoją kulminację w aspekcie sensorycznym i wróżąc zagładę świata (Armageddon),
dokonuje się równolegle ze zmianami w polu ziemskim. Nie jesteśmy jedynymi
autorami naszych doświadczeń, może bardziej graczami w galaktycznie wzmocnionym
polu, w którym głównym postacią jest sama Ziemia.
Ziemia, jako harmoniczny żyroskop stabilizujący trzecią orbitę
planetarną wokół Słońca, ma własne, subtelne, silne powiązanie z polem
plazmowym, zwanym Układem Słonecznym, który podtrzymuje. Ziemia, reagując na
harmonię Galaktyki (harmoniczną częstotliwość), ulega niepostrzegalnym
przesunięciom, stosownie do zmian dokonujących się na innych ciałach
planetarnych, ale przede wszystkim na samym Słońcu. Tak jak 5200-tunowy Promień
Synchronizacji, przez który przechodzimy, wywołuje przyspieszenie aktywności
DNA, tak też Słońce oddziałuje na całe rezonujące pole Ziemi.
Przez cały czas, kiedy pakiet ludzkiego DNA daje dowody swojej
zdolności do sztucznego przeorganizowania środowiska zgodnie z założonymi
potrzebami, Ziemia doświadcza podobnego rozwoju równolegle. Jednak proces ten
dokonuje się poza świadomością, gdyż wyznawcy dominującego paradygmatu tak
dalece rozwinęli swoje własne, materialnie ograniczone, mechanistyczne
rozumienie spraw, że dojrzewanie rezonansowe Ziemi umknęło uwadze większości
umysłów. Nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż wszystkie organizmy składowe
Ziemi biorą udział – świadomie lub nieświadomie – w kształtowaniu planetarnego
ciała świetlistego. Przejście przez 5200-tunowy Promień Synchronizacji jest
kulminacyjnym momentem w dotychczasowej galaktycznej podróży Gai od solarnego
startu, tzn. wprowadzenia jej na orbitę Słońca, aż do stania się promienistym,
świadomym ciałem świetlistym. Ludzie, odgrywający rolę uboczną, nie zdają sobie
sprawy, jak bliska jest chwila, kiedy genetyczna szachownica ich rzeczywistości
stanie się „świetlistym planem budowy" galaktycznego przeznaczenia.
Oto zwięzły szkic wydarzeń: powoli, od eonów lat, jądro planety
zbudowane z krystalicznego żelaza – kamień magnetyczny harmonicznego żyroskopu –
emituje rezonujące częstotliwości, które utrzymują Ziemię na jej orbicie. Mają
one określony kształt lub formę, ponieważ forma wynika z częstotliwości. To
dlatego Platon opisał Ziemię jako skórzaną piłkę zszytą z dwunastu kawałków,
tworzących dwunastościan lub dwanaście połączonych pięcioboków. Gdy emitowane
częstotliwości docierają do powierzchni, wierzchołki dwunastu pięcioboków
określają strukturę rezonansowego ciała Ziemi.
Wraz z ustawicznym rezonansem jądra przenikającym do powierzchni
Ziemi i ponad nią w przestrzeń tworzy się eteryczna sieć geomagnetyczna, która
jest podstawą świetlistego ciała planety. Zarówno wzorce wędrówek zwierząt, jak
i miejsca osiedlania się ludzi, zestrojone z pasmami częstotliwości
infrastruktury DNA, dopasowują się do linii i punktów węzłowych tej siatki.
Oczywiście wzorzec siatki jest zniekształcany i deformowany przez wiele
czynników, np. przesunięcia płyt tektonicznych, zmiany konfiguracji terenu i
atmosfery, czynniki solarno-galaktyczne warunkujące fluktuacje w polu
elektromagnetycznym samej planety. Niezależnie od tego ciągła pulsacja
zakotwiczonej na biegunach siatki, wzmacniana niekiedy przez nieprzewidywalne i
niedostrzegalne dla nas zmiany w programie galaktycznym, powoli kształtuje
infrastrukturę planetarnego ciała świetlistego.
Z chwilą gdy planeta weszła w 5200-tunowy Promień Synchronizacji,
DNA dostało impuls do zmiany kierunku spinu, inicjując proces wytwarzania
technologii. Jednocześnie rezonujące jądro Ziemi otrzymało impuls prowadzący do
intensyfikacji podwyższania częstotliwości.
Neuronowe ścieżki ziemskiej siatki, odpowiadające rezonansowej
strukturze jądra Ziemi, stały się wyjątkowo aktywne, gdy pobudziły je
odpowiednio uaktywnione wibracje infrastruktury ludzkiego DNA. Bezustanna
aktywność „ludzkości" wyrażająca się w wyznaczaniu linii żeglugowych, nasypów
pod szosy, szlaków jedwabnych, murów okalających imperia, dróg kolejowych,
autostrad, tras lotniczych z pomocą radaru – potęgowała ustawiczne pulsowanie
siatki, aż w końcu ją zagłuszyła. W punktach węzłowych zbudowano świątynie,
zigguraty, piramidy, katedry, pagody, meczety, pałace, parlamenty, lotniska i
elektrownie, całkiem nieświadomie lekceważąc niewidzialne węzły Ziemi.
Wyrazem ostatniego „pędu" w kierunku sztuczności jest wysoki
zasięg światowej rewolucji przemysłowej, przy którym rezonująca częstotliwość
jądra Ziemi zintensyfikowała się w niespotykanym dotąd stopniu. Zjawisko to
wskazuje na pewien zwrot, który dokona się jeszcze przed wyjściem Ziemi z pola
oddziaływania promienia synchronizującego, i na zbliżającą się stabilizację w
wyższym paśmie częstotliwości. I rzeczywiście, sygnały zwrotne przygotowujące
nas do zmiany kierunku, na odejście od „historii" i przejście do posthistorii,
są odbierane w formie skażenia radioaktywnego, zanieczyszczenia atmosfery przez
przemysł, jak również przypadkowych bombardowań elektromagnetycznych.
Jeśli zakręci się tzw. arkę (specjalna konstrukcja fizyczna w
kształcie prostego kadłuba okrętu) w kierunku ruchu wskazówek zegara, będzie się
ona obracać dalej aż do momentu zatrzymania. Ale jeśli wprowadzi się ją w ruch
wirowy o kierunku przeciwnym do wskazówek zegara, będzie stopniowo zwalniać,
chybotać się, po czym się zatrzyma i zacznie obracać dalej, tyle że w kierunku
zgodnym z ruchem zegara. Przejście Ziemi przez promień synchronizujący odpowiada
ruchowi wirowemu arki w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Zanim
nastąpi jej zatrzymanie, pojawi się moment chybotania, następnie efekt wstrząsu,
zatrzymanie, a po chwili przerwy zacznie się ona obracać się w kierunku zgodnym
z ruchem wskazówek zegara, ruchem coraz bardziej harmonijnym.
Tak więc zbliżamy się do momentu, w którym technologia stanie się
narzędziem transformacji. Początkowo doświadczamy tego jako kryzysu, na który
światowi mocarze dominującego
paradygmatu są zupełnie ślepi. Mimo iż współcześni przywódcy,
orędownicy doktryn naukowo-materialistycznych, wierzą, że świat jest taki, jaki
jest, że stworzyli go wedle swojej woli i życzeń, w rzeczywistości przyjęli oni
jedynie role sprecyzowane przez falę harmoniczną, przy czym obecna epoka
wypełnia funkcje przewidziane dla tej fazy harmonizacji. Ich wizja świata,
akceptowana i realizowana przez rządy obecnego porządku światowego, definiuje
obowiązujący paradygmat.
Wiarę w paradygmat, w naukowe-materialistyczne spojrzenie na
świat, można określić „domem mentalnym". W rozdziale 6 pokazaliśmy, że
fundamenty obecnego domu mentalnego zostały stworzone w siedemnastym wieku, w
czasie trwania pierwszych katunów baktuna 12. Około 1756 roku wiara w postęp
technologiczny i demokrację przemysłową rozpoczęła wznoszenie ścian budowli
mentalnej. W latach 1874-1953 został położony elektromagnetyczny dach w obecnym
domu mentalnym. W okresie od 1953 roku do dnia dzisiejszego, kiedy gatunek
ludzki wysłał w „przestrzeń zewnętrzną" swoich przedstawicieli i inteligentne
sondy wyposażone w sztuczne sensory, dom mentalny zaczął się rozpadać
wewnętrznie. W nawiązaniu do tego powinniśmy pamiętać, że pojęcia zmiana
paradygmatu po raz pierwszy użył Thomas Kuhn w 1964 roku.
Z sekwencją rozwoju wiąże się kulminacja pędu rezonansu Ziemi w
kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Pierwszym sygnałem osiągnięcia
takiego punktu była detonacja bomby atomowej w 1945 roku. Odpowiedzią Ziemi,
jako członka porządku solarnogalaktycznego, stała się pierwsza manifestacja
aktywności UFO, które, poczynając od 1947 roku, nie mogły już być dłużej
ignorowane. Bez sugerowania niepoczytalności tym, którzy doświadczyli spotkań
trzeciego stopnia, my definiujemy UFO jako „Organizatorów Zjednoczonego Pola"
(Unified Field Organizers). Jest to inteligentna, galaktycznie zaprogramowana,
psychicznie aktywna energia radiacyjna, z którą rezonuje ciało eteryczne Ziemi.
Zjawisko UFO nazwano Organizatorami Zjednoczonego Pola, ponieważ są manifestacją
wewnętrznie zjednoczonego pola rezonansowego Ziemi. Z uwagi na to, że pole to
pozostaje w faktycznym rezonansie solarno-galaktycznym, UFO działa również w
zgodzie z harmonią tego pola. Ich „operacje" są w rzeczywistości funkcją
harmonii rezonansowej, a opisywane gwałtowne zmiany kierunku ruchu obiektów UFO
są efektem zmian w układzie harmonicz-nych nadtonów.
W następstwie odkrycia DNA i pasów radiacji w 1953 roku oraz po
potwierdzeniu istnienia płyt tektonicznych w 1964 roku rozpoczął się wewnętrzny
rozkład obecnego domu mentalnego. Wszystkie te odkrycia: DNA, pasów radiacji,
płyt tektonicznych, były konieczne dla zainicjowania rozumienia nadchodzącego
paradygmatu – nowego domu mentalnego zjednoczonego rezonansu Ziemi. Odtąd UFO
stale towarzyszyło zmasowanym testom nuklearnym. Wraz z radarem, telewizją,
radiem i promieniowaniem krótkofalowym całościowe pole elektromagnetyczne
planety weszło w fazę podwyższonego dysonansu. Eteryczne lub świetliste ciało
planety pobudzane przez takie „bombardowanie", wzmocniło swoje sygnały emitowane
za pośrednictwem pola morfogenetycznego. W konsekwencji tychże sygnałów
nastąpiło ponowne zainteresowanie zjawiskami paranormalnymi, fenomenem UFO,
środkami psychodelicznymi, komunikacją z istotami pozaziemskimi, jak również
ruchem ekologicznym.
Odpowiedzią rozpadającego się domu mentalnego stały się badania
kosmosu, co w gruncie rzeczy stanowi rozszerzenie materialistycznego,
konsumpcyjnego paradygmatu (chciwość ludzka) na „przestrzeń zewnętrzną". Wielką
erę eksploracji przestrzeni kosmicznej – „podbój kosmosu" – zapoczątkowało
lądowanie człowieka na Księżycu 17 lipca 1969 roku, po którym nastąpiły loty
sond kosmicznych na Merkurego, Wenus, Marsa, Jowisza, Saturna i ostatecznie, 24
stycznia 1986 roku, na Urana. Wraz z sondami wynurzyły się dwie wielkie, do dziś
niewyjaśnione zagadki. Pierwsza to odkrycie tzw. Twarzy Marsjańskiej 25 lipca
1976 roku, oficjalnie wciąż negowanej; druga to zadziwiająco regularne znaki na
powierzchni Mirandy, księżycu Urana, jak również solarnie zorientowane *
nachylenie osi Urana oraz jego niebywale silne, niestabilne pole
elektromagnetyczne.
[* tzn. o orientacji skierowanej przeciwnie niż pole magnetyczne
Ziemi; "wiruje leżąc na boku" (przyp. tłum.)]
PRZEKRÓJ PRZEZ KRYSZTAŁ ZIEMI
ODBIÓR PROGRAMU GALAKTYCZNEGO
Podczas gdy odkrycia te pozostają zagadką podważającą paradygmat
panującego domu mentalnego, sama technologia kosmiczna jest wciąż uznawana za
szczyt osiągnięć naukowych. Stąd na szczególną uwagę zasługuje eksplozja
wahadłowca Challenger, która nastąpiła 28 lutego 1986 roku. 73 sekundy po
starcie, cztery dni po przelocie sondy Voyager w pobliżu Urana. W czasie
śledztwa mającego na celu znalezienie „usterek technicznych", które przyczyniły
się do katastrofy Challengera, trzy kolejne satelity NASA eksplodowały tuż po
starcie. Tak jakby nie było dosyć, także europejska rakieta Ariane eksplodowała
zaraz po starcie. Wszystko to zdarzyło się pomiędzy końcem stycznia a połową
maja 1986 roku. Jakie było tło tych wydarzeń?
Dach dominującego domu mentalnego w rezonansie z ruchami płyt
tektonicznych, przesycony dysonansem elektromagnetycznym, zaczął się dosłownie
zapadać. Sondy kosmiczne, przypominając trochę muchy stanowiące cel figlarnych
zabaw dzieci, zostały wytrącane ze swoich trajektorii – tylko przez co?
Odpowiedź: przez chaotycznie fale dysonansowe, wywołane nieświadomym ludzkim
dążeniem do kontrolowania i zakłócania pola elektromagnetycznego Ziemi.
Katastrofa atomowa w Czarnobylu z 25 na 26 kwietnia 1986 roku,
jak również otoczenie brazylijskich sił powietrznych przez UFO w dniu 23 maja
1986 roku – to dwa kolejne sygnały z pola rezonansowego, ukazujące braki i
granice technologii oraz gwałtowną dezintegrację obecnego domu mentalnego.
Rezonujące jądro Ziemi, zestrojone z harmonią Galaktyki, wywołując wydarzenia,
których przyczyny i skutki wymykają się współczesnej świadomości, przygotowuje
się do Harmonicznej Konwergencji. Będzie to punkt, w którym spin historii
przeciwny do ruchu wskazówek zegara, ulegnie chwilowemu zatrzymaniu, po czym
rozpocznie się wciąż jeszcze niedostrzegalny bieg posthistorii w kierunku
zgodnym z ruchem wskazówek zegara.
Niezwykłe wydarzenie, jakim jest Harmoniczna Konwergencja,
nastąpi w kilka miesięcy po opublikowaniu tych słów (16/17 sierpnia 1987 r.,
przyp. tłum.). Wkrótce po nim nastąpią inne wstrząsające wydarzenia, dające nam
wiele do myślenia. Pokażą one, że nie tylko dach, lecz również ściany obecnego
domu mentalnego są w rozsypce. Pozostaną jedynie spękane fundamenty – skaliste
podłoże naukowego materializmu, głoszącego unikalność i nadrzędność człowieka we
Wszechświecie. W tym samym czasie ujawnią się działania przeciwne nowego domu
mentalnego, operującego poprzez rezonansową siatkę ciała świetlistego Ziemi. Po
raz pierwszy dom ten zamanifestuje swoją obecność pod postacią wspólnego wzlotu
ku zbiorowej synchronizacji, czyli w chwili Harmonicznej Konwergencji.
Dzięki ponadnarodowościowej infrastrukturze nowego mentalnego
domu i współpracy z konglomeratem kooperujących ze sobą, światowych mediów –
specyficzny radio coop – coraz więcej ludzi odczuwa istnienie globalnego mózgu.
Sposób działania lokalnych ugrupowań – „zarodków sztuki", które dzięki
współbrzmieniu dotarły już do wiedzy, że „celem" nie jest indywidualne
posiadanie – będzie ważnym ogniwem w łańcuchu zjednoczonej intencji, oplatającym
siatkę systemu ziemskiego.
W taki sposób dojdzie do urzeczywistnienia Harmonicznej
Konwergencji, czyli wykładniczego przyspieszenia harmonicznej fali historii,
która w tym momencie wejdzie w fazę niespotykanej dotąd synchronizacji.
Rezonansowa częstotliwość siatki Ziemi zmieni się z prędkością bliską światłu na
podobieństwo czółenka przesuwającego się w błyskawicznym tempie po krośnie. W
czasie zwrotu rozpłyną się fundamenty starego domu mentalnego, na których wyryte
są nazwiska Kartezjusza, Newtona, Galileusza i Kopernika. Pod wpływem
urzeczywistnienia się większej, rezonansowej siły przyciągania w świadomości
przebudzonej mniejszości rasy ludzkiej pojawią się jeszcze wyższe fale,
zwiastujące narodziny superzmysłowej syntezy umysłu i natury, o jakiej dotąd nie
śniono. Doświadczanie rzeczywistości jako zjednoczonego pola matrycy –
syntetyzującego połączenia zmysłów przez sensoryczne doznanie światła i dźwięku
– stworzy pierwsze wibrujące warstwy fundamentu nowego domu mentalnego.
Wewnętrzne doświadczenie jedności – synestezja – będzie rozumiane
jako nierozłączność umysłu i natury. Moc generowana tego doświadczenia przez
nierozerwalną jedność zburzy gmach współczesnej cywilizacji. Przejście do
posthistorii rozpocznie się w chwili, gdy szczyt i zarazem niewydolność
technologii starego domu mentalnego zaczną stawać się coraz bardziej powszechne.
Oczywiście nie obędzie się to bez przejściowych trudności i wyzwań. Ten proces
będzie musiał dokonać się na tle chaotycznie walących się starych systemów
gospodarczych i politycznych. W tym samym czasie, gdy będą stawiane fundamenty
nowego domu mentalnego, będą rozbierane uciążliwe, mechaniczno-chemiczne
konstrukcje starego domu. Zsynchronizowana działalność – formułowanie Nowego
oraz oczyszczanie i utylizacja Starego – staną się główną siłą napędową w chwili
wejścia w ostatni katun (1992-2012). Rozpocznie się „Kampania na rzecz Ziemi".
Pod tą nazwą kryje
Rys. WZORZEC PODWÓJNEJ HELISY/KROSNO MAJA Z 64 ELEMENTAMI KRZYŻUJĄCYCH SIĘ STREF
POLARYZACJI
się stopniowy proces formowania duchowo zjednoczonej, medialnie
powiązanej, lokalnie działającej społeczności ziemskiej. Do 2012 roku z działań
„Kampanii na rzecz Ziemi" wyłoni się ewolucyjny szkic uniwersalnie interaktywnej
inteligencji.
W następstwie Harmonicznej Konwergencji, w latach 1987-1992,
dokonają się rewolucjonizujące świat wydarzenia i najlepiej pozostawić je
swojemu biegowi, by potem same opowiedziały nam swoja historię. Wróćmy zatem do
faktora Majów i poszukajmy w nim strukturalnego opisu kontrspinu harmonii
posthistorii. Jak należy pojmować posthistorię? Co to znaczy formowanie
ziemskiego ciała świetlistego? W jaki sposób doświadcza się radiogenetycznej
klawiatury planetarnego ciała świetlistego na płaszczyźnie ludzkiej?
Wyobraźmy sobie, że nie jesteśmy istotami pozaziemskimi (jak
Majowie), lecz superziemskimi, badającymi fluktuacje rezonansu planety Ziemi.
Narzędziem do naszych studiów jest Tzolkin, 260-elementowa radiogenetyczna
klawiatura. Skoncentrujmy uwagę na 64 środkowych elementach. W tę 64-jednostkową
matrycę wpisane są kody, jak również pole gry dla ludzkiego przeznaczenia –
ścieżka wiodąca poza technologię. Ze względu na kształt binarnego wzorca, Krosna
Maja, matryca jest określana jako „strefa krzyżowania polaryzacji". Innymi
słowy, cechą znamienną DNA jest wzorzec podwójnej helisy, dzięki któremu
powstaje pole umożliwiające wymianę informacji na krzyż z jednej nici
molekularnej do drugiej. Krosno Maja można więc odczytywać jako krzyżowanie się
stref po obu stronach – jako element łączący pomiędzy dwoma symetrycznymi
strumieniami, stwarzającymi wzór aktywacji galaktycznej.
Ruch wzorca, złożonego z czterech członów po lewej i czterech po
prawej stronie środkowej kolumny, definiuje symetryczne pole 64 jednostek. Ta
„klawiatura" jest matrycą przekształceń genetycznych, unifikującą cały
260-elementowy Tzolkin. Nie licząc neutralnej kolumny środkowej z 20 elementami
pozostała część Tzolkin rozgałęzia się na cztero fazowe segmenty energii
radiacyjnej, skupiające 144 elementy i ośmioczęściowy segment symetrii
krystalicznej złożony z 32 elementów. Całość, składająca się z dwunastu
segmentów Tzolkin (cztery pola energii promieniowania i osiem pól symetrii
kryształu, bez matrycy genetycznej), zawiera informacje kodowe, dotyczące
pregenetycznego i postgenetycznego promieniowania rozwoju galaktycznego.
Trzynasty segment znajduje się w centrum Tzolkin i reprezentuje DNA.
DNA kształtuje pretechnologiczną i posttechnologiczną formułę,
która definiuje „historię". W ten sposób DNA staje się matrycą przeobrażeń,
która podtrzymuje pierwotne i syntetyzujące fazy aktywacji energii radiacyjnej i
energii krystalicznej. Z uwagi na centralne położenie w matrycy, do funkcji DNA
należy ożywianie całego wzorca aktywacji galaktycznej. Natomiast do funkcji
historii i technologii – jako fraktalu galaktycznej całości i geometrii samego
DNA – należy ożywianie pól energii promieniowania, które definiują prehistorię i
posthistorię.
Jak to się odbywa? Odpowiedź znajdziemy w samym wzorcu, który
jest zakotwiczony po obu stronach mistycznej kolumny w czternastu segmentach
aktywacji galaktycznej. Opisuje on nie tylko wibracyjną infrastrukturę DNA, ale
także uniwersalnego ciała świetlistego. Infrastrukturę, zarejestrowaną
holonomicznie na płaszczyźnie komórkowej, jednostkowej, planetarnej, solarnej i
galaktycznej, można również odczytywać jako strukturalną matrycę podtrzymującą
harmoniczną falę historii w czasie jej przejścia przez 5200-tunowy Promień
Synchronizacji. Bez aktywacji dwutorowego przepływu podczas przejścia przez ten
promień, świetliste ciało Ziemi nie mogłoby powstać. Dwutorowy strumień to
strumień Zuvuya, który wypływa z galaktycznego serca, Hunab Ku, i do niego też
powraca.
Strukturalna matryca, podtrzymująca harmoniczną falę historii,
nie różni się niczym od eterycznej siatki planetarnego ciała świetlistego. Jest
ona fraktalem uniwersalnej, galaktycznej konstanty (stałej galaktycznej).
Patrząc całościowo, świadomej aktywacji siatki Ziemi od rezonującego jądra aż po
zewnętrzną powłokę elektromagnetyczną towarzyszy dokonująca się ponad historią,
wypiętrzona technologicznie, aktywacja DNA. Technologia jest w rzeczywistości
rusztowaniem otaczającym eteryczną siatkę planety. Można też powiedzieć, że
galaktyczne wzmocnienie rezonansowej siatki planetarnej definiuje ruch, nazywany
historią.
Pamiętając, że historia jest 5125-letnią fazą wibracyjnego
przyśpieszenia aktywności DNA, wnoszącą na scenę technologię, jak również
pomostem pomiędzy radiacyjną fazą prehistorii i rezonansowo zsyntetyzowaną fazą
posthistorii, przyjrzyjmy się teraz szczegółom planu przejścia historii przez 64
pola klawiatury genetycznej.
W książce Wschodząca Ziemia zostało pokazane, w jaki sposób można
nałożyć tę 64jednostkową siatkę na ciało planetarne. Pozioma linia podziału
odpowiada równikowi. Pionowy, najbardziej wysunięty w lewo rząd odpowiada
południkowi przebiegającemu przez Wielką Piramidę w Egipcie, około 30 stopni na
wschód od Greenwich. Numeracja 64 elementów zgodnie z wzorem liczbowym
ośmiorzędowego kwadratu magicznego Benjamina Franklina definiuje wzorzec ruchu,
który jednoczy klawiaturę genetyczną.
Śledząc numerację kwadratu magicznego, widzimy, że połączenie
pomiędzy numerami 1-16 i 49-64 następuje w górnej połowie siatki, podczas gdy
połączenie numerów 17-48 odbywa się w dol-nej połowie. W naszym równaniu numery
1-16 odpowiadają prehistorii, 17-48 historii, 49-64 posthistorii.
Oznacza to, że przejście Ziemi przez Galaktyczny Promień
Synchronizacji pokrywa się z przemieszczaniem przez całą dolną połowę
64-elementowej klawiatury genetycznej, odpowiadającą historycznej,
technologicznie aktywowanej fazie rozwoju genetycznego. Kiedy mówimy o
dobiegającym końca kontrspinie historii (w kierunku przeciwnym do ruchu
wskazówek zegara) i o powrocie do spinu rozpoczynającego finalną synchronizację
posthistorii, mamy na myśli przejście od pozycji 48 do 49. Z uwagi na to, że 64
liczby kodowe DNA odpowiadają heksagramom I Cingu, przejście historii w
posthistorię oznacza przejście z heksagramu 48, „Studnia", do heksagramuu 49,
„Rewolucja-Zrzucanie skóry". Jest to jednak rewolucja bez broni, rewolucja Ziemi
dla Ziemi.
Końcowa, 26-letnia faza synchronizacji Wielkiego Cyklu
(1986-2012), zainicjowana przez obrót rezonansowego pola Ziemi, odpowiada
ruchowi z heksagramu 49 do heksagramu 64. Z chwilą przejścia fazy przyspieszenia
w fazę synchronizacji (Harmoniczna Konwergencja) podwyższona harmoniczna
częstotliwość pola ziemskiego zmieni się w „przyrost prędkości", który jest
niemal bezczasowy . Efektem tego będzie kompresja „czasu" w ostatniej ćwiartce
klawiatury genetycznej. Zakończenie w pozycji 64, przylegającej do pozycji 1,
łączącej Alfę i Omegę, pokaże przejście z Promienia Synchronizacji 13.0.0.0.0.,
A. D. 2012, do Nowego Nieba, Nowej Ziemi, i wejście w stan galaktycznej
synchronizacji.
Rys. TZOLKIN Z MAGICZNYM KWADRATEM ÓSEMKOWYM PORZĄDKU DNA/I CING
Powinniśmy zapytać, gdzie w tym wszystkim, wśród tej obfitości
liczb, znajdują się Majowie? Czytamy tutaj o rozszyfrowaniu wielotorowego
systemu rezonansów – Tzolkin – harmonicznego modułu, który nam pozostawili. No
tak, ale gdzie oni są dzisiaj, teraz, gdy świat jest gotowy do wykorzystania ich
dziedzictwa? Jakie proroctwa wplecione są w liczby, o których czytaliśmy w
rozdziale 6, a które splatają się z liczbami biblijnego Objawienia? Czy będzie
„Drugie Przybycie Majów", „Powrót Majów"? Czy Kukulkan (Cjuetzalcoatl), Pacal
Votan i jego towarzysze po zakończeniu rejestracji harmonicznych kalibracji na
Ziemi, trzecim harmonicznym żyroskopie lokalnej gwiazdy zwanej Słońcem,
zaplanowali sprawdzenie, w jakim kierunku potoczyły się sprawy?
Starożytni Majowie byli i są kosmicznymi surferami. Wciąż nie
możemy jednak poznać ani ich pełnych zdolności, które nazwalibyśmy
międzywymiarową podróżą, ani też nie znamy miejsca, w którym się znajdują. To
prawda, że szamani z wyżyn Gwatemali, Strażnicy Dnia, jak ich powszechnie
nazywamy, podtrzymują tradycję i wiedzę, która łączy ich przez „Błyskawicę we
Krwi" z harmonicznym
Rys. KWADRAT MAGICZNY OŚMIORZĘDOWY ZE WZORCEM RUCHU I PRZENIKANIA DO JĄDRA
TZOLKIN
strumieniem mądrości galaktycznej. Kilku spośród nich, jak
Humbatz Men czy Domingo Paredez, tłumaczy tę mądrość dla nas, podczas gdy inni
skupiają się wokół szamanów obu Ameryk, by posłuchać ostatnich wieści o
wędrówkach pomiędzy światami. Są to jednak ci ostatni spośród tych Szlachetnych,
którzy w swoich sercach podtrzymują płomień niewyobrażalnej bezczasowości.
Gdzie są ci, których ochrzciliśmy imieniem galaktycznych
mistrzów? Co możemy o nich powiedzieć, skoro opuścili nas pod koniec baktuna 9?
A może są znów wśród nas, skoro tak nieubłaganie zbliżają się rozstrzygające dni
Harmonicznej Konwergencji? Czy powrócą z przyszłości na wstecznym strumieniu
Zuvuya, gotowi nas wspomagać w rozgrywkach ostatniego katuna Wielkiego Cyklu, w
chwili, gdy my z taką gorliwością kroczymy naprzód? Jeśli Tzolkin jest
wskazówką, kosmiczną wizytówką pozostawioną dla Planety Ludzi, czy istnieją inne
wskazówki w naszym Układzie Słonecznym?
TWARZ MARSJAŃSKĄ: TECHNOLOGIA I TRANSFORMACJA
Wielka, wszechogarniająca, harmoniczna liczba Majów, 13 66 560,
wskazuje na dwie najważniejsze dla nas planety – Wenus i Marsa. Nasze sondy
kosmiczne ukazały atmosferę Wenus – tak blisko związaną z
Quetzalcoatlem-Kukulkanem – jako mglistą, wypełnioną chmurami, tak gęstą, że nie
sposób było dostrzec powierzchni planety. Natomiast Mars czekał na nas z jedną
wyraźną wskazówką: Twarzą Marsjańską – masywną, półtorakilometrową twarzą
ludzką, spoglądającą w niebo. Fakt, że twarz patrzy prosto w niebo, jest sam w
sobie tajemniczy i od razu sprawia wrażenie, że z całą pewnością została ona
stworzona dla istot takich jak my, którzy kiedyś, kierowani dumą zdobywców
świata i poskramiaczy natury, wyposażeni w sensoryczne, szpiegowskie urządzenia
o napędzie rakietowym, wyruszą w Kosmos.
Mimo iż Twarz została odkryta dopiero 25 lipca 1976 roku, większą
zagadką była niezwykła wskazówka – prawdopodobnie jedna ze „sztuczek"
przetransportowanych za pośrednictwem majańskiej Zuvuya – mianowicie plan
niezrealizowanej, monumentalnej płaskorzeźby o szerokości około 1,5 km,
przedstawiający twarz wpatrzoną w niebo, zatytułowany Rzeźba do zobaczenia z
Marsa. Został on stworzony przez Isamu Noguchiego, japońsko-amerykańskiego
artystę, 29 lat przed lotem sondy Viking, w 1947 roku – roku szczególnej
aktywności UFO.
Zbiegi okoliczności związane z Twarzą Marsjańską i rzeźbą
Noguchiego, nazwaną Rzeźba do zobaczenia z Marsa, to zdarzenia synchroniczne
najwyższego rzędu, znacznie przekraczające zdolności pojmowania racjonalnego
umysłu. Są zbyt ogromne, by „złowić je na mały haczyk" materialistycznego,
naukowego toku rozumowania. Są zbyt nieprzeniknione, by można je było uchwycić w
lichą sieć doktryny o „braku przewagi humanoidów we Wszechświecie". Majowie są
mistrzami światła i podróży galaktycznych; synchronizatorami częstotliwości
fraktali, które mobilizują molekuły i formują planety według tego samego
wskaźnika. Z perspektywy rezonansowego kodu Majów zarówno Twarz Marsjańską,
Rzeźba do zobaczenia z Marsa, jak regularne kąty i owalne znaki na Mirandzie ,
księżycu Urana, wszystkie stają się częściami tej samej układanki: węzłami
międzygalaktycznej sieci rezonansowej, aktywowanej przez umysł na tyle mądry, by
odrzucić stary paradygmat i bezwarunkowo zaakceptować nowy.
Pacal Votan i wszyscy spadkobiercy po linii Quetzalcoatla, jak
również jeszcze wcześniejsi wysłannicy przewidzieli to wszystko. W okamgnieniu,
dzięki chromomolekularnym środkom transportu, mędrcy majańscy przenieśli samych
siebie w odległe strefy Galaktyki, tam, skąd przybyli, ale wciąż przygotowywali
się do powrotu. Kiedy? Najprawdopodobniej podczas ostatniego z 52 galaktycznych
katunów aktywizacji (1992-2012), określanego katunem 13 AHAU, opatrzonego liczbą
0 najwyższej randze i glifem Solarnego Mistrzostwa. Właśnie w
Tu-i-Teraz ich powrót jest już bliski, ponieważ nadchodzi moment, w którym
odwróci się fala wzbudzona przez chrześcijańskiego awanturnika Cortesa w roku
1519 n. e. Ta chwila to 16 na 17 sierpnia 1987 roku. 16 na 17 sierpnia 1987 r.,
nazywany Harmoniczną Konwergencją – kin 1863022 i 1863023, jest pierwszym
powrotem Majów, współczesnym ziemskim Tollan. Niektórzy postrzegają ich obecność
jako wewnętrzne światło, inni jako wirujące w powietrzu, pierzaste, wijące się
jak wąż tęczowe koła. Wraz ze zmianą rezonansowej częstotliwości w atmosferę
ziemską wejdą świetlne formacje falowe Quetzalcoatla.
Harmoniczna Konwergencja nie podkreśla jedynie powrotu
Quetzalcoatla, ale także wyeliminowanie zagłady świata. Zapowiada początek
zmiany fazy, w której tempo przyspieszenia, wzrastając wykładniczo, przejdzie w
fazę synchronizacji. Dla niektórych mogą to być kolejne Zielone Świątki,
zesłanie Ducha Świętego i Drugie Przyjście Chrystusa. Pośród widowisk i
świętowania, w palącym pośpiechu, rozpadnie się stary dom mentalny i tym samym
aktywuje faza powrotu uśpionych na długo, archetypowych wspomnień i wrażeń.
Synchronicznie do narodzin nowego domu mentalnego, „powracające" wspomnienia i
odczucia odpowiadające kolektywnym strukturom archetypowym, nasycą pole oraz
dadzą impuls w kierunku nowego porządku i sposobu życia.
Głównym wątkiem powracających wspomnień i wrażeń jest temat
samego powrotu. Nie dotyczy on tylko powrotu Chrystusa czy Quetzalcoatla, ale
powrotu wszystkich bogów i bogiń, bohaterów i bohaterek, herosów, którzy kiedyś
zagościli w świecie ludzkiej wyobraźni. Mity nie są mniej rzeczywiste niż
historia. A to, co nazywamy fantazją, jest funkcją rezonansowej struktury,
nazwanej umysłem. Jest to ten sam umysł, który obarczamy odpowiedzialnością za
wiedzę i mitologię? W majańskiej Zuvuya wszystkie zdarzenia mentalne,
wspomnienia i faktyczne wydarzenia są węzłami tego samego obwodu. Wszystko to,
co niektórzy nazywają świętą geometrią, a inni psychologią głębi, jest jednym i
tym samym zjawiskiem, natchnionym przez te same struktury rezonansowe. Patrząc z
tej perspektywy, Pluton i Pitagoras, Goethe i Jung zaliczają się do Majów,
podobnie jak wszyscy ci, którzy dobrowolnie akceptują doktrynę harmonii, bez
względu na formę, w jakiej do nich trafia.
Powrót Majów – Harmoniczna Konwergencja – jest powtórnym
zapłodnieniem planetarnego pola archetypowymi, harmonicznymi doświadczeniami
planetarnej Całości. To zapłodnienie odbywa się w wewnętrznym pośpiechu – zbyt
długo tłumiona energia psychiczna, teraz przełamuje tamy, występuje z brzegów.
Potem sami spostrzeżemy, że wszystkie potrzebne nam archetypy, ukryte są w
chmurach i nie tylko w formie poezji, ale jako rzeczywisty rezerwuar energii
rezonansowej. Energia archetypów jest energią aktywacji galaktycznej, przechodzi
przez nas strumieniem bardziej nieświadomie niż świadomie. Podążając za
harmonicznymi częstotliwościami, szuka ona z reguły takich struktur, które z nią
rezonują. Te struktury odpowiadają bioelektrycznym impulsom, które łączą pola
zmysłów z rzeczywistymi sposobami zachowań (behawioryzm). Impulsy są dopasowane
do prymarnych, „geometrycznych" struktur, których dostarcza nam najbliższe
otoczenie, niezależnie od tego, czy są to widoczne gołym okiem chmury, czy
tajemnicza pulsacja „kwazara" uchwycona z pomocą radioteleskopu.
W chwili gdy przejęcie pełnej odpowiedzialności za los Ziemi
przez nas, mieszkańców tej planety, osiągnie masę krytyczną, dokona się
archetypowy potop, który przerwie pęta starego paradygmatu. W tym samym
krytycznym momencie – momencie rezonansowego chrztu – nastąpi wdrukowanie nowego
paradygmatu. Wtedy zyskamy świadomość zarówno przeszłości, tego, co zapomniane,
jak i tego, co „ma nadejść". „Powrót" to w rzeczywistości stanie się świadomym
tego, co było od zawsze obecne i jednocześnie przyrost wiedzy. Dostrzeżemy, że
zdarzenia, których nie uznawał stary paradygmat, przybrały w naszych umysłach
różne formy strachu. W odświeżającej chwili wglądu – w chwili Harmonicznej
Konwergencji – uwolnimy się od lęków, ponieważ w świadomości tkwi światło.
Właśnie to oznacza powrót Quetzalcoatla. Dla niektórych ta chwila będzie wizją
wibrujących w powietrzu 144 000 tęczowo-wężowatych kół, zapowiedzianych przez
proroctwa Zuvuya. W połączeniu z naturalnym stanem rzeczy w okamgnieniu obudzi
się nowy zapał w prześladowanym przez nieszczęścia stworzeniu, jakim stał się
„człowiek XX wieku". Ta gorliwość będzie sygnałem pozwalającym uwolnić z matrycy
„Kampanii na rzecz Ziemi" możliwości do samozbawienia.
„Kampania na rzecz Ziemi" – to plan lub projekt przejścia z
jednego domu mentalnego do drugiego. Do 1992 roku projekt zainicjowany
Harmoniczną Konwergencją ustabilizuje świat, jednak nie znaczy to, że wszystko
zostanie obłaskawione i oswojone. Podobnie jak żyroskop po chwilowym zachwianiu
ponownie stabilizuje swoją pozycję, tak i Ziemia, kiedy wejdzie w prawidłowe
relacje, zacznie znów podążać swoją eliptyczną orbitą wokół Słońca.
Zainspirowana i oświecona Ziemia, jako zmobilizowana świadomość w rezonansie z
samą sobą oraz wśród membranowych ścian Układu Słonecznego, będzie już tylko o
jeden synchronizacyjny krok od przystąpienia do Galaktycznej Federacji.
„Kampania na rzecz Ziemi" stanowi pierwszy krok wstecz – w
kierunku centralnego strumienia ewolucyjnego, od którego tak znacząco oddaliła
się późnoindustrialna cywilizacja. „Kampanię" będą wdrażać do życia archetypowe
charaktery – ludzie, u których zaczną się budzić dawne wspomnienia, przywołane
przez galaktyczne częstotliwości Harmonicznej Konwergencji. Ale nie tylko. Wielu
spośród nas spostrzeże, że odgrywa role będące różnymi wariantami tego samego
„wątku". Na planecie znów zapanuje wspólna pamięć. Wśród powracających
kolektywnych, archetypowych wspomnień i wrażeń znajdą się także te związane z
Królem Arturem i Królestwem Szambali. Archetypowy rezonans przywołuje teraz
krąg: okrągły stół dwunastu rycerzy i króla – ponownie magiczną trzynastkę – po
to, by przebudzić na nowo Królestwo Avalonu. Avalon to Ziemia, królestwem zaś
jest nasze świadome, rezonansowe, nieskazitelne administrowanie tą wspaniałą
planetą. Rycerze Okrągłego Stołu – jako zaprzysiężony klan wojowników – narodzą
się na nowo z wolą przystąpienia do działań i poświęcenia na rzecz Ziemi, na
rzecz Światła. Każdy prawdziwy wojownik pozostaje wciąż w służbie Światła.
Okrągły Stół Artura przywołuje majańską trzynastkę, natomiast mit
Szambali, mistycznego królestwa w Azji Środkowej, jest echem Dziewięciu Panów
galaktycznego przeznaczenia, majańskich Panów Czasu, nazywanych w Tybecie
Dziewięcioma Wielkimi Lha. Samo Królestwo Szambali jest dziewiątą, centralną
częścią doliny otoczonej ośmioma wysokimi górami. Jego mieszkańcy, zainspirowani
naukami tantry Kalaczakra, Kola Czasu przekazanego im przez ich królów,
osiągnęli poziom zbiorowego oświecenia i od tego momentu stali się niewidoczni
na Ziemi.
Pozostawione zapisy pouczają nas, że jest zapowiedziany powrót,
którego celem będzie pomoc światu w oswobodzeniu się spod jarzma „Trzech Panów
Materializmu". Powrót dokona się przez uwolnienie zbiorowego archetypu, znanego
jako Wojownicy Szambali. Jego celem jest ustanowienie Królestwa Szambali na
Ziemi. Czym to się różni od powrotu Avalonu, od obietnicy wejścia do
Niebieskiego Królestwa przez Chrystusa czy powrotu Quetzalcoatla, mającego
odbudować porządek Królestwa Trzynastu Niebios? Wszystkie archetypowe warianty
powrotu są perłami oświecenia nanizanymi na sznur majańskiej Zuvuya. Jak
wielotorowy rezonans, mit otwiera bramy do niezgłębionej międzywymiarowej
rzeczywistości.
Wielki powrót Harmonicznej Konwergencji jest jak przebudzenie z
kulturowego transu. Każdemu daje on sposobność wyciągnięcia ręki po faktor
Majów. Wystarczy jedno tylko słowo, by otrzymać galaktyczny „imprint".
Początkowo może się nam wydawać, że mamy niewiele wspólnego z Majami, ale gdy
osiągniemy punkt galaktycznej synchronizacji, nasz sposób życia pod każdym
względem zacznie upodabniać się do sposobu życia Majów, którzy byli tutaj przed
nami, w Ameryce Środkowej. Staniemy się ziemskimi Majami, będziemy dysponować
olśniewająco prostą, lecz zarazem wysoko rozwiniętą technologią, opartą na
współbrzmieniu solarnych i psychicznych częstotliwości harmonizujących „ratio
pól zmysłów". Tworząc nową technologię, która nie zanieczyszcza środowiska,
zaczniemy wieźć komfortowe życie w małych bioregionalnych wspólnotach,
powiązanych w informacyjne węzły w systemie komunikacyjnym, wolnym od drutów i
kabli. Na koniec, przyzwalając sobie na chwile odpoczynku, którego genetycznie
potrzebujemy, zaczniemy postrzegać siebie kolektywnie jako jedność. Z taką
wiedzą nasze życie wkroczy w rozleglejsze obszary. Misterium Nieznanego, które
od zawsze nas przyzywało, wyniesie nas swoim światłem w stany bytu i wiedzy, o
jakich nie śniło się małemu ego starego mentalnego domu.
Technologia jako wskaźnik tempa planetarnego przyspieszenia
zacznie się sama przekształcać. Dzięki synchronizacji przemiany pokażą nam, że
wraz z naszym całym bioelektromagnetycznym hardware i galaktycznym
oprogramowaniem ciała świetlistego my sami jesteśmy powracającymi Majami – nasze
własne ciała są najlepszym przykładem najwyżej rozwiniętej technologii, jaka
tylko istnieje i to my jesteśmy ścieżką poza technologię.
ODWZOROWANIE PIĘCIU ETAPÓW 26000-LETNIEGO CYKLU HOMO SAPIENS W
OBIEGU PLANETARNYM
ROZDZIAŁ 8
NADCHODZĄCA EPOKA SOLARNA
Z pomocą 5200-tunowego Galaktycznego Promienia Synchronizacji,
zwanego Wielkim Cyklem, skierowaliśmy uwagę na kulminacyjny moment fazy
ewolucyjnej, w czasie której planeta dzięki isto-cie o nazwie człowiek zostanie
przyłączona do technologicznie ukierunkowanego obwodu autorefleksyjnej
świadomości. Według skali miar Majów 5200-tunowy cykl należy do relatywnie
krótkich. Ponieważ wydaje nam się, że jesteśmy w centrum dramatu, zbyt łatwo
zapominamy o fakcie, że nasz punkt widzenia nie jest jedyny i na pewno nie ten
najlepszy, by właściwie ocenić sytuację.
Wiemy już, że wiedza Majów ujmuje różnorodne płaszczyzny bytu i
wymiary świadomości. Wszystkie razem przechodzą przez fazy interaktywnego
rozwoju, tylko że w oddzielnych, indywidualnych cyklach ewolucyjnych. Wymiary
świadomości reprezentują znaki: CHICCHAN (Wąż) – mózg gadów lub autonomiczny
układ limbiczny – metaboliczny, wegetatywny aspekt cielesny; OC (Pies) –
biegnąca horyzontalnie strategiczna inteligencja emocjonalno-konceptualna; MEN
(Orzeł) – Wyższy Umysł, inteligencja biegnąca wertykalnie, rezonująca z
ewolucyjnym celem planety; AHAU (Słońce) – Umysł Solarny, Umysł Czystego
Światła, królestwo ewolucyjnych przewodników planety, których Majowie nazywają
AHAU KINES, Solarni Władcy.
Pojawienie się gatunku ludzkiego – homo sapiens – reprezentuje
określone stadium w cyklu ewolucji układu gwiezdnego. Jest to etap, w którym
staje się możliwa jednoznaczna, zamierzona integracja czterech wymiarów
świadomości na całej płaszczyźnie planetarnej. Długość fazy homo sapiens wynosi
26 000 tunów lub pięć wielkich cykli, z których każdy składa się z 5200 tunów.
Cykl 26 000 tunów odpowiada w przybliżeniu tzw. Wielkiemu Rokowi Platońskiemu,
natomiast cykl 5200 tunów, na którym koncentruje się ta książka, stanowi jedynie
piątą, końcową fazę w obecnym cyklu. To, czego doświadczamy wewnątrz ostatnich
26 lat 26000-letniego cyklu, jest punktem kulminacyjnym w historii ewolucji
naszego wyjątkowego gatunku i poziomu świadomości.
Obecny zaawansowany stan rozwoju ludzkości pozwala na umiejętne i
mądre wykorzystanie fizycznego, trzeciowymiarowego kosmicznego skafandra (ciała
ludzkiego) w celu „oswojenia się" i współtworzenia fizycznej płaszczyzny
planety. W procesie wykorzystywania kosmicznych skafandrów zaangażowany jest
interaktywny CHICCHAN (Wąż) i OC (Pies). Ciało świetliste lub sobowtór
eteryczny, nazywany przez Egipcjan KA, jest dla trzeciowymiarowego ciała
fizycznego czwartowymiarową, elektromagnetyczną sondą, co odpowiada polu
działania MEN (Orła). I wreszcie AHAU (Słońce), Umysł Solarny –
elektromagnetyczna lub inaczej piątowymiarowa, nieznająca pojęcia czasu
świadomość. Aktywowany przez galaktyczną Zuvuya przetwarza on międzywymiarową
informację na użytek planety. Królestwo Panów lub Przewodników Solarnych, AHAU
KINES, tworzy ciało eteryczne Ziemi i pozostaje w rezonansie zarówno z polem
elektromagnetycznym, jak też międzywymiarowym centrum sterowania żyroskopem w
krystalicznym jądrze planety.
Na początku obecnego cyklu ewolucyjnego, blisko 26 000 lat temu,
w punkcie szczytowym ostatniej epoki lodowcowej, Solarni Panowie, AHAU KINES,
zostali wyposażeni przez Galaktyczną Federację w ewolucyjne ziarna umożliwiające
aktywację różnych faz obecnego cyklu. Ziarna wchodzące w skład tego pakietu to
czysto elektromagnetyczne formy archetypów cyklu ewolucyjnego. Kiedy
synchronizacja potrzeb wymiaru trzeciego z potrzebami wymiaru czwartego, tzn.
ciała fizycznego z ciałem świetlistym, osiągnie określony poziom lub stopień
rozwoju, wówczas następuje aktywizacja odpowiednich form archetypów.
Mityczna nazwa piątowymiarowego królestwa Solarnych Panów, AHAU
KINES, strażników archetypów cyklu ewolucyjnego, nie może brzmieć inaczej jak
Szambala. Królestwo Szambali ma bez pośrednie połączenie z Galaktyczną
Federacją. Specyficzne położenie w relacji z północnym biegunem magnetycznym
planety i ukierunkowanie na Oriona i Arktura, pozwoliło Szambali w określonej
fazie obecnego cyklu wkroczyć w wymiar trzeci i czwarty.
Manifestacja Szambali odpowiada czasom po narodzinach Buddy, syna
królowej Mai. W samym środku Wielkiego Cyklu, 6.10.0.0.0. Suchandra, król
Szambali, poprosił Buddę o przekazanie mu wiedzy Koła Czasu Kalaczakry.
Następnie zabrał on te nauki do swojego Królestwa, gdzie
Rys. 26000-TUNOWY CYKL, RELACJE POMIĘDZY WYMIARAMI: TRZECIM, CZWARTYM, PIĄTYM,
WIELKIM CYKLEM I SZAMBALA
rozkwitały dalej pod panowaniem siedmiu królów wielkiej dharmy.
Pod koniec panowania siódmego władcy, a faktycznie królowej Visvamati, Królestwo
powróciło do strefy międzywymiarowej, gdzie razem z duchowymi wojownikami
pozostaje do chwili obecnej, czekając, by niczym deszcz zrosić materialistyczne
pustynie współczesnego świata.
Przez cały czas AHAU KINES, Panowie Słońca, tkwią na swoich
posterunkach, czujni i gotowi do wymarszu. Za ich sprawą co pewien czas
rozkwitały na Ziemi ziarna elektromagnetyczne, zwane archetypami, które
wspierane religią Słońca, tzn. wielkiego, planetarnego kultu Słońca, pobudzały,
naprowadzały i zasilały potencjał ludzki, czyniąc go coraz dojrzalszym. Kult
Słońca był najskuteczniejszym sposobem mobilizacji energii społecznej, zwłaszcza
we wstępnych fazach obecnego i zarazem ostatniego 5200-tunowego cyklu. W 3113 r.
p.n.e., dokładnie na starcie obecnego cyklu, kult boga Słońca Ra osiągnął w
Egipcie swoje apogeum. Kult Ra, upamiętniony i uświęcony w sekretnej, trzynastej
komorze Wielkiej Piramidy, jak promień czystego światła, zainicjował cykl
służący wydobyciu wspomnienia wyższego celu ewolucyjnego z cienia ludzkiej
niepamięci.
W planetarnym kulcie Słońca kryła się moc, która pobudzała
energię inicjującą obecny etap cyklu cywilizacyjnego, zarówno w Egipcie,
Mezopotamii, Indiach, Chinach, jak Meksyku czy Peru. W miarę, jak wzrastało
przekładanie wpływu technologii na coraz to bardziej materialistyczne terminy i
formy, moc planetarnego kultu Słońca zaczęła zanikać. Wraz ze słabnącym wpływem
ludzie zaczęli coraz bardziej polegać na swoich kosmicznych trzeciowymiarowych
skafandrach (ciałach fizycznych) niż na czwartowymiarowych sobowtórach ciała
eterycznego lub inaczej ciała świetlistego. W rezultacie zatarł się kontakt i
komunikacja z AHAU KINES, wielkimi Panami Solarnymi i przewodnikami. Objawienia
wielkich nauczycieli i awatarów, jak tych najbardziej znanych: Buddy, Chrystusa
czy Quetzalcoatla w obu Amerykach, miały na celu podtrzymanie przy życiu wyższej
pamięci ewolucyjnej.
Jak wiemy, pod koniec cyklu 12, w baktunie 11, światło ziemskiego
kultu Słońca przygasło tak dalece, że mentalny cień, zwany materią, wywołany
zaćmieniem solarnej religii, był najkorzystniejszym momentem do zainicjowania
nowej nauki. Tak w gorączce ciemności narodziła się nauka mechanistycznego
materializmu. W 1697 r. n. e., w czasie ostatecznego podboju Majów przez
Hiszpanów, krąg mentalnego zaćmienie domknął się całkowicie. Odtąd codzienne
sprawy wciąż rosnącej liczby ludności wypierały z pamięci pogrążone w mroku nocy
pryncypium solarnego panowania. Następstwa zaćmienia znane są pod nazwą ery
materializmu. W tym tkwią korzenie ekstremalnego, technologicznego „wysiewu" –
światowej cywilizacji przemysłowej.
Globalna industrializacja – triumf zaślepienia człowieka jego
własną wynalazczością w sferze materii – potęgowała ślepotę współczesnych ludzi
na fakt, że Słońce to inteligencja przejawiająca się w każdym działaniu
człowieka. Chmury dymu ziejącego z kominów mrocznych fabryk Szatana – dosłownie
i metaforycznie – spowodowały, że zapomnieliśmy o naszym solarnym dziedzictwie i
to doprowadziło nas dzisiaj na skraj samozniszczenia. Ale nie uciekniemy przed
konsekwencjami naszej niewiedzy, dopóki nie zrozumiemy, że to właśnie fatalna
fascynacja wynalazczością techniczną oznacza odwrócenie się od sił Światła i
lekceważenie własnego potencjału jako współtwórców Wszechświata. W
rzeczywistości cały czas zajmujemy się jedynie gadżetami, nie chcąc uznać mocy
tkwiącej wewnątrz nas, w bioelektromagnetycznej cyrkulacji, która przez
Solarnych Panów, AHAU KINES, łączy nas ze Słońcem. My sami skazaliśmy się na
ciężką harówkę w kopalniach materializmu. Zorientowana materialistycznie
ludzkość, odcięta od przewodników z piątego wymiaru, niedostrzegająca nawet
istnienia czwartowymiarowego ciała świetlistego – „duszy", identyfikująca się
wyłącznie z trzeciowymiarową formą fizyczną, obrała złudny kurs przez ciemność,
którą sama stworzyła.
Patrząc z perspektywy mitycznej, faustowski rozwój globalnej
industrializacji to odwrót od Światła, od przewodniego, wewnętrznego „światła
naszej duszy" na skutek ustawicznej pogoni za szybkimi zyskami i władzą płynącą
z łatwego technicznie zapanowania nad materialnymi rzeczami. Odwrót jest w
rzeczywistości równoznaczny z poddaniem się Mocy Ciemności, nazywanej przez
starożytnych Meksykan Tezcatlipoca, Mrocznym Panem Czasu. Tezcatlipoca był
przeciwieństwem rysu samego Quetzalcoatla, przybył do Meksyku pod postacią
Cortesa w 1519 roku, obwieszczając początek obecnego 468-letniego „piekielnego
cyklu". Zaślepieni przykładem ludzi podobnych Cortesowi, wspomagani i otumanieni
mglistą złudą mocy, którą zaraziła wielu z nas biegłość technologiczna,
dołożyliśmy wszelkich starań, by zbudować cywilizację całkowicie ignorującą
pryncypia Światła i panowania solarnego.
Znamienne jest to, że Ludwik XIV, jeden z ostatnich prawdziwie
imperialnych monarchów Europy, panujący przed triumfem rewolucji przemysłowej,
nosił przydomek „Król Słońce". Zanim złożono ekstrawaganckiego króla w jego
grobowcu, w starożytnym Albionie za panowania króla Artura zaczęto wydobywać
węgiel (początek angielskiego górnictwa, przyp. tłum.). Aż wreszcie nadszedł
czas, by dać wyraz straszliwej mocy faustowskego archetypu władzy człowieka nad
naturą. Nie mniej ważne jest także to, że zdołaliśmy uwolnić siłę atomu w
sztuczny sposób – moc, która, naszym zdaniem, napędza również Słońce. W ten
sposób sami dla siebie wyprodukowaliśmy znak „STOP" – bombę atomową. Ale z jakim
skutkiem? Hiroszima, Nagasaki czy katastrofa w Czarnobylu – to niemi świadkowie
zapomnienia, do jakiego doprowadziło nas lekceważenie Słońca i praw porządku
kosmicznego. Mimo to nadal magazynujemy broń nuklearną w coraz większych
ilościach, śmiercionośną projekcję ślepej plamki na dnie oka, naszej ślepoty na
moc Słońca.
Teraz, w chwili transformacji technologicznej, zaledwie pięć lat
przed wejściem w ostatni katun 5200-tunowego (260-katunowego) Promienia
Synchronizacji, wciąż jeszcze możemy oprzytomnieć i przebudzić się na dar
Słońca. Ostatni 260 katun harmonicznego modułu jest katunem rządzonym przez 13
AHAU (Kosmiczne Słońce). Trzynastka to liczba ruchu obecnego we wszystkim,
najpotężniejszy z galaktycznych promieni pulsacyjnych. Możemy się spodziewać, że
katun 260, niesiony przez AHAU (Słońce), znak Solarnego Mistrzostwa i solarnej
świadomości, sumujący potencjał dwudziestu znaków, będzie czasem duchowej
regeneracji, zapowiadającym nastanie złotej epoki planetarnej. I rzeczywiście,
mimo dehumanizującego materializmu obecnych czasów posiadamy już wiedzę i znamy
mechanizmy transformacji 13-AHAU-katuna w Nową Erę Solarną (1992-2012).
Przewyższy ona nie tylko złotą, solarną epokę Egiptu, ale także bliższą
współczesności, epokę klasycznych Majów. Będzie to prawdziwie złota epoka
planetarna, inicjująca świadome wejście w skład Galaktycznej Federacji.
Wychodząc z założenia, że Harmoniczna Konwergencja jest tym „czynnikiem" w
zbiorowym DNA, który rozpuszcza stary dom mentalny i kładzie podwaliny pod nowy,
zastanówmy się, jaki on będzie? Czym jest ścieżka poza technologię? Jak to się
dzieje, że „AHAU" właśnie w nas i przez nas łączy się ze Słońcem? Zacznijmy od
namalowania obrazu nowego świata, który ujmuje naszą przeszłość, ale w aspekcie
solarnym.
Zgodnie z faktorem Majów żyjemy na dnie elektromagnetycznego
oceanu. To, co nazywamy fizyczną płaszczyzną Ziemi, jest jedynie jego dnem.
Niczym kałamarnice lub półślepe zwierzęta morskie krążymy po swoich małych
orbitach (falach) bez większej świadomości, że pływamy u dna
rozległego,-wielowymiarowego oceanu elektromagnetycznego. Jakże dziwaczni musimy
się wydawać tym, którzy płyną wysoko nad nami innym nurtem. A co możemy
powiedzieć o istotach, które przebywają tam, ponad powierzchnią oceanu? Co mogą
one widzieć?
Aby móc żyć i przeżyć na zagęszczonym, ale jakże kruchym podłożu
elektromagnetycznego morza, niezbędna jest bioelektromagnetyczna cyrkulacja. W
rzeczywistości dzięki naszym subtelnym, misternie wbudowanym radarom
sensorycznym jesteśmy zdolni przyciągnąć dużo więcej pokarmu i wskazówek z pola
elektromagnetycznego, niż udaje nam się teraz. Do chwili obecnej powierzaliśmy
naszą całą elektromagnetyczną moc w ręce źle zarządzanych instytucji państwowych
lub firm prywatnych, którym musimy płacić za to, co z natury należy do nas. A
przecież, jak udowodnił Nikola Tesla w swoim laboratorium w Colorado Springs,
każdy człowiek może współwytworzyć pole elektromagnetyczne o niesłychanej mocy,
jeżeli pozostanie w rezonansie i zachowa spokój.
Znane nam są dobrze elementy obwodu łączące trzeciowymiarową,
fizyczną powłokę z czwartowymiarowym ciałem świetlistym. Po pierwsze, mamy do
naszej dyspozycji sensoryczny radar – pięć narządów zmysłów i „umysł"; następnie
kanały neuronowe, przenoszące impulsy elektryczne z narządów zmysłów do
centralnego komputera – mózgu i na koniec psychofizyczne centra, zwane czakrami,
z ich własną siecią subtelnych przepływów energii połączonych z systemem
gruczołów. Obwód dopełniają prądy subtelnych energii, płynące w postaci
rezonansowej transmisji z systemu czakr przez Kuxan Suum, galaktyczne włókna, do
głównych nurtów elektromagnetycznego oceanu łączącego nas z płaszczyzną
Solarnych Panów i przewodników, a następnie ze Słońcem i galaktycznym centrum.
Prądy wyższych wymiarów oceanu elektromagnetycznego, tzn.
piątego, szóstego i siódmego, niosąc informacje płynące z i do splotu
słonecznego, mają punkty wejścia przez czakry na wierzchołku głowy, gardle,
sercu, narządach płciowych, dłoniach i stopach. Widzimy, że trzeciowymiarową
powłoka ciała fizycznego –jak każdy przyzwoity skafander kosmiczny – wyposażona
jest w szereg łączy i punktów styku, służących za elekromagnetyczne wentyle
oddechowe czwartowymiarowemu ciału świetlistemu, koegzystującemu z ciałem
fizycznym.
AH KINES, „Wojownicy w służbie Słońca", to ludzie, którzy
urzeczywistnili w ciele fizycznym sen ciała świetlistego i rozumiejąc system
cyrkulacji bioelektromagnetycznej organizmu ludzkiego, wykorzystują ciało
świetliste w swoich podróżach po wodach oceanu elektromagnetycznego, nazywanych
Wszechświatem. AH KINES, dzięki odpowiedniemu ukierunkowaniu swoich
sensorycznych radarów i umiejętnemu korzystaniu z Kuxan Suum, „galaktycznej
pępowiny" wychodzącej ze splotu słonecznego, są tymi Urzeczywistnionymi, tzn.
Oświeconymi w przeszłości i teraźniejszości. To sprawia, że są zdolni służyć za
gwiezdne media i przekazywać galaktyczne informacje bezpośrednio na ziemskie dno
wielkiego elektromagnetycznego oceanu. W ten sposób przeskakują z Zuvuya na
Zuvuya, trzymając się świętej rachuby. Możemy czynić to samo, co legendarni AH
KINES, ponieważ wszyscy przynależymy do tego samego obwodu. Każdy z nas,
powracając do prostoty posthistorii, będzie mógł bezpośrednio przewodzić dogodne
prądy Galaktyki, by zaradzić każdej sytuacji.
Aby stało się to możliwe, konieczne jest dokonanie zwrotu w
naszym punkcie widzenia świata i udzielenie pierwszeństwa ciału świetlistemu, a
nie ciału fizycznemu. Autokinetyczne ciało fizyczne – podobnie jak liście dla
drzewa –jest projekcją wewnętrznych osiągnięć. Prawdziwym szkieletem ciała
fizycznego jest ciało świetliste wyposażone w sensoryczny radar, neurony,
centralny komputer, czakry, subtelny układ nerwowy i włókna wytwarzające
ultrapromieniowanie. Funkcjonowanie ciała świetlistego, operującego według tego
samego 260-jednostkowego szablonu pulsacji co Słońce, czyli harmonicznego modułu
Majów, jest zadziwiająco proste. Jego ignorowanie oddaje nas w ręce sił
nazywanych „Królestwem Bestii".
Patrząc na szablon Tzolkin jak na plan ciała świetlistego, w
okamgnieniu możemy zidentyfikować w Krośnie Maja dwa prądy elektryczne – jeden
pozytywny, drugi negatywny, które są uniwersalnymi, biegunowymi prądami pola
elektromagnetycznego. Prądy te krzyżują się w nieskończonych pulsacjach w ciele
fizycznym, służącym im za bioelektromagnetyczną baterię. Proces ten dokonuje się
na mikropłaszczyźnie przy każdym wyładowaniu impulsów nerwowych po dotarciu do
synaps. To, co nazywamy informacją, jest „mentalnym" przetworzeniem wyładowań.
Proces ten zachodzi także na makropłaszczyźnie. Cały kompleks fizyczny, którym
jest nasz organizm, może być postrzegany jako pojedyncza bateria
bioelektromagnetyczną, umożliwiająca krzyżowanie przepływu dwóch uniwersalnych
prądów energii.
Trzynaście pionowych kolumn harmonicznego szablonu odpowiada
trzynastu podstawowym stawom ciała, jak również głównym kanałom nerwowym
biegnącym od stóp i dłoni przez centralną kolumnę do mózgu. Środkowa kolumna –
siódma mistyczna kolumna – reprezentuje szyję i kręgosłup wraz z czakrami.
Kolejne dwie kolumny, położone po obu stronach środkowej kolumny, przedstawiają
barki, następne łokcie i nadgarstki. Licząc od środka na zewnątrz, czwarte
kolumny odpowiadają biodrom, piąte – kolanom, szóste (ostatnie) reprezentują
kostki (stawy skokowe). Są to punkty kluczowe, regulujące przepływ impulsów
nerwowych do dłoni i stóp, jak również wnikanie subtelnych strumieni
energetycznych . Dwadzieścia Świętych Znaków znajduje digitalne odpowiedniki w
dwudziestu palcach rąk i nóg.
Także narządy zmysłów są ujęte w trzynastu kolumnach. Środek to
kanał centralny – wyższy umysł otwierający się na Wszechświat, szeroko, płynnie,
bezwarunkowo. Następne symetryczne pary kolumn po każdej stronie kolumny
środkowej reprezentują umysł lokalny i zmysły w kolejności: wzrok, słuch, węch,
smak i na końcu dotyk. W dziesięciu polach Krosna Maja bezpośrednio przyległych
do centralnego kanału, grupują się neuromózgowe odbiorniki radarowe narządów
zmysłów. 26 punktów galaktycznej aktywacji, tworzących oba strumienie Krosna
Maja, to 52 harmonizujące punkty wykorzystywane w akupresurze Jin Shin Jyutsu.
Tak naprawdę nasze obecne techniki masażu i uzdrawiania mentalnego nie wykazują
się wystarczająco głęboką wiedzą, by mogły być nazwane medycyną
bioelektromagnetyczną.
Wykorzystując harmoniczny moduł jako szablon punktów przecięcia
obwodów ciała świetlistego i uznając ciało świetliste za faktyczny szkielet
ciała fizycznego, możemy stwierdzić, że choroby i epidemie, które nas nękają,
np. nowotwory czy AIDS, nie mają przyczyn komórkowych, lecz są bezpośrednim
skutkiem ekstremalnych blokad w naszym zbiorowym polu bioelektromagnetycznym.
Blokady te wypływają z pogrążenia się lub uzależnienia od różnorodnych efektów
sprzężenia zwrotnego z naszym zatrutym, stechnicyzowanym środowiskiem (nasze
własne feedback-produkty). Dlatego lekarstw na choroby późnej epoki
industrialnej nie znajdziemy w związkach chemicznych czy radioterapii, lecz w
radykalnej zmianie podejścia idącego w parze z rozwojem medycyny
bioelektromagnetycznej. Medycyna ta bazuje na potędze umysłu i uznaniu istnienia
ciała świetlistego, jak również na naturalnej, organicznej odbudowie
wewnętrznego rezonansu, będącego kluczowym czynnikiem uzdrowienia.
Sposób, jak tego dokonać, opisany jest w harmonicznym szablonie,
w 260-jednostkowym Tzolkin. Oferując nam rys indywidualnego ciała świetlistego,
które ożywia każdego z nas, pokazuje jednocześnie wzorzec przepływu solarnej
energii i inteligencji – nieprzerwanego strumienia uniwersalnej, twórczej
energii duchowej. Także to znane jest wszystkim Oświeconym, AH KINES. To dzięki
niemu wprawiają się w sztukach uzdrawiania, jak również twórczej, rezonansowej
ekspresji, czyli muzyce i pieśni, kolorze i kształcie. Harmoniczność tych
działań wypływa lub jest przekazywana przez subtelne, wszechprzenikliwe
częstotliwości Słońca. I rzeczywiście, jeżeli nasze zmysły przeniknie aktywowane
solarnie pole elektromagnetyczne, możemy odnaleźć heliotropowe oktawy w
perfumach lub solarne częstotliwości plam słonecznych we wszystkim, co
smakujemy. Wszystko to ma dosłowne, a nie metaforyczne znaczenie. Dzięki
narządom zmysłów bateria bioelektromagnetyczną pojedynczego organizmu ludzkiego
bezpośrednio przyłącza się do planetarnych i solarnych baterii
elektromagnetycznych.
Nie jest to nowa koncepcja. Najwięksi wizjonerzy ery naukowego
materializmu byli dostrojeni do wykorzystywania swoich zmysłów w procesie
urzeczywistniania ciała świetlistego. Tuż przed rozpoczęciem baktuna 13, w 1627
r., Francis Bacon, mówiąc w superutopijnej Nowej Atlantydzie o „poszukiwaczach
światła", opisuje świat wypełniony Domami Wizji, Dźwięku, Woni i Smaku, w
których dochodzi do syntezy i spotęgowania procesu uszlachetnienia zmysłów.
Nadzorujący cały proces znani są jako Siewcy Światła, ci sami co AH KINES.
Wybiegając wyobraźnią poza industrialne stadium cywilizacji, Bacon wyjaśnia, że
dzięki zjednoczeniu zmysłów można stworzyć bazę dla jasnych i harmonicznych
reguł porządku świata pod panowaniem Domu Salomona, zwanego Nową Atlantydą.
TZOLKIN JAKO BATERIA BIOELEKTROMAGNETYCZNAI MATRYCA POLA ZMYSŁÓW
Także Blake mówił o końcu obecnego piekła industrializacji, do
którego ludzkość dojdzie przez „uszlachetnienie pola radości w doznaniach
zmysłowych". W swoim niezapomnianym poemacie Heaven and Hell napisał: „Najpierw
trzeba wymazać z pamięci wyobrażenie, że człowiek posiada ciało oddzielone od
swojej duszy". Twierdzenie, że istnieje rozdźwięk między ciałem i duszą,
wyrażające się w wierze, że człowiek jest oddzielony od natury, a co więcej,
stoi ponad nią, jest przyczyną prymarnych blokad doświadczanych przez zbiorowe
ciało świetliste w obecnym domu mentalnym. W tym tkwią korzenie nękających nas
plag i lęków, poczynając od nowotworów i AIDS, a kończąc na strachu przed
śmiercią i groźbą nuklearną. (Dziś wiemy już, że nie jesteśmy ciałem, lecz mamy
jedynie ciało i że nie mamy duszy, lecz jesteśmy duszą i jako taka jesteśmy
nieśmiertelni, przyp. tłum.).
Udoskonalenie zmysłowych przyjemności jest nierozerwalnie
związane ze zdolnością rozpoznania własnego potencjału elektromagnetycznego.
Dzięki punktom węzłowym obwodu ciała świetlistego możemy bezpośrednio podłączyć
się do głównego źródła mocy – solarnej elektrowni. Pulsacje elektromagnetyczne,
odbierane przez nasz sensoryczny system radarowy, przenoszone wzdłuż kanałów
neuronowych, przetwarzane w układzie czakr, a następnie przekazywane przez
wyższych planetarnych przewodników – archiwistów archetypów – są tożsame z
pulsacjami ciała solarnego, Słońca, naszej lokalnej gwiazdy.
Klucz otwierający końcową fazę cyklu ewolucyjnego – fazę naszego
rozkwitu – tkwi w prostocie stanu bycia w rezonansie ze wszystkim, co jest. Co
więcej, przez utrzymanie stanu rezonansu nasza ziemska bateria
elektromagnetyczna może wspomóc i zachować naszą solarno-psychiczną
częstotliwość. Dopiero wtedy ciało świetliste będzie właściwie odżywione, my zaś
będziemy mogli odkryć wiedzę i energię niezbędną do naszego indywidualnego
rozwoju. Mówienie, że pukamy do drzwi magii, jest tylko przyznaniem się do braku
wiary w to, do czego rzeczywiście jesteśmy zdolni dzięki naszemu własnemu
wyposażeniu – ciału sensorycznemu. To, co demonstrują szamani i magowie, jogini
i mistrzowie duchowi, jest summa summarum przynależnym każdemu dziedzictwem
ewolucyjnym.
Jednak my jesteśmy istotami uwarunkowanymi, uwięzionymi w sieci
własnej niewiedzy. Z tego powodu nowi naukowcy, „inżynierowie synestezji", muszą
stworzyć Domy Wizji i Dźwięku, Woni i Smaku, tak aby ludzkie organizmy,
nieprzyzwyczajone do korzystania z naturalnych, przynależnych im od urodzenia
pól zmysłowych, mogły ponownie nauczyć się podróżowania po elektromagnetycznym
oceanie. W sieci ciała świetlistego są do znalezienia tzw. rezonansowe prawa
beztroski {law of levity), które neutralizują skutki ugrzęźnięcia w
neuralgicznych nawykach spowodowanych zbyt długim przebywaniem w zasięgu praw
grawitacji przypisanych do materii. Prawo beztroski jest równie rzeczywiste, jak
prawo grawitacji. Ma ono związek z kompleksowym uwolnieniem się od wygórowanego
mniemania o sobie. Na koniec przegranymi będą ci wszyscy, którzy nie będą w
stanie wznieść się na tyle, by rozkoszować się nieskończoną świetlistością. Oni
nie dadzą Światłu szansy, by mogło wpłynąć w neuronowe zatoki ciała zmysłowego
przez wyjątkowo wąskie szczeliny ich egotyzmu.
Najistotniejsza w tym procesie jest kontrola umysłu, bo to
właśnie z niego ustawicznie wypływają fałszywe projekcje dotyczące naszej
faktycznej natury. Klucz do kontroli myśli tkwi w mistycznej kolumnie
symbolizującej Wyższy Umysł. Jest to „czysty", otwarty kanał, wolny od
jakichkolwiek blokad. Jak długo indywidualny umysł, reprezentowany przez dwie
kolumny po obu stronach kolumny środkowej pozostaje otwarty, drożny i wolny,
dosięgając Wyższego Umysłu, tak długo zachowana jest pełna czujność. Wtedy
działamy z naturalną spontanicznością i wchodzimy w pola, w których nie
podlegamy nikomu. Jako dzieci Wszechświata, wyposażone w jego mądrość,
przyjmujemy i przekazujemy dalej nasze solarno-galaktyczne dziedzictwo.
Z tak otwartego, „czystego" stanu umysłu wywodzi się nowa
technologia. Dzięki wykorzystywaniu ciała jako elektrycznie naładowanej baterii
lub kamertonu można stworzyć środowisko pasujące
Rys. CZŁOWIEK W REZONANSIE PSYCHOSENSORYCZNYM
do ciała świetlistego. Solarne komórki, wzmocnione i zogniskowane
przez kryształy, staną się odbiorcami częstotliwości pól elektromagnetycznych.
Pochłaniana energia będzie przesyłana dalej w celach termicznych i kinetycznych,
by służyć za źródło wzbogacające królestwo zmysłów. Regulacja energii będzie
następować przez dostrojenie się do psychicznych częstotliwości. W ten sposób
urzeczywistni się marzenie Nikoli Tesli o „wolnej energii".
Tesla zaobserwował, że rezonans Ziemi przypomina oscylację
ogromnej baterii elektromagnetycznej. Jej kluczowymi elementami są dwie powłoki
jonosfery, dolna – lunarna i górna – solarna, znajdujące się w odległości 96 i
144 km ponad ziemskim dnem elektromagnetycznego oceanu. To właśnie prądy
jonosfery, pozostając w bezpośrednim rezonansie z polem lunarnym i solarnym,
wpływają na układy frontów atmosferycznych i kierunek wiatrów na najniższych
poziomach oceanu elektromagnetycznego. Jonosfera, oscylując z prędkością około
7,8 cykli/sek., znajduje się w rezonansie z ludzkim mózgiem, który, osiągając tę
samą częstotliwość, tzn. 7,8 cykli/sek., przechodzi w stan samadhi, czyli stan
absorpcji medytacyjnej. Neuralno-jonosferyczna częstotliwość jest podstawowym
kluczem do nowej technologii.
Daleko poza jonosfera leżą dwa następne komponenty
elektromagnetycznej baterii Ziemi. Są nimi pasy promieniowania: niższy,
naładowany dodatnio, lunarno-galaktyczny pas protonowy i wyższy, naładowany
ujemnie, solarny pas elektronowy. Oba pasy, niczym komórkowe membrany,
pośredniczą w przekazie większych elektromagnetycznych prądów łączących Ziemię
ze Słońcem i innymi układami galaktycznego centrum (Hunab Ku).
Płaszcz pamięci Ziemi, czyli Bank PSI, globalny mózg, noosfera,
królestwo archetypów cyklu ewolucyjnego, mistyczne Królestwo Szambala, pozostaje
w polarnym rezonansie z zewnętrznymi pasami promieniowania. Sposób
funkcjonowania umysłu planetarnego i pola pamięci jest nierozerwalnie związany z
planetarnym przekazem energii elektromagnetycznej z rozległego dna oceanu
galaktycznego. Odpowiada on interakcji wyższego, zbiorowego umysłu,
reprezentowanego przez znak MEN {Orzeł), z Umysłem Solarnym, AHAU {Słońce).
Jeśli zrozumiemy, że energia i informacja niczym nie różnią się od siebie,
zrobimy ogromny krok w kierunku Światła. Potężne strumienie promieniowania
kosmicznego, które wpływają w pole planetarne, reprezentują nieskończone
bogactwo informacji. Energia, zakodowana w banku pamięci Ziemi, pozostająca w
rezonansie z międzywymiarową komorą w krystalicznym jądrze Ziemi, może zostać
uwolniona dzięki twórczym aktom rytualno-ekstatyczno-mistycznego dostrajania.
Siła płynąca z takich działań – siła poezji, tańca czy muzyki – jest dokładnie
tą samą siłą, która wywołuje niebiańskie fenomeny, jak np. tęcza. Prawdą jest,
że jesteśmy utkani z materiału, z którego składają się też gwiazdy.
W ziemskim polu dochodzi do różnorodnych „naturalnych" wyładowań
baterii elektromagnetycznej. Zorze polarne wywołane przez pasy promieniowania i
współtworzone przez bieguny magnetyczne są przykładami zadziwiającymi zarówno
swoim pięknem, jak zapierającą dech energią, jaką transportują. Inną
manifestacją siły ziemskiej baterii elektromagnetycznej są błyskawice, powstałe
w wyniku interakcji jonosfery z prądami górnej warstwy atmosfery i pulsacji
geomagnetycznych. Z tymi zjawiskami splecione są różnorodne emanacje
promienno-energetycznych istot, np. „Ptaki Błyskawicy" (wg mitologii Indian
Ameryki Płn., przyp. tłum.), przewodnicy i różnego rodzaju istoty duchowe.
Także nasze ciało, wchodząc w rezonans z częstotliwością
jonosfery, doznaje własnej „błyskawicy we krwi", którą warunkują dwa biegunowe
strumienie i dwa biegunowe generatory. Oba bieguny, regulowane przez narządy
płciowe i szyszynkę, wchodząc w rezonans, mają zdolność wywołania wyładowań na
płaszczyźnie indywidualnego organizmu, które są równoważne zorzom polarnym.
Jeśli zostaną wywołane świadomie, tzn. w rezonansie z polem elektromagnetycznym
i przy pomocy komórek solarnych i kryształów, uwolnienie energii może
doprowadzić do „rozjaśnienia" naszego najbliższego otoczenia (tzn. osobistej
aury, przyp. tłum.). Wykorzystując wyładowania w celu zaspokojenie potrzeb
cieplnych czy kinetycznych, możemy zrezygnować z urządzeń mechanicznych i
jednocześnie wypełnić się radością, co w tej formie jest zupełnie obce naszej
kulturze. W ten sposób należy pojmować wznoszenie naszych Domów Zmysłów, które
są świątyniami solarnego ciała zarówno od środka, jak na zewnątrz. Dawno temu,
kiedy współczesna nauka była jeszcze w powijakach, Sir Thomas Brown napisał:
„Żyjemy, jakbyśmy mieli jakieś niewidzialne, płonące Słońce wewnątrz".
Budując Domy Zmysłów, powinniśmy wiedzieć, że Słońce jest naszym
Wyższym Umysłem. Już niedługo zaświta nowa epoka słoneczna. Ze struktur
interakcji pól rezonansowych o różnych wielkościach narodzi się nowe spojrzenie
na świat. Pojmując energię i informację jako transdukcję stałych Wszechświata
(uniwersalne konstanty), które zdefiniowane są przez proste operacje harmonii
falowych (harmoniczne częstotliwości albo harmoniczne składowe fali), stworzymy
technologię o zasięgu światowym i jednocześnie zindywidualizowaną w sposobie
pracy. Formując się w grupową komórkę powiązaną technikami artystycznie
zmysłowej fuzji (stapiania), jak nigdy wcześniej, nabędziemy umiejętności
swobodnego podróżowania przez Wszechświat, którego wymiary są tak różnorodne,
jak różnorodne są nasze doznania.
Jako Nowi Majowie wyzbędziemy się naszego ciasnego punktu
widzenia i przekroczymy próg pomiędzy historią i posthistorią. Dzięki temu
otrzymamy imprint Nowego i nie będzie ani jednej osoby, która nie wiedziałaby,
jak wykorzystywać swoje ciało świetliste. Dla wszystkich będzie oczywiste, że
pełne spożytkowanie elektromagnetycznej baterii Ziemi zależeć będzie od pełnego
udziału wszystkich organizmów obecnych na planecie. Im więcej cech zbiorowości
nabierze indywidualność, tym bardziej indywidualna stanie się zbiorowość. Im
więcej pojedynczych świadomości przyłączy się do elektromagnetycznej baterii
planety, tym więcej osób zostanie obdarzanych solarnym wglądem i solarną
inteligencją. W ten sposób 5200-tunowy Promień Synchronizacji będzie mógł,
szybko i sprawnie, urzeczywistnić kompleksową synchronizację zapowiedzianą na
rok 2012 n. e. (data wg promienia: 13.0.0.0.0).
Apel skierowany do wszystkich ludzi, by łączyli się w prężne,
bioelektromagnetyczne grupy, z których każda byłaby zespolona z
elektromagnetyczną baterią Ziemi, jest apelem samego Słońca, AHAU KINICH,
zwanego przez Egipcjan RA, najwyższego boga Słońca. Z tej przyczyny nie
powinniśmy być zdziwieni, że po 1992 roku pojawią się wśród nas emisariusze
Słońca, nowi bioregionalni AH KINES, by wspierać nas w pracy na rzecz
ustanowienia Królestwa Niebios na Ziemi. Dzięki nim będziemy przygotowywani na
zakończenie 26000-tunowego cyklu ewolucyjnego. I tak jak na początku Wielkiego
Cyklu
KOD GALAKTYCZNY NASYCAJĄCY INFORMACJĄ MAGNETOSFERĘ ZIEMSKĄ
Menes zjednoczył Górny i Dolny Egipt. tak teraz, na koniec cyklu,
jego triumfalnym zwieńczeniem będzie elektromagnetyczne zjednoczenie Północnego
i Południowego Bieguna.
Nakreśliłem tu ogólne, naukowe aspekty Nowej Epoki Solarnej, ale
nie mniej ważne jest zwrócenie uwagi na duchowy, twórczy styl życia, który
nastanie dzięki zastosowaniu nowej technologii psychosolarnego pola
rezonansowego. Bez duchowego fundamentu Nowa Epoka Solarna niczego twórczego by
nie wniosła, stałaby się kolejnym nadużyciem wiedzy i marnotrawstwem czasu.
Nasze życie zorganizowane w małe komórki, bioelektromagnetyczne zarodniki, od
1992 roku zacznie coraz częściej przypominać bogaty styl życia wielkofamilijnego
okresu prehistorycznego niż zubożałe, zdezintegrowane życie małych rodzin okresu
późnoindustrialnego, typowe dla ery nuklearnej. Nacisk na indywidualną
integralność zostanie zrównoważony przez indywidualne i grupowe przyłączenie się
do nowych pól stworzonych dzięki Domom Zmysłów. Każda z komórek będzie projekcją
jednego ciała, ponieważ jeden i ten sam obwód będzie ożywiał ciało świetliste
zarówno pojedynczej osoby, komórki grupowej, jak i planety. Jedną z funkcji
nowej nauki stanie się pomoc w precyzyjnej lokalizacji i ukierunkowaniu komórek
grupowych na planetarne punkty celem wzmocnienia rezonansu większej całości.
W centrum każdej lokalnej społeczności znajdzie się Solarna
Świątynia, prosta, ale elegancka budowla służąca kontemplacji i regeneracji
energii. Będą do niej przylegać Domy Energii i Informacji. Domy Światła
zbudowane z kryształów solarnych, otaczając pierścieniem komputerowe centrum
neuroedukacyjne, będą łączyć lokalny bioelektromagnetyczny zarodnik z każdą inną
komórką grupową na planecie. Domy Zmysłów o kulistej konstrukcji zostaną
usytuowane pomiędzy ogrodami, w których znajdą zastosowanie naturalne techniki
rolnicze i przemysł lekki. Natomiast na obrzeżach powstaną osiedla mieszkaniowe.
Rozmieszczone na planie koła będą rozrastać się promieniście na zewnątrz.
Zewnętrzny kształt Domów Zmysłów, odzwierciedlający radialny
wzorzec ciała świetlistego, będzie zmieniać się w zależności od klimatu, wnosząc
wspaniałą rozmaitość stylu przyporządkowanego w skali globalnej temu samemu
celowi. Bogactwo zmysłowe, jakiego dziś możemy doświadczyć
tylko przy pomocy stereofonicznych słuchawek i nowoczesnego kina,
w kombinacji z pełnym, aktywnym uczestnictwem w rytuałach i praktykach
zmysłowych, pozwoli Domom Zmysłów przyłączyć nas do elektromagnetycznej baterii
planety. Zamiast chodzić każdego ranka do pracy na godzinę dziewiątą, każdego
dnia, bez stresu, będziemy przygotowywać się do uroczystej ceremonii rytualnego,
sensorycznego dostrojenia nas do solarno-galaktycznych pulsacji. Dzięki
sensorycznej fuzji – stopieniu różnych doznań zmysłowych w doświadczenie
synestezji (pełnej jedności) – będziemy urzeczywistniać synergetyczne (wzajemne)
wzmocnienie energii i poczucie radości życia.
Wolny czas na tego rodzaju działania pojawi się zupełnie
naturalnie, kiedy uwolnimy się od przemysłu zbrojeniowego i produkcji
zbytecznych, toksycznych dóbr konsumpcyjnych, ignorujących rzeczywistość ciała
świetlistego. Odżywiając się w sposób prosty i w miarę możliwości lokalnie,
znajdziemy więcej czasu na badania, edukację i działania artystyczne, niezbędne
dla ustanowienia zdrowego zbiorowego organizmu, pozostającego w rezonansowym
zestrojeniu ze Słońcem i – przez Słońce – z galaktycznym sercem, Hunab Ku.
Wraz z rosnącą przyjemnością doznań zmysłowych, rozszerzy się
zakres zdolności psychicznych nazywanych dziś siłami paranormalnymi. Każdy z nas
stanie się kanałem przekazu – medium, a to, co dzisiaj opisujemy jako doznania
spirytualne czy channeling, okaże się dziecinną zabawą w porównaniu z naszą
rzeczywistą wielkością. Zamiast przyciągać ponure archetypy z minionych wcieleń,
meldujące się jako pseudostraszące głosy, zaczniemy sami bezpośrednio „odbierać"
nasze gwiazdy. Rozpoznamy, że w kolektywnych międzywymiarowych podróżach kryją
się wspaniałe, ekscytujące przygody, wspierające nasze dorastanie do zbiorowej
synchronizacji ziemskiego ciała świetlistego. Otwierając nasze tak długo
lekceważone pola zmysłów na pokarm ciała świetlistego, zaczniemy pojmować UFO
jako międzywymiarowe, generowane przez Ziemię, galaktycznie zaprogramowane,
elektromagnetyczne komórki, udostępnione nam do naszych własnych, edukacyjnych
celów.
Podobnie jak Majowie – nasi poprzednicy – zrozumiemy, że ścieżka
do gwiazd wiedzie przez zmysły i że właściwe wykorzystywanie naszego umysłu jako
samoregulującego organu kontrolnego ułatwi nam przejście do innych płaszczyzn i
wymiarów bytu. Te wymiary czy też poziomy istnienia, odwiedzane obecnie przez
istoty nazywane przez nas UFO, są ogólnie dostępne i służą za miejsce spotkań
inteligencji z różnych sektorów Galaktyki. Model naszego „nowego" galaktycznego
domu, niczym wielowymiarowy zarodnik czy też „środek transportu" w podróżach w
różne szerokości oceanu elektromagnetycznego przypomina wielki, centralny kanał,
wzdłuż którego zacumowane są różnorodne płaszczyzny bytu: indywidualna,
kolektywna, planetarna, solarna, gwiezdna, matrycy kodowej i galaktycznego
serca.
W miarę jak coraz więcej osób posiądzie umiejętność nawigacji w
przestrzeni galaktycznej dzięki wykorzystaniu rezonansowych, harmonicznych
częstotliwości, zaczniemy przenikać coraz wyższe formy życia. Bezpośrednie
psychosensoryczne kontakty z obszarami, które są realniejsze i rozleglejsze od
tych, jakich istnienie sugerują współcześni astrofizycy, w naturalny sposób
unicestwią te wartości, które dziś napawają nas jeszcze lękiem i tym samym
przywiązują do nazw, definicji i miejsca. Dopiero kiedy zamiast strachu doznamy
pełni znaczeń uniwersalnego życia, wejdziemy na orbitę bezinteresowności i
współczucia. Jako rezonansowi podróżnicy spotkamy po drodze wszystkich Wielkich
z naszych ziemskich mitów. Przed nami wyłoni się subtelne bogactwo czasu snów i
marzeń. W naszych działaniach na pierwsze miejsce wysuną się wgląd i techniki
wyrosłe z wielkich, mistycznych tradycji. Tam, gdzie kiedyś paraliżował nas
strach przed śmiercią, znów rozpoznamy ciągłość bytu, który dopiero razem z nami
tworzy jedną wielką Całość.
Na drodze ku naszej uniwersalnej istocie nie możemy pominąć siły
tego, co dziś nazywamy muzyką, pieśnią i harmonicznym dźwiękiem. Dzięki
zbiorowym, sensorycznym Domom Dźwięku –
Rys. MODEL POLA REZONANSÓW PROMIENIA SYNCHRONIZACJI
radiosonicznym świątyniom – wynurzą się harmonie (harmoniczne
częstotliwości), które pozwolą nam urzeczywistnić Królestwo Niebieskie na Ziemi.
Zbiorowo dostrojeni do wyższych harmonii zaczniemy z jednej strony pojmować
nasze „podróże" jako funkcje częstotliwości nadtonów, z drugiej zaś będziemy
zyskiwać coraz głębszy dostęp do głębszych poziomów pamięci. Uznając
przypomnienie za prymarny wzorzec rezonansu, zaczniemy pojmować pamięć jako
radialny wzorzec, jednoczący wszystkie płaszczyzny istnienia i poziomy
świadomości. Wiedza ta, rozchodząc się echem dźwięcznych tonów zbiorowej
synchronizacji, otworzy wrota pałacu uniwersalnego przypomnienia. Wtedy połączą
się gwiezdne pola. Natomiast ci, którzy torpedują kosmiczny proces kreacji,
zostaną wymieceni ze świadomości gatunku ludzkiego.
Na koniec, żyjąc poprzez nasze zmysły, uświadomimy sobie zbiorowy
czas śnienia, któremu rdzenni mieszkańcy Ziemi okazują głęboki szacunek. Gdy
zaczniemy podróżować na falach pulsacji naszych neuronowych obwodów, odbudujemy
na nowo komunikację z innymi królestwami: królestwem minerałów, roślin, zwierząt
i wyższymi porządkami elektromagnetycznego oceanu. Funkcjonując ponownie w
kontekście większej, naturalnej hierarchii, nasze życie połączy szamańską pokorę
wobec środowiska z wytwornością średniowiecznego życia dworskiego, a wszystko to
będzie oświecone wewnętrzną bioluminescencją, wobec której współczesna
elektryczność jest tylko bladym echem. Ludzkość stanie się ponownie królestwem,
ale tym, które jest lennikiem Słońca, którego jedynym lennem jest planeta
Ziemia.
Nasze „krótkotrwałe" zetknięcie z machiną i horrorem
eksperymentów nuklearnych ukarało nas wystarczająco i pozwoliło zmądrzeć na
tyle, by uczynić najwyższe wartości etyczne powszechnie obowiązującym wzorcem
zachowań w Nowym Królestwie. Mimo to nie zatraci się demokratyczna suwerenność
jednostki, co więcej, narodzi się nowe podejście do roli jednostki w hierarchii
galaktycznej. Wzorem dla wszystkich będzie przykład wojownikówszamanów, którzy
jako pierwsi przekroczyli granice z historii do posthistorii. Dzięki zbiorowemu
zestrojeniu zaczną spontanicznie powstawać kroniki pełne poetyckiego piękna i
epickiego rozmachu. Teatr, taniec i pieśń będą tłem podczas wymiany informacji i
dóbr na rynku prowadzonej przez „kupców Światła".
Jeśli ktoś spyta, jak to wszystko będzie rządzone i regulowane,
to udzielając odpowiedzi, nie powinniśmy pominąć roli zdrowego rozsądku i
zwykłej, czysto ludzkiej oceny sytuacji, które będą dodatkowo wspierane
wskazówkami ze strony Rady do Spraw Procesów Solarno-Planetarnych. Działania
rady upoważnionej do monitorowania procesu ukierunkowania ziemskiej baterii
elektromagnetycznej na słoneczne częstotliwości i pulsacje w celu utrzymania
harmonicznego rezonansu Całości, będą wpływać na wszystkie inne procesy i prace
na planecie, ale w sposób całkowicie naturalny.
Z Radą ds. Procesów Solarno-Planetarnych będzie współpracować
Rada Mediarchów i Rada Geomantów. Pierwsza z nich będzie odpowiedzialna za
rozpowszechnianie informacji i edukację poprzez sieć wideokomputerową, druga za
harmoniczne, artystyczne spajanie ludzkich i planetar-nych pól rezonansu.
Wspólne działanie obu organów będzie wpływać na wzrost synchronizacji gatunku
ludzkiego. Różnorodne, bioregionalnie zorganizowane społeczności będą wysyłać
swoich przedstawicieli do Rady ds. Procesów Solarno-Planetarnych na coroczne
konferencje, m. in. obchody przesileń i równonocy. Głównym wydarzeniem,
ogniskującym wszystkie wysiłki, będzie wspieranie organizowanych co pół roku
obchodów planetarnego Dnia Słońca i Ziemi.
Po roku 1992, tzn. gdy zostaną zrealizowane główne zadania
dotyczące rozwiązania starych systemów militarnych, zagospodarowania ich terenów
oraz zdemontowania i oczyszczenia zatruwających środowisko zakładów, gospodarka
zacznie podlegać swobodnej regulacji. Arbitrzy czy też inspektorzy gospodarczy,
blisko współpracujący z Radą ds. Procesów Solarno-Planetarnych i Radą
Mediarchów, będą odwiedzać wszystkie bioregiony, by zbierać informacje
pozwalające
[…???...]
żyć produkcję i zagwarantować równomierny podział dóbr na
świecie. Bogactwo otrzyma nową definicję. Będzie ono formą informacji
rozprowadzaną w postaci jednostek informacyjnych, przeznaczonych dla
poszczególnych bioregionów. Pomiędzy reprezentantami różnych grup dokonywać się
będzie wymiana celem krzyżowania wszystkich trendów kulturowych,
informacyjno-technicznych i ekonomicznych. Zespołom arbitrów gospodarczych,
podróżujących pod flagą Wielkiej Istoty Solarnej, będą towarzyszyć wędrowni
pieśniarze i artyści, by wspomagać wymianę planetarną.
Działaniami kryminalnymi, takimi jak kradzież, paserstwo,
rabunek, gwałt czy morderstwo, zajmie się Rada Twórczej Rehabilitacji. Blisko
współpracując z Radą Światowego Zdrowia, będzie ona kierować wszystkich
„kryminalistów" do jednostek Twórczej Rehabilitacji nadzorowanych przez
specjalistów od rytuałów geomantycznych. Po dokonaniu diagnozy będą przydzielać
przestępcom odpowiednie zadania, prowadzące do twórczego rozwiązania problemów w
oparciu o Domy Zmysłów.
Mieszkańcy Ziemi, uwolnieni od potrzeby prowadzenia wojen dzięki
„Kampanii na rzecz Ziemi", przebudzą się do realizacji wyższych celów. To
sprawi, że już w następnym pokoleniu wizerunek ziemskiej społeczności zmieni się
radykalnie. W miarę zbliżania się do 2012 roku planeta osiągnie wysoką wibrację,
jakiej nigdy wcześniej nie znaliśmy. Ostatnie 5 lat, tzn. okres od 2007 do 2012,
będzie czasem poświęconym na rozlokowanie załóg galaktycznej synchronizacji we
wszystkich węzłach sieci planetarnego ciała świetlistego.
Zbiorowe psychosolarne zespoły nawigatorów i grupy
synchronizatorów, wykorzystując harmoniczne wzorce informacyjne ukierunkowane na
częstotliwości galaktyczne celem połączenia świetlistych ciał
Rys. KRYSZTAŁ PROROCTW PACALA YOTANA
pojedynczych osób, planety i Słońca, będą służyć pomocą, tak by w
procesie dostrajania nikt nie został pominięty. We wszystkich więzieniach i
szpitalach będą pracować grupy edukacyjnorehabilitacyjne. Zespoły medycyny
bioelektromagnetycznej zatroszczą się o to, aby każdy bioregionalny ośrodek
został zestrojony ze wzorcem planetarnego ciała świetlistego. Specjalistyczne
oddziały Rady ds. Procesów Solarno-Planetarnych, monitorujące sygnały
nadchodzące z Galaktycznej Federacji, przekażą na koniec ostatnie instrukcje
załogom synchronizacji i wszystko będzie gotowe. Wtedy nadejdzie ten wyjątkowy
moment – moment całkowitej synchronizacji planetarnej – data majańska 13.0.0.0.0
– unikalna chwila wieńcząca nie tylko Wielki Cykl, ale również etap przejściowy
ewolucji, nazwany fazą Homo sapiens. Pośród uroczystych przygotowań i pięknych,
galaktyczno-solarnych znaków, rejestrowanych psychicznie, gatunek ludzki – w
harmonii z królestwem zwierząt i wszystkimi innymi królestwami – zajmie właściwe
sobie miejsce w wielkim elektromagnetycznym morzu, jednocząc się w jeden obwód.
Solarno-galaktyczny dźwięk przeniknie pole planetarne. Od tej chwili Ziemia
będzie gotowa do wejścia w skład cywilizacji międzyplanetarnej. W jednej chwili,
jakby ktoś przestawił włącznik, popłynie wysokie napięcie przez
zsynchronizowany, zintegrowany obwód zwany ludzkością. Cala Ziemia rozświetli
się w okamgnieniu. Impuls prądu, ładując oba bieguny, przemknie przez niebo,
stapiając zorze polarne w jeden olśniewający błysk. Okołobiegunowa energia,
łącząc planetarne antypody niczym mieniąca się tęcza, zostanie natychmiast
odebrana jako zewnętrzna projekcja aktu zjednoczenia zbiorowego umysłu
ludzkości. W chwili rozpoznania zostaniemy wkomponowani w taki zakres ewolucji,
jakiego dziś nie potrafimy sobie wyobrazić.
Sami to kiedyś poznamy. Przed naszymi oczami – jak dzieciom na
wielkim, nowym placu zabaw – objawi się egzaltująca, wzniosła wizja. „Cel"
rozbłyśnie Światłem nowego poziomu spontaniczności. Wszędzie będą słyszalne
Głosy Galaktycznej Federacji: Starszych, Przodków, wielkiego Bodhisattvy i
Świętych, powracających Majów, naszych najgłębszych jaźni, Kosmicznego
Zwierciadła, Jednej Szaty Przestrzeni i Czasu. Wtedy Jeden Głos zawoła, Jedno
Ucho posłyszy: Rozpoczęła się nowa przygoda!
Teraz niektórzy powiedzą, że poniosła mnie fantazja, że
wymyśliłem utopijną bajkę, której nie sposób zrealizować w tak krótkim czasie.
Tymczasem ja czerpałem tylko z tego, co pozostawili Majowie i co można wyczytać
ze wszystkich wielkich nauk o potędze naszych umysłów. Według przepowiedni
Szambali po ostatecznym zwycięstwie nad Trzema Panami Materializmu, odniesionym
dzięki armiom spirytualnych wojowników, rozpocznie się 500-letnia Złota Epoka.
Teraz, kiedy przemieszczamy się przez ostatni fraktal cyklu baktunów – przez
mroczny etap faustowskiej kulminacji – w kierunku ostatecznego, planetarnego
uwolnienia z pęt stworzonych przez nas samych, pozwólmy przemówić sercom
wojowników-szamanów, którzy są wśród nas. Pamiętajmy, że skąpana w promieniach
Światła przyszłość powróci w całej swej okazałości dopiero po otwarciu bram
serca.
W darze dzieciom, z pełną pokorą, kończę majańskim pozdrowieniem:
In Lakach – Ja Jestem Innym Tobą.
Rys. WIELKA PIECZĘĆ GALAKTYCZNEJ FEDERACJI
W dniu 1 Imix, 12 Zotz, 6 października 1986, we Wschodnim Roku 7
Muluc Boulder, Kolorado, Środkowe Góry Skaliste, Ameryka Północna
ELEMENTARZ ZASAD REZONANSU
Słownik kluczowych pojęć i koncepcji majańskich
Chociaż majańskie spojrzenie na rzeczywistość często
charakteryzujemy jako owładnięte obsesją czasu, w języku Majów nie ma
specyficznego słowa dla czasu, jak również terminów dla określenia przestrzeni
lub materii. W odróżnieniu od współczesnego paradygmatu, zakotwiczonego w
atomistycznych kalibracjach przestrzeni, czasu i materii, perspektywa majańska
doskonale kwalifikuje się, by uznać ją za paradygmat bazujący na matrycy
rezonasów.
Prezentowany poniżej słownik terminów, zainispirowany i w
znacznej części zaczerpnięty z książki Domingo Martinez Paredeza Parapsichologia
Maya (Meksyk, 1981), został pomyślany jako Elementarz Zasad Rezonansu. Jego
celem jest stworzenie czytelnikowi bazy wyjściowej do ogarnięcia panoramy
rzeczywistości, która różni się od dominującego współcześnie spojrzenia na
świat, niemniej tkwi w ramach rzeczywistości zdefiniowanej przez prawa fizyki
postkwantowej. Takie spojrzenie na rzeczywistość, podobnie jak perspektywa
majańska, są paradygmatem bazującym na harmonii fal i pól rezonansowych. Terminy
zostały tak uszeregowane, aby – na ile było to możliwe – ukazywały spójny,
kosmologiczny rozwój dynamicznej, niematerialistycznej perspektywy.
Na końcu słownika umieszczono kilka załączników rozszerzających
zakres znaczenia Tzolkin w połączeniu z holonomiką, tzn. prawem rządzącym całym
systemem.
SŁOWNIK MAJAŃSKI
HUNAB KU: Dawca Ruchu i Miary. Pryncypium inteligentnej energii,
która przenika cały ożywiony i nieożywiony wszechświat.
HUYUB CAAN (HURUCAAN): Serce Niebios. Niebiański budowniczy.
Kosmiczne pryncypium wzorców.
KIN: Słońce. Główny pośrednik pomiędzy HUNAB KU a naszym systemem
planetarnym. Dzień. Podstawowa jednostka harmoniczna lub właściwość fali.
KINAN: Siła Słoneczna. Wyższa energia duchowa. Umysł Solarny jako
uniwersalnie dostępny środek pomocniczy do transmisji wyższej energii duchowej
na tę planetę.
TIN KINANTAH: Jakość duchowej energii nośnej. Wyższa energia
powiązana ze Słońcem, odpowiedzialna za różnego rodzaju zjawiska psychiczne lub
paranormalne.
KINICH AHAU: Pan Słońca. Galaktyczny Strażnik. Urzeczywistniona
świadomość solarna. Umysł światła.
AHAU KINES, również AH KIN, AH KINES: Panowie Słońca. Kapłani
Słońca. Augurowie harmonii. Jasnowidzący.
BAAXTEN. Zdolność do wysyłania energii, jak również efekt
oddziaływania wysłanej energii (np. uformowanie lub uzdrowienie, przyp. tłum.).
PAX. Kosmiczna pauza lub przerwa. Moc muzyki. PIXAN. To, co
manifestuje się w określonej formie, „duch".
TIL UILA LUUN TUL PIXAN. Widzieć duszę, ducha. Postrzegać to, co
się zamanifestowało.
KUXAN SUUM. Droga do niebios, pępowina Wszechświata. Niewidzialne
galaktyczne arterie lub włókna życia, biegnące poprzez KIN – Słońce – dalej.
CAAN. Niebiosa.
CAN. Wąż. Energia. Cztery. Poczwórne funkcje energii fali: siła
grawitacji, siła elektromagnetyczna, wielka moc i słaba moc (dwie ostatnie
tworzą pole biopsychiczne lub Psi). (W I Cingu cztery funkcje energii fal
odpowiadają kolejno Młodemu Yin, Młodemu Yang, Staremu Yang, Staremu Yin).
NAC. Odwrotność CAN: ograniczenie, pryncypium formy.
CANNAC. Pryncypium, zgodnie z którym „nie ma formy bez ducha i
odwrotnie". Kompletność formy i energii. Również to, czego należy się nauczyć.
TUMEN. Przyczyna i skutek. Pryncypium powiązań przyczynowych.
CUXTAL. Osiągniecie zdolności oddychania (oksydacji), (CAXUM).
Pryncypium stwarzające życie.
CANIL CUXTAL. Wąż życia. Energia, która osiąga zdolność
oddychania lub przybierania formy. Ograniczenie energii; stąd cierpienie jako
podstawowa cecha istnienia.
WINCLIL. Istota ludzka. WINC: bulwa, korzeń; LIL: wibracyjny, a
więc ludzki. Kosmiczny korzeń wibracyjny lub rezonator.
CI'ZIN. Promieniowanie, promień, psyche. Szczególna emanacja
energii, osobowość. ET P'IZ. Nasza miara. Prawo karmy. Wyrównanie.
K'OCHIL. To, z czym się rodzimy i to, z czym umieramy.
Pozostałości karmiczne, określające indywidualny los.
YACUNACH. Miłość i zarazem cierpienie. Nieunikniona gorycz
istnienia.
IN LAK'ECH. Ja jestem innym tobą. Pryncypium uniwersalnej
miłości, współczucie.
CHAN. Cecha inteligencji. Intelekt.
CHICCHAN. Gad. Instynktowny umysł. Prymarna inteligencja.
CHANES. Pierwsze dzieci Słońca. Galaktyczni posłańcy.
ITZAES. Pierwsze dzieci wody. Atlantydzi.
HOB, HOOL. Głowa, myśl. Umysł lub zdolność umysłowa.
NENHOOL. Zwierciadło umysłu. Wszystko jest odbiciem samego
siebie. Pryncypium NAGUAL albo inaczej duchowy sobowtór ciała świetlistego.
PANCHE BE. Szukać korzenia prawdy. Naturalna ścieżka istnienia.
MEN Uwierzyć, tworzyć, czynić. Wyższa siła mentalna, wyrażająca
PIXAN – energia ducha przekazywana za pośrednictwem KINAN, czyli Wyższego Umysłu
Solarnego.
H' MENES. Wróżbici, magowie, uzdrowiciele. Ci, którzy są obeznani
w MEN.
H'PULYAHES. Piechota sił zła. Nadużywający energii.
DZAC. Lekarstwo, trucizna.
OL, OLAL. Ożywienie. Wola, Cecha ducha (PIXAN), wyrażająca się w
formach ożywionych.
OL UOLAH. Duch woli wyrażanej zgodnie z prawem przyczyny (TUMEN)
i skutku (ET PIZ).
LUK'AN TUMEN CAN. Reprezentujący Węża. Wtajemniczeni.
TUCUT. Myśleć, czcić.
THAN. Kropla wody. Moc słowa.
HEL, GEL. Prajajo, zero, podstawa transformacji.
CANHEL. Samoprzekształcający się wąż. Smok. Całość poczwórnej
energii, manifestującej się jako samotransformująca istota energii.
CHE, TE. Drzewo. TEOTL. Duch drzewa. Boska energia.
YAX. Zieleń. Siła odnowy.
YAXKIN. Centrum. Bezźródłowowość źródła. Miejsce odrodzenia.
YAXCHE. Pradrzewo. Oś Wszechświata. Kolumna mistyczna. Istota
ludzka jako kanał.
BAAL CHE. Odnoga drzewa, np. zwierzę, siła zwierzęca.
TOK'ZAH. Akupunktura.
HUP KIIX. Nakłuwać igłami.
XICH. Nerwy. Sieć elektryczna.
ZUVUYA, ZUYUYA. Obwód, w którym wszystkie rzeczy powracają do
samych siebie. Trzynaste lub Najwyższe Niebo. Planetarny punkt wejścia. Język
KATUNÓW, gramatyka harmonii.
TZOLKIN. Liczenie dni. Święty Kalendarz, kosmiczna matryca
(macierz). Uniwersalny harmoniczny moduł, ujmujący każdą z możliwych form
przekształceń HUNAB KU, Dawcy Ruchu i Miary.
Ruch to życiodajne pryncypium energii reprezentowane przez liczbę
13, OXLAHUN. Każda liczba od jednego do trzynastu jest uważana za emanację
pulsacji określonej jakości energii, która nadaje możliwościom bytu wewnętrzną
strukturę i znaczenie. Trzynaście, ujmując poprzednie dwanaście liczb, jest
immanentną siłą obecną we wszystkich rzeczach; liczbą Najwyższego Nieba, źródła
informacji galaktycznej.
Miara – formujące pryncypium energii – jest reprezentowana przez
liczbę 4, CAN. Z tą liczbą wiążą się cztery pierwotne funkcje fali: grawitacja –
przyciąganie, elektromagnetyzm – promieniowanie, silna moc – przesyłanie
(ponadzmysłowa transmisja), słaba moc – odbiór (ponadzmysłowa receptywność).
4, symbol miary, pomnożone przez 5, liczbę opisującą pierwotną
strukturę matrycy, czyli centrum i cztery punkty kardynalne, daje 20. TZOLKIN,
uniwersalny harmoniczny moduł, jest w gruncie rzeczy matrycą powstałą z
różnorodnych kombinacji dwóch liczb kluczowych: trzynastu i dwudziestu (4x5).
Stąd TZOLKIN, matryca pulsacji, składa się z 260 jednostek możliwych
przekształceń.
Trzynaście pionowych kolumn TZOLKIN reprezentuje pryncypium
ruchu, dwadzieścia poziomych rzędów przedstawia pryncypium miary, pojmowane jako
pięć ratujących sekwencji czterech stacji lub pozycji matrycy. Chociaż uważamy
Tzolkin za 260-dniowy Święty Kalendarz, w którym liczby od 1 do 13 powtarzają
się dwadzieścia razy w powiązaniu z dwudziestoma Świętymi Znakami, w
rzeczywistości jest on czymś znacznie więcej. Jako uniwersalna harmoniczna
matryca jest on jednocześnie modułem dla Banku PSI – pola pamięci planety (zob.:
Wschodząca Ziemia, mapy:
1, 2, 3, 9, 29, 30, 31, 32, 40, 41, 42, 46, 47, 48). Osiem
spośród tych modułów tworzy Bank PSI, po cztery moduły na każde pole polarne,
przy czym czwórka stanowi tu podstawową liczbę miary. Szesnaście Tzolkinów, tzn.
szesnaście cykli Tzolkin rozumianych jako ogólna ilość dni – odpowiada okresowi
11,3 lat. Jest to uśredniona liczba okresowości cykli binarnych plam słonecznych
od początku ruchu do zmiany kierunku w rejonie podbiegunowym. Dwadzieścia trzy
takie okresy (11,3 x 23) to średnia liczba lat pełnego cyklu przesuwania się
plam słonecznych, wynosząca 260, równa liczbie jednostek Tzolkin, uniwersalnego
harmonicznego modułu.
Tzolkin, pojmowany jako Długi Kalendarz, opisuje WIELKI CYKL
MAJÓW lub Hologram Czasu. Ten cykl, trwający 5125 lat ziemskich, rozpoczął się w
roku ziemskim, wyliczonym na 3113 r. p.n.e., a zakończy w roku, ustalonym dziś
na 2012 r. n. e. Składa się on z 13 cykli baktunów po 20 katunów; każdy z
baktunów liczy około 394 lata. Ponadto dzieli się on na 20 AHAU-cykli, każdy po
13 katunów; w sumie każdy Ahau-cykl trwa około 256 lat.
Kiedy mówimy o Wielkim Cyklu, słowo „kalendarz" powinno być
używane z rozwagą. „Hologram Czasu" bardziej pasuje do majańskiej wizji świata.
Oznacza to, że tak jak pojmuje się Tzolkin, tzn. jako uniwersalny harmoniczny
moduł, ujmujący wszystkie kombinacje form ruchu i miary, tak należy rozumieć
Wielki Cykl, tzn. jako hologram cywilizacyjnych możliwości, ukazujący
harmoniczne kalibracje w połączeniu z procesem ewolucji ziemskiej i programem
galaktycznym. Celem Hologramu Czasu jest zbudowanie MISTYCZNEGO CIAŁA PLANETY
przez inteligentne manifestacje. Mistyczne Ciało Planety składa się z 52
jednostek KONFIGURACJI BINARNEGO TRYPLETU, zwanego inaczej KROSNEM MAJA,
wchodzącego w skład Tzolkin (uniwersalnego harmonicznego modułu) i nadającego mu
unikalną strukturę.
Z uwagi na to, że Hologram Czasu, jako 5125-letni Wielki Cykl,
nie różni się od podstawowego modułu planetarnego pola pamięci, tzn. Banku PSI,
możemy go uznać za pole, w którym zgrane są określone uniwersalne wzorce
pamięci. Umiejętne wyłączenie tych wzorów pamięci prowadzi do pomyślnej
konstrukcji Mistycznego Ciała Planety. Ciało Mistyczne jest aspektem KINAN,
Umysłu Solarnego lub Wyższej Siły Mentalnej, który jednoczy się z jednym ze
swoich dzieci, w tym przypadku z planetą Ziemią.
Szczególną uwagę należy zwrócić na to, że zgodnie z Wielkim
Cyklem planeta weszła w 260. katun (1992 r.), będący zarazem 52. katunem Ciała
Mistycznego, który manifestuje trzynasty promień pulsacji i którym zarządza
dwudziesty znak – AHAU, Umysł Solarny. Zrozumienie hologramu czasu, struktur
rezonansowych i planetarnych wzorów pamięci ma decydujące znaczenie dla
urzeczywistnienia Ciała Mistycznego i sprowadzenia Kinan lub Wyższej Siły
Mentalnej na planetę Ziemię.
Zrozumienie, czym jest Hologram Czasu i struktury rezonansowe,
nie jest trudne z pomocą Tzolkin. Tzolkin jako uniwersalny harmoniczny moduł,
nie jest od niego bardziej oddalony niż nasz model genetyczny i funkcje naszego
ciała (WINCLIL, kosmiczny korzeń wibracyjny).
Ponieważ każdy z ośmiu modułów matrycy Tzolkin-PSI-Banku może być
rozszczepiony na osiem równych części, cała matryca Banku PSI jest ulokowana w
64-jednostkowym generatywnym polu DNA (8x8), czyli planetarnym banku informacji
genetycznej. Ponadto trzynastka, liczba ruchu, odpowiada trzynastu głównym
stawom ciała. Są to: ramiona, łokcie, nadgarstki, biodra, kolana, kostki oraz
korespondujący z kolumną mistyczną kark i kręgosłup. Czwórce, liczbie miary,
odpowiadają dwie ręce i dwie nogi, dwudziestce (4x5) – nasze dwadzieścia palców:
dziesięć u rąk i dziesięć u nóg. Pięćdziesięciu dwóm jednostkom KONFIGURACJI
BINARNEGO TRYPLETU odpowiadają 52 punkty meridianów – 26 po każdej stronie
ciała.
Ponieważ struktury kodu 64 kodonów DNA i binarnego języka
kodowego I Cing są identyczne, istnieje ścisły związek między ośmioczęściowym
„Tzolkin-Bank-PSI-kluczem" i I Cingiem, który możemy rozumieć jako kod życia.
Przyczyną istnienia tego powiązania jest to, że Tzolkin – jako samoistny,
uniwersalny, harmoniczny moduł – zawiera zarówno szablony matryc DNA, jak i I
Cing. Te systemy, tzn. Tzolkin, DNA i I Cing, są wzorcami wyzwalającymi ogólną
pamięć (przypomnienie), których kody zdefiniowane są przez proste relacje
liczbowe. Odblokowanie wzorów pamięci zawartych w tych kodach jest naszym
głównym zadaniem dokładnie w tym momencie historii ludzkości. Dzięki temu
inteligencja ludzka będzie mogła osiągnąć poziom umożliwiający zrozumienie
konstrukcji Mistycznego Ciała Planety – KINAN – około 1992 roku, czyli od czasu
wstąpienia w 260. katun i w manifestację trzynastego promienia pulsacji w znaku
AHAU.
HARMONICZNY SYSTEM LICZBOWY MAJÓW W UJĘCIU MATEMATYCZNO–FIZYCZNYM
Podstawą numerycznego systemu Majów jest wykładniczo wzrastający,
binarny ciąg o podstawie (wartości bazowej) równej 20. Wszystkie wartości
systemu – obejmujące nieskończenie małe, binarne, ciągi harmoniczne – są
zapisane przy użyciu tylko trzech znaków graficznych: kropki – oznaczającej
jednostki, kreski – na oznaczenie pięciu jednostek oraz różnych wariantów
kształtu muszli – oznaczających zero, miejsce (punkt) albo zakończenie. Liczba
20 jest wartością bazową 2, dlatego nazywamy ten system dwójkowym, inaczej
binarnym. Precyzyjnie rzecz ujmując, jest to system dwudziestkowy, ponieważ
podstawową jednostką obliczeń jest liczba 20, a uniwersalny ciąg dwójkowy
(binarny) jest tylko częścią matematyki Majów. Stąd kiedy liczba znajduje się w
pozycji początkowej, to równa się 1; w drugiej – 20; trzeciej – 400 itd. Dla
pierwszych trzynastu pozycji wartości w ciągu numerycznym wynoszą:
1
20
400
8000
160 000
3 200 000
64 000 000
1 280 000 000
25 600 000 000
512 000 000 000
10 240 000 000 000
204 800 000 000 000
4 096 000 000 000 000
W tym ciągu umieściliśmy zera, ale dla potrzeb harmoniki
wystarczy wskazać liczbę bazową. W harmonice liczba bazowa określa
częstotliwość, która może się pojawić w każdej dowolnej oktawie. Uniwersalny
ciąg binarny Majów daje harmoniczną, wykładniczą potęgę, której nie ma w
używanym obecnie systemie z liczbą 10 jako podstawą (system dziesiętny). W
systemie dziesiętnym jednostka bazowa 1, niezależnie od tego, ile razy będzie
pomnożona przez samą siebie, zawsze da w wyniku 1. W systemie dwudziestkowym
cyfra 2 pomnożona przez samą siebie daje w wyniku nieskończony ciąg binarny.
Panuje powszechna opinia, że Majowie stosowali ten system po to,
by uchwycić i zapisać okresy lub cykle odmierzające upływ czasu. Ponieważ system
zawiera w sobie uniwersalny harmoniczny ciąg binarny, może także opisywać
binarną harmonię falową, rejestrującą zjawiska zachodzące
w przestrzeni. Mówiąc inaczej: okresowość ruchów w czasie i
okresowość manifestacji zjawisk w przestrzeni podlegają temu samemu prawu
uniwersalnej, harmonicznej składowej fali i mogą być opisane takim samym,
uniwersalnym ciągiem binarnym. Tak więc w oczywisty sposób harmonika przestrzeni
jest nie do odróżnienia od harmoniki czasu.
W celu wyliczenia podstawowych cykli czasu Majowie, adaptując
system do potrzeb naszej planety, zmodyfikowali go tak, by odpowiadał rocznemu
obiegowi Ziemi wokół Słońca. Stąd ciąg zastosowany do rejestracji ziemskich
cykli czasowych wygląda następująco:
pozycja: 1 2 3 4 5 6
1 : 20 : 360 : 7200 : 144 000 : 2 880 000 itd.
gdzie bazową jednostką jest 1 = 1 dzień. Ten ciąg wystarczająco
blisko koresponduje z serią harmoniki światła, dla której: 144 = harmoniczna
składowa światła (tzn. harmonia światła lub harmoniczna częstotliwość światła),
72 = harmoniczna składowa połowy fali sinusoidalnej, 288 = biegunowa harmoniczna
składowa światła (tzn. harmonia światła biegunów lub harmoniczna częstotliwość
światła biegunów). Nawiasem mówiąc, harmoniczna 288 jest harmoniczną składową
światła dla Ziemi, 144 – harmoniczną składową każdego bieguna.
Modyfikacja majańskiej rachuby czasu, polegająca na zamianie
jednostki bazowej znajdującej się na trzeciej pozycji – 400 z wartością
wynoszącą 360, powoduje, że rachuba ta staje się identyczna z harmonicznym
ciągiem światła. Dlatego też licznie zachowane do dziś przykłady kalendarzowych
wyliczeń Majów nabierają nowego znaczenia. Możemy je odczytywać jako zapis
harmonicznej kalibracji światła, a także jako kalendarzowe rachuby, zaczynające
się od bazowego równoważnika 0.0.0.0.0 majańskiej daty odpowiadającej w naszym
kalendarzu dacie 13 sierpnia 3113 r. p.n.e.
Uniwersalny ciąg binarny obejmuje wartości 2 włącznie z oktawą,
za to harmoniczny ciąg światła zawiera w sobie również wartości 3 i 9.
Podstawowymi wielokrotnościami harmonicznej składowej światła są 8 i 9, np.
72=8x9, 144=8x9x2. Liczba odpowiadająca ilości stopni w okręgu – 360 – równa się
9 x 40 (8x5).
Trzynastka, najprawdopodobniej KLUCZOWA liczba harmonicznego
systemu Majów, jest – obok dwudziestki (4x5) – podstawową liczbą tego szeregu.
Jako liczba pierwsza, 13 jest współczynnikiem, czyli stałą majańskiego systemu
harmonicznego. Dlatego też jest liczbą bazową, jest jednostką rządzącą 260
elementami świętego kalendarza TZOLKIN. Liczba jednostek kalendarza – 260 – jest
pochodną dwóch współczynników: 13 i 20. Podstawowy cykl, który rządzi ziemskim
czasem, odpowiada cyklowi trzynastu baktunów. Baktun jest nazwą nadaną pozycji
piątej i obejmuje okres niewiele krótszy niż 400 lat; stąd cały cykl trzynastu
baktunów wynosi prawie 5200 lat. W zmodyfikowanym ciągu rachuby czasu baktun
odpowiada wartości jednostkowej równej 144 000 – wartości harmonicznej składowej
światła. Trwający obecnie okres trzynastu harmonicznych cykli światła/ baktunów
rozpoczął się w roku 3113 roku p.n.e. Zakończy się 21 grudnia w 2012 roku n.e.
Z tego punktu widzenia szczególnie interesująca staje się
tożsamość cykli czasu i harmoniki światła w majańskim ciągu harmonicznym. Czas
jest rozwijającą się manifestacją harmoniki światła. Sekwencja ziemskiego czasu,
składająca się z trzynastu takich składowych harmonicznych, zwanych również
Wielkim Cyklem trzynastu baktunów, przechodzi wszystkie możliwe permutacje,
zanim zostanie podniesiona o oktawę. Oznacza to, że w bieżącym układzie
planetarnym będziemy przeskakiwać na następną oktawę na początku następnego
wieku. W solarnej skali, opartej na ciągu form falowych liczb pierwszych od 1 do
16, trzynasty ton jest jedynym, który tworzy matrycę wyraźnie słyszalnych
nadtonów lub
ZAŁĄCZNIKI 173
też może spowodować międzywymiarowe załamanie. 13 jest Liczbą
Słoneczną, czyli autentycznie pierwotną, świetlną falą informacyjną.
Reprezentuje ona sposobność dla dokonania zwrotu międzywymiarowego.
Podsumowując: to, co nazywamy matematyką Majów, jest w
rzeczywistości podwójnym systemem ciągów binarnych opartych na dwudziestkowym
systemie notacji. Pierwszym systemem jest uniwersalny, całkowity ciąg binarny od
2: 4: 8: 32: 64 aż do nieskończoności. Powinniśmy zauważyć, że ten ciąg zawiera
liczby bazowe: dla oktawy (8), dla właściwości symetrii kryształów (32) i dla
kodonów DNA (64). Wariantem tego systemu jest względny/czasowy ciąg ziemski:
1:20:360:7200: 144 000 itd., stosowany w obliczeniach kalendarzowych i odnoszący
się również do ciągu harmoniki światła.
Matematyczny system Majów był i nadal jest najbardziej
przejrzystym i najbardziej efektywnym systemem używanym do opisania uniwersalnej
harmoniki fali, która rządzi wszystkimi manifestacjami matryc przestrzeni i
czasu. System zakłada istnienie jednolitego pola zdefiniowanego przez
harmoniczne ciągi binarne, które – będąc wewnętrznie harmoniczne – opisują także
jednolitą matrycę czasoprzestrzeni jako pole rezonansu. Systemy matematyczny i
notacji są również uniwersalne, ponieważ binarny ciąg opisuje uniwersalny
proces.
Nawet jeśli harmoniczny system zapisu Majów zrodził się na tej
planecie, może on być tylko dziełem umysłu obdarzonego zdolnością do czystego
rezonansu z porządkiem uniwersalnym. Ten system, który jest klarowną,
uniwersalną harmoniczną składową, w rzeczywistości opisuje środki umożliwiające
powszechną transmisję, zachodzącą dzięki rezonansowym siłom, które działają z
szybkością dorównującą prędkości światła. Całkowite zrozumienie harmoniki fali
(harmonicznych systemów częstotliwości), takiej jak harmonika notacji Majów,
otwiera przed nami bramy prowa-dzące do świata rzeczywistości całkowicie
rezonansowej: niematerialnej, która tak dalece przekracza złożoność naszego
obecnego porządku materialnego, że wydaje się zaskakująco prosta.
XAMAN z Północy po prawej ręce
białe i czyste jak świecący Księżyc w pełni
NOHOL z Południa po lewej ręce
żółte jak prażące światło Słońca, wzniecające ogień na polach
LIKIN ze Wschodu, gdzie zdaje się wznosić Słońce
czerwone jak krew, potężniejsze niż wielka woda Ziemi
CHIKIN z Zachodu, gdzie zdaje się zachodzić Słońce
czarne jak mądrość, bardziej majestatyczne niż noc
YAXKIN Środek nieba, zenit Słońca
otwierając się tam, gdzie Uniwersalna Egzystencja
rzuca pionowo linę łączącą Ziemię na dole ze Słońcem na górze;
choć niewidoczna i nierealna
nic nie przemija;
kompas Ziemi był tu jeszcze przed samą Ziemią,
zanim nawet było Słońce,
kompas mówił gdzieś z bardzo daleka
po tamtej stronie i mówi nadal językiem Światła.
Kolumna mistyczna 225 – 40 N Poziom – Jesień – Ziemia 40 po
Hiroszimie (wg Wchodzącej Ziemi)
ZAŁĄCZNIK A: LICZBY RADIALNE I KIERUNKOWE
Zrozumienie pełni radialnie odwrotnych znaczeń trzynastu liczb
wzrośnie jeszcze bardziej, jeżeli rozpatrzymy nie tylko pozycje liniowe
poszczególnych liczb w szeregu od 1 do 13 lub od 13 do 1, ale również ich
wzajemne relacje kierunkowe. I tak: pierwsza liczba 1 reprezentuje wschód (W),
druga, 2, północ (Pn), trzecia, 3, zachód (Z), czwarta, 4, południe (Pd), piąta,
5, ponownie wschód (W) itd. Szereg 1 – 13 w notacji kierunkowej będzie wyglądać
następująco:
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 W Pn Z Pd Z Pn Z Pd Z Pn Z Pd Z
Po dojściu do 13 pulsacja przechodzi do 1, ale zapis kierunków
kontynuowany jest dalej, czyli:
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
Pn Z Pd Z Pn Z Pd Z Pn Z Pd Z Pn itd.
Aby liczba 1 ponownie spotkała W (wschód), musi przejść 52
permutacje (13 liczb x 4 pozycje kierunków). Pozycje kierunków mają własny cykl
składający się z 5 rund. Innymi słowy wzorzec W-Pn-Z-Pd musi się powtórzyć 5
razy, aby dopełnił się jeden cykl ze wszystkimi 20 pozycjami, przy czym 20 jest
nie tylko iloczynem 4x5, ale także sumą 7 i 13 – dwóch kluczowych, „mistycznych"
liczb szeregu 1 – 13.
W ten sposób powstaje matryca radialna, w której spotyka się 260
możliwych permutacji – Tzolkin, zdefiniowany przez spiralny obrót 13 liczb, z
których każda wędruje przez 20 możliwych pozycji kierunkowych. Jeśli każdej z 13
liczb zostanie przyporządkowana określona jakość tonalna z uwzględnieniem 20
pozycji, wówczas dzięki wszystkim możliwym permutacjom otrzymamy bogaty
harmoniczny opis. 260-jednostkowa matryca zacznie przypominać „wielofazową"
klawiaturę do komponowania galaktycznej symfonii – co też faktycznie się zgadza.
ZAŁĄCZNIK B: FAKTORY I FRAKTALE MAJÓW
Chcąc zrozumieć, czym są fraktale, należy zapamiętać, że fraktal
jest proporcją, która pozostaje constans (stała). Np. 36-stopniowy wycinek koła
będzie zawsze miał 36 stopni, niezależnie od tego. jak duże czy małe będzie
koło. Ponadto informacje zawarte w wycinku będą wystarczające, by odtworzyć całe
koło. Zasada fraktalna podkreśla holograficzną naturę rzeczy: z jednego ułamka
określonej całości można skonstruować całość.
Ta sama zasada dotyczy również nadtonów. Tak jak dany ton może
odbić się w jednej oktawie lub rozbrzmieć w innych oktawach, mimo iż różne tony
oktawy wibrują na różnych częstotliwościach, tak jedna liczba lub ułamek zbioru
liczb może „zabrzmieć" na wielu różnych płaszczyznach, wydając nadtony w
podobnych proporcjach. Nawiasem mówiąc, kiedy rozbrzmiewa 16-tonowa skala, tylko
jeden ton – trzynasty – odbija pełną matrycę nadtonów.
Przykład: 13 jest fraktalem 130 (13x10), 144 – fraktalem 1 440
(144x10). To oznacza, że z 13 można skonstruować 130 i odwrotnie, z 1440
wyprowadzić 144. W tym przypadku fraktale 13 lub 144 reprezentują proporcje,
które pozostają constans w potencjalnie nieskończonych seriach.
W ten sposób można ustalić fraktalną tonalność z całym szeregiem
liczb: 26, 260, 2600, 26 000 itd. lub 52, 520, 5200, 52 000 itd. To, co jest
ważne i nadaje ton każdej liczbie serii fraktalnej, nie jest jej wartością (bo
już z natury określa ona daną liczbę), ale kluczowa liczba fraktalną, np. 13,
26, 52 itd., która stwarza „ton proporcji" określonej serii liczb. Zera dodane
do serii fraktalnej można traktować jako równoważnik do zapisu wyższych
częstotliwości.
Z fraktalami wiążą się faktory. Są to liczby, które wskazują
wielokrotności danej wielkości, np. 260 jest iloczynem 13 i 20. 260 jest
jednocześnie elementem fraktalnej serii bazującej na 26. Samo 26 jest iloczynem
13 i 2. Wszystkie fraktale są liczbami faktoralnymi, będącymi podstawą różnych
serii proporcjonalnych relacji.
Jeśli wykażemy cierpliwość, zdołamy dostrzec, w jaki sposób
nawzajem przenikają się różne liczby, niczym różnorodne akcenty perfum. Np. 144
może być odczytane jako 12x12, 9x16, 18x8, 3x36 lub 72x2, podczas gdy 52 jako
czynniki 13x4 lub 26x2. Nawiasem mówiąc, w systemie Majów dosłownie wszystkie
kluczowe fraktale mają następujące faktory: albo 13, albo 4, albo 9. Stąd 260
jest iloczynem 13x20; 64 – 4x16; 144 – 9x16. W ten sposób większe liczby
całkowite będą postrzegane jako bardziej lub mniej harmoniczne, zgodnie z ich
różnorodnością faktoralnych i fraktalnych możliwości, jakie reprezentują.
ZAŁĄCZNIK C: HARMONIE KALENDARZOWE
360-jednostkowy „kalendarz", zwany tun, odpowiada trzeciej
pozycji w majańskiej progresji liczb, wykorzystującej faktor 9. Ten postęp,
który poza tym jednym wyjątkiem pracuje z wielokrotnościami 20, może biec w
nieskończoność, ale tutaj, do celów praktycznych, przedstawimy tylko dziewięć
stopni porządku. Czytając od dołu w górę i używając określeń Majów dla danego
miejsca i przybliżonego czasu, są to:
9. Alautun = 23 040 000 000 kinów lub 20 kinchiltunów = 63 040
000 + lata
8. Kinchiltun = 1 152 000 000 kinów lub 20 calabtunów = 3 152 000
+ lata
7. Calabtun = 57 600 000 kinów lub 20 pictunów = około 157 600 +
lata
6. Pictun = 2 880 000 kinów lub 20 baktunów = około 7 900 + lata
5. Baktun = 144 000 kinów lub 20 katunów = około 394 + lata
słoneczne
4. Katun = 7 200 kinów lub 20 tunów = około 19 + lata słoneczne
3. Tun = 360 kinów lub 18 (9x2) uinalów = około 1 rok słoneczny
2. Uinal = 20 kinów lub 20 dni
1. Kin = 1 kin lub 1 dzień
Gdyby powyższa progresja postępowała wyłącznie według
dwudziestek, jeden tun odpowiadałby wówczas 400 kinom. Zamiast tego został
wprowadzony faktor 9 w miejscu uinalów, czyli w rzędzie 20-dniowych okresów.
Zamiast 20 uinalów jest ich tylko 18. Stąd 18x20=360 kinów, czyli jeden tun.
Dalej progresja wzrasta w wielokrotnościach dwudziestek. Odstępstwo wynikające z
wprowadzenia faktora 9 występuje tylko w trzecim rzędzie od dołu.
Powyższa progresja dziewięciu porządków jest sposobem rachuby,
jaki Majowie stosowali do obliczania czasu. Dlatego 9 jest liczbą najbliżej
związaną z koncepcją czasu. Z uwagi na wykorzystanie odstępstwa 9 powyższa
progresja pozostaje niejako w kontraście z „czystym" sposobem rachuby Majów.
Pamiętajmy jednak, że nasza matematyka pozycyjna jest dziesiętna, tzn. wzrasta w
dziesięciu
krokach, natomiast „czysta" rachuba Majów jest dwudziestkowa i
wzrasta w wielokrotnościach 20. Nasz system rośnie jako 1, 10, 100, 1.000 itd.,
natomiast system majański w sposób przedstawiony poniżej:
9 pozycja: jedna jednostka = 25 600 000 000 (20x 1 280 000 000)
8 pozycja: jedna jednostka = 1 280 000 000 (20x 64 000 000)
7 pozycja: jedna jednostka = 64 000 000 (20x 3 200 000)
6 pozycja: jedna jednostka = 3 200 000 (20x 160 000)
5 pozycja: jedna jednostka = 160 000 (20x 8 000)
4 pozycja: jedna jednostka = 8 000 (20x 400)
3 pozycja: jedna jednostka = 400 (20x 20)
2 pozycja: jedna jednostka = 20 (20x 1)
1 pozycja: jedna jednostka = 1 (lx 1)
Należy zauważyć, że liczby fraktalne czystej progresji Majów – 2,
4, 8, 16, 32, 64 itd. – reprezentują postęp binarny, który rozwija się przez
podwojenie poprzedniej sumy, np. 2+2 = 4, 4+4 = 8, 8+8 = 16 itd. Ta progresja
jest podstawą permutacyjnych kombinacji zarówno kodu genetycznego DNA, jak i I
Cingu.
Wróćmy jednak do „kalendarza" i jego liczb. W obu „kalendarzach",
tzn. w 260- i 360-jednostkowym, zawsze liczbami kluczowymi są: 4, 9 i 13. 4 jest
liczbą wyrażającą miarę, 9 – okresowość lub dokonanie, 13 – ruch tkwiący we
wszystkie rzeczach. Różnica pomiędzy 13 i 9 wynosi 4.
7, środek pomiędzy 1 i 13, jest otwartym pojęciem mistycznym,
ponieważ przenika wszystkie rzeczy. 5 – różnica pomiędzy 9 i 4 –jest liczbą
środka rozumianego jako punkt, z którego można mierzyć rzeczy, np. cztery
kierunki, cztery pory roku itp. Dzieje się tak dlatego, że 5 jest sumą 4, liczby
miary, i 1, liczby jedności.
Znaczenie każdej liczby zależy w pewnej części od składników,
których jest sumą. Np. 2 (1 + 1) jest liczbą wyrażającą polaryzację, podczas gdy
3 (2+1) reprezentuje pryncypium rytmu. 6 (3x2) lub (3+3) jest liczbą rytmicznej
całości, a 8 (4+4) lub podwojona „miara" jest liczbą oktawy, kluczową liczbą
harmonii rezonansów. 10 (9+1) reprezentuje pryncypium manifestacji, 11
–pryncypium dysonansu, a 12 –pryncypium dynamicznej stabilizacji.
ZAŁĄCZNIK D: LICZBY HARMONICZNE
Pryncypium liczb harmonicznych, przedstawione w załączniku B,
mówi, że większe liczby całkowite mogą być zaszeregowane jako mniej lub bardziej
harmoniczne w zależności od rozmaitości ich możliwości fraktalnych i
faktoralnych, jakie reprezentują. Przykładem może być 936 000, punkt środkowy
Wielkiego Cyklu. Znacząc upływ sześciu i pół cykli po 144 000 kinów lub dni w
zapisie Majów mamy „numerację" 6.10.0.0.0, która określa harmoniczną składową
936 (harmonię 936), czyli upływ 936 000 (6,5x144 000) dni lub kinów od początku
cyklu w roku 3113 p.n.e. Dodatkowo 936 000 zawiera w sobie główny fraktal 26,
ponieważ 936 000 = 2600 tunów po 360 dni. Patrząc numerologicznie, po zsumowaniu
wszystkich cyfr daty 936 000 kinów (9+3+6=18=1+8) otrzymamy 9, tak jak w
przypadku wszystkich iloczynów z faktorem 9.
Największą harmoniczną liczbą jest jednak 13 66 560:
13 66 560 podzielone przez 360 = 3796 tunów (tun = 360 kinów);
13 66 560 podzielone przez 365 = 3744 haabów (365 kinów = haab,
czyli rok słoneczny).
Różnica pomiędzy 3796 tunami i 3744 haabami wynosi 52, czyli 13 x
4, co zapiszemy 52 (13x4). 52
równa się „rundzie kalendarzowej" 52 lat słonecznych,
zsynchronizowanych z 73 cyklami świętego
kalendarza po 260 dni.
*
13 66 560 : 72 =18 980, liczba dni w 52-letnim „obiegu
kalendarzowym"
52-letni „obieg kalendarzowy" = 52x365 lub 260x73
13 66 560 : 73 =18 720 = 52x360 lub 260x72
13 66 560 : 9 (liczbę Panów Czasu) = 15 18 40
151 840 kinów: 365 = 416 przybliżonych lat słonecznych (Haab)
13 66 560 : 260 = 5256 tzolkinów lub cykli Świętego Kalendarza
13 66 560 : 584 = 2340 lat wenusjańskich (584 to uśredniona ilość
dni
w cyklu wenusjańskim)
13 66 560 : 780 = 1752 lat marsjańskich (780 to uśredniona ilość
dni
w cyklu marsjańskim)
13 66 560 : 2920 dni = 468 cykli wenusjańsko-solarnych (w fazie
wydechu Słońca)
2920:365 = 8
2920:584 = 5
13 66 560 : 37 960 = 36 cykli po 104 lata (104 lata odpowiadają
koniunkcji
cyklu Wenus, Świętego Kalendarza i Słońca)
13 66 560 : 52 =26 280 lub w przybliżeniu 72 lata słoneczne
13 66 560 : 12 = 1 13 880 lub w przybliżeniu 312 lat słonecznych
13 66 560 : 13 =10 51 20 lub w przybliżeniu 288 lat słonecznych
13 66 560 : 8 = 17 08 20 lub w przybliżeniu 468 lat słonecznych
Szczegółami dotyczącymi znaczenia niektórych z powyższych cykli
zajmiemy się nieco później, zwłaszcza obiegiem kalendarzowym i cyklem Wenus.
Teraz wystarczy, jeśli skupimy się przez chwilę na zadziwiającej zdolności
harmonicznej składowej 136656 (harmonii 136656) do skupienia w sobie tak wielu
różnych faktorów i wielkości okresowych.
Przyjmując liczbę 13 66 560 za ilość dni od punktu startowego w
3113 r. p.n.e., otrzymamy 9.9.16.0.0 lub 631 r. n. e. Ta data jest
odpowiednikiem 3796 cykli tunów po 360 dni albo 3744 cykli haabów (lub cykli
solarnych) po 365 dni każdy. Zaczynając wyliczenia od daty 3113 r. p.n.e.,
różnica pomiędzy cyklami 3796 tunów i 3744 cyklami solarnymi wynosi 52. Jeśli
dodamy 52 lata (ilość „obiegów kalendarzowych") do daty 9.9.16.0.0, tzn. 631 r.
n. e., otrzymamy datę 9.12.8.13.0,
czyli 683 r. n. e. Liczba lat, jakie upłynęły od roku 3113 p.n.e.
(początek Wielkiego Cyklu) do roku 683 n. e., wynosi 1 385 540 – odpowiednik
około 3796 lat słonecznych (podane w przybliżeniu z uwagi na to, że nie zostały
ujęte dni lat przestępnych). Liczba 13 85 540 odpowiada także 73 cyklom obiegu
52-letniego kalendarza (73 x 52 lata). 73 jest ilością 260-dniowych cykli
Tzolkin, które są zsynchronizowane z 52 latami słonecznymi i razem tworzą „obieg
kalendarzowy" (52x365 = 260x73). Stąd data 683 r. n. e. odpowiada fraktalnemu
nadtonowi „obiegu kalendarzowego". Z drugiej strony 13 66 560 lub 631 r. n. e.
odpowiada również 73-tunowym cyklom, z których każdy składa się z 52 x 360
jednostek. Nic dziwnego, że Pacal Votan jest łączony z tą właśnie superliczbą –
13 66 560.
Na koniec, 13 66 560 odpowiada zakończeniu 36. cyklu
solarno-wenusjańskiego (każdy po 104 lata: 104 x 36 = 3744 lata solarne),
liczonego od początku Wielkiego Cyklu w 3113 r. p.n.e. Wenus jako gwiazda
zarówno poranna, jak i wieczorna, jest szczególnie łączona z
Quetzalcoatlem-Kukulkanem. Był on bowiem Panem Świtu, Przynoszącym Światło,
Gwiazdą Poranną i jednocześnie Przewodnikiem Zmarłych, opiekunem tajemnic
śmierci i Gwiazdą Wieczorną.
ZAŁĄCZNIK E: CYKL 52-LETNI I CODZIENNY BIEG
KALENDARZOWY
Tzolkin, rozumiany jako 260-dniowy Święty Kalendarz, w kombinacji
z 365-dniowym kalenda-rzem słonecznym zwanym Haab, stwarza cykl 52 lat. To
oznacza, że pierwszy dzień Świętego Kalendarza i pierwszy dzień kalendarza
słonecznego spotykają się co 18 980 dni lub w przybliżeniu raz na 52 lata. Cykl
260 dni postępuje nieprzerwanie, natomiast 365-dniowy Haab jest podzielony na 18
Uinalów po 20 dni z jednym 5-dniowym okresem oczyszczania, zwanym UAYEB,
poprzedzającym początek następnego roku. Dlatego tradycyjne daty majańskie
zawsze zawierają datę z cyklu 260-dniowego, jak również z Haab, np. 2 IK 13
ZOZT, 13 AHAU 1 POP itd.
52 (13x4, 26x2), czyli jedna piąta 260-jednostkowego
harmonicznego modułu, jest bez cienia wątpliwości główną liczbą Majów. Pojawia
się ona także w Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych Ameryki (13 strzał, 13
gwiazd, 13 pasów, 13 gałązek oliwnych). 52-letni cykl jest fraktalem Wielkiego
Cyklu składającego się z 5200 tunów, ponieważ w przybliżeniu sto 52-letnich cykl
stanowi Wielki Cykl. Cykle 52 lat miały ogromne znaczenie dla późniejszych
Majów, ale przede wszystkim Azteków. Za czasów konkwisty 52-letnie cykle były
liczone od dnia Trzcina 1 Roku Trzcina 1, co przypadkowo było datą przybycia
Cortesa do Meksyku. Ta data zakończyła trzynaście 52-letnich niebiańskich cykli
i otworzyła dziewięć 52-letnich piekielnych cykli, które miały się zakończyć 16
sierpnia 1987 roku.
Jednym z aspektów elegancji 52-letnich cykli i koordynacji
260-dniowego Tzolkin z 365-dniowym Haabem jest to, że początek każdego z 52 lat
solarnych cyklu przypada tylko na jeden z czterech świętych znaków sekwencji,
która obraca się w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Znaki
pojawiają się w następującej kolejności: MULUC (wschód), IX (północ), CAUAC
(zachód) i KAN (południe). Obecnie rok majański rozpoczyna się dokładnie w dniu
26 lipca. 26 lipca 1986 był 7 MULUC, 26 lipca 1987 – 8 IX, 26 lipca 1988 – 9
CAUAC itd.
W kalendarzu Haab w roku przestępnym jest sześć Uayeb zamiast
pięciu. Dni Uayeb przypadają na pięć lub sześć dni przed 0 POP. Pierwszym dniem
Haab jest zawsze 0 POP, tzn. 26 lipca jest zawsze 0 POP. Pierwszym dniem Uinal
jest zawsze 0, ostatnim 19.
Poniżej przedstawiono 18 Uinalów plus Uayeb i odpowiadające im
glify. Posiłkując się tymi informacjami i indeksem znaków przypisanych do dni i
planet, z łatwością można skonstruować dziennik lub kalendarz, by następnie,
uwzględniając informacje z rozdziału 4, rozpocząć codzienne praktykowanie
„astrologii" Majów.
GLIFY 18 UINALÓW I GLIF UAYEB
ZGODNOŚĆ 20 ZNAKÓW Z PLANETAMI
IMIX – Solarny Neptun CHUEN – Galaktyczna Wenus
IK – Solarny Uran EB – Galaktyczna Ziemia
AKBAL – Solarny Saturn BEN – Galaktyczny Mars
KAN – Solarny Jowisz IX – Galaktyczny Pas Asteroidów
CHICCHAN – Solarny Pas Asteroidów MEN – Galaktyczny Jowisz
CIMI – Solarny Mars CIB – Galaktyczny Saturn
MANIK – Solarna Ziemia CABAN – Galaktyczny Uran
LAMAT – Solarna Wenus EDZNAB – Galaktyczny Neptun
MULUC – Solarny Merkury CAUAC – Galaktyczny Pluton
OC – Galaktyczny Merkury AHAU – Solarny Pluton
LISTA LAT 1986–2012
1986: 7 MULUC 2000: 8 CAUAC
1987: 8 IX 2001: 9 KAN
1988: 9 CAUAC 2002: 10 MULUC
1989: 10 KAN 2003: 11IX
1990: 11 MULUC 2004: 12 CAUAC
1991: 12 IX 2005: 13 KAN
Początek katuna 18 2006: 1 MULUC
1992: 13 CAUAC 2007: 2 IX
1993: 1 KAN 2008: 3 CAUAC
1994: 2 MULUC 2009: 4 KAN
1995: 3 IX 2010: 5 MULUC
1996: 4 CAUAC 2011: 6 IX
1997: 5 KAN 2012: 7 CAUAC
1998: 6 MULUC GALAKTYCZNA SYNCHRONIZACJA
1999: 7 IX
O AUTORZE
Dr Jose Arguelles, artysta, poeta, historyk-wizjoner, badacz
kosmicznej harmonii, uchodzi za orędownika działań propagujących pryncypia
sztuki jako wzorca przebudzonego królestwa wojowników i rolę sztuki w sferze
dynamicznych przemian na świecie.
Urodzony 24 stycznia 1939 roku w rodzinie
meksykańsko-amerykańskiej studiował na UniwerxChicago (Bachelor of Arts,
pierwszy stopień naukowy 1961 r.; Master of Arts, drugi stopień naukowy 1963 r.,
doktor filozofii 1969 r.). Po ukończeniu formalnych studiów na wydziale historii
sztuki otrzymał stypendium Samuela H. Kressa i spędził dwa lata w Europie
(1965-66), m. in. studia w Paryżu.
Jako profesor wykładał na Uniwersytecie w Princeton (1966-68),
Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis (1968-71), w Evergreen State College
(1971-73), Naropa Institut (1974-75 i 1980-83), Stanowym Uniwersytecie
Kalifornijskim w San Francisco (1974-77), Instytucie Sztuki w San Francisco
(1976-77), Uniwersytecie Colorado w Denver (1979-83) i Union Graduate School
(1977-87), gdzie jako członek kadry naukowej był koordynatorem programu Sztuk
Kreatywnych.
Prace Jose Argiiellesa jako poety, krytyka sztuki i filozofa były
publikowane w wielu periodykach poświęconych sztuce, filozofii i nowatorskiej
myśli. Jego najgłośniejsze prace to: Charles Henry and the Formation of a
Psycholophysical Aesthetic (1972), Mandala and The Feminine Specious as the Sky
(z Miriam T. Arguelles, 1972 i 1977), The Transformative Yision: Reflections on
the Naturę and History of Human Expression (1975) i Earth Ascending: An
Illustrated Treatise on the Law Governing Whole Systems (1984), Surfers ofthe
Zuvuya (1987), Earth Ascending (1984), Time and Technoshere (2002).
Malarstwo Arguellesa było prezentowane na wystawach w całym
kraju, reprodukcje obrazów ukazywały się w niezliczonych książkach i
czasopismach. Jego malowidła ścienne można oglądać w gmachu Uniwersytetu
Kalifornijskiego w Davis (1968) i w Evergreen State College (1972). Od 1972 roku
jest uczniem Chógyam Trungpa Rinpoche, tybetańskiego mistrza medytacji i
artysty. Arguelles asystował Trungpa Rinpoche przy formułowaniu zasad Sztuki
Dharmy i prezentacji tych projektów w Los Angeles (1980) i San Francisco (1981).
Był inicjatorem Pierwszego Festiwalu Całości Ziemi (First Whole Earth Festival)
w Davis w Kalifornii w 1970 r. Jako prekursor sztuki transformującej doprowadził
w 1983 r. do powstania Planet Art Network (PAN), która stała się wizjonerskim
instrumentem dla globalnych zmian w sztuce. Od 1983 r. wraz z żoną Lloydine
wiele podróżował po świecie, by promować „Sztukę jako fundament pokoju
światowego".
Obok działalności na rzecz transformacji w ramach sieci PAN
Arguelles kontynuuje badania nad harmonią rezonansów i naukowych pryncypiów
wiedzy Kosmosu. Obecnie mieszka i pracuje w Boulder w Colorado. Jego rodzina
składa się z pięciorga dzieci, psa i dwóch kotów.
UZUPEŁNIENIE 1996:
SPEŁNIENIE PROROCTWA
W HOŁDZIE PACALOWI VOTANOWI
Opublikowanie Faktora Majów w 1987 roku było wydarzeniem na
niewyobrażalną skalę, zarówno dla mnie osobiście, jak i planety Ziemi. Zawierał
on pozornie szalone hipotezy, które w międzyczasie zostały już częściowo
potwierdzone, jak chociażby promienie galaktyczne – dziś ulubiony i dobrze
udokumentowany temat w astrofizyce – czy krystaliczne jądro Ziemi (New York
Times, 4 kwietnia 1995 r.).
Z pomocą różnorodnych technologii ultradźwiękowych współcześni
geolodzy i sejsmolodzy wyciągnęli wniosek, że środek Ziemi nie jest jeziorem
magmy, lecz masywnym kryształem kwarcu i żelaza w formie ośmiościanu foremnego.
A promienie? Zdaje się, że pochodzą zewsząd i najczęściej naładowane są
neutronami i fotonami – a więc niematerialnymi lub inaczej pozbawionymi ciężaru,
subatomarnymi cząsteczkami. To, czego brakuje współczesnej nauce, to paradygmat,
który należy rozumieć jako związek pomiędzy promieniami galaktycznymi a
krystalicznym jądrem Ziemi.
Zgodnie z Faktorem Majów ośmiościan kryształu, składający się z
dwóch połączonych czworościanów, jest radiożyroskopem wnoszącym na orbitę Ziemi
rezonans harmoniczny. Krystaliczne jądro wyłapuje promienie galaktyczne, które
są przyciągane przez Ziemię na skutek zawahań rezonansu. W rzeczywistości
promienie są wzorcami informacji, a zostały wymyślone po to, by mogły być
odebrane i przetworzone przez jądro krystaliczne, które niczym magnes przyciąga
program ewoluującej inteligencji ziemskiej.
Dzisiejsza nauka nie potrafi tego pojąć – po prostu utknęła w
niewłaściwym czasie. W przeciwieństwie do niej nauka Majów rozumie to doskonale,
ponieważ, poruszając się w prawdziwym czasie, jest zestrojona z galaktyką. Z
tego względu „faktor Majów" (lub inaczej wiedza Majów) jest dziś tak ważny, jak
nigdy wcześniej. Jego opublikowanie wiosną 1987 roku było spełnieniem się
proroczego tekstu pochodzącego z niewyobrażalnie dalekich wymiarów. Fakt, że
pierwszy egzemplarz z wydawnictwa otrzymałem w Wielki Piątek 17 kwietnia 1987
roku, mówił sam za siebie. To przecież w Wielki Piątek 1519 roku, kiedy Hernando
Cortes postawił nogę w Meksyku, zakończył się cykl Trzynastu Niebios i rozpoczął
cykl Dziewięciu Piekieł. Wielki Piątek 1987 r. i Faktor Majów sygnalizowały
zbliżający się koniec cyklu Dziewięciu Piekieł.
Przepowiedziana przez „faktor" Harmoniczna Konwergencja była
ostatecznym wypełnieniem proroctwa Trzynastu Niebios i Dziewięciu Piekieł,
dwudziestu dwóch pięćdziesięciodwuletnich cykli – razem 1144 lata od 843 do 1978
r. n. e. Jeżeli w myśl tego proroctwa 144 000 osób, medytując o świcie z 16 na
17 sierpnia 1987 roku podąży za tym apelem, świat zostanie odnowiony, a ludzkość
wstąpi w Nowy Wiek, Nową Erę.
Ten apel przyniósł odzew. Natychmiast po Harmonicznej
Konwergencji zaczęły się zmieniać społeczno-polityczne struktury cywilizacji
ludzkiej – stąd też pochodzi pierwsza fala sympatii dla Faktora Majów. 19
października 1987 r., dokładnie 65 dni po Harmonicznej Konwergencji, zgodnie z
cyklem czasu, który ona zapowiedziała, notowania na giełdzie nowojorskiej spadły
tak nisko, jak nigdy wcześniej.
W ciągu trzech lat zakończyła się zimna wojna. Na początku 1990
roku wielu redaktorów czasopism w Stanach Zjednoczonych zadawało sobie pytanie:
„Czy Harmoniczna Konwergencja rzeczywiście zbliżyła planetę do pokoju?" Ten
trend osiągnął punkt szczytowy w maju 1990 roku, kiedy „Washington Post"
poświęcił całą stronę historii zatytułowanej: „Harmoniczna Konwergencja raz
jeszcze" („The Harmonic Convergence Revisited").
Od tamtego czasu, tzn. kiedy Michaił Gorbaczow był bardziej
popularny niż George Bush, świat ponownie zwrócił się w złym kierunku, a
przynajmniej tak wyglądało. Materialistyczna cywilizacja, krytykowana przez
Faktor Majów, wyraźnie zmierzała ku swojej apokaliptycznej zagładzie, wypadając
szybciej spod kontroli, niż mogłaby się pozbierać. Co jest? Co wydarzy się jako
następne?
Zgodnie z Dużą Rachubą Majów, w solarno-galaktycznym roku
1992/93, Roku Niebieskiej Kosmicznej Burzy (= Rok Niebieskiego Kosmicznego
Wichru, przyp. tłum.), Ziemia wstąpiła w ostatni z 260 katunów
trzynastobaktunowej rachuby (20 katunów na baktun). Ostatni dwudziestoletni
cykl, katun Kosmicznego Słońca, zaznaczył wejście w „nowy wiek solarny",
obwieścił „powrót Majów" i Erę Uniwersalnego Pokoju, zapowiedzianą przez
Harmoniczną Konwergencję.
Jednak zamiast zerwać z przeszłością, trend cywilizacji
materialistycznej obrał martwy kierunek. Niespotykana wcześniej, pozbawiona
zasad hegemonia mocarzy tego świata przejęła pełną kontrolę, prowadzącą ludzkość
do przeraźliwego „czasu końca". Próba sił dokonała się w połowie 1990 roku, a
dokładnie w momencie, kiedy dialektyka historii rozpadła się wraz z upadkiem
Muru Berlińskiego. Kiedy Feniks posthistorii próbował odrodzić się z popiołów
zimnej wojny, po długim okresie inkubacji – co było skalkulowane – z jaja wykluł
się mroczny plan i niezauważalnie wślizgnął w świadomość zbiorową ludzi.
Ten plan został sprzedany opinii publicznej przez Georga Busha
pod płaszczykiem „Nowego Porządku Świata". Był on obmyślony wcześniej, w 1974
roku, kiedy George Bush był dyrektorem CIA. Spisek był uzależniony od Rosjan,
którzy jako pierwsi powinni rzucić kamieniem. Gdy tak się stało, plan został
wprowadzony w ruch. Parawanem była inwazja Iraku na Kuwejt 2 sierpnia 1990 roku.
W ciągu kilku tygodni G-7 (grupa siedmiu najwyżej uprzemysłowionych państw)
zwołała swoje pierwsze publiczne spotkanie od 16 lat, tzn. od rozpoczęcia
tajnych działań CIA w 1974 roku.
Przez pięć miesięcy bezprecedensowego prania mózgu amerykańskiej
opinii publicznej przez media i za sprawą CIA całemu światu – przygotowanie
operacji „Pustynna Burza" było perfekcyjnie obmyślonym parawanem, pozwalającym
posadzić G-7 i jej taktykę „polityki monetarnej" u steru polityki światowej. G-7
było mistrzowskim planem Georga Busha. Sukces wojny w zatoce i poparcie przez
większość Amerykanów przypieczętowała los planety w idiotycznej pantomimie, w
której jedynym wariantem było ujarzmienie wszystkiego, co wypadło spod kontroli
tej machiny.
Wraz z zanikiem dialektyki historii monolityczna tyrania G-7 ze
swoją polityką pieniężną i panowaniem nad mediami elektronicznymi stworzyła
pozbawiony wizji świat odrazy w skali prawdziwie monstrualnej. Zdaje się, że
jeszcze dziś ludzkość faktycznie zgadza się z takim losem, w którym znaczy
niewiele więcej niż organ rozrodczy G-7. Ale to jest przecież czas końcowy! Z
punktu widzenia faktora Majów jest to jedynie koniec czasu, koniec sztucznej
machiny czasu, koniec dwunastomiesięcznego kalendarza gregoriańskiego i
sześćdziesięciominutowej godziny.
Wracając do końca 1990 roku, podczas przygotowywania operacji
„Pustynna Burza" wiele czasopism wiązało wojnę w zatoce z Armageddonem i
Babilonem: „Irak: współczesny Babilon" lub „Babilon przebudził się: Ewangeliści
łączą Saddama z Armageddonem". Widmo Babilonu rozpłyneło się dopiero w obliczu
euforii „zwycięstwa" w wojnie w zatoce. Tymczasem dla Babilonu, oddalonego od
Bagdadu zaledwie o 100 mil, ta wojna była początkiem końca. I chociaż na
pierwszy rzut oka wcale tak się nie wydaje, wszystko, co teraz się wyłoni,
będzie apokalipsą, ale tylko apokalipsą Majów, która odchodzi. W apokalipsie
Majów, największej ze wszystkich, istnieje tylko jedna droga wyjścia – ścieżka
proroctwa, która jest otwarta i dostępna dla każdego.
Jak udało mi się odkryć, Pacal Votan był prorokiem, a ja jego
posłańcem. Faktor Majów jest w rzeczywistości pierwszą wskazówką Pacala Votana,
dotyczącą znaczenia kalendarza Majów jako miary i skali do zmierzenia wartości i
natury cyklu historii ludzkości od Babilonu po Hollywood – i z powrotem, lupą do
podpatrzenia historii, krok po kroku, kawałek po kawałku. Tzolkin jest czymś
więcej niż 260-dniowym Świętym Kalendarzem. Jest on fraktalną cząstką
pierwotnego promienia galaktycznego. Pacal Votan był zawsze ze mną. Proszę
spojrzeć na stronę 43 oryginalnego wydania mojej pierwszej książki Mandala,
opublikowanej w 1972 roku. Ilustracja do tekstu o pryncypiach świętej sztuki
stała się motywem okładki Faktom Majów. Dyskretnie prowadzony przez tajemniczą
osobowość, Galaktycznego Agenta 13 66 56, wiedziałem, że w moim życiu zostanie
poruszone wszystko, abym przypomniał sobie o swojej pierwotnej misji. Moje życie
musiało pójść drogą, na której liczył się tylko jeden cel – było nim
rozszyfrowanie przesłania Pacala Votana.
W 1989 roku poświęciłem się tylko tej misji, posłusznie podążając
z moją partnerką Lloydine za dawanymi nam znakami, niezależnie od tego, dokąd
one prowadziły. 12 marca 1989 roku po raz pierwszy spotkałem w Palenque przy
grobowcu Pacala Votana jego odkrywcę Alberto Ruz uenfila la, syna znanego
archeologa, który rozpowszechnił na świecie wiedzę o Pacalu Votanie. Niedługo po
tym, kiedy skończyłem krótką przemowę w Świątyni Napisów z okazji ceremonialnego
otwarcia Palenąue, Pacal Votan przyszedł do mnie i objawił mi, że jego
przesłanie powinno powrócić w takiej formie, by było przystępne dla każdego.
Od tej chwili moje życie zaczęło się obracać wokół różnorodnego
bogactwa wiedzy; to dzięki niemu pojąłem klucz do Praw CZASU. Po tym nastąpiło
odkrycie częstotliwości czasu 12:60/13:20 (grudzień 1989 r.), magiczna kreacja
„Dreamspell – podróży Wehikułu Czasu Ziemia 2013", opracowanie czwartowymiarowej
dokumentacji i kodów roboczych galaktycznego czasu (1990-92), inicjacja ruchu
pokoju na rzecz przestawienia się na Kalendarz Trzynastu Księżyców (1994 r.) i
na koniec odtworzenie pełnego proroctwa Pacala Votana „Telektonon – Mówiąca Tuba
Ducha Ziemi, Mówiący Kamień Proroctwa" (1993-95).
Patrząc wstecz na te osiem lat, które upłynęły od momentu
Harmonicznej Konwergencji, zwłaszcza na pięć lat od 1990 roku, nie da się
oddzielić moich długoletnich dążeń i odkryć od okoliczności, które – jako
parawan – doprowadziły do przejęcia władzy przez G-7. Gdy razem z Lloydine
odwiedziliśmy Muzeum Czasu w Genewie (Szwajcaria), przeżyliśmy tam coś, co było
przełomem w sferze doznawania natury czasu i jego sztucznej częstotliwości. Aż
nadto zdaliśmy sobie sprawę z okoliczności zakończenia zimnej wojny.
Żyliśmy według cykli czasu Majów, zgłębialiśmy je i
doświadczaliśmy na co dzień. To przygotowało nas do „nagłego" zrozumienia
wielkiego błędu mechanicznego czasu. Mechaniczny zegar, opierając się na
podziale tarczy na dwanaście części, miał te same korzenie co dwunastomiesięczny
kalendarz gregoriański z 1582 roku – Babilon. To tam kapłani dokonali w
kalendarzu podziału przestrzeni dla zmierzenia czasu (pierwszy dzień miesiąca),
stwarzając pierwszy dwunastomiesięczny kalendarz.
Stało się dla nas zupełnie jasne, że instytucjonalizacja tego
błędu, pogłębiana przez tysiąclecia, właśnie teraz gwałtownie rzuciła nas głową
w dół – prosto w katastrofę biosferyczną. Równie oczywiste było też to, że tylko
ludzkość porusza się w fałszywych częstotliwościach czasu 72:60 i tylko ona,
wykorzystując sztuczne medium – pieniądz – i bezduszną filozofię „czas to
pieniądz", niszczy tę planetę i, co najgorsze, wzbrania się przed przejęciem
odpowiedzialności za ten stan rzeczy.
W takiej sytuacji jedynym rozwiązaniem mógł być natychmiastowy
powrót do naturalnych częstotliwości czasu. Krok pierwszy: zmiana kalendarza,
zastąpienie nielogicznego kalendarza gregoriańskiego biologicznie
zharmonizowanym Kalendarzem Trzynastu Księżyców z 28 dniami w miesiącu. Zmiana
kalendarza spełniłaby proroctwo Harmonicznej Konwergencji. Zapowiadało ono
nastanie nowej ery, kiedy pozostawimy za sobą cywilizację materializmu i
ponownie powrócimy do natury. Zmiana kalendarza pokazuje nam, jak mamy zrobić
ten krok, tzn. najpierw wrócić do naturalnych częstotliwości czasu, które
zakodowane są w trzynastoksiężycowym kalendarzu.
Na początku lat 90., kiedy razem z Lloydine przedstawiliśmy naszą
analizę dotyczącą błędu w rachubie czasu i odstąpiliśmy od kalendarza
gregoriańskiego, praktycznie każdy myślał, że zwariowaliśmy. Owocem naszych
odkryć i analizy sztucznego czasu 12:60 i naturalnego 13:20 było stworzenie
Dreamspell –podróży Wehikułu Czasu Ziemia 2013. Dreamspell jako pełne
udokumentowanie kodu czasu 13:20 (13 księżyców, 10 palców rąk i nóg) jest
kompletnym wyjaśnieniem matematyki czwartowymiarowej, leżącej u podstaw
kalendarza Majów. Z tekstu wynika, że już samo wstąpienie w nowy czas Kalendarza
Trzynastu Księżyców pozwala Wehikułowi Czasu Ziemia 2013 wyruszyć w
Dreamspell-podróż. Docelową datą przestąpienia nowego czasu był 26 lipca 1992
roku, czyli Niebieska Kosmiczna Burza (Wicher).
Zwrot czasu w dniu 26 lipca 1992 roku obserwowały różnorodne
grupy na całym świecie, jednak mało kto rozumiał to jako Harmoniczną
Konwergencję. My śledziliśmy to w naszym zakątku na Hawajach i stamtąd
przypatrywaliśmy się diabelskiemu kursowi imperium G-7, które dla utrzymania
kontroli nad pieniądzem i mediami zapuściło swoje macki we wszystkie regiony
świata. Droga, na której „pieniądz" stał się najwyższą wartością w mediach i
sprawach ludzkich, budziła szczególne zainteresowanie. Następstwem naszych
studiów nad czasem i kalendarzem było wyniesienie nas poza spektrum pieniądza i
wartości pieniężnych.
Zostaliśmy pouczeni przez Galaktyczną Federacje, że Dreamspell
powinien stać się darem, pozostającym całkowicie z dala od komercjalnego świata,
ponieważ czas 13:20 jest sztuką, a nie pieniądzem. Dlatego mieliśmy rozdawać go
w prezencie. Wywołało to kolejne zamieszanie w Stanach Zjednoczonych – bastionie
G-7. Dopiero hiszpańska wersja Dreamspell natrafiła na bardziej podatny grunt.
22 sierpnia 1992 roku osiem tysięcy Dreamspell-kompletów zostało rozdanych
uczestnikom uroczystości w Monterrey, Meksyku oraz różnym grupom w całej Ameryce
Środkowej.
25 lipca 1993 roku, w dniu poza czasem, który zamknął Rok
Niebieskiej Kosmicznej Burzy (Wichru), jeden z uczestników z Meksyku wręczył mi
krótki tekst, który miałem przeczytać na prośbę pewnego uzdrowiciela
majańskiego. Był on zatytułowany: „Z odległego Tollan". Tulan znałem jako jedną
z nazw miejsca pochodzenia Majów. Z tekstu wynikało, że jest on „zaginionym
kodeksem Majów", który został na nowo odkryty, przełożony i wydrukowany w
Hawanie na Kubie w 1978 roku. Mój początkowy sceptycyzm wobec tekstu minął
bardzo szybko, kiedy zacząłem go czytać rankiem w solarno-galaktycznym dniu
nowego roku, 26 lipca 1993 r., czyli w pierwszym dniu Roku Żółtego Magnetycznego
Ziarna, kin 144.
Nie wiem od czego powinienem zacząć, by opisać siłę dramatycznych
przemian w mojej świadomości, jaką nagle poczułem, a która nie odstępowała mnie
odtąd na krok, zmieniała moje samopo-strzeganie i rozumienie sensu mojej misji
życiowej. Zarówno tekst, jak i moja własna wiedza wskazywały na Pacala Votana.
Po kilku tygodniach wiedziałem już, że nasz czas na Hawajach dobiegi końca.
Mieliśmy wszystko rozdać i udać się z powrotem do Meksyku. To był sierpień 1993
roku. Do Meksyku przybyliśmy z nowym słowem: „Telektonon" – rozkaz i proroctwo.
Esencjonalna treść proroctwa Telektonon, „Głosu Ziemi",
zapowiada, że rasa ludzka będzie zmuszona wypracowywać swoją przyszłość w
atmosferze zapaści biosferycznej, jeżeli nie zastąpi kalendarza gregoriańskiego
Kalendarzem Trzynastu Księżyców. Proroctwo niesie szczególne ostrzeżenie dla
Meksyku, my zaś rozpowszechniamy je jako nadejście apokalipsy Majów. W Nowy Rok
1994 roku miało miejsce wyłonienie się Majów w Chiapas, oddalonego zaledwie 100
mil od grobowca Pacala Votana. „Tak jak upada Meksyk, tak upada planeta" –
brzmiało ostrzeżenie. Na czele rządu stał wtedy Carlos Salinas de Gortari –
jeden z poddanych G-7 z wykształceniem harvardzkim, którego taktyki gospodarcze
miały wynieść Meksyk na wyżyny standardów światowych. Gotari dostał ostrzeżenie,
ale go nie usłuchał. Niedługo po tym, pod koniec 1994 roku, zwolnił stanowisko,
stając się wygnańcem własnego kraju. Od tej chwili droga Meksyku, kreślona
politycznymi morderstwami, załamaniem gospodarki, powstaniem chłopów,
trzęsieniami ziemi i katastrofami ekologicznymi, zaczęła zmierzać ku przepaści.
Zanim spełniło się proroctwo Telektonon, zostaliśmy poproszeni o
zawiezienie go do Ameryki Południowej, a następnie, po stworzeniu planu ruchu
pokoju i przestawieniu się na trzynastomiesięczny kalendarz, o udostępnienie go
reszcie świata. Przemianowani na posłańców, podążaliśmy za wskazaniami Pacala
Votana, zupełnie obywając się bez kart kredytowych czy własnych funduszy. Miłość
i wsparcie wielu ludzi, którzy wierzyli w to przesłanie, ułatwiała nam drogę.
Wskazówki Pacala cala Votana prowadziły z Meksyku i Ameryki Środkowej przez
Islamską Wysoką Radę w Kairze do Moskwy, Johannesburga, Hong Kongu i Tokio. Dziś
istnieje już Światowy Ruch Pokoju na rzecz przestawienia się na Kalendarz
Trzynastu Księżyców i nieubłaganie przeciska przez próżnię koszmaru 12:60.
Dzieje się tak za sprawą Pacala Votana i postępującego pełną parą ujawnienia
„faktora Majów", zupełnie przeoczonego przez historię.
Proroctwo Telektonon przemawia przez kamienną arkę Pacala Votana
i „Magnetyczny Kamień" przepowiedni, choć w rzeczywistości wskazuje ono na
kryształowe jądro Ziemi. „Mówiąca Tuba" Ducha Ziemi jest m.in. połączeniem
telepatycznym, jakie każdy z nas może nawiązać z kryształowym jądrem, o ile
przestawi się na nowy czas trzynastu miesięcy. Nagrodą na ścieżce trzynastu
księżyców jest powrót do uniwersalnej telepatii.
W jądrze kryształu jest przechowywany i strzeżony międzywymiarowy
skarb wiedzy – „wiedza magów". Tu podtrzymywany jest rezonans pomiędzy Ziemią,
„Niebem" i planetą Uran – harmonicznym bliźniakiem Ziemi. To właśnie z
krystalicznego jądra Pacal Votan, „szczególny świadek czasu", otrzymał boskie
wskazówki, aby przekonać ludzkość o grzęźnięciu w dziejach historii i zanim
nadejdzie dzień ostateczny, rozpowszechnić „faktor Majów" jako prorocze
antidotum na historię.
W Telektonon zostało obnażone to wszystko, co przyniesie
apokalipsę – naga prawda! Zgodnie z Telektonon siły G-7 – siedmiogłowe bestie –
napiętnowały swym znakiem wszystkich, nawet 144 000 „wybranych". W rozdziale 13
biblijnego Objawienia św. Jana tak właśnie zostały one określone. Rozdział 13
odpowiada baktunowi 13, który rozpoczął się w 1618 roku, a więc 36 lat po
reformie kalendarza przez papieża Grzegorza XIII. Reforma wcisnęła podbitych,
rdzennych mieszkańców tej planety w kalendarz gregoriański.
Baktun 13 jest tym, który całkowicie wypełniony jest babilońskim
czasem mechanicznego zegara i nienaturalnego kalendarza. W nim powstała
„12:60-cywilazacja", której punktem szczytowym była G-7 – „bomba hegemonii
babilońskiej", bestia, która dociera do Twojego umysłu za pośrednictwem
telewizji, kładzie na Tobie swój znak poprzez karty kredytowe. Dopiero gdy choć
raz bestia zostanie zidentyfikowana, będzie można ją pokonać. Święty marsz
zwycięstwa do powrotu w święty czas już się rozpoczął. Wreszcie dotarło do G-7,
że skończyło się jej niechlubne panowanie. Teraz nastał nowy porządek czasu.
Wnosi on ze sobą nowe przymierze ludzkości, gdzie człowiek może pokojowo zbliżyć
się do człowieka. Nowy układ wewnątrz praw biosfery, wyznaczający punkt startu
nowej genezy ludzkości, został proklamowany i obwieszczony w pierwszym dniu
Światowego Kongresu ds. Praw Biosferycznych w Brasilii (Brazylia) w marcu 1996
r.
Być może pewnego dnia wynurzy się telepatyczny tekst pod tytułem
„Mity wyłaniających się galaktyczno kulturowych Wojowników Światła", a na
barwnym kobiercu przygód, jaki cechował koniec drugiego tysiąclecia, znajdzie
się znak proroctwa w głosie Pacala Votana:
„Od poświęcenia mojego grobowca dnia 9.13.0.0.0 do zakończenia
baktuna 10.0.0.0.0 według Długiej Rachuby, przeszło siedem pokoleń proroctwa,
którego wszyscy teraz doświadczacie. Trzynaście lat zapomnienia odpowiadało
proroctwu Trzynastu Niebios i Dziewięciu Piekieł i w całości je
przypieczętowało. Proroctwo, poprzedzone trzema latami pokoju i trzema latami
głębokiej ciemności, prowadziło od Ouetzalcoatla do Harmonicznej Konwergencji.
Po tym, w siódmym roku, który był pierwszym rokiem przepowiedni, nastąpił zwrot
ku Światłu – Apokalipsa Majów, wprowadzenie „faktora Majów" jako rzeczywistości
dla tych wszystkich, którzy posłuchali mojego wołania o powrót do prawdziwego
czasu lub przynajmniej zwrócili na nie uwagę".
W ciągu trzech ostatnich lat często zadawałem sobie pytanie: „Czy
to wszystko jest prawdą?" Nie, to nie jest wymysł. Moje życie zostało
wykorzystane do wyjawienia tej prawdy. Pacal Votan wybudował święty grobowiec,
monument uwolnienia czasu – od chwili zamknięcia pokrywy w 692 r. n. e. minęło
dokładnie 1260 lat. Jego otwarcie nastąpiło w 1952 roku. Od momentu poświęcenia
grobowca do końca cyklu baktuna 13 w 2012 roku minie dokładnie 1320 lat,
zakodowanych na kamiennej pokrywie jego sarkofagu, połączonego z „Mówiącą Tubą"
– Telektonon – bez której jego grób nie zostałby nigdy odnaleziony.
Faktor Majów jest pierwszym muśnięciem galaktycznej wiedzy, nauki
z innej strony, pierwszym ulotnym doznaniem połączenia tak niezbędnego dla
naszego życia, przetrwania i dalszego rozwoju, że wymaga niezwykle dokładnych
studiów. Faktor Majów jest tłem i kontekstem historycznym zarówno dla Dreamspell
(Kalendarz Trzynastu Księżyców), jak i Telektonon, życiowej ścieżki proroctwa,
wybiegającej poza technologię.
Jose Arguelles
Posłaniec Wskazówek Pacala Votana
Kin 193, Czerwony Spektralny Wędrowiec
„Opiekun Ognia w Świątyni Krzyża"
Palengue, Samoistny Księżyc 16
Rok Białego Elektrycznego Maga, Trzeci Rok Proroctwa: „Zwycięstwo
Pokoju"
Jerzy Prokopiuk
POSŁOWIE
Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z książką Jose Argiiellesa
The Mayan Factor, Path Beyond the Technology (był to rok 1990 i wtedy
przeczytałem ją w niemieckim przekładzie), przyznaję dziś ze skruchą: nie
potrafiłem jej docenić. Niewątpliwie, wydała mi się pracą interesującą, ale –
nie będę ukrywał – nader dziwaczną. Piszę dziś o tym „niedorośnięciu" do niej
zarazem ze skruchą, jak i w poczuciu, że takie same czy podobne wrażenie mogłaby
ona zrobić na niejednym czytelniku polskiego przekładu.
Nie ulega jednak, na szczęście, wątpliwości, że obawa taka może
okazać się całkowicie płonna, jeśli będzie to ten sam czytelnik, który miał już
sposobność sięgnąć po obie prace Hanny Kotwickiej: Ja jestem innym Ty tom I i
II, z roku 2001 (ja przed laty nie byłem w tak dobrej sytuacji).
Dziś, na okoliczność tej recenzji, miałem przeczytać pracę
Argiiellesa po raz drugi. Dziś też chciałbym przede wszystkim wyrazić swój
podziw dla samego Arguellesa – dla jego wszechstronności jako artysty, poety,
„wizjonerskiego historyka" (jak nazwał go – zapewne – tłumacz jego The Mayan
Factor na niemiecki, Swami Prem Nirvano) i, co dla mnie osobiście najważniejsze,
jednego z czołowych przedstawicieli najwyższego poziomu światopoglądowej
refleksji z ducha ruchu Nowej Ery.
Faktor Majów poprzedził w oryginale i w polskim przekładzie
przedmową Brian Swimme z Institute in Culture and Creation Spirituality (Holy
Names College, Oakland). W przedmowie tej prezentuje on zarówno sylwetkę autora
książki, jak i jej zasadniczy, jak ongiś mawiano, tenor, czyli osnowę.
Nie chcąc dublować wkładu Swimmego, pragnąłbym ze swej strony
skoncentrować się na szerszym tle myśli Arguellesa: nie tyle zatem na odkrytym
przezeń „faktorze Majów" (w końcu mówi o nim sama książka), co wymagałoby ode
mnie długich studiów, ile na jego funkcji i roli w rozwoju tego (centralnego dla
myśli i dorobku umysłowego ruchu Nowej Ery), co przed laty ochrzciłem w moich
pracach mianem „paradygmatu wyobraźni".
Pojęcie paradygmatu stworzył już właściwy „ojciec filozofii" –
Platon, dla którego paradygmatami były idee jako modele, na których wzoruje się
świat zjawisk. W naszych czasach pojęcie to spopularyzował, jednocześnie
reinterpretując je i zawężając jego znaczenie, amerykański historyk nauki,
Thomas S. Kuhn {Struktura rewolucji naukowych).
Co do mnie, to pojęcia paradygmatu używam metaforycznie: w
szerszym znaczeniu danego człowiekowi, a więc zrazu bezwiednego i tylko
stopniowo uświadamianego sobie przez jednostki i grupy ludzi sposobu widzenia
świata, wizji świata (w przeciwieństwie do światopoglądu filozoficznego czy
wzoru naukowego poznawania świata).
Ludzkość, mówiąc w największym skrócie i posługując się w tym
celu terminami psychologii analitycznej C. G. Junga, znała – i w pewnym sensie
zna do dzisiaj – dwa podstawowe (tak rozumiane) paradygmaty: introwertyczny i
ekstrawertyczny. Pierwszy z nich – można by go nazwać „bezjaźniowym" – obejmował
czasy prehistoryczne, starożytne i średniowieczne – panował w czasach, kiedy
człowiek był jeszcze „marionetką Bogów", „poletkiem", na którym rozgrywali oni
swoje sprawy. Drugi – w którym narodziło się ludzkie „ja" (dzięki etyce
jahwistycznej i filozofii greckiej) – miał swe właściwe narodziny w czasach
Renesansu i „rewolucji naukowej" w XVII i XVIII wieku – kiedy to człowiek w
długim procesie wyzwalania się od Bogów, zdobył relatywną („negatywną") wolność
i autonomię jako człowiek.
Pamiętać przy tym trzeba, że w całej historii świadomości
ludzkiej jej duchowym kręgosłupem i zarazem drogowskazem była i jest
ezoterykagnoza, mistyka i magia, które inspirowały zarówno wszelkie religie, jak
– w epoce ekstrawertycznej – filozofię, naukę i technikę.
„Pojawienie się nauki empirycznej i racjonalistycznej z jednej
strony i materialistycznej z drugiej przyniosło życiu duchowemu ludzkości i
stratę, i zysk. Za stratę należy niewątpliwie uważać jej ograniczenie, za zysk
natomiast dialektycznie związane z tą stratą klaryfikację i precyzację ludzkiego
myślenia (nasze pojęcia osiągnęły większą klarowność i precyzję w naukach
zajmujących się materią martwą, takich jak fizyka czy chemia, niż w naukach
badaniach obejmujących materię organiczną). Otóż sądzę, że w rozwoju ducha
ludzkiego stoimy dziś u progu nowej rewolucyjnej przemiany. Podobnie jak z
początkiem czasów nowożytnych metodologia gnostyczna została oderwana od swej
macierzystej dziedziny i, odpowiednio przemieniona, znalazła zastosowanie w
dziedzinie nauki (proces ekstrawertyzacji dążenia poznawczego), tak też – by
sformułować rzecz ostrożnie – w najbliższej przyszłości aktualna metodologia
naukowa może zostać oderwana od dziedziny, którą dziś obsługuje, i po
odpowiedniej transformacji ponownie zastosowana do badania zarówno duchowego
aspektu natury, jak i samego świata duchowego. Byłby to z kolei proces
introwertyzacji dążenia poznawczego. Byłby to powrót do gnozy i magii. Byłaby to
epoka gwałtowników, którzy zdobywają Królestwo Niebieskie" (Labirynt herezji).
„Paradygmat wyobraźni" natomiast – rodzący się na naszych oczach
– jest syntezą dawnego paradygmatu introwertycznego i późniejszego paradygmatu
ekstrawertycznego (jak wyobraźnia jest sięgającą w przyszłość syntezą pamięci
zwróconej ku przeszłości i myślenia zakotwiczonego w teraźniejszości), jest
syntezą starej gnozy i młodej nauki. A jako taki, paradygmat wyobraźni jest
holistyczną wizją świata, próbą ujęcia makrokosmosu i mikrokosmosu, kosmosu
duchowego i kosmosu materialistycznego jako „całości" dynamicznej.
Fundamentem badań Argiiellesa – odwołuję się tu z konieczności
tylko do wiedzy, jaką czerpię z Faktora Majów –jak również wyrastającej z nich
koncepcji „faktora Majów" i, jeszcze szerzej, całego światopoglądu jest
metodologia: w swoim postępowaniu poznawczym sięga on nie tylko do empirii
naukowej (np. danych archeologicznych czy kulturoznawczych) i zrodzonej z niej
racjonalnej refleksji, lecz także – i to jest pierwsza racja, dla której można
nazwać go wybitnym przedstawicielem „paradygmatu wyobraźni" – do właściwych i
rozwijanych zdolności wizjonerskich.
W ontologicznym aspekcie „faktor Majów" cechuje się postawą
kosmocentryczną, zwraca się ku kosmosowi jako mądrej i żywej pełni istnienia:
duchowy i materialny kosmos jawi tu się jako struktura hierarchiczna i
wielopoziomowa; akcentuje jedność podmiotu i makrokosmosu we wszystkich
aspektach.
W swej epistemologii Arguelles rehabilituje znaczenie podmiotu
ludzkiego jako instrumentu poznania, postulując – właśnie w swej poszerzonej
metodologii – przemianę poznawczych władz człowieka w odpowiednio do poznawanego
przezeń poziomu rzeczywistości, przemianę dokonywaną w ramach procesu
samorealizacji pełnej indywidualności ludzkiej, tym samym zaś akceptując
znaczenie i potrzebę autokreatywnej i kreatywnej aktywności człowieka.
W swej aksjologii wreszcie podkreśla znaczenie sfery sensu i
wartości zarówno obiektywnych, jak podmiotowych, formułuje postulat – przede
wszystkim w swej działalności społecznej i kulturowej – nowej moralności, szuka
nowych form życia społecznego w „synarchicznej" harmonii z naturą i w stosunkach
międzyludzkich.
Tak przedstawia się próba spojrzenia na „faktor Majów" w
perspektywie filozoficznej i historyczno-kulturowej.
Rzecz całą chciałbym zakończyć zwróceniem uwagi czytelnika na
pewien kontrast: od kilku lat i w roku bieżącym otrzymujemy rewelacje tzw. „kodu
Biblii" (prace Michaela Drosnina, Kod Biblii, t.. I i II, oraz Jeffreya
Satinovera, Kod Biblii. Ukryta prawda). W pracach tych – dla przypomnienia –
zawierają się zakodowane w Starym Testamencie jakoby ostrzeżenia czy wręcz
groźby dawane przez Boga-Jahwe (zdaniem wierzących) czy przez Super-Inteligencję
kosmiczną (jak sądzą ateiści), dotyczące przede wszystkim III wojny światowej,
jaka ma wybuchnąć w latach 2005-2006. Cóż za kontrast – nie wymagający
komentarza – z rozwojową i twórczą perspektywą „faktora Majów" i ich kalendarza,
związaną z rokiem 2012 (przynajmniej w interpretacji Arguellesa). Koniec świata
– czy początek nowego? Oczywiście, niedaleka przyszłość da nam odpowiedź na to
pytanie.
Całym sercem opowiadając się po stronie Majów, przypomnę ich
zawołanie z książki Arguelles Evam maya e ma ho (Niech będą pozdrowione harmonia
umysłu i natury) – bo tylko w jego duchu możemy mieć nadzieją na nowy,
przemieniony świat.
Jerzy Prokopiuk
SŁOWNIK POMOCNICZY
Ahau: cykl o długości 256 lat; także: glif Słońca.
Baktun: cykl o długości 394 lat; 144 000 kinów (dni) lub 20
katunów.
Bank Psi: kompletny program pamięci Ziemi.
Behawioryzm: zewnętrzne działania i reakcje na bodźce.
Binarny: podwójny, dwójkowy.
Biosfera: strefa eksperymentów wypełniona życiem, testująca
"wolną wolę" w ramach tzw. "wojen czasów"; obecnie niezwykle nadwątlona przez
materialistycznie ukierunkowaną cywilizację babilońską działającą według kodu
12:60.
Bodhisattva (sanskryt): „Istota powołana do oświecania"; przyszły
Budda.
Ciało świetliste: wibrująca infrastruktura niesiona przez 260
jednostek kodu galaktycznego, operująca na wszystkich poziomach.
Ciąg liczbowy: ciąg, którego kolejne wyrazy pozostają ze sobą w
tym samym stosunku.
Cywilizacja ludzka: patriarchalna dominacja; ludzkość zamknięta w
12-miesięcznym kalendarzu i 60-minutowej godzinie.
Dyfuzja: rozprzestrzenianie rezonansowe. Endemiczny: miejscowo
ograniczony.
Entropia: niepowstrzymywalny, powolny rozpad określonego systemu
lub struktury bez możliwości odwrotu.
Epigeneza: rozwój organizmu przez postępujące po sobie nowe
mutacje. Faktor: liczba, która wskazuje wielokrotności danej wielkości;
wskaźnik.
Faktor Majów: wiedza Majów; przeoczony czynnik w rozważaniach
dotyczących sensu historii ludzkości.
Fala, okres fali: 13 galaktycznych tonów od 1 do 13 w relacji z
glifami.
Fraktal: mniejsza „pełna" całość jako część niosąca wszystkie
cechy większej "pełnej" całości; proporcja, która pozostaje constans (stała);
zakres częstotliwości lub wibracji zachowujący swoją symetrię w każdej skali.
Generatywny: wytwarzający określoną formę energii lub określoną
postać przenoszenia energii; źródłowo-stwórczy.
Haab: rok słoneczny - 365 kinów (dni).
Harmonia, tu: współbrzmienie; harmoniczna częstotliwość.
Harmonia fali historii, harmonia falowa historii: niewielki
fraktal wielkiego galaktycznego procesu ewolucji, w którym dokonujący się proces
przyspieszenia znajdzie ujście w synchronizacji z Galaktyką.
Harmonia fraktalna: harmoniczne współbrzmienie różnorodnych
fraktali. Harmoniczna liczba: liczba wykazująca różnorodne możliwości faktoralne
i fraktalne. Harmoniczny: synchronizujący; współdźwięczny, zbudowany na zasadach
harmonii.
Harmoniczny moduł: Tzolkin; Święty Kalendarz Majów, matryca
rezonansów, galaktyczna spirala 260 kinów.
Harmoniczny obwód: majański 13-baktunowy fraktal; trzynaście
harmonicznych obiegów wewnątrz 260-elementowego spinu; także: obieg 20 kinów od
Imix (Smok) do Ahau (Słońce).
Heksagram: układ sześciu linii ciągłych lub/i przerywanych,
składający się z dwóch trigramów. Hieratyczny: właściwy uroczystemu rytuałowi;
kapłański; dostojny.
Historia: tendencje do ograniczeń, miary i materializmu w
jednowymiarowym kierunku, który oddziela byt od bytu.
Holograficzną natura: pojęcie oznaczające, że z jednego ułamka
określonej całości można odtworzyć całość.
Holograficzny: całościowy.
Holon: czterowymiarowa struktura.
Holonomiczny: wyrażający jakość fraktalnej samodzielności
odzwierciedlającej całość; holonomia: "nauka o całości" i prawach dotyczących
holonu.
Interwal: odległość pomiędzy dwoma tonami.
Kalibracja: przyrównanie do większego wzorca; dostrojenie do
skali miary (np. kalendarza, czasu); kontrola względem uniwersalnego,
doskonałego wzorca.
Katun: cykl o długości 7200 kinów (dni) lub 20 tunów (20x360).
Kin: najmniejsza jednostka w kalendarzu Majów (1 dzień);
kombinacja jednego z 13 tonów i jednego z 20 znaków (glifów).
Kodon: 64 elementy DNA; 64 sześcioczłonowe wyrazy kodowe;
trójwymiarowe przedstawienie I Cingu w formie sześciu powierzchni stwarzających
kostkę (sześcian).
Kompleksowa stabilizacja: stabilna struktura powstała dzięki
przeplataniu się różnorodnych, wzajemnie wspierających się płaszczyzn.
Koniunkcja: konfiguracja dwóch ciał niebieskich; łączność;
specyficzny związek.
Konstanta, stała galaktyczna, tu: harmoniczny moduł (260 kinów);
energia Całości; wielkość zachowująca swoją niezmienność wśród elementów
zmiennych.
Kosmonogam: świadome lub nieświadome powiązanie z inną osobą
podczas wypełniania przez nią kosmicznej misji przy udziale i za sprawą
boskości.
Księżyc, tu: 28-dniowy miesiąc (4x7 dni =28 dni/kinów).
Liczydło historii: system reguł do schematycznej konstrukcji
układów, pozycji, obliczeń.
Lunarno-galaktyczny: dotyczący fazy wydechu Słońca.
Lunarny: księżycowy; umożliwiający powrót do naturalnego porządku
13:20 (28-dniowy miesiąc, 28-dniowy cykl kobiety = cykl Księżyca).
Makrofazowy: powracający regularnie w wielkich cyklach.
Materializm: pogląd uznający tylko trójwymiarową przestrzeń i
linearny bieg czasu; rabunkowa eksploatacja płaszczyzny fizycznej prowadząca do
samozniszczenia.
Matryca kodowa: pierwotny wzorzec, na bazie którego powstaje
następna struktura, np. wzorzec pierwotny I Cingu składający się tylko z dwóch
różnych form kresek (ciągłej i przerywanej) jest punktem wyjścia dla 64
kombinacji I Cingu.
Mechanizacja: ostatni etap cywilizacji, którego motto przewodnie
brzmi "Czas to pieniądz".
Mit: pojęcie definiujące zdolność do jednoczesnego,
wielowymiarowego rezonansu, który stapia byt z bytem; porównaj z historią.
Morficzny: wykazujący formę lub kształt. Morfogenetyczny:
dotyczący form życia organicznego.
Nadtony: tony przenoszące informacje z jednych płaszczyzn i oktaw
do innych, przenikające w wyższe lub niższe poziomy tonalnego oddziaływania.
Nakładka: dodatkowy wpływ; dodatkowe oddziaływanie nakładających
się cykli wewnątrz innego cyklu.
Noosfera: telepatyczna, mentalna powłoka Ziemi powstała w czasie
trwania siedmiu lat proroctw TELEKTONON po wprowadzeniu Kalendarza Trzynastu
Księżyców.
Oktawa: spójny cykl częstotliwości.
Paradygmat: zasada jako wzorzec do naśladowania w sensie „ducha
czasu".
Paraliż paradygmatu: skostnienie; bezwład; zamrożenie „ducha
czasu".
Permutacja: przestawienie; kombinacja; każdy z możliwych układów
elementów składowych.
Pola morfogenetyczne: nasycone pamięcią subpola Banku Psi
odpowiadające za podtrzymanie różnych form życia.
Postępujący solarnie: dotyczący fazy wdechu Słońca.
Posthistoria: najdoskonalszy i najwyższy poziom wiedzy,
samoświadomości praw i obowiązków; świadomość istnienia, jak również akceptacja
wielowymiarowości bytu, pełnia wiedzy, "odczarowanie" umysłu z naiwnego mitu.
Prehistoria: zbiorowość/społeczność decyduje o sposobie życia;
wszystkie elementy świata są oznaczone (zakodowane) i umiejscowione przez
zbiorowość; życiem rządzi mit, który nie wymaga uzasadnienia; nieświadoma
symbioza z naturą.
Progresja: stopniowe wzrastanie, postęp. Prymarny: pierwotny,
początkowy.
Radiacja: promieniowanie; wysyłanie energii w postaci strumieni
lub fal jednocześnie w wielu kierunkach.
Radiacyjny: dotyczący promieniowania. Radialny: rozchodzący się
promieniście. Radiator: ciało promieniujące.
Radioemisja: wysyłanie serii sygnałów równocześnie w kierunku
zgodnym i przeciwnym do ruchu wskazówek zegara.
Radiogenetyczny: oznaczający zestawione razem struktury światła
przeobrażonego w formę żywą.
Radiogeneza: uniwersalny przekaz informacji poprzez światło, jako
światło albo energię promieniowania.
Rezonansowy: współbrzmiący jednocześnie.
Sekwencja: powtarzanie danego szeregu na stopniowo zmieniającej
się wysokości.
Sieć planetarna: system dziesięciu planet w relacji ze Słońcem.
Solarno-lunarny (solarno-księżycowy) rok: 365 dni (365 kinów); 13
księżyców po 28 dni + 1 dzień (tzw. zielony dzień).
Spin galaktyczny: 260 dni (260 kinów), Tzolkin z 20 okresami fal.
Struktura dysonansowa: nawarstwiające się, silne wibracje, które
w określonych warunkach mogą przybrać formę cielesną.
Struktura falowa, forma falowa: 13-tkowy fraktal; 13-kinowy okres
fali.
Subdukcja: nagły spadek energii poprzedzający późniejszy wzrost
lub wyładowanie nowej energii w nowym subpolu.
Symultaniczny: jednoczesny; dziejący się równocześnie.
Synchronizacja: jednoczesne włączenie, doprowadzenie do zgodności
przebiegu procesów (zjawisk) w czasie; równoległe dokonanie się.
Synergetyczny: współdziałający z innym, podobnym czynnikiem;
wzmacniający działanie; skuteczny.
Synergia: współdziałanie dwóch lub kilku czynników w określonym
celu.
Synestezja: wewnętrzne doświadczenie jedności rozumiane jako
nierozłączność umysłu i natury; rozszerzone doznania zmysłowe, np. dodatkowe
przeżycie określonej „barwy" podczas słuchania muzyki.
Szereg: wyrażenie mające postać sumy skończonej lub nieskończonej
liczby elementów.
Transcendencja: transformowanie czegoś ze struktury
trójwymiarowej na wyższą płaszczyznę; przekraczanie granic trójwymiarowych
doświadczeń; nadzmysłowość.
Transdukcja: przetwarzanie informacji; przejście z jednego stanu
istnienia do innego za pośrednictwem fal;
Tun: 360-dniowy „kalendarz"; 360 kinów. Uinal: cykl 20 dni.
UWAGA
Wydawnictwo przestrzega Czytelników przed osobami powołującymi
się na współpracę lub koleżeństwo z Hanną Kotwicką, autorką cyklu JA JESTEM
INNYM TY, oferującymi odpłatne kursy połączone z wystawianiem certyfikatów
upoważniających do prowadzenia szkoleń z ramienia Wydawnictwa, jak również
pseudomistrzami proponującymi inicjacje do pieczęci Majów lub energetyzowanie
osobistych archetypów mających ułatwić pracę z kalendarzem!
Terminy warsztatów i spotkań autorskich organizowanych przez
Wydawnictwo PULSAR zamieszczamy na naszej stronie intemetowej www.maya.net.pl
|
|
|